— Pracą?
Rubens uśmiechnął się krzywo.
— Odkryłem nowy spiek ceramiczny o niezwykle dużej przewodności temperaturowej. Był to — wzruszył ramionami — szczęśliwy przypadek. Nie szukałem tego tworzywa. Byłoby idealne na powłoki termiczne, ale dysponujemy już powłokami równie dobrymi, nie ma więc na nie rzeczywistego zapotrzebowania. I niestety tworzywo to charakteryzuje się niewielką wytrzymałością na rozciąganie.
AUGENBLICK: Głos ma swobodniejszy. Nie myśli przez cały czas o… czymś-tam.
GABRIEL: Czy w ogóle możecie go zanalizować?
AUGENBLICK: To Protarchōn Therápōn. Nikogo lepszego Cressida nie mogła wysłać. Jeśli on nie chce, byśmy go zanalizowali, będzie to trudne bez zastosowania nadzwyczajnych środków. Cressidzie nie spodoba się, gdy zaczniemy buszować w głowie jej chłopaka.
DESZCZ PO SUSZY: Spraw, żeby cały czas mówił. Może jeszcze zdołamy go na czymś przyłapać.
MATAGLAP: Co to było, ten ruch skrzelami? Przygotowanie do ataku?
AUGENBLICK: Napięte mięśnie karku. Zwiększone napięcie w ramionach.
MATAGLAP: Atak! Przygotuj swobodną rękę. ‹Wizualizacja uderzenia knykciami.›
GABRIEL: Nie zachowuj się paranoicznie. ‹Jednak przygotowanie ręki.›
MATAGLAP: Wszyscy ludzie mają mnie w swych sercach. Nie zapominaj o tym.
DESZCZ PO SUSZY: Sądzę, że to nie jest agresja. To coś bardziej osobistego.
MATAGLAP: Co może być bardziej osobistego niż agresja? Po zadaniu ciosu, oślep go Mudrą Dominacji i spieprzaj stąd, a Manfred niech go napełni środkiem usypiającym.
— Jest zbyt kruche.
— Właśnie. Ale jest idealne do stopów przemysłowych, na wyroby garncarskie i tym podobne, gdyż duża przewodność temperaturowa oznacza krótszy czas wypalania.
— Przybyłeś więc tu, by rzucić okiem na Warsztaty.
— Mam zamiar założyć coś podobnego, ale początkowo na skromniejszą skalę. I nadal żywię nadzieję, że istnieje sposób wzmocnienia tego tworzywa. — Skrzela mu zafalowały. — Zajmowałem się tym podczas rejsu.
— Czy rysuje się jakieś rozwiązanie?
— Niestety, nie. Ale dowiedziałem się innych rzeczy, które kiedyś mogą się okazać użyteczne. I oczywiście Cressida Ariste wyznaczyła mi pewne obowiązki związane z jej badaniami Form Chaotycznych w procesach wewnątrzgwiazdowych. Tak więc moja podróż okazała się dość pracowita.
Gabriel przystanął na chwilę w czaszce rozbrzmiewały mu złowieszcze ostrzeżenia Mataglapa. Nie podejrzewał Rubensa o mordercze zamiary, ale jednak istniały środki bardzo wyrafinowane, nie dające się wykryć zewnętrznym skanowaniem. Samo ciało ludzkie stanowiło oczywiście taką broń, a okoliczności były na tyle niezwykłe, że wszelkie środki ostrożności należało uznać za uzasadnione.
— Czy masz dane na temat tego tworzywa?
AUGENBLICK: Kark napięty! Ręce napięte! Kręgosłup sztywny! Zwiększona respiracja!
MATAGLAP: ZABIJ GO NATYCHMIAST!
DESZCZ PO SUSZY: Zamknijcie się i dajcie mi pomyśleć! Nie o to tu chodzi.
AUGENBLICK: Ulga! Zmniejszenie napięcia! Rozszerzenie naczyń włosowatych! Zagrożenie niewielkie!
DESZCZ PO SUSZY: Aaa! Po prostu chciał zapewnić sobie fortunę, sprzedając ci to tworzywo. Chyba wywęszyłem interes osobisty.
GABRIEL: Ty zawsze węszysz interes osobisty.
DESZCZ PO SUSZY: Bo zawsze jest interes osobisty. Pozwól, że wynegocjuję warunki. Skończy się na tym, że facet zastanie pustkę, w miejscu gdzie spodziewa się kasy. Przynajmniej tyle powinniśmy zrobić, za to, że nas nastraszył.
MATAGLAP: ‹dąsy›
AUGENBLICK: Coraz bardziej odprężony. Wolniejsze, głębsze oddychanie. Rozszerzone źrenice. Trzecia powieka schowana.
DESZCZ PO SUSZY: Opuścił gardę i teraz łatwo go trafić. Zapytaj go, po co tu przybył.
— Tak, Gabrielu Aristos.
— Prześlij mi je. Może wezmę na tę ceramikę licencję dla Warsztatów. — Mordercze ryki Mataglapa powodowały, że w rdzeniu kręgowym Gabriela przebiegały fale napięcia.
Rubens uśmiechnął się.
— Sprawi mi to przyjemność, Aristosie. — Przez chwilę miał nieobecny wyraz twarzy, gdy wewnętrznie nawiązywał jakąś łączność. — Przetransmitowałem dane ze swego statku na twój adres w Hiperlogosie. Możesz je skopiować w wolnej chwili, Aristosie.
— Będziesz na Illyricum przez parę dni, prawda? Postaram się skomunikować z tobą pod koniec pobytu.
— Dziękuję, Aristosie.
Gabriel powoli odetchnął, oczyszczając swe ciało z napięcia. Cynizm Deszczu po Suszy był jak rześka, odświeżająca ulewa po parnym letnim dniu. Ten daimōn, pozbawiony sumienia socjopatyczny manipulator, współpracował zwykle z posługującym się intuicją Augenblickiem. Byli spokrewnieni, stanowili lustrzane odbicie tej samej osobowości, tak jak Horus był spokrewniony z Cyrusem, którego z kolei w nieco bardziej skomplikowany sposób — łączyło powinowactwo z Wiosenną Śliwą.
DESZCZ PO SUSZY: Zarówno on, jak i Cressida mogliby cię poinformować o tym tworzywie przez tachlinię. Zatem przybył z innego powodu.
Mataglap, paranoidalny morderczy wojownik, nie był spokrewniony z nikim. Gabriel nigdy go nie potrzebował i wolał, żeby tak już zostało.
— Przybyłeś tu jednak z misją od Ariste Cressidy, prawda?
AUGENBLICK: Trzecie powieki pulsują. Zwężone źrenice. Wzrost ogólnego napięcia.
DESZCZ PO SUSZY: Mamy go.
MATAGLAP: Uważaj! On cię zabije!
DESZCZ PO SUSZY: Zamknij się.
AUGENBLICK: Postawa niepewna. Duża koncentracja. Zagrożenie niewielkie, ale myśli o czymś intensywnie.
DESZCZ PO SUSZY: Niech cały czas mówi.
AUGENBLICK: Trzecie powieki częściowo nasunięte, być może jest to oznaka podstępu, ale zaprzecza temu otwarta postawa, skoncentrowany wzrok, spokojne powieki, stan rozszerzenia naczyń włosowatych. Widzisz? To lekkie zgarbienie, wzruszenie ramion powstrzymane dzięki treningowi. Oznaka szczerego zaintrygowania.
GABRIEL: Czy te reakcje mogą być udawane?
AUGENBLICK: Jest znakomicie wytrenowany, więc to możliwe.
DESZCZ PO SUSZY: My potrafilibyśmy to zrobić.
GABRIEL: W jaki sposób możemy się upewnić?
Gabriel czuł, że ciało Rubensa znów się napina.
— Owszem — odparł. — Mam to dostarczyć osobiście tylko do twoich rąk.
Rubens zwolnił kroku i wolną ręką sięgnął do jednej z kieszeni munduru. Gabriel zignorował ponowny ryk strachu Mataglapa.
Rubens wyciągnął kość z danymi. Gabriel przystanął, wziął ją wolną ręką i dokładnie obejrzał. Kość powleczona była ochronną warstwą przezroczystego polimeru. Z obu stron nosiła pieczęć Cressidy. Gabriel spojrzał z ukosa na Rubensa.
— Czy wiesz, co się na tym znajduje?
— Nie, Aristosie. Powiedziano mi, że jest opatrzone jej pieczęcią i może być otworzone jedynie przez ciebie. — Twarz Rubensa wyrażała nerwową niepewność. — Polecenia Cressidy nadeszły zupełnie bez uprzedzenia, dała mi tylko dwa dni, abym się przygotował. Od kiedy jestem u niej, nie przypominam sobie, żeby komukolwiek dawała podobne zadanie. Zwykle z rozwagą traktuje ludzi, którym wyznacza specjalne obowiązki.
Читать дальше