Borys Strugacki - Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Здесь есть возможность читать онлайн «Borys Strugacki - Światy braci Strugackich - Czas uczniów» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2001, Издательство: Rebis, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Światy braci Strugackich - Czas uczniów: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Światy braci Strugackich - Czas uczniów»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”

Światy braci Strugackich - Czas uczniów — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Światy braci Strugackich - Czas uczniów», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Mściwie pomyślałem, że magistrom też nie zawsze pomyślnie wychodzi teleportacja, ale podszedłem do Witki, chwyciłem go za ramiona i pociągnąłem. Witka sapał i walił wolną nogą w ścianę, w końcu tynk nie wytrzymał i runęliśmy na podłogę.

— Ale z ciebie niezgrabiasz, Saszka — westchnął Korniejew, wstając i patrząc na ścianę. W tynku pozostał okrągły otwór.

Zatkało mnie z oburzenia, ale w końcu powiedziałem:

— Jutro zamurujesz.

— Co takiego? Mogę i teraz… — Witka podniósł ręce, ale widząc moje pełne wyrzutu spojrzenie, stracił rezon i nie wypowiedział zaklęcia.

— Zamurujesz normalnie — wyjaśniłem. — Weźmiesz w instytucie cement, piaseczek i…

— Dobra — poddał się Witka. — Wsteczny jesteś, Priwałow. O, pierożki! Dobrze trafiłeś!

Usiadł przy stole i wysypał zawartość siatki. Zastanowił się, podniósł rękę, wyciągnął z powietrza bulgoczący czajnik, ale się zawahał:

— He, a może chciałeś go przynieść tak… normalnie? Machnąłem ręką. I usiadłem obok.

— Co dzisiaj tak wcześnie? — zapytałem. — Aty?

— Janus mnie przestraszył. Powiedział, że…

— Ciężki tydzień będzie — skinął głową Korniejew. — Tak, tak.

— U ciebie też?

Witka ponuro odgryzł połowę pierożka. Zapytał:

— Co on kręci, Priwałow? Może już wie o Kole?

— Niewykluczone.

— Granda — radośnie rzucił Korniejew. — Nie, chyba nie. Saszka, a może nas wysyłają na tę patronacką fermę warzywną?

Chyba z minutę wałkowaliśmy tę wersję, ale w końcu zdecydowaliśmy, że dyrektor nie straszyłby nas z takiego drobnego powodu.

— Dobra, nie ma co wróżyć — pierwszy poddał się Korniejew. — A wiesz, co ja wymyśliłem? Z Kołem…

— Tak? — zapytałem z drżeniem.

— Gdyby tak je zatrzymać, kiedy ludzie na Ziemi są szczęśliwi? Kiedy wszyscy mają fart?

— Fajnie — przyznałem. — Tylko kiedy? Czy są takie chwile?

— A gdyby tak zapowiedzieć całemu światu, że… e… w południe czasu Greenwich, na przykład, wszyscy mają być szczęśliwi i fartowni.

Nie dało się uniknąć puknięcia się palcem w czoło. Korniejew prychnął.

— Co się śmiejesz? Przecież można chwilę wytrzymać? Usiąść z dobrą książką przy oknie, popatrzeć na ładne dziewczyny. Albo zbierać się dużymi grupami, prawić sobie komplementy, dawać podarunki!

— A jeśli w takiej chwili ugryzie cię komar albo sąsiadowi pęknie rura i woda zaleje sufit?

— Myślisz, że to niemożliwe?

— Aha. Nierealne. Na pewno komuś się nie poszczęści.

— No to pocierpią dla większości! — Korniejew już się wycofywał. — Taki fajny pomysł!

— Głupi pomysł, Witka.

— Dobrze. Może przedwczesny! — Korniejew wyrwał spod mojej ręki ostatni pierożek i pomachał mi nim przed twarzą. Z trudem wytrzymałem, żeby się nie oblizać. — Może nie dziś? Za dziesięć, dwadzieścia lat? Kiedy już na pewno zapanuje wszechogarniające szczęście?

— No to po co wtedy zatrzymywać Koło? Robić masło maślane? Wiesz… jeśli ludzie staną się szczęśliwi, to mały pech ich nie załamie.

Co to był za cios! Korniejew zamilkł w pół słowa, zaczerpnął powietrza i oklapł. Położył pierożek na stole, wstał i — rzuciwszy mi urażone spojrzenie — przeleciał na parter.

— Witka, przestań się wydurniać — zawołałem.

Ale Korniejew się nie pojawił. Obraził się. Westchnąwszy, nalałem sobie dobrej gruzińskiej herbaty. Zjadłem ostatni pierożek i poszedłem do holu. Telewizor był wyłączony… czyli rzeczywiście jestem sam na piętrze. Włączyłem nowiutkiego ogonioka”, rozwaliłem się na wysiedzianym fotelu i przygotowałem się do delektowania widowiskiem.

Znawcy mnie jednak rozczarowali. Ze dwadzieścia minut patrzyłem, jak Znamienski z Tominem zajmowali się kradzieżą z fabryki dwóch bel kretonu. Niby wszystko było jasne, że głównym złodziejem jest zastępczyni dyrektora do spraw zaopatrzenia, kobieta mądra, ale z dużą ilością przeżytków w świadomości, jednakże znawcy uparcie tego nie zauważali. Pojąwszy, że dojdą do tego dopiero pod koniec następnego odcinka, bezszelestnie wstałem z fotela, opłukałem butelkę po kefirze i położyłem się spać.

Ze dwadzieścia minut uczciwie usiłowałem zasnąć. Liczyłem w kodzie dwójkowym od zera do tysiąca, przypominałem sobie różne zabawne, przyjemne historie, które wydarzyły się w instytucie za mojej pamięci — jak Ojra-Ojra pomagał Magnusowi Fiodorowieżowi testować dżinsy niewidki i jaka z tego wyszła plama, albo jak Christobal Hozewicz rozwiązał na Ałdanie w zasadzie nierozwiązywalne zadanie, ale wynik okazał się w zasadzie nie do pojęcia…

Pomyślawszy o Ałdanie i dwóch nieumiejętnie wykonanych dubletach pętających się teraz obok pulpitu, posmutniałem. Tak naliczą Wołodii… tak mu naliczą, że zmęczę się przeprosinami. A przecież można do dziesiątej skończyć, a potem pomajstrować sobie do woli…

Kiedy kończyłem tę myśl, przyłapałem się na tym, że już nie leżę w łóżku, lecz tańczę pośrodku ciemnego pokoju, ubierając się. No i dobrze. Nie ma co się lenić. Janus mnie nie zastraszy…

Gdy biegłem przez hol, portierka uchyliła okienko i z lekką nadzieją w głosie zapytała: — Sasza, idziesz do kina?

— Nie, do pracy… Muszę wpaść na chwilkę — odpowiedziałem, czując się winny. Nasza portierka, Lidia Pietrowna, chyba postawiła sobie za cel egzekwowanie przepisów o zatrudnieniu pracowników naszego instytutu.

Ulice były puste i zimne, więc żeby nie zmarznąć, puściłem się biegiem i wpadłem do budynku tak dynamicznie, że jakiś chochlik wycierający kurz z przykutego do drzwi szkieletu rzucił się w bok, a szkielet spróbował zamknąć oczy. Zrobiło mi się trochę głupio i zwolniłem.

Praca wrzała. Na piętrze dziesiątka laborantów wlokła prawdziwy kloc drewna, na podobieństwo mrówek taszczących zapałkę. Sekundę wahałem się, jak im pomóc, zastanawiałem się, jak wykręcą tym klocem w wąskie drzwi i na cholerę im to drewno, ale laboranci byli tak hałaśliwi i energiczni, że nie zaryzykowałem wtrącania się i poszedłem do siebie na trzecie piętro.

Chwilę nasłuchiwałem pod drzwiami ośrodka obliczeniowego, potem energicznie wszedłem.

Dziwne czy nie — wszystko było w porządku. Pierwszy dublet siedział przy biurku i pisał coś na papierze, drugi, wisząc nad nim, burczał:

— Przecinek, w złym miejscu postawiłeś przecinek… Podszedłem i zerknąłem. Dublet, pełen wiary we własne siły, sprawdzał mój program. Przecinek rzeczywiście znajdował się nie tam, gdzie trzeba. Pierwszy dublet zerknął na mnie i szybko poprawił błąd.

— Pracować, pracować — rozkazałem surowo, kierując się do Ałdana.

Komputer pracował na całego. Buczały ferrytowe nośniki, trzaskały przełączniki, mrugały do siebie lampki. Pogroziłem dubletom palcem i wyszedłem.

Bałaganiarz Witka na pewno zapomni o cemencie do naprawy ściany. Należało pomyśleć o tym samemu, a jutro zmusić Korniejewa do pracoterapii. Uśmiechnąwszy się złośliwie do siebie, skierowałem się na czwarte piętro i podszedłem do gabinetu Kamnojedowa.

Gabinet był rzecz jasna zamknięty, ochraniały go srogie ifryty. Modest Matwiejewicz zawsze przestrzegał dyscypliny pracy…

Szybciuteńko przemknąłem obok strażników i skręciłem w mały ciemny korytarzyk. Prowadził on do koszar chochlików, gdzie zawsze można było zdobyć trochę wapna, gwoździ czy baskwile. Chochliki to istoty absurdalnie oszczędne i wszyscy pracownicy szukający jakichś drobiazgów udawali się właśnie do nich. Drzwi prowadzące do koszar były zamaskowane obrazem przedstawiającym drewniany domek na skraju pszenicznego łanu. Chochliki najprawdopodobniej były skłonne do nostalgii — obraz, jeśli wierzyć plotkom, namalował któryś z nich. Zastukałem palcem w namalowany domek, próbując trafić w tycie drzwi. Obraz płynnie się odwrócił, wpuszczając mnie do koszar.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Światy braci Strugackich - Czas uczniów»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Światy braci Strugackich - Czas uczniów» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Arkadij Strugacki - Piknik pored puta
Arkadij Strugacki
A. Strugacki - Zilā planēta
A. Strugacki
Arkadij Strugacki - Biały stożek Ałaidu
Arkadij Strugacki
Arkadijs un Boriss STRUGACKI - UGUNĪGO MĀKOŅU VALSTĪBĀ
Arkadijs un Boriss STRUGACKI
libcat.ru: книга без обложки
Arkadije Strugacki
Arkadij Strugacki - Piknik na skraju drogi
Arkadij Strugacki
Arkadij Strugacki - Przenicowany świat
Arkadij Strugacki
Borys Strugacki - Bezsilni tego swiata
Borys Strugacki
Arkadij Strugacki - Poludnie, XXII wiek
Arkadij Strugacki
libcat.ru: книга без обложки
Arkadij a Boris Strugačtí
Отзывы о книге «Światy braci Strugackich - Czas uczniów»

Обсуждение, отзывы о книге «Światy braci Strugackich - Czas uczniów» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x