John Katzenbach - Opowieść Szaleńca

Здесь есть возможность читать онлайн «John Katzenbach - Opowieść Szaleńca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Opowieść Szaleńca: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Opowieść Szaleńca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Brutalne morderstwo w szpitalu psychiatrycznym. Prokurator Lucy Jones zaczyna śledztwo – żmudne i bezowocne. Wkrótce przekonuje się, że ma własne powody, by doprowadzić je do końca. I że tylko z pomocą dwóch pacjentów może schwytać zabójcę, który pod maską szaleństwa skrywa zimny umysł bezwzględnego zbrodniarza…

Opowieść Szaleńca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Opowieść Szaleńca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Zerknął na Francisa i machnął ręką, jakby go poganiał. Na zewnątrz, w oddali, zbliżało się wycie syreny karetki, jadącej z ochroną.

Deszcz z pogardą pluł Francisowi w twarz. A może, pomyślał Francis, woda postanowiła zmyć ostatnich kilka godzin. Sam nie wiedział. Wściekły wiatr szarpał drzewem, które wyglądało, jakby wstrząsał nim widok procesji przechodzącej w środku nocy.

Duży Czarny szedł przodem, z trupem anioła przerzuconym przez szerokie ramię jak bezkształtny, ciemny worek marynarski. Tuż za nim maszerował przez noc Mały Czarny, niosąc dwa szpadle i oskard. Francis zamykał pochód, podbiegając, kiedy Mały Czarny go poganiał. Za sobą słyszeli, jak karetka zatrzymuje się pod ciepłownią. Na murach w dali widać było błyski czerwonego koguta. Czarny wóz ochrony również zahamował przed wejściem do budynku, a reflektory wykroiły szeroki łuk w ciemnościach nocy. Oni trzej jednak znajdowali się poza polem widzenia tamtych; szli w mroku, wykorzystując słabą poświatę księżyca do odnajdywania drogi w sam róg terenów szpitala.

– Cicho – powiedział Mały Czarny, chociaż było to niepotrzebne upomnienie.

Francis spojrzał w nocne niebo i pomyślał, że widzi grube smugi hebanu, jakby jakiś malarz uznał, że noc jest nie dość ciemna, i próbował dodać wstęgi jeszcze głębszej czerni.

Kiedy z powrotem opuścił wzrok, od razu spostrzegł, dokąd idą. Niedaleko znajdował się ogród, w którym razem z Kleo sadził kwiaty. Teraz znów był przy jej boku. Wszedł za braćmi Moses na mały cmentarz. Duży Czarny chrząknął i rzucił zwłoki anioła na ziemię. Trup upadł z głuchym łomotem.

Francisowi, o dziwo, nie zrobiło się niedobrze. Spojrzał na zabitego i pomyślał, że mógłby go minąć na korytarzu, stołówce, ścieżce albo w świetlicy sto razy, kiedy tamten żył, i nie zorientować się aż do dziś, kto to naprawdę jest. Potem pokręcił głową, przecząc samemu sobie. Nieprawda – gdyby chociaż raz spojrzał aniołowi prosto w oczy, na pewno zobaczyłby w nich to, co wszyscy dostrzegli tej nocy.

Duży Czarny wziął szpadel i podszedł do małego kopczyka świeżo wykopanej ziemi, oznaczającej miejsce, gdzie poprzedniego dnia złożono Kleo na wieczny spoczynek. Francis wziął oskard, bez słowa uniósł go nad głowę i wbił w wilgotną ziemię. Był trochę zaskoczony tym, jak łatwo byli w stanie usuwać ją z grobu królowej samobójczyni. Zupełnie tak, pomyślał, jakby Kleo spodziewała się ich wizyty tej nocy.

Z tyłu, poza zasięgiem ich wzroku, sanitariusze po raz drugi w ciągu kilku godzin walczyli zawzięcie o czyjeś życie. Nie minęło wiele czasu, zanim wszyscy trzej usłyszeli naglące wycie ambulansu, który popędził przez teren szpitala prosto na najbliższy ostry dyżur, dokładnie tak samo jak wcześniej, z tą samą dziką szybkością, tą samą wyboistą drogą.

Kiedy syrena ucichła, ciszę zakłócały już tylko stłumione odgłosy szpadli i oskard. Deszcz wciąż padał, przemoczył ich doszczętnie, ale Francis nie był świadom jakiejkolwiek niewygody czy zimna. Czuł, że na dłoni rośnie mu pęcherz, ale dalej zawzięcie machał oskardem, raz za razem. Zostawił daleko za sobą wyczerpanie i teraz zdawał sobie sprawę jedynie z tego, co próbował tej nocy zrobić, i że wszystko zostanie pogrzebane pod ziemią.

Nie wiedział, czy wykopanie blisko dwumetrowego dołu trwało godzinę, czy dłużej. W końcu ich oczom ukazała się matowa stal taniej trumny z ciałem Kleo. Przez chwilę krople deszczu wybijały na wieku capstrzyk jak na werblu; Francis miał nadzieję, że hałas nie zakłócił snu potężnej kobiecie.

Potem pokręcił głową i pomyślał: spodobałoby się jej to. Każda królowa powinna mieć sługę w zaświatach.

Duży Czarny bez słowa rzucił na ziemię szpadel. Spojrzał na brata. Mały Czarny pomógł mu podnieść trupa anioła za ręce i nogi. Potykając się trochę i ślizgając w błocie, pielęgniarze podeszli na skraj grobu, a potem zepchnęli anioła na wieko trumny, gdzie spadł ze stłumionym łomotem. Duży Czarny spojrzał na Francisa, który stał na krawędzi wykopu, nie wiedząc, co robić.

– Nie ma co się modlić za tego człowieka – powiedział pielęgniarz. – Żadna modlitwa nie pomoże mu tam, dokąd się wybiera.

Francis pomyślał, że to prawda.

Potem, bez wahania, wszyscy trzej zaczęli pospiesznie zasypywać grób. W dali, nad horyzontem, pojawiły się pierwsze, niepewne zwiastuny świtu.

I to był koniec.

Zwinąłem się w kłębek u podstawy ściany.

Drżałem, próbując odciąć się od ryczącego wokoło chaosu. Z wielokilometrowej oddali dobiegały mnie krzyki i głośne łomotanie, jakby każda chwila strachu, wątpliwości i wyrzutów sumienia, które ukrywałem przez te wszystkie lata, dobijały się do moich drzwi, grożąc, że je wyważą i wpadną do środka. Wiedziałem, że jestem winien aniołowi śmierć, a on był przy mnie, by ją przyjąć. Opowieść została spisana i nie sądziłem, że mam jeszcze prawo żyć. Zamknąłem oczy i słysząc otaczające mnie donośne głosy i ponaglające krzyki, czekałem, aż anioł dokona na mnie swojej zemsty. W każdej chwili spodziewałem się poczuć lodowaty dotyk. Skurczyłem się w najmniejszą i najmniej znaczącą postać, w jaką zdołałem. Usłyszałem zbliżający się do mnie tupot biegnących stóp. Spokojnie, ze smutkiem, czekałem na śmierć.

Część 3. Biały, Matowy, Gładki Lateks

Rozdział 36

Dzień dobry, Francis. Zmrużyłem oczy na dźwięk znajomego głosu.

– Cześć, Peter – odparłem. – Gdzie ja jestem?

– Z powrotem w szpitalu. – Peter wyszczerzył się w uśmiechu, ze swoim dawnym, beztroskim błyskiem w oku. Musiałem zrobić spłoszoną minę, bo podniósł rękę. – Nie w naszym szpitalu, oczywiście. Tamten zniknął na zawsze. W nowym. O wiele przyjemniejszym niż stary Western State. Rozejrzyj się, Mewa.

Powoli obróciłem głowę najpierw w prawo, potem w lewo. Leżałem na solidnym łóżku, na skórze czułem dotyk czystej pościeli. Z kroplówki jakaś ciecz kapała do igły wkłutej w moje ramię; byłem ubrany w zieloną, szpitalną piżamę. Na ścianie naprzeciwko wisiał duży, kolorowy obraz białej żaglówki, pchanej wiatrem przez skrzące się wody zatoki w piękny, letni dzień. Obok, na wysięgniku stał wyłączony telewizor. Odkryłem, że mój pokój ma małe okno, za którym zobaczyłem matowo-błękitne niebo z kilkoma strzępkami chmur. Jak na obrazie.

– Widzisz? – Peter machnął lekko ręką. – Niczego sobie.

– Tak – przyznałem. – Całkiem nieźle.

Strażak siedział na krawędzi łóżka, przy moich stopach. Ogarnąłem go spojrzeniem. Wyglądał inaczej, niż kiedy ostatni raz widziałem go w moim mieszkaniu – wtedy ciało odpadało od kości, krew spływała po twarzy, a brud szpecił uśmiech. Teraz Peter miał na sobie niebieski kombinezon, który przypomniał mi o dniu naszego pierwszego spotkania pod gabinetem Gulptilila, i tę samą czerwoną czapkę Red Soksów, zsuniętą na tył głowy.

– Czy ja umarłem? – spytałem.

Pokręcił głową, a po jego twarzy przemknął uśmiech.

– Nie – powiedział. – Ty nie. Ja umarłem.

Poczułem wzbierającą w piersi falę żalu, dławiącą w gardle słowa.

– Wiem – wyszeptałem w końcu. – Pamiętam.

Peter znów się wyszczerzył.

– Ale wcale nie przez anioła. Czy ja w ogóle miałem okazję ci podziękować, Mewa? Zabiłby mnie tam na pewno, gdyby nie ty. Umarłbym, gdybyś nie przeciągnął mnie przez tę piwnicę i nie sprowadził na pomoc braci Moses. Bardzo mi pomogłeś, Francis, i byłem ci wdzięczny, nawet jeśli nie miałem okazji ci tego powiedzieć. – Peter westchnął, a między jego słowa wkradł się smutek. – Powinniśmy cię słuchać od samego początku, ale tego nie zrobiliśmy i bardzo dużo nas to kosztowało. Ty wiedziałeś, gdzie i czego szukać. Ale my nie zwracaliśmy na ciebie uwagi. – Wzruszył ramionami.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Opowieść Szaleńca»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Opowieść Szaleńca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


John Katzenbach - Profesor
John Katzenbach
John Katzenbach - La Guerra De Hart
John Katzenbach
John Katzenbach - Juegos De Ingenio
John Katzenbach
libcat.ru: книга без обложки
John Katzenbach
John Katzenbach - Juicio Final
John Katzenbach
John Katzenbach - Just Cause
John Katzenbach
John Katzenbach - The Wrong Man
John Katzenbach
John Katzenbach - La Sombra
John Katzenbach
John Katzenbach - W słusznej sprawie
John Katzenbach
John Katzenbach - La Historia del Loco
John Katzenbach
John Katzenbach - El psicoanalista
John Katzenbach
John Katzenbach - The Madman
John Katzenbach
Отзывы о книге «Opowieść Szaleńca»

Обсуждение, отзывы о книге «Opowieść Szaleńca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x