John Katzenbach - Opowieść Szaleńca
Здесь есть возможность читать онлайн «John Katzenbach - Opowieść Szaleńca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Opowieść Szaleńca
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:4 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 80
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Opowieść Szaleńca: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Opowieść Szaleńca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Opowieść Szaleńca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Opowieść Szaleńca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Obrócił się w prawo i w lewo. Nadchodząca panika w połączeniu z napięciem oślepiały go równie skutecznie jak smolista czerń. Rozsądni ludzie w rozsądnych okolicznościach dostrzegają rozsądne rozwiązania problemów. Ale w tej sytuacji nie było nic rozsądnego. Nie mogli się wycofać ani szarżować naprzód. Nie mogli się ruszyć ani pozostać przyrośnięci do swoich miejsc. Tkwili w ciemności jak w skrzyni.
Wcześniej Francisowi wydawało się, że mrok wzmacnia dźwięki, ale potem uświadomił sobie nagle, że krył je i zniekształcał. Można widzieć, tylko słysząc, pomyślał i zamknął oczy. Uniósł głowę, lekko ją obracając. Skupił się z całych sił, chcąc sięgnąć słuchem za nieruchomego Strażaka i wyczuć, gdzie jest anioł.
Na prawo, kilka kroków od nich, rozległo się głuche łupnięcie.
Obaj odwrócili się w tamtą stronę. Peter podniósł broń; napięcie całego ciała znalazło ujście w palcu na spuście. Strażak wystrzelił raz w kierunku hałasu.
Huk był ogłuszający. Rozbłysk ognia wylotowego poraził jak elektrowstrząs. Kula z wizgiem pomknęła w mrok i odbiła się od ściany.
Francis poczuł zapach prochu, roznoszący się z echem wystrzału. Słyszał ciężki, chrapliwy oddech Petera; Strażak cicho zaklął. Wtedy chłopakowi przyszła do głowy straszna myśl: Peter właśnie zdradził ich położenie.
Ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć albo rozejrzeć się w ciemności, usłyszał cichy, dziwny dźwięk tuż obok siebie, niemal u swoich stóp. Zaraz potem przeleciała obok niego jakaś żelazna postać. Z pędem wyrżnęła w Petera. Odepchnięty Francis runął ciężko w tył, potknął się o coś, stracił równowagę i stoczył na podłogę, uderzając o coś głową. Na chwilę stracił świadomość.
Walczył, odpierając falę bólu przyprawiającego o zawroty głowy – potem dotarło do niego, że parę kroków dalej, ale poza zasięgiem jego wzroku, Peter i anioł tarzali się, nagle spleceni, w kurzu i brudzie dziesięcioleci, wśród śmieci i odpadków zaściełających piwnicę. Francis wyciągnął rękę, ale tamci dwaj odtoczyli się od niego i przez jedną, przerażającą chwilę był zupełnie sam, nie licząc zwierzęcych odgłosów rozpaczliwej bitwy rozgrywającej się gdzieś w pobliżu, a może wiele kilometrów dalej.
W Amherst pan Evans, wściekły, próbował zorganizować pacjentów i zapędzić ich z powrotem do sali sypialnej, ale Napoleon, podniecony wszystkim, co się stało, robił trudności. Uparcie twierdził, że dostali rozkazy od Mewy i Strażaka i dopóki panna Jones nie zostanie bezpiecznie odwieziona karetką, a Peter i Francis nie wrócą, nikt się nigdzie nie ruszy. Ta brawurowa deklaracja małego człowieczka nie była do końca prawdą, ponieważ kiedy stał razem z Gazeciarzem na środku korytarza, twarzą w twarz z panem Złym, wielu pacjentów za nimi zaczęło się rozchodzić po korytarzu. Na drugim końcu holu kobiety chóralnie wykrzykiwały swoje obawy: mordują! Pali się! Gwałcą! Na pomoc! Zamknięte w dormitorium, nie miały pojęcia, co się naprawdę dzieje. Przez jazgot, jaki robiły, trudno się było skupić.
Doktor Gulptilil kręcił się nad Lucy i dwoma sanitariuszami uwijającymi się przy niej gorączkowo. Jednemu udało się wreszcie zatamować krwawienie z nogi, drugi w tym czasie podłączył kroplówkę z plazmą. Lucy była blada, na granicy utraty przytomności. Próbowała coś mówić, ale w końcu poddała się; odpływała i wracała, ledwie świadoma, że ktoś próbuje jej pomóc. Z pomocą Dużego Czarnego dwaj sanitariusze położyli ranną na noszach. Dwóch ochroniarzy w szarych uniformach stało z boku, czekając na instrukcje.
Kiedy wywieziono Lucy, Piguła odwrócił się do braci Moses. W pierwszym odruchu zamierzał głośno zażądać wyjaśnień, potem jednak postanowił się nie spieszyć.
– Gdzie? – spytał tylko.
Duży Czarny wystąpił do przodu. Na białej bluzie miał smugi krwi Lucy. Mały Czarny był podobnie naznaczony.
– W piwnicy – powiedział Duży. – Mewa i Strażak poszli za nim.
Gulptilil pokręcił głową.
– Rany boskie – mruknął pod nosem. Pomyślał jednak, że sytuacja wymaga raczej dosadnych przekleństw. – Pokażcie mi – rozkazał.
Bracia Moses zaprowadzili sceptycznie nastawionego dyrektora do drzwi piwnicy.
– Weszli do tunelu? – spytał Gulptilil, chociaż już znał odpowiedź. – Wiemy, dokąd prowadzi?
Mały Czarny pokręcił głową.
Doktor Gulptilil nie zamierzał ścigać nikogo przez egipskie ciemności tunelu grzewczego. Wziął głęboki oddech. Miał powody sądzić, że Lucy Jones przeżyje mimo okrucieństwa, z jakim ją potraktowano, chyba że utrata krwi i szok zmówią się, by skraść jej życie. To możliwe, pomyślał z zawodowym dystansem. Teraz nie obchodził go los nadgorliwej pani prokurator. Było jednak aż nadto oczywiste, że tej nocy umrze ktoś jeszcze; dyrektor starał się przewidzieć kłopoty, jakie może to ściągnąć na jego głowę.
– Cóż – westchnął. – Załóżmy, że prowadzi albo do Williams, bo to najbliższy budynek, albo z powrotem do ciepłowni, więc tam powinniśmy zajrzeć.
Oczywiście nie powiedział głośno, że taki plan ma sens, jeśli Francis i Peter wyjdą z tunelu o własnych siłach, a on nie był co do tego przekonany.
Peter z całych sił walczył w ciemności.
Wiedział, że jest poważnie ranny, ale nie potrafił ogarnąć, jak bardzo jest źle. To było tak, jakby toczył bitwę etapami i próbował się skupiać na każdym z osobna, żeby sprawdzić, czy zdoła przeprowadzić sensowną obronę na wszystkich frontach. Czuł krew na ramieniu i przygniatający ciężar anioła. Pistolet, który przedtem tak mocno ściskał, zniknął, bez trudu wytrącony siłą ataku. Teraz jedyną bronią Petera pozostało samo pragnienie przeżycia.
Uderzył mocno pięścią. Trafił. Anioł stęknął. Strażak wymierzył kolejny cios, tym razem jednak nóż ciął go głęboko w ramię, rozrywając skórę. Peter wrzasnął i z całych sił kopnął obiema nogami. Walczył z cieniem, z samą ideą śmierci, w takim samym stopniu jak z mordercą, który go przygniatał.
Spleceni ze sobą, ślepi i zagubieni, obaj próbowali zabić przeciwnika. Walka była nierówna, bo raz za razem aniołowi udawało się zatopić nóż w ciele Petera; Strażakowi przemknęło przez głowę, że zostanie wolno pokrojony na plasterki. Uniósł ramiona, odpierając cios za ciosem, kopiąc i próbując znaleźć jakiś wrażliwy punkt w całkowitej ciemności.
Czuł oddech anioła, jego siłę. Pomyślał, że nie sprosta śmiertelnie groźnemu połączeniu noża i obsesji. Mimo to walczył, drapiąc i szarpiąc. Miał nadzieję trafić napastnika w oczy, a może w krocze – w cokolwiek, co dałoby mu chwilę wytchnienia od spadającego raz za razem noża. Pchnął lewą rękę w górę; otarła się o podbródek anioła. Już po chwili Peter celnie sięgnął wrogowi do gardła. Zacisnął dłoń na krtani przeciwnika. Ale w tym samym momencie poczuł, że nóż zagłębia się w jego boku, rozdziera ciało i mięśnie, szukając żołądka, serca… Ból zamglił Peterowi oczy; Strażak na poły sapnął, na poły zaszlochał na myśl, że umrze, tu i teraz, w ciemności. Nóż parł na spotkanie śmierci. Peter złapał rękę anioła, próbując spowolnić ten niepowstrzymany, zdawałoby się, marsz.
Wtedy, niespodziewanie jak wybuch, uderzyła w nich obu jakaś potężna siła.
Anioł jęknął, odepchnięty w bok; jego uchwyt nagle zelżał, a on sam plunął wściekłością.
Peter nie wiedział, jakim cudem Francisowi udało się zaatakować anioła od tyłu, ale chłopak to zrobił; teraz siedział mordercy na plecach, szaleńczo próbując zacisnąć mu ręce na gardle.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Opowieść Szaleńca»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Opowieść Szaleńca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Opowieść Szaleńca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.