John Katzenbach - Opowieść Szaleńca
Здесь есть возможность читать онлайн «John Katzenbach - Opowieść Szaleńca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Opowieść Szaleńca
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:4 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 80
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Opowieść Szaleńca: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Opowieść Szaleńca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Opowieść Szaleńca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Opowieść Szaleńca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Nie wziął pod uwagę wariatów.
Zacisnąłem mocno oczy, przypominając sobie. Nie miałem pewności, czy to się dzieje w przeszłości, czy w chwili obecnej, w szpitalu czy w mieszkaniu. Wszystko do mnie wracało, ta noc i tamta noc, jedna i ta sama.
Peter wykrzykiwał coś niskim, gardłowym głosem, odginając drzwi od zamka. Upośledzony olbrzym bez słowa natężał się i pocił przy jego boku. Obok mnie Napoleon, Gazeciarz i wszyscy pozostali stali jak chór, czekając na mój następny rozkaz. Widziałem, że drżą ze strachu i podniecenia, bo lepiej niż ktokolwiek inny rozumieli, że taka noc raczej się nie powtórzy – wtedy fantazje i wyobrażenia, halucynacje i omamy stały się rzeczywistością.
A Lucy, tak blisko nas, ale sam na sam z mordercą, wiedziała, że musi dalej kraść sekundy.
Lucy próbowała wybiec myślą poza chłód i ostrość noża, który wrzynał się w jej skórę, poza okropne uczucie, przeszywające na wskroś i okaleczające zdolność rozumowania. Z końca korytarza dobiegał ją jęk wyginanego metalu; zamknięte drzwi protestowały głośno przeciw szturmom Petera i upośledzonego mężczyzny. Ustępowały powoli, nie chcąc dać wolnej drogi odsieczy. Ale ponad tym hałasem Lucy słyszała wzbijające się w powietrze słowo „Apollo”, wykrzykiwane przez mężczyzn z dormitorium, co dało jej odrobinę nadziei.
– Co to znaczy? – zapytał anioł ze złością. To, że zachował cierpliwość w świecie snu nagle nawiedzonym przez jazgot, przerażało ją bardziej niż cokolwiek innego.
– Co?
– Co to znaczy! – powtórzył ciszej ochrypłym głosem.
Nie musiał dodawać gróźb. Jego ton był wystarczająco jasny. Lucy powtarzała sobie w myślach: kupuj czas!
– To wołanie o pomoc – powiedziała z wahaniem.
– Co?
– Potrzebują pomocy – powtórzyła.
– Dlaczego oni… – Przerwał. Spojrzał na swoją ofiarę i skrzywił się. Nawet w ciemności Lucy widziała zmarszczki na jego twarzy, załamania i cienie, wszystkie zdradzające grozę. Przedtem nosił maskę, która napawała ją przerażeniem. Ale teraz chciał być widziany, bo spodziewał się, że Lucy już nigdy nic więcej nie zobaczy. Zakrztusiła się i jęknęła, kiedy bólem zaprotestowały spuchnięte usta i połamana szczęka.
– Wiedzą, że tu jesteś. – Wypluła te słowa razem z krwią. – Idą po ciebie.
– Kto?
– Wszyscy wariaci z końca korytarza. Anioł nachylił się nad nią.
– Wiesz, jak szybko możesz tu zginąć, Lucy? – spytał.
Kiwnęła głową. Nie chciała odpowiadać na to pytanie, bo słowa mogły zaprosić rzeczywistość. Ostrze noża wgryzało się w jej skórę. Ciało rozstępowało się powoli pod naciskiem. To było przerażające uczucie; pamiętała je z pierwszej, strasznej nocy spędzonej z aniołem wiele lat wcześniej.
– Zrobię wszystko, co zechcę, Lucy, a ty mnie w żaden sposób nie powstrzymasz.
Znów nie otworzyła ust.
– Mogłem do ciebie podejść w każdej chwili twojego pobytu w tym szpitalu i zabić cię na oczach pacjentów i personelu, a oni powiedzieliby: to wariat… i nikt nie miałby do mnie pretensji. Tak stanowi prawo, Lucy.
– Więc mnie zabij – wymamrotała sztywno. – Tak samo jak zabiłeś Krótką Blond i inne kobiety.
Nachylił się jeszcze niżej jak kochanek, który zostawia swoją partnerkę śpiącą kiedy sam wstaje wczesnym rankiem, żeby zająć się jakąś ważną sprawą.
– Nigdy nie zabiłbym cię tak jak tamte, Lucy – wycedził przez zęby. – One zginęły, żeby cię do mnie doprowadzić. Były tylko częścią planu. Ich śmierć to zwykły interes. Ważny, ale nie wyjątkowy. Gdybym chciał, żebyś zginęła jak one, mógłbym cię już zabić sto razy. Tysiąc. Pomyśl o wszystkich chwilach, kiedy byłaś sama w ciemności. A może jednak ktoś ci towarzyszył? Może stałem przy tobie, tylko po prostu o tym nie wiedziałaś. Ale zależało mi, żeby ta noc przebiegła zgodnie z moją wolą. Chciałem, żebyś to ty przyszła do mnie.
Lucy nie odpowiedziała. Miała wrażenie, że wciąga ją wir choroby i nienawiści anioła; zakręciło się jej w głowie i czuła, że z każdym obrotem słabnie uchwyt, którym trzymała się życia.
– To było tak strasznie łatwe – syczał. – Stworzyć serię morderstw, na które rzuci się młoda, zapalczywa pani prokurator. Po prostu nie przypuszczałaś, że tamte nie znaczyły nic, a ty znaczysz wszystko, prawda, Lucy?
W odpowiedzi tylko jęknęła.
Z korytarza dobiegł zgrzyt rozdzieranych drzwi. Anioł się wyprostował i spojrzał w tamtą stronę, penetrując wzrokiem ciemność. Lucy wiedziała, że w tej chwili zawahania jej życie zawisło na włosku. Anioł pragnął długich minut w ciszy nocy, żeby rozkoszować się śmiercią swojej ofiary. Wszystko to sobie wyobraził, od tego, jak ją podszedł, do tego, jak zaatakował, i co stanie się potem. Wyobrażał sobie każde słowo, każdy dotyk, każde cięcie na jej strasznej drodze do śmierci. Halucynacje panowały nad jego umysłem nieustannie, od przebudzenia do zaśnięcia. To sprawiało, że był potężny, nieustraszony, to czyniło z niego skrytobójcę. Całe jego istnienie zmierzało do tego punktu w czasie. Ale okazało się, że nie wszystko idzie tak, jak to sobie w myślach udoskonalał, dzień po dniu, planując, przewidując, przeczuwając rozkosz zadawanej śmierci. Lucy czuła, że cały się spiął, rozdarty sprzecznością tego, co rzeczywiste, i tego, co sobie wymarzył. Mogła tylko mieć nadzieję, że rzeczywistość przeważy. Nie wiedziała, czy starczy na to czasu.
A potem usłyszała dźwięki przebijające się przez wszechogarniającą grozę. Dobiegały z piętra wyżej: trzaśniecie drzwiami, tupot stóp na betonowych schodach. Hasło „Apollo!” spełniło swoje zadanie.
Anioł ryknął. Jego wrzask poniósł się echem po korytarzu.
– A więc dzisiaj Lucy ma szczęście – wyszeptał jej prosto do ucha. – Wielkie szczęście. Nie mogę chyba zostać tu dłużej. Ale przyjdę po ciebie innej nocy, kiedy będziesz się tego najmniej spodziewać. Kiedy wszystkie twoje przygotowania okażą się nic niewarte, wtedy zjawię się przy tobie. Możesz się zbroić, pilnować, izolować. Przeprowadź się na opuszczoną wyspę albo do głuchej dziczy. Ale wcześniej czy później, Lucy, znajdę cię. Wtedy dokończymy. – Znów zesztywniał w wyraźnym wahaniu. Potem nachylił się i dodał: – Nigdy nie wyłączaj światła, Lucy. Nie kładź się sama w ciemności. Bo lata nic dla mnie nie znaczą. Któregoś dnia po ciebie wrócę.
Odetchnęła gwałtownie, przerażona głębią jego obsesji.
Zaczął z niej schodzić, jak jeździec z konia.
– Kiedyś zostawiłem coś, co miało ci przypominać o mnie za każdym razem, kiedy spojrzysz w lustro – dodał zimno. – Teraz będziesz pamiętała o naszym spotkaniu z każdym krokiem.
Wbił ostrze w jej prawe kolano i brutalnie zakręcił nożem. Lucy wrzasnęła, kiedy paraliżujący ból przeszył wszystkie ścięgna i mięśnie. Ogarnęła ją czarna fala nieprzytomności; opadła na podłogę, niejasno tylko świadoma, że została sama. Anioł zostawił ją pobitą, ranną, krwawiącą, ledwie żywą i prawdopodobnie okaleczoną, z obietnicą czegoś o wiele gorszego.
Metal drzwi jęknął po raz ostatni i między framugą a blachą pojawiła się ciemna szpara. Francis zobaczył przez nią korytarz ziejący czernią. Upośledzony mężczyzna nagle się wyprostował i rzucił prowizoryczny łom na podłogę. Odsunął Petera, potem cofnął się o kilka kroków. Opuścił głowę, jak byk na arenie, rozwścieczony przez matadora, i zaszarżował nagle do przodu, wydając z siebie głośny okrzyk. Rzucił się na drzwi, które z hukiem trochę ustąpiły. Mężczyzna zachwiał się, potrząsnął głową; dyszał, a spod jego włosów zaczęła wypływać cienka strużka krwi. Znów się cofnął, potrząsnął głową, spiął – twarz zastygła mu w żelazną maskę uporu – potem ryknął z furią i jeszcze raz zaszarżował na drzwi. Tym razem otworzyły się z łoskotem, a upośledzony runął na podłogę korytarza i przejechał kawałek, zanim się zatrzymał.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Opowieść Szaleńca»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Opowieść Szaleńca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Opowieść Szaleńca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.