John Katzenbach - Opowieść Szaleńca

Здесь есть возможность читать онлайн «John Katzenbach - Opowieść Szaleńca» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Opowieść Szaleńca: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Opowieść Szaleńca»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Brutalne morderstwo w szpitalu psychiatrycznym. Prokurator Lucy Jones zaczyna śledztwo – żmudne i bezowocne. Wkrótce przekonuje się, że ma własne powody, by doprowadzić je do końca. I że tylko z pomocą dwóch pacjentów może schwytać zabójcę, który pod maską szaleństwa skrywa zimny umysł bezwzględnego zbrodniarza…

Opowieść Szaleńca — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Opowieść Szaleńca», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Nie – powiedział chłopak z cierpliwością, która kontrastowała z koniecznością natychmiastowego działania. – Anioł zabije pannę Jones, jeśli jej nie pomożemy. Jest tak, jak powiedział Chudy. Musimy objąć dowodzenie. Obronić się przed złem. Powstać i walczyć. Jeśli nie, zło nas odnajdzie. Trzeba działać. I to już.

Mężczyźni znów się skulili. Ktoś się zaśmiał, ktoś załkał, kilku zaskomlało cicho ze strachu. Francis widział na wszystkich twarzach bezradność i zwątpienie.

– Musimy jej pomóc – poprosił. – Szybko.

Pacjenci się zachwiali, zakołysali, jakby napięcie tego, co kazano im robić – cokolwiek by to było – stworzyło targający nimi wicher.

– To jest ta chwila – powiedział Francis z taką determinacją, że nim samym to wstrząsnęło. – Pierwsza. Najlepsza. Właśnie teraz. Wszyscy wariaci z tego budynku dokonają czegoś, czego nikt się nie spodziewa. Każdy myśli, że nie możemy zrobić nic. Nikt nie wyobrażał sobie nawet, na co nas stać. Pomożemy pannie Jones. Wspólnie. Wszyscy naraz.

I wtedy zobaczył coś zadziwiającego. Z tylnych rzędów gromady wystąpił upośledzony olbrzym, tak infantylny we wszystkich swoich zachowaniach, pozornie nierozumiejący nawet najprostszych, najwyraźniej sformułowanych poleceń. Przepchnął się przez mężczyzn. Miał w sobie dziecięcą prostotę. Trudno było powiedzieć, jakim cudem wielkolud zrozumiał cokolwiek z tego, co się działo, ale przez mgłę jego ograniczonej inteligencji przeniknęła najwyraźniej myśl, że Peter i Francis potrzebują pomocy i że wyjątkowo to on może jej udzielić. Olbrzym odłożył swoją szmacianą lalkę na łóżko i wyminął Francisa z determinacją w oku. Chrząknął i jednym ruchem potężnego ramienia odsunął Petera. Potem, na oczach patrzących w milczeniu mężczyzn, chwycił żelazną ramę łóżka i tytanicznym szarpnięciem wyrwał pręt. Pomachał metalową zdobyczą nad głową, uśmiechnął się szeroko i nieskrępowanie, potem podał kątownik Peterowi.

Strażak chwycił prowizoryczny łom i natychmiast wbił między drzwi a framugę, tuż przy zasuwie, po czym naparł na niego całym ciężarem.

Francis zobaczył, że metal się wygina, jęczy jak cierpiące zwierzę, a drzwi zaczynają ustępować.

Peter westchnął potężnie i cofnął się. Znów wepchnął łom w szczelinę i już miał się na niego rzucić, kiedy Francis nagle mu przerwał.

– Peter! – zawołał pospiesznie. – Jakie to było słowo? Strażak znieruchomiał.

– Co? – spytał, zmieszany.

– Słowo. Tamto, którym Lucy miała wzywać pomocy.

– Apollo – wysapał Peter. Potem znów naparł na drzwi.

Tym razem upośledzony olbrzym podszedł, żeby mu pomóc, i obaj połączyli swoje wysiłki.

Francis odwrócił się do zebranych, którzy stali nieruchomo, jakby czekali, aż ktoś ich uwolni.

– Dobra – zawołał tonem generała przemawiającego do armii przed szturmem. – Musimy im pomóc.

– Co mamy robić? – Tym razem zapytał Gazeciarz. Francis podniósł rękę jak sędzia startowy podczas wyścigu.

– Hałasujmy. Niech usłyszą na górze. Wzywajmy pomocy…

– Pomocy! Pomocy! – krzyknął natychmiast z całych sił jeden z mężczyzn. – Pomocy! – zawołał po raz trzeci, już słabiej, po czym umilkł.

– To na nic – powiedział z emfazą Francis. – Nikt nigdy nie zwraca na takie wołanie uwagi. Musimy najgłośniej, jak damy radę, krzyczeć „Apollo!”…

Strach, zmieszanie i wątpliwości zamieniły mężczyzn w nierówny, cichy chórek. Kilka razy wymamrotali: „Apollo”.

– „Apollo”? – spytał Napoleon. – Dlaczego „Apollo”?

– To jedyne słowo, które zadziała – odparł Francis.

Wiedział, że to brzmiało zupełnie irracjonalnie, ale mówił z takim przekonaniem, że uciął wszelką dalszą dyskusję.

Kilku mężczyzn natychmiast zawołało „Apollo!”, ale Francis uciszył ich krótkim machnięciem ręki.

– Nie! – wrzasnął, ustawiając ich i dyrygując. – Musimy krzyczeć razem, inaczej nas nie usłyszą. Za mną, na trzy, spróbujmy…

Odliczył i wyszedł z tego pojedynczy, skromny, ale chóralny okrzyk.

– Dobrze, dobrze – pochwalił. – A teraz najgłośniej, jak się da. – Obejrzał się przez ramię na Petera i upośledzonego mężczyznę, którzy jęcząc z wysiłku, zmagali się z drzwiami. – Tym razem muszą nas usłyszeć… – Podniósł rękę. – Na mój znak – zakomenderował. – Trzy. Dwa. Jeden… – Opuścił ramię, jakby ciął mieczem.

– Apollo! – ryknęli mężczyźni.

– Jeszcze raz! – zawołał Francis. – Było świetnie. Uwaga, trzy, dwa, jeden… – Drugi raz przeciął powietrze.

– Apollo! – odpowiedzieli mężczyźni.

– Dalej!

– Apollo!

– I jeszcze raz!

– Apollo!

Słowo wznosiło się, ulatywało z pełną prędkością, jak eksplozja przenikając grube mury i ciemność szpitala dla obłąkanych; jak wybuchająca gwiazda, słowo-fajerwerk, nigdy przedtem tu niesłyszane i pewnie też rozbrzmiewające po raz ostatni. Ale przynajmniej tej jednej, ciemnej nocy przebijało wszystkie zamki i zapory, pokonywało przeszkody, wznosiło się, wzlatywało, rozwijało skrzydła i odnajdywało wolność. Mknęło przez gęste powietrze, bezbłędnie odnajdując drogę do dwóch mężczyzn na górze, którzy byli jego głównymi odbiorcami, i z zaskoczeniem nadstawili ucha, słysząc umówiony sygnał, dobiegający z tak niespodziewanego źródła.

Rozdział 33

Apollo! – powiedziałem na głos. W mitologii Apollo był bogiem Słońca. Jego szybko mknący rydwan oznajmiał nadejście dnia. Tego właśnie potrzebowaliśmy tamtej nocy, dwóch rzeczy, których w świecie szpitala psychiatrycznego w ogóle nie było za wiele: szybkości i jasności.

– Apollo – krzyknąłem.

Słowo odbiło się od ścian mieszkania, wpadło pędem w kąty, skoczyło pod sufit. To było wyjątkowo cudowne słowo. Wydobyło się z siłą wspomnień, które wzmacniały moją determinację. Minęło dwadzieścia lat od nocy, kiedy po raz ostatni wymówiłem je na głos, i zastanawiałem się, czy nie pomogłoby mi tak samo teraz, jak pomogło wtedy.

Anioł ryknął w szale. Wokół mnie trzaskało szkło, stal jęczała i skręcała się jak pożerana ogniem. Podłoga się zatrzęsła, ściany zadygotały, sufit się zakołysał. Cały świat się rozpadał, darł na strzępy, niszczony furią anioła. Złapałem się za głowę, zacisnąłem dłonie na uszach, próbując odciąć się od szalejącej wokoło kakofonii zniszczenia. Wszystko pękało, waliło się i wybuchało, dezintegrowało pod moimi stopami. Znalazłem się w samym środku jakiegoś strasznego pola bitwy, a moje głosy były jak krzyki skazanych na zagładę ludzi. Zakryłem głowę dłońmi, próbując uchylić się przed szrapnelami wspomnień.

Tamtej nocy, dwadzieścia lat temu, anioł miał rację co do tylu rzeczy. Przewidział wszystko, co zrobiła Lucy; doskonale rozumiał, jak zachowa się Peter; wiedział dokładnie, na co zgodzą się bracia Moses i jak pomogą. Znał Western State do głębi i doskonale się orientował, jak szpital wpływa na myślenie. Pojmował lepiej od innych, jak rutynowe, zorganizowane i drętwo przewidywalne jest wszystko, co robili ludzie zdrowi na umyśle. Wiedział, że plan, który wymyślą, zapewni mu odosobnienie, spokój i możliwość działania. To, co oni uważali za pułapkę, dla niego było idealną okazją. O wiele lepiej niż oni znał się na psychologii i zabijaniu i nie poddawał się ich przyziemnym planom. Podejście Lucy z zaskoczenia wymagało tylko jednego: nie próbować jej zaskoczyć. Sama mu się wystawiła. Wiedza, że Lucy tak zrobi, musiała go podniecać. I nie miał wątpliwości tamtej nocy, że mord będzie w jego rękach, tuż przed nim, gotów jak chwast do wyrwania. Całe lata cierpliwie przygotowywał się na chwilę, kiedy znów będzie miał Lucy pod swoim nożem. Rozważył niemal każdy czynnik, wymiar, każdą myśl - poza, co dziwne, najbardziej oczywistym, ale najłatwiejszym do pominięcia.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Opowieść Szaleńca»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Opowieść Szaleńca» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


John Katzenbach - Profesor
John Katzenbach
John Katzenbach - La Guerra De Hart
John Katzenbach
John Katzenbach - Juegos De Ingenio
John Katzenbach
libcat.ru: книга без обложки
John Katzenbach
John Katzenbach - Juicio Final
John Katzenbach
John Katzenbach - Just Cause
John Katzenbach
John Katzenbach - The Wrong Man
John Katzenbach
John Katzenbach - La Sombra
John Katzenbach
John Katzenbach - W słusznej sprawie
John Katzenbach
John Katzenbach - La Historia del Loco
John Katzenbach
John Katzenbach - El psicoanalista
John Katzenbach
John Katzenbach - The Madman
John Katzenbach
Отзывы о книге «Opowieść Szaleńca»

Обсуждение, отзывы о книге «Opowieść Szaleńca» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x