Phil wygramolił się z fotela.
– Załatwione – powiedział.
Wydawało mi się, że usłyszałem jego zduszony chichot.
Weszliśmy do przestronnego salonu z sufitem wspartym na potężnych słupach i belkowaniach. Zająłem fotel stojący koło ogromnej kanapy. Zastanawiałem się, czy właśnie na nim siedział Brian Sample, popijając herbatę z Glorią Welle. Pomodliłem się w duchu, żeby Sylwia nie podała harcerskich ciasteczek.
Rozległo się pukanie i do pokoju weszła umundurowana funkcjonariuszka z biura szeryfa okręgu Routt. Nazywała się Cecilia Daruwalla i wyglądała na Hinduskę. Jej zadaniem było, jak sądziłem, zabezpieczenie dowodów, które mogły tu zostać zebrane. Kimber i Phil Barrett poszli z nią do jadalni, żeby przeczytać zezwolenie na przeszukanie rancza, zawierające podstawowe warunki, według których to przeszukanie miało być prowadzone. Grupa Locarda nie miała prawa przeglądać ani zabierać żadnych dokumentów ani rzeczy osobistych, które nie leżały na wierzchu. Flynn mogła zebrać próbki gruntu, kamieni, cegieł, zaprawy murarskiej, farb, drewna budulcowego, dywanów, pokrycia podłóg, mebli, drewnianych wykładzin i innych materiałów użytych przy budowie i remontach domu oraz budynków gospodarczych na terenie rancza. Szczegóły tej umowy zostały uzgodnione wcześniej, toteż rozmowa przy wielkim stole w jadalni miała wyłącznie formalny charakter.
Wróciwszy do salonu, Kimber powiedział:
– Proszę pamiętać, Alan, że jest pan tutaj wyłącznie na prawach obserwatora. Flynn będzie zbierać próbki, korzystając z pomocy Russa. Flynn, od czego chciałabyś zacząć?
– Od salonu, w którym jesteśmy – odparła. Wyjmę tylko z samochodu przybornik do zbierania próbek i zaraz weźmiemy się do roboty.
Kimber zwrócił się do Barretta.
– Mógłby mi pan wskazać jakiś pokój z telefonem, z którego mógłbym skorzystać? – zapytał. – Coś zacisznego, jeśli można?
A przy tym ciemnego i małego, pomyślałem.
– Może gabinet Raya?
– Jestem pewien, że będzie odpowiedni. Gdyby był pan tak uprzejmy i zechciał wskazać mi drogę – Kimber sięgnął po aktówkę z laptopem. – Zamierzam wykorzystać większą część czasu na rozmowy telefoniczne. Mam nadzieję, że nie sprawię tym kłopotu.
– Nie sądzę – odparł Phil Barrett. W tym domu jest dość linii telefonicznych. Ale zanim pomogę zainstalować się panu Listerowi, mam jeszcze słówko do pani Coe. Zgodnie z umową między doktorem Welle i panem Listerem, będę rejestrował wszystkie pani czynności kamerą wideo.
Flynn przechyliła głowę i posłała mu kokieteryjny uśmiech. Tylko namalowane na przepasce oko nie wzięło udziału w tym mizdrzeniu się.
– Zapewniam pana, Phil, że jestem bardzo fotogeniczna. Proszę się nie krępować.
Przez następne dziewięćdziesiąt minut policjantka z biura szeryfa i ja podążaliśmy za Flynn Coe, która metodycznie zbierała próbki materiałów użytych do budowy domu. Na początek robiła zdjęcie każdego pokoju i brała jego wymiary. Russ pełnił rolę asystenta. Zapisywał numery kolejnych zdjęć i sporządzał szkic pomieszczenia, podczas gdy Flynn gromadziła próbki. Za ich plecami sterczał bezustannie Phil Barrett z umieszczoną na trójnożnym stojaku kamerą rejestrującą każdy ruch Flynn.
Znudziło mnie to prędko, więc zacząłem rozmyślać o tragicznych wydarzeniach, które rozegrały się tu w roku dziewięćdziesiątym drugim. Starałem się wyobrazić sobie, jak Gloria wita się w Brianem w drzwiach, i próbowałem odgadnąć, z którego telefonu zadzwoniła do męża, aby go ostrzec, że jeden z jego pacjentów wdarł się do ich domu. Przypuszczałem, że użyła aparatu znajdującego się w kuchni.
Przyjrzałem się oknu, które Brian wybił rękojeścią pistoletu, aby strzelić przez nie w kierunku samochodów szeryfa. Okienko miało kształt kwadratu o bokach krótszych niż pół metra i znajdowało się nad szafką z pekanowego drewna w przykuchennej spiżarni. Aby go dosięgnąć w celu oddania strzału, Brian musiałby przyklęknąć na blacie szafki. Wydało mi się dziwne, że wybrał właśnie to okienko, skoro w domu było wiele okien znacznie łatwiej dostępnych. Przypomniałem sobie, że czytałem w jakiejś gazecie, jakoby Brian wybił okno w pralni. Przeszedłem więc ze spiżarni do sąsiadującej z nią pralni, żeby je zobaczyć. Było to wąskie okno wiszące na dwóch zawiasach. Brianowi łatwiej byłoby z niego strzelić, ale z jakichś powodów zdecydował się na wybicie tego w spiżarni.
Nie mogłem oprzeć się pokusie, żeby zajrzeć do pomieszczenia, w którym Gloria została zamordowana. Był to schowek przy pokoju gościnnym.
Gdy tylko Flynn skończyła fotografować i mierzyć pokój i otworzyła drzwi do schowka, żeby także go sfotografować, zajrzałem jej przez ramię. Pomieszczenie było niewielkie, zabudowane regałami. Otwarta przestrzeń w środku miała niecały metr na metr, akurat tyle, aby umieścić tam krzesło, na którym Brian kazał usiąść Glorii. Tego dnia na półkach nie było butelek z winem. Rzuciłem okiem na podłogę, ale nie zachowały się na niej żadne ślady krwi Glorii Welle ani czerwonego wina od Roberta Mondaviego.
Oprócz sypialni właścicieli i apartamentu gościnnego w domu były jeszcze dwie sypialnie. Jedną najwyraźniej zajmował Phill Barrett podczas okazjonalnych pobytów na ranczu. Łóżko było wprawdzie zasłane – jak przypuszczałem, przez Sylwię – ale wygląd wnętrza świadczył, że Phil jest niezłym bałaganiarzem. Ubrania wyjęte z walizki leżały w takim nieładzie, jakby grasował tu jakiś złodziej.
Druga sypialnia nie była nawet umeblowana. W oknach nie było zasłon, na podłodze stały pudła z różnymi szpargałami. Na jednym z nich zobaczyłem napis: „Taśmy z programami promocyjnymi”. Co najmniej dziesięć innych wypełnionych było egzemplarzami książki Jak uleczyć Amerykę: recepta uzdrowiciela amerykańskiego społeczeństwa na lepszą przyszłość.
Do sypialni właścicieli, położonej na wschodnim krańcu budynku, prowadził długi korytarz, oświetlony wysoko umieszczonymi oknami. Pomyślałem, że gdy Brian Sample tędy szedł, Gloria Welle albo już nie żyła, albo dogorywała w pomieszczeniu obok pokoju gościnnego. Sypialnia była bardzo duża. Pod ścianą naprzeciwko drzwi ogromne łoże z kolumienkami. Koło łazienki znajdowała się wnęka z niewielkim biurkiem, na którym stał laptop. Przeciwległą, wschodnią ścianę zajmowały szerokie, oszklone drzwi. Naliczyłem ich sześcioro.
Widoczny za oknami taras kończył się schodkami, które prowadziły na wąski trawnik przylegający do zagajnika. Wzdłuż jego północnej i południowej krawędzi znajdowały się rzeźbione poręcze z sekwojowego drewna.
Zgodnie ze sprawozdaniami, które czytałem i oglądałem w telewizji, Brian Sample przeskoczył przez tę poręcz na swej drodze ku śmierci.
Zastanowiło mnie, dlaczego nie zbiegł zwyczajnie po schodkach.
Sylwia zjawiła się około drugiej. Przyniosła dwa kartony puszek z napojami orzeźwiającymi i wielką torbę kanapek kupionych w sklepie wielobranżowym w Clark. Miała na sobie strój do tenisa. Flynn i Russ natychmiast zarzucili ją pytaniami o pożar drewnianego szałasu. Korzystając z przerwy, wziąłem sporą kanapkę z szynką poszedłem do samochodu i zadzwoniłem z komórki do Sama Purdy’ego. Chciałem z kimś porozmawiać o zamordowaniu Glorii Welle, a on był jedyną znaną mi osobą, którą mógł zainteresować ten temat.
Sam wysłuchał mojej relacji, a potem stwierdził:
– Słuchaj, Alan, Raymond Welle nie jest kretynem. Gdyby miał coś na sumieniu, na pewno nie pozwoliłby pierwszorzędnym detektywom, żeby myszkowali po jego chałupie. To przeszukanie nic nie da. Ale trzeba ich pochwalić za dobre chęci.
Читать дальше