Jej jędrne piersi rozpłaszczyły mi się na żebrach, nos zatonął w zagłębieniu obojczyka. Leżałem zaskoczony, klatka piersiowa rezonowała dudnieniem dwóch serc, a chłód nocy potęgował wrażenie gorąca w miejscach, gdzie nasze ciała przywarły do siebie.
– Już? – Głupio to brzmiało, ale nic innego nie przyszło mi do głowy, a jej nagły bezruch domagał się wyjaśnień. Przyszło mi nawet do głowy, że mogła zemdleć. Była słaba. Oboje byliśmy słabi. Gdyby była moją pacjentką, posłałbym za kraty faceta, który robił jej to, co ja teraz. Powinna leżeć w szpitalu i mieć w sobie igłę kroplówki, a nie…
– Masz rację. – Nie zadała sobie trudu odrywania twarzy od mojej piersi, więc mówiła trochę niewyraźnie. – Jak się kocha, można się obejść bez pieprzenia. Głupia jestem.
– Nic ci nie jest? – Naprawdę się o nią bałem.
– Jest mi. Chcę to z ciebie zdjąć.
Za bardzo konsekwentna nie była, ale zrozumiałem, o czym mówi.
– To zdejmuj. – Uśmiech sam, bez pytania, wpełzł mi na twarz.
– Ale nie powiedziałam ci prawdy. To znaczy: całej.
– A co mnie obchodzi prawda? Jesteś ze mną. Wystarczy.
– Tak, wiem. Bo umrzemy. Ale chcę, żebyś wiedział. Nigdy nie robiłam tego z kimś, kogo bym kochała. Teraz dopiero. – Objąłem ją mocniej. – I nigdy bez gumki. Jak się jest czarną dupą na jeden szybki numerek… Oni uważali, ja uważałam. Zero zaufania. Ale w końcu przytrafiło się. Akurat teraz. Dwa razy z rzędu.
– Teraz? – Miała trzydzieści lat i wiedziałem, że nie będę pierwszy. Na swój sposób było to nawet dobre: chyba lepiej zostać wybranym przez kogoś, kto miał już inne możliwości, i chyba lepiej mieć pewność, że zdobyło się kogoś, kto cieszy się powodzeniem. Ale nauczyłem się już myśleć o jej facetach w kategoriach czasu mocno przeszłego.
– Myślałam, że wyjdę za Sabaha. No i raz wciągnęłam go do łóżka. Wiesz, oni nie bardzo uznają antykoncepcję. Zresztą nic nie miałam.
– Muszę tego słuchać?
– Musisz. – Miała mnie w sobie, stać ją było na taką twardość. Też byłem twardy i wiedziała, że może sobie pozwolić na wiele. – Jeśli mamy ryzykować, to razem, świadomie.
– Ryzykować?
– Nie pamiętasz, co mówił Koliszewski? Wszystkie tu albo już mamy AIDS, albo jesteśmy na dobrej drodze. – Umilkła na chwilę. – U muzułmanów jest z tym lepiej, ale…
– Gapa, nie dociera do ciebie? Chcę być z tobą. Jak złapałaś HIV, to trudno: będziemy musieli uważać. A zresztą…
– I tak nie przeżyjemy? – domyśliła się.
– Chciałem powiedzieć, że tym się ciężko zarazić. Jeden raz…
– Ale długi. Męczyłam go całą noc i jeszcze…
Dałem jej lekkiego klapsa. I już zostawiłem dłoń na nagim pośladku.
– Za świntuszenie – wyjaśniłem. Uniosła na chwilę głowę, pocałowała mnie w podbródek.
– To moja wina. – Mówiła ciszej i od razu zrozumiałem, że najgorsze zostawiła na koniec. – Ta wojna. Jego matka sama by nigdy… Musiał się zgodzić. Był tu najbardziej europejski ze wszystkich facetów; to dlatego chciałam za niego wyjść, nie dla pieniędzy i pozycji. Mogliśmy prawie normalnie pogadać. Ale spieprzyłam wszystko tamtej nocy. Dwa lata postu. Poniosło mnie. I piłam, bo to jednak trema. A jak wypiję, to jeszcze wolniej dochodzę. Facet musi się mocno…
– Słyszałaś kiedyś słowo: „zazdrość”?
– Przepraszam. – Znów mnie pocałowała, tym razem w ramię. – Wiem, że to boli. Ale powinieneś wiedzieć. No więc wymęczyłam go, za mało skomplementowałam i zbyt jawnie domagałam się orgazmu. Zapamiętał mnie jako rozwiązłą nimfomankę. Dla nich kobieta, która liczy na przyjemność w łóżku, to… No i dał zielone światło matce.
– Zielone światło? – Zaczynałem rozumieć, ale była szybsza.
– Nie znasz tej tradycji? Narzeczona ma być czysta, a żona wierna mężowi nawet w myślach. Więc dziewczynki zaszywają, bo do sikania niepotrzebny taki duży otwór. A wierność? Nie ma zdrady, jak nie ma przyjemności. To prosty zabieg. Żyletka, ciach po łechtaczce i masz święty spokój ze zbyt napaloną babą. Kurczę… moje żebra.
W którymś momencie zacząłem ją dosłownie wgniatać w swój tors.
– Jezus Maria… Gapa… oni ci…?
– Ale ci serce wali – roześmiała się. – No coś ty? Po co bym do ciebie uciekała? Żeby czytać gazetę, jak mi będziesz robił dziecko?
– To dlatego tą szablą…?
– No. Najpierw włóczyłam się po stolicach. Potem rwałam przystojnego oficera. Kurwi charakter znów mi się objawił, więc teściowa naparzyła ziół, podostrzyła nóż i postanowiła zrobić z tym porządek. I o mało co… Zorientowałam się w ostatniej chwili. – Już się nie uśmiechała. – Dobiegłam, i czterdzieści jeden osób nie żyje. O ile tam, w Kasali, już nikt więcej… Było pięćdziesiąt siedem, zostało szesnaście. A właściwie pięćdziesiąt osiem. Ten pierwszy, Urbański, też by nie zginął, gdybym nie załatwiła Filipiakowi wyjazdu do Kasali. Niezła jestem. Nawet to przeliczyłam. Prawie trzy tony zwłok za… nie uczyli was, ile waży taka łechtaczka?
Musiałem ująć w dłonie jej twarz, popatrzeć w oczy.
– To nie twoja wina – rzuciłem niemal wrogo. – Słyszysz?
– A czyja? – Nie dała mi wystarczająco dużo czasu na znalezienie odpowiedzi. – Słuchaj, Jacek, ja naprawdę chciałam do niego wrócić. Pieprzyć orgazmy. Jak zobaczyłam, co się dzieje… Tylko już nie mogłam, bo miałam ciebie. I teraz… Wiem, że nie będzie podobne do ciebie. To chyba najbardziej dołuje: że nie urodzisz mężowi dziecka choć trochę podobnego do ojca. To znaczy… białego ojca. Może dlatego nigdy żaden facet… Ale chyba chciałabym mieć twoje. To znaczy na pewno – poprawiła się. – Strasznie bym chciała. Tylko nie wiem, czy to mądre. I właśnie chciałam cię zapytać.
Westchnąłem, przytuliłem jej głowę do piersi. Wciąż mnie dosiadała w tym najsłodszym ze znaczeń, ale chyba żadne z nas nie zwracało na to uwagi. Są sprawy ważne i ważniejsze.
– Ale mi się dziwadło trafiło… Wiesz, jaka jest szansa, że za pierwszym razem…?
– Mała – przerwała mi. – Ale nawet nie o to chodzi. Po prostu chcę… To prawie jak ślub. No wiesz: wspólna decyzja, że będzie dziecko. Wiedziałabym, że coś do mnie czujesz. – Milczałem, wsłuchując się w kołaczące po głowie echo jej słów i próbując nazwać emocje, jakie we mnie wzbudziła. Chyba nie rozegrałem tego najlepiej, bo uniosła twarz, popatrzyła mi uważnie w oczy. – Jacek?
– A ten drugi raz?
Cholera. Wcale nie chciałem wiedzieć. Po prostu unik. Najgłupszy w życiu. Leżała na mnie, więc fizycznie niewiele dało się zmienić, ale i tak miałem wrażenie, że lekko ją odepchnęło.
– Zaręba – mruknęła.
– Co? – Poczułem, że drętwieją mi ręce. Nie tuliłem jej już. Po prostu moje ręce dotykały jej pleców. Grawitacja, nic więcej.
– Mówiłam ci: to gnojek. – Jej głos był cichy, wyjałowiony z emocji. – Nic za darmo. A ja nie mogłam wrócić z pustymi rękami. Chciałam, żeby Sabah mnie szanował. Zobaczył, że potrafię…
– Spałaś z Zarębą? – Dopiero kiedy nazwałem rzeczy po imieniu, zdałem sobie sprawę, czemu to aż tak boli. Wpadła wtedy na biwak w koszuli nocnej i świadomość, że tak naprawdę umyka z jeszcze ciepłego łóżka innego faceta, przyniosła mi wyłącznie satysfakcję. Kochanek nie jest zazdrosny o męża, któremu odbił żonę, a to był zbliżony układ. Ale Zaręba…
– Nie spałam. – Nadal mówiła jak robot. – Stanął przed biurkiem, ja uklękłam. To generał. Nie bierze na kwaterę czarnych wieśniaczek. Nie wypada. Kwadrans w gabinecie, to wszystko. Za drugim razem miał już prezerwatywę, ale jak załatwiałam ziarno, jeszcze nie, więc i wtedy mogłam coś złapać. O ile przez usta też można. Trzeciego razu nie było. Już nie dałam rady. Wolałam podrobić papiery.
Читать дальше