– Tak, doskonale.
– Niczego ci nie trzeba?
– Nie, dziękuję.
Kiedy wyszła, Sandy sięgnął po swoją aktówkę.
– Patty? – spytał zdumionym tonem.
Lanigan tylko wzruszył ramionami.
– Skarbie?
Odpowiedzią był taki sam gest.
McDermott uśmiechnął się szeroko i ruszył do wyjścia. Przystanął przed drzwiami, obrócił się i rzekł:
– Jeszcze tylko jedno pytanie. Gdzie był Clovis, kiedy zjeżdżałeś samochodem z autostrady?
– W tym samym miejscu, gdzie pozostał: przypięty pasami bezpieczeństwa do fotela pasażera. Wstawiłem mu puszkę piwa między nogi i pożegnałem się z nim serdecznie. Miał na wargach tajemniczy uśmieszek.
Do dziesiątej rano instrukcje dotyczące sposobu przekazania pieniędzy nie dotarły jeszcze do Londynu. Dlatego też Eva wyszła z hotelu i urządziła sobie spacer wzdłuż Piccadilly. Nie miała żadnego konkretnego celu, z przyjemnością wmieszała się w tłum turystów i wędrowała bez pośpiechu, oglądając wystawy sklepowe. Trzy dni spędzone w areszcie obudziły w niej tęsknotę do zgiełku codziennego wielkomiejskiego życia. Kupiła sobie na lunch zapiekankę z kozim serem i zjadła ją z apetytem w mrocznym kąciku zatłoczonego pubu. Cieszyło ją wszystko, i blask słońca, i głosy obcych ludzi, nie mających zielonego pojęcia, kim ona jest. A przede wszystkim nie zwracających na nią większej uwagi.
Kiedyś Patrick relacjonował jej obszernie swoje doznania z pierwszego roku pobytu w São Paulo, lecz wtedy nie mogła zrozumieć, jak przebywanie wśród całkiem obcych ludzi może napawać dreszczem podniecenia. Teraz jednak, w tym londyńskim pubie, sama czuła się bardziej jak Leah Pires niż Eva Miranda.
Na Bond Street jęła robić pierwsze zakupy – najpierw z konieczności, gdyż musiała się zaopatrzyć w środki higieniczne czy bieliznę – szybko jednak poczęła zaglądać do ekskluzywnych salonów, Armaniego, Versace’a oraz Chanel, nie przywiązując większej wagi do cen. Ostatecznie mogła się już zaliczyć do bardzo bogatych kobiet.
Byłoby o wiele prościej, bez wzbudzania niepotrzebnej sensacji, zaczekać do dziewiątej i aresztować wszystkich wspólników w biurze kancelarii. Ale nikt nie miał pewności, że adwokaci zjawią się w pracy, co szczególnie dotyczyło Rapleya, który tylko sporadycznie wychodził z domu.
Zapadła więc decyzja o przeprowadzeniu akcji wczesnym rankiem. Nikogo nie obchodziło, że prawnicy zostaną poniżeni wobec swoich rodzin, a sąsiedzi z pewnością natychmiast rozpuszczą plotki. Ustalono zatem, że najlepiej będzie wyciągnąć adwokatów z łóżek bądź spod prysznica.
Charles Bogan otworzył drzwi w piżamie. Zaczął płakać, kiedy szeryf federalny, z którym znali się od lat, zakuł go w kajdanki. Szef kancelarii od rozwodu mieszkał sam, toteż zaoszczędzono mu upokorzenia w oczach rodziny.
W domu Douga Vitrano drzwi otworzyła żona adwokata i natychmiast zaczęła się zachowywać bardzo agresywnie. Obrzuciła obelgami dwóch młodych agentów FBI, ci jednak zaczekali cierpliwie, aż kobieta w końcu pójdzie na górę i wyciągnie męża z łazienki. Na szczęście dzieci jeszcze spały, kiedy Vitrano, skutego niczym pospolitego kryminalistę, bezceremonialnie wyprowadzili na ulicę i wepchnęli na tylne siedzenie samochodu. Jego żona wyszła w szlafroku na ganek i pożegnała odjeżdżających kolejną porcją wyzwisk, zalewając się jednocześnie łzami.
Jimmy Havarac jak zwykle padł do łóżka pijany jak bela, nawet dobijanie się do drzwi nie przyniosło rezultatu. Agenci wrócili więc do samochodu blokującego podjazd i tak długo wydzwaniali z aparatu komórkowego, aż prawnik w końcu odebrał, później zaś zwlókł się z łóżka i został aresztowany.
Ethan Rapley, jakby nieświadom tego, że niedawno wzeszło słońce, siedział w swoim gabinecie i pracował nad jakimś sprawozdaniem. Nie docierały do niego żadne odgłosy z zewnątrz. Na łomotanie do drzwi odpowiedziała żona, po czym smętnie powlokła się na górę, żeby zanieść mężowi smutne wieści. Wcześniej jednak ukryła rewolwer, który adwokat trzymał w szufladzie komody w sypialni. Ten zaś, udając, że potrzebna mu para czystych skarpetek, dokładnie przetrząsnął całą szufladę. Nie miał jednak śmiałości zapytać żonę, gdzie się podziała broń. W głębi duszy chyba sam się obawiał, że ona powie mu prawdę.
Założyciel kancelarii adwokackiej Bogana już od trzynastu lat piastował stanowisko sędziego federalnego. Mianował go senator Nye, żeby umożliwić krewniakowi objęcie kierownictwa firmy. Czterej wspólnicy utrzymywali bliskie kontakty z wszystkimi pięcioma urzędującymi sędziami federalnymi, toteż ich domowe telefony zaczęły dzwonić, jeszcze zanim cała czwórka spotkała się w areszcie. O ósmej trzydzieści zatrzymanych przewieziono oddzielnymi samochodami do gmachu służb federalnych w Biloxi i pospiesznie załatwiono wszelkie formalności z dyżurującym urzędnikiem magistratu.
Cutter wpadł w złość, dowiedziawszy się, w jakim tempie Bogan zdołał powiadomić swoich wysoko postawionych popleczników. Co prawda, wcale nie liczył na to, że uda mu się zatrzymać czterech oszustów w areszcie aż do procesu, niemniej ością w gardle stanęło mu wezwanie do natychmiastowego stawienia się przed komisją magistratu. Dlatego też błyskawicznie powiadomił kilka agencji prasowych oraz reporterów z lokalnej stacji telewizyjnej.
Stosowne dokumenty zostały podpisane w błyskawicznym tempie i cała czwórka wyszła na ulicę. Podjęli decyzję, aby przejść pieszo kilkaset metrów do biur kancelarii. Tuż za nimi podreptał rubaszny olbrzym uzbrojony w przenośną kamerę oraz młody, niedoświadczony reporter, który nie był jeszcze pewien, o co tu chodzi, gdyż przekazano mu jedynie, że zapowiada się głośna afera. Ale żaden z nich nie zdołał zarejestrować choćby najkrótszej wypowiedzi któregoś ze wspólników. Tamci pospiesznie weszli do starej kamienicy przy Vieux Marche i zatrzasnęli dziennikarzom drzwi przed nosem.
Charles Bogan od razu zamknął się w swoim gabinecie i zadzwonił do senatora.
Prywatny detektyw, wybrany osobiście przez Patricka, już po dwóch godzinach siedzenia przy telefonie odnalazł szukaną kobietę. Mieszkała w Meridian, dwie godziny drogi na północny wschód od Biloxi. Nazywała się Deena Postell, pracowała jako kelnerka w niewielkim barze szybkiej obsługi i dorabiała na drugą zmianę w kasie nowo otwartego supermarketu na obrzeżach miasta.
Sandy bez trudu odnalazł wskazany bar i wszedł do środka. Przez jakiś czas stał przed oszkloną ladą i udając, że podziwia świeżo wyłożone porcje pieczonych piersi kurcząt oraz frytek, ukradkiem obserwował pracowników krzątających się za kontuarem. Jego uwagę przyciągnęła mocno zbudowana kobieta o przetykanych siwizną włosach i donośnym głosie. Jak reszta koleżanek, miała na sobie firmową koszulę w pionowe biało-czerwone pasy oraz identyfikator z wydrukowanym imieniem Deena.
Chciał zrobić na kobiecie dobre wrażenie, toteż był w dżinsach i swetrze, bez krawata.
– Czym mogę panu służyć? – zapytała uprzejmie.
Była dopiero dziesiąta, zdecydowanie za wcześnie na frytki z kurczakiem.
– Poproszę dużą kawę – odparł, także uśmiechając się przyjaźnie.
Kelnerka puściła do niego oko, widocznie lubiła flirtować z klientami. Podszedł bliżej kasy, lecz zamiast pieniędzy wyjął swoją wizytówkę.
Kobieta rzuciła na nią okiem i odsunęła na bok. Wychowywała dwoje małych wnucząt, nic więc dziwnego, że do prawników odnosiła się ze skrajną nieufnością.
– Dolar dwadzieścia – rzuciła, nerwowo uderzając w klawisze i zerkając na boki.
Читать дальше