Stephen King - Strefa Śmierci

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen King - Strefa Śmierci» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Strefa Śmierci: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Strefa Śmierci»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Młody nauczyciel Johnny Smith pada ofiarą groźnego wypadku samochodowego. Przez kilka lat pozostaje w szpitalu w stanie śpiączki. Kiedy jednak odzyskuje świadomość, że jest bogatszy o niezwykły talent – zdolność jasnowidzenia. Dzięki temu będzie mógł zdemaskować seryjnego mordercę, a także przewidzieć tragiczny w skutkach pożar. Dar jasnowidzenia popchnie go do dramatycznej konfrontacji z charyzmatycznym i bardzo niebezpiecznym kandydatem na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych…

Strefa Śmierci — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Strefa Śmierci», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Drzwi auta otworzyły się i wsiadł do niego mężczyzna o siwiejących włosach. Poruszał się ostrożnie, jakby coś go bolało. Torbę podróżną i dyplomatkę położył obok siebie na siedzeniu, zamknął drzwi, a potem oparł głowę na oparciu i zamknął na chwilę oczy, jakby był ogromnie zmęczony.

– Dokąd jedziemy, przyjacielu? – zapytał go George. Pasażer spojrzał na kawałek papieru, który trzymał w dłoni.

– Dworzec Portowy – powiedział. George włączył silnik.

– Wyglądasz raczej słabiutko, przyjacielu. Mój szwagier wyglądał podobnie, kiedy miał atak kamieni nerkowych. Masz kamienie?

– Nie.

– Mój szwagier twierdzi, że kamienie nerkowe bolą bardziej od wszystkiego. Wiesz, co mu odpowiedziałem? Że pieprzy. Andy, powiedziałem, jesteś fajny facet i kocham cię, ale pieprzysz. Miałeś kiedyś raka, Andy, spytałem? Spytałem go, rozumiesz pan, czy miał kiedyś raka. Bo przecież wszyscy wiedzą, że rak jest najgorszy. – George spojrzał we wsteczne lusterko i patrzył w nie przez dłuższą chwilę. – Pytam cię szczerze, przyjacielu… dobrze się czujesz? Bo, mówię ci najświętszą prawdę, wyglądasz jak podgrzany nieboszczyk.

Pasażer odpowiedział mu:

– Wszystko w porządku. Przypomniałem sobie, jak kiedyś jechałem taksówką, wiele lat temu.

– Aha – stwierdził mądrze George, jakby dokładnie wiedział, o czym ten gość gada. Cóż, Nowy Jork jest pełen szaleńców, nie ma co zaprzeczać. I po tej krótkiej chwili filozoficznej zadumy George wrócił do swego szwagra.

6

– Mamo, czy ten pan jest chory?

– Ciii…

– Tak, ale czy jest chory?

– Cicho, Danny.

Uśmiechnęła się przepraszająco do mężczyzny siedzącego po drugiej stronie przejścia w autobusie Greyhounda, chcąc dać mu do zrozumienia, że przecież dzieci mogą powiedzieć wszystko, ale wydawało się, że mężczyzna nie usłyszał Danny'ego. Biedny człowiek, rzeczywiście wyglądał na chorego. Danny miał tylko cztery lata, ale tu się nie mylił. Mężczyzna patrzył na śnieg (który zaczął padać zaraz po tym, jak minęli granicę Con-necticut), jakby nic nie widział. Był blady, zbyt chudy, a spod kołnierza płaszcza aż do szczęki biegła okropna blizna jak u Frankensteina. Wyglądało, jakby ktoś całkiem niedawno próbował mu obciąć głowę – próbował i niemalże mu się udało.

Autobus jechał do Portsmouth w New Hampshire. Powinni przyjechać na miejsce o wpół do dziesiątej wieczorem, jeśli śnieg zbytnio ich nie opóźni. Julie Brown i jej synek mieli tam odwiedzić teściową; ta stara suka będzie, oczywiście, rozpuszczać Danny'ego jak zwykle, a jemu niewiele potrzeba.

– Chcę mu się przyjrzeć!

– Nie, Danny.

– Chcę zobaczyć, czy jest chory.

– Nie!

– No, a co będzie, jeśli on w y k r o k u j e, mamo? Oczy Danny'ego aż zabłysły na tę fascynującą możliwość. – Może wykrokować zaraz.

– Danny, zamknij się.

– Hej, proszę pana! – krzyknął Danny. – Pan krokuje czy coś?

– Danny, masz się natychmiast zamknąć! – syknęła Julie, zarumieniona ze wstydu.

Danny zaczął wtedy płakać, a raczej płaczliwie krzyczeć jak zawsze, kiedy nie pozwalała mu robić, co chce. Kiedy się tak zachowywał, miała ochotę złapać go za rękę i ścisnąć, aż będzie miał prawdziwy powód do płaczu. W takich chwilach, jadąc autobusem przez kolejną gwałtowną śnieżyce z płaczącym dzieckiem u boku, żałowała, że matka nie wysterylizowała jej przed osiemnastymi urodzinami.

I w tej właśnie chwili mężczyzna siedzący po przeciwnej stronie przejścia odwrócił głowę i uśmiechnął się do niej zmęczonym, pełnym bólu, lecz jakże łagodnym uśmiechem. Julie dostrzegła jego strasznie przekrwione oczy, jakby płakał. Próbowała odpowiedzieć mu tym samym, ale jej uśmiech nie wypadł okazale. Przekrwione lewe oko – i ta blizna na szyi – sprawiały, że lewa połowa jego twarzy wydawała się groźna, nieprzyjemna.

Miała nadzieję, że ten człowiek nie jedzie aż do Portsmouth, ale okazało się, że jechał właśnie tam. Dostrzegła go na dworcu, kiedy babcia złapała w ramiona szczęśliwego, rozchichotanego Danny'ego. Widziała, jak kulejąc idzie do drzwi; w jednej ręce miał starą torbę, w drugiej nowiutką dyplomatkę. I – tylko na chwilę – Julie poczuła, jak przeszły ją ciarki. Mężczyzna nie tyle kulał, co niemal pełzł przed siebie. Ale była w tym jakaś straszna determinacja, powiedziała później policjantom stanowym z New Hampshire. Sprawiał wrażenie, jakby doskonale wiedział, gdzie idzie, i jakby nic nie miało go powstrzymać przed dojściem do celu.

A później mężczyzna znikł w mroku i Julie straciła go z oczu.

7

Timmesdale w stanie New Hampshire to małe miasteczko, położone na zachód od Durham, na samej granicy trzeciego okręgu wyborczego. Przy życiu trzyma je najmniejsza z tkalni Chatswortha, czająca się na brzegu strumienia Timmesdale jak pokryty sadzą ceglany potwór. Jedynym skromnym tytułem do chwały miasteczka jest (według twierdzenia miejscowej Izby Handlowej) fakt, że jako pierwsze w stanie New Hampshire wprowadziło u siebie elektryczne oświetlenie ulic.

Pewnego wieczora na początku stycznia do baru Timmesdale, jedynego pubu w miasteczku, wszedł przedwcześnie siwiejący, kulejący młody mężczyzna. Za barem stał Dick O'Donnell, właściciel. Pub był prawie pusty, niewielu gości odwiedzało go w środku tygodnia, a w dodatku wiał północny wiatr. Na ulicach leżało już parę centymetrów śniegu, a jeszcze więcej mogło spaść lada chwila.

Utykający mężczyzna wszedł do środka, tupnięciem otrzepał śnieg z butów, podszedł do baru i zamówił Pabsta. O'Donnell nie pamiętał, by przedtem widział tego człowieka. Obsłużył go szybko. Mężczyzna zamówił jeszcze dwa kufle, pił niespiesznie i oglądał program w wiszącym nad barem telewizorze. Kolor nie był najlepszy; pogarszał się od kilku miesięcy i spiker wyglądał jak starzejący się rumuński wampir.

– Jeszcze kufelek? – zapytał O'Donnell po obsłużeniu dwóch starych bab przy stoliku w kącie.

– Jeden nie zaszkodzi – zgodził się gość. Wskazał na coś nad telewizorem i zapytał: – Pan się z nim spotkał?

Nad telewizorem wisiała oprawiona karykatura Grega Stil-lsona w kasku zsuniętym na tył głowy, zrzucającego po schodach Kapitolu mężczyznę w garniturze. Mężczyzną tym był Louis Quinn, poseł, którego złapano rok i dwa miesiące temu na czerpaniu korzyści z przyznawania miejsc pod budowę parkingów. Karykatura była podpisana słowami: WYWALIĆ DUPKÓW – ZARAZ!, a w rogu widniała wypisana w pośpiechu dedykacja: Dickowi O'Donnellowi, właścicielowi najlepszego baru w trzecim okręgu wyborczym. Jak najwięcej klientów, Dick! Greg Stillson.

Możesz się pan założyć, że spotkałem – powiedział O' Donnell. – Przemawiał tu, kiedy ostatnim razem kandydował do Izby. Po całym mieście rozwiesił plakaty: przyjdźcie do pubu w sobotę o drugiej i wypijcie jednego na koszt Grega. Nigdy nie udało mi się zarobić tyle, co wtedy. Miał stawiać tylko jednego, ale w końcu zapłacił za wszystko. Nie można postąpić lepiej, prawda?

– Wygląda na to, że jest pan jego zwolennikiem.

– Bo i jestem. I chętnie wziąłbym pod obcasy każdego, kto ma o nim inne zdanie.

– No to nic nie mówię. – Gość położył na barze trzy ćwierćdolarówki. – Proszę wypić na mój koszt.

– jasne, dobrze. Pewnie, że wypiję. Dzięki, panie…?

– Nazywam się Johnny Smith.

– Miło cię poznać, Johnny. Jestem Dick O'Donnell. – Dick nalał sobie piwa z beczki. – Tak, Greg zrobił wiele dobrego dla tej części New Hampshire. Wielu ludzi boi się mówić o tym głośno, ale ja do nich nie należę. Każdemu powiem: pewnego dnia Greg Stillson może zostać prezydentem!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Strefa Śmierci»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Strefa Śmierci» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Strefa Śmierci»

Обсуждение, отзывы о книге «Strefa Śmierci» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x