– Masz rację, Joe – zaczęła – jej serce jest silne. Mogłoby jeszcze pracować przez jakiś czas. Ale nie przez wieczność. W końcu organizm to wie. Pojmuje wszystko.
Joe spojrzał na nią, oczy miał zaczerwienione od płaczu i braku snu.
– Pojmuje?
– Rozumie, że mózg jest martwy. Że serce nie ma już po co bić.
– Jak to możliwe?
– Mózg jest niezbędny. Nie tylko po to, żebyśmy mogli myśleć i czuć, ale także po to, aby pozostałym organom naszego ciała dać motywację. Kiedy tej motywacji zabraknie, serce, płuca, i inne rzeczy zaczynają zawodzić. – Abby spojrzała na wentylator. – Za nią oddycha maszyna.
– Wiem. – Joe potarł dłońmi twarz. – Wiem, wiem, wiem…
Abby nic nie powiedziała. Joe kołysał się w tył i w przód, rękami obejmując głowę, palce wczepił we włosy, raz po raz cicho jęczał, ale nie mógł pozwolić sobie na szlochanie. Kiedy podniósł głowę, kosmyki włosów miał posklejane i wilgotne od łez. Raz jeszcze spojrzał na monitor. Jedyne miejsce, na które mógł bez obawy patrzeć.
– To wszystko dzieje się za szybko. Za wcześnie.
– Nie jest za wcześnie. Jest niewiele czasu do chwili, kiedy organy przestaną prawidłowo funkcjonować. Wtedy już nie będzie ich można użyć. W ten sposób nikomu nie pomożemy, Joe.
Spojrzał na nią ponad ciałem swojej żony.
– Przyniosła pani dokumenty?
– Tak.
Prawie nie patrzył na formularze. Po prostu podpisał i oddał papiery. Pielęgniarka z oddziału intensywnej terapii i Abby były świadkami przy składaniu podpisów. Kopie formularzy miały trafić do karty Karen Terrio, do Banku Organów w Nowej Anglii oraz do akt działu koordynującego transplantacje w Bayside. Potem organy miały być pobrane.
Długo po pogrzebie Karen Terrio fragmenty jej ciała będą żyły. Serce, którego bicie czuła, kiedy biegała jako dziecko, kiedy zakochała się i wychodziła za mąż w wieku lat dwudziestu i kiedy później rodziła dzieci, to samo serce będzie biło w obcej piersi. Ludzkość chyba zaczęła zbliżać się do nieśmiertelności.
Nie mogło to jednak być żadnym pocieszeniem dla Joego Terrio, który wciąż jeszcze czuwał, teraz w milczeniu, przy łóżku żony.
Abby znalazła Vivian Chao w przebieralni przy sali operacyjnej. Vivian właśnie zakończyła trwającą cztery godziny operację, ale na jej kitlu, który leżał teraz na ławce, nie było widać śladu potu.
– Mamy zgodę na pobranie organów – powiedziała Abby.
– Dokumenty podpisane? – spytała Vivian.
– Tak.
– To dobrze. Zarządzę wykonanie próby krzyżowej limfocytów. – Vivian sięgnęła po świeży fartuch. Miała teraz na sobie tylko bieliznę. Na jej wątłej, płaskiej piersi można byłoby policzyć wszystkie żebra. Uosobienie humanitaryzmu – pomyślała Abby – to stan świadomości, a nie ciała.
– Jak wyglądają jej funkcje życiowe? – zapytała Vivian.
– Utrzymują się na stałym poziomie.
– Trzeba podnieść trochę jej ciśnienie krwi. Nerki poddać perfuzji. Nie co dzień pojawia się para nerek od osoby z grupą krwi AB RH+. – Vivian wpuściła w spodnie dół koszuli. Każdy jej ruch był precyzyjny i pełen elegancji.
– Będziesz przy pobraniu? – spytała Abby.
– Jeżeli mój pacjent dostanie to serce – będę. Pobranie to łatwiejsza część. Dopiero przeszczep staje się naprawdę interesujący. – Vivian zatrzasnęła drzwiczki szafki i założyła kłódkę. – Masz chwilę? Przedstawię cię Joshowi.
– Joshowi?
– Mojemu pacjentowi. Jest na oddziale intensywnej opieki.
Wyszły z przebieralni i skierowały się korytarzem do windy. Vivian miała krótkie nogi, ale nadrabiała szybkim krokiem.
– Nie możesz przewidzieć rezultatów przeszczepu serca, jeżeli nie znasz stanu pacjenta przed i po operacji – stwierdziła Vivian. – Chcę ci więc pokazać stan przed. Może będzie ci dzięki temu trochę łatwiej.
– Co przez to rozumiesz?
– Twoja pacjentka ma serce, ale nie ma mózgu. Mój pacjent ma mózg i właściwie nie ma już serca. – Drzwi windy otworzyły się. Vivian weszła do środka. – Kiedy pogodzisz się z tragedią, wszystko zaczyna mieć sens.
Jechały windą w milczeniu. Oczywiście, że to ma sens – myślała Abby. Ma to sens, który dla Vivian jest oczywisty. Ale trudno jest mi zapomnieć o dwóch małych dziewczynkach stojących przy łóżku swojej mamy i bojących się jej dotknąć… Vivian poprowadziła. Joshua O’Day spał na łóżku numer 4.
– Ostatnio dużo śpi – wyszeptała pielęgniarka, blondynka o miłej twarzy. Na identyfikatorze miała napisane „Hannah Love, pielęgniarka oddziałowa”.
– Jakieś zmiany w podawanych lekach? – spytała Vivian.
– Według mnie pogorszyło mu się. – Hannah westchnęła. – Już od tygodni jestem jego pielęgniarką. Odkąd został przyjęty do szpitala. To taki wspaniały dzieciak, wie pani? Naprawdę miły. Trochę zwariowany. Ale ostatnio tylko śpi. Albo patrzy się na swoje odznaki. – Ruchem głowy wskazała na tablicę przy łóżku, do której przyczepiono różne nagrody i wstęgi. Jedna z nich to honorowe członkostwo w Pinewood Derby. Abby słyszała o Pinewood Derby. Jej brat również należał kiedyś do Młodych Skautów.
Abby podeszła do łóżka. Chłopiec wyglądał na młodszego, niż się spodziewała. Według karty, którą pokazała jej Hannah, miał siedemnaście lat. Mógł spokojnie uchodzić za czternastolatka. Gąszcz rurek otaczał jego łóżko, kroplówki i cewnik Swan-Ganza, używanego do monitorowania ciśnień w prawym przedsionku i arterii płucnej. Na ekranie powyżej Abby widziała odczyt ciśnienia przedsionkowego. Było wysokie. Serce chłopca było za słabe, żeby efektywnie pompować krew, która cofała się w systemie żył. Nawet nie patrząc na monitor, Abby doszłaby do tych samych wniosków, widząc żyły na szyi chłopca. Były wypukłe.
– Masz przed sobą gwiazdę szkolnej ligi baseballa z Redding High School sprzed dwóch lat – powiedziała Vivian. – Nie interesuję się tą grą i nie mam pojęcia, jak ocenić średnią jego trafień. W każdym razie ojciec jest z niego bardzo dumny.
– O tak, ojciec jest dumny – przytaknęła Hannah. – Przyszedł tu kiedyś z piłką i rękawicą. Musiałam go wyprosić, kiedy zaczęli do siebie rzucać. – Hannah roześmiała się. – Ojczulek jest tak samo szalony, jak dzieciak!
– Od jak dawna choruje? – zapytała Abby.
– Już od roku nie chodzi do szkoły. Wirus Coxsackie B. W ciągu sześciu miesięcy miał zastoinową niewydolność płuc. Tu na oddziale jest od miesiąca, czeka na serce. – Vivian przerwała i uśmiechnęła się. – Prawda, Josh?
Chłopiec miał otwarte oczy. Wydawało się, że patrzy na gości jakby przez warstwę gazy. Kilka razy zamrugał oczami, a potem odwzajemnił uśmiech Vivian.
– Hej, doktor Chao.
– Widzę, że wystawa powiększyła się o jakieś nowe wstążki – stwierdziła Vivian.
– Ach, te. Nie mam pojęcia, skąd moja mama je wydostaje. Ona przechowuje wszystko, wie pani. Ma nawet plastikową torebkę z moimi mlecznymi zębami. Niezłe, co?
– Josh, przyprowadziłam kogoś, żeby ciebie zobaczył. To jest doktor DiMatteo, jedna ze stażystek na chirurgii.
– Cześć Josh – powiedziała Abby.
Wydawało się, że chłopiec potrzebuje chwili, aby przenieść wzrok na Abby. Nie odezwał się.
– Nie będziesz miał nic przeciwko temu, żeby doktor DiMatteo cię zbadała? – spytała Vivian.
– Po co?
– Bo kiedy już dostaniesz nowe serce, to będziesz jak ten szalony biegacz z telewizji. Nie damy rady cię przytrzymać wystarczająco długo, żeby cię zbadać.
Читать дальше