Ian Fleming - Goldfinger

Здесь есть возможность читать онлайн «Ian Fleming - Goldfinger» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Шпионский детектив, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Goldfinger: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Goldfinger»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Auric Goldfinger: okrutny, inteligentny, frustrująco ostrożny. Oszust w kanaście i krętacz na dużą skalę w życiu codziennym. Takich ludzi James Bond nienawidzi najbardziej. Dobrze się więc składa, że to właśnie Bond otrzymał zbadanie tego co Goldfinger, najbogatszy człowiek w kraju, zamierza zrobić ze swoimi nieuczciwymi zyskami, oraz co łączy go ze Smiersz – ultratajną sowiecką organizacją bezlitośnie likwidujących obcych agentów. 007 odkrywa, że Goldfinger ma niezwykle ambitne i groźne plany: wśród nich są największa kradzież złota w historii oraz masowe morderstwo…

Goldfinger — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Goldfinger», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Nim się ogolił, nim wziął lodowaty prysznic i się ubrał, była już ósma. Wszedł do urządzonego ze smakiem salonu i zastał weń kelnera. Kelner – ubrany w dwubarwny garnitur koloru złota i śliwki – nakrywał do stołu przy oknie. Bond rzucił okiem na Miami Herald. Pierwsza strona poświęcona była klapie amerykańskiego pocisku balistycznego ICBM na pobliskim Cape Canaveral i tęgiemu zamieszaniu na wielkim wyścigu w Hialeah. Bond rzucił gazetę na podłogę, siadł i zaczął wolno jeść śniadanie, rozmyślając o Du Poncie i o Goldfingerze.

Nie doszedł do żadnych konkretnych wniosków. Du Pont albo siebie przeceniał jako gracza – co wydawało się jednak mało prawdopodobne zważywszy, że Bond wyczuł jego przebiegłość i zdecydowanie – albo Goldfinger oszukiwał. Jeżeli Goldfinger oszukiwał w kartach, chociaż nie brakowało mu pieniędzy, należało przyjąć za pewnik, że dorobił się fortuny w podobny sposób – w sposób podobny lub dzięki niezbyt legalnym operacjom na dużą skalę. Bonda zawsze interesowali wielcy kanciarze, dlatego cieszył się na myśl o pierwszym spotkaniu z Goldfingerem. Cieszył się również, że będzie miał oto okazję rozgryźć jego jakże skuteczną, a przez to jakże bardzo podejrzaną metodę bezlitosnego oskubywania Du Ponta. Zanosiło się na niepowtarzalnie emocjonujący dzień. Niechże się już zacznie; Bond czekał, leniwie.

Plan był taki, że spotka się z Du Pontem o dziesiątej, w ogrodzie. Przyleciał tu niby z Nowego Jorku, żeby odsprzedać Du Pontowi pakiet akcji angielskiego towarzystwa będącego własnością kanadyjskiego Natural Gas. Sprawa jest, rzecz jasna, poufna i Goldfinger nie pokusi się o szczegółowe wypytywanie. Akcje, Natural Gas, Kanada – to wszystko, co należy zapamiętać. Wybiorą się razem na dach Cabana Club, gdzie ma toczyć się gra, a tam Bond zajmie się gazetą i dyskretną obserwacją. Po lunchu, w czasie którego omówią „interes”, sytuacja się powtórzy. Du Pont chciał wiedzieć, czy trzeba przygotować coś jeszcze, na co agent zapytał go o numer apartamentu karciarza i poprosił o klucz uniwersalny z recepcji. Wyjaśnił także, że jeśli Goldfinger jest zawodowym szulerem albo nawet tylko wybitnym amatorem, podróżować będzie z charakterystycznymi dla swego fachu akcesoriami: ze znaczonymi lub „golonymi” taliami, z urządzeniem do rozdawania kart i temu podobnymi. Du Pont odrzekł, że owszem, da Bondowi klucz, gdy spotkają się w ogrodzie – bez trudu otrzyma go z rąk samego dyrektora hotelu.

Po śniadaniu agent odprężył się i zawiesił wzrok na morzu tuż pod linią horyzontu. Bynajmniej nie nastawiał się psychicznie na sprawę, która go czekała, nie, był jej tylko nader ciekaw. Taka właśnie sprawa nadawała się doskonale, by zmyć niesmak, z jakim wyjechał z Meksyku.

Pół po dziewiątej Bond opuścił apartament. Zanurzył się w labirynt korytarzy na piętrze, błądząc w poszukiwaniu windy i przeprowadzając jednocześnie mały rekonesans. Później, po dwakroć napotkawszy tę samą pokojówkę, zapytał o drogę, zjechał na dół i wmieszał się w tłumek rannych ptaszków wędrujący pod arkadami centrum sklepowego Pineapple. Zajrzał do kawiarni Bamboo, do baru Randezvous, minął restaurację La Tropicala, zerknął na dziecięcy klubik Kittekat i na klub nocny Boom-Boom. Potem, już celowo, wyszedł do ogrodu. Du Pont – ubrany w plażowy strój od Abercrombiego i Fitcha – wręczył mu klucz do apartamentu Goldfingera. Poszli niespiesznie do Cabana Club, po czym wspięli się krótkimi, łamanymi schodami na taras.

Bond przeżył wstrząs, kiedy po raz pierwszy ujrzał Goldfingera.

Na krańcu dachu, w rogu, tuż przy ścianie hotelu leżał sobie facet. Leżał z wysoko opartymi nogami, w wygodnym leżaku. Był nagi, jeśli nie liczyć małych, żółtych, atłasowych slipek, ciemnych okularów i pary szerokich blaszanych skrzydeł tuż pod policzkami. Owe skrzydła, zdające się wyrastać mu z szyi, sięgały aż za ramiona i zaginały się lekko ku górze zaokrąglonymi czubkami.

– Co u diabła on ma na szyi!? – spytał Bond.

– Nigdy pan tego nie widział? – Du Pont był wyraźnie zdziwiony. – To takie cudo przyśpieszające opalanie. Wypolerowana blacha. Odbija promienie pod policzkami i z tyłu głowy, za uszami. W ten sposób można sobie opalić miejsca zwykle ukryte przed słońcem.

– No no no… – rzekł agent.

Gdy znaleźli się o kilka jardów od półleżącego mężczyzny, Du Pont zakrzyknął wesoło; według Bonda zakrzyknął ciut za głośno.

– Hej, hej! Goldfinger ani drgnął.

– On jest głuchy jak pień – odezwał się Du Pont już normalnym głosem. Stanęli u stóp karciarza i Du Pont zawołał ponownie.

Goldfinger wyprostował się raptownie i zdjął okulary.

– Aa… Witam! – Odczepił z szyi skrzydła, ułożył je starannie obok siebie i wstał ciężko z leżaka. Rzucił Bondowi nieruchawe, badawcze spojrzenie.

– Chciałbym przedstawić panu pana Bonda, pana Jamesa Bon – da. To mój przyjaciel z Nowego Jorku, pański krajan. Przyleciał, żeby namówić mnie na maleńki interesik. Goldfinger wyciągnął rękę: była sucha i silna.

– Miło mi, panie Bond. – Krótki uścisk i natychmiast cofnął dłoń. Na moment jego blade, niebieskawe oczy rozwarły się szeroko i wbiły w agenta. Zdawało się, że przenikają mu twarz, penetrują czaszkę niczym promienie rentgena. Później powieki opadły, trzasnęła migawka i Goldfinger umieścił naświetloną kliszę w swojej kartotece. – Więc dzisiaj nie gramy. – Głos miał bezbarwny, apatyczny, a jego wypowiedź zabrzmiała bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.

– Co znaczy nie gramy? – wykrzyknął porywiście Du Pont. – Nie pozwolę, żeby orżnął mnie pan do suchej nitki. Muszę się odegrać, inaczej nie wyjadę z tego przeklętego hotelu! – Du Pont zachichotał soczyście. – Powiem Samowi, żeby przygotował stolik.

James mówi, że nie zna się na kartach i że chciałby nauczyć się grać, tak, James? – Spojrzał na Bonda. – Chcesz tu z nami posiedzieć? W słońcu i przy gazecie?

– Z przyjemnością odpocznę – powiedział Bond. – Ostatnio za dużo podróżowałem.

I znów oczy karciarza wbiły się w niego niczym świder. Wbiły się i po sekundzie wolno zeń wyszły.

– Tylko coś na siebie włożę. Po południu zamierzałem wziąć lekcję golfa u pana Armona w Boca Raton, ale karty przede wszystkim. Mój nieszczęsny nawyk zbyt wczesnego prostowania przegubów przy strzałach średnimi metalikami będzie musiał zaczekać na swoją kurację. – Popatrzył obojętnie na Bonda. – Pan gra w golfa, panie Bond?

– Od czasu do czasu, kiedy jestem w Anglii – odparł głośno agent.

– Gdzie pan grywa?

– W Huntercombe.

– A tak… To ładne, przyjemne pole. Ja zapisałem się ostatnio do Royal St Marks. Sandwich leży w pobliżu jednego z moich zakładów. Zna pan ten klub?

– Owszem, grywałem tam.

– Jaki pan ma handicap?

– Dziewięć punktów.

– Co za przypadek – ja też mam dziewiątkę. Musimy kiedyś z sobą zagrać, panie Bond. – Goldfinger schylił się, podniósł swoje metalowe skrzydła i zwrócił się do Du Ponta: – Za pięć minut wracam. – Odszedł wolno w stronę schodów.

Bond był szczerze ubawiony. Całe to węszenie odbyło się z jakże dokładnie odmierzoną dawką pewności siebie bardzo charakterystyczną dla bogacza, którego tak naprawdę wcale nie obchodzi, czy Bond jeszcze żyje, czy już go pogrzebali. Ale skoro żyje, dlaczego nie zakwalifikować go do odpowiedniej kategorii towarzyskiej?

Du Pont wydał polecenia stewardowi w białej marynarce. Dwóch innych przygotowywało już stolik do gry. Agent podszedł do barierki okalającej dach. Spojrzał na ogród, snując refleksje o Goldfingerze.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Goldfinger»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Goldfinger» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Goldfinger»

Обсуждение, отзывы о книге «Goldfinger» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x