– Na rogu w lewo.
Gdy minęliśmy zwęgloną ruinę, zobaczyłam wolno jadący radiowóz. Patrzyłam twardo przed siebie. Wiedziałam, że Ned Cooper nie żartował: gdyby policjanci się zbliżyli, zabiłby ich, a potem mnie.
* * *
Cooper siedział cały czas skulony, ze strzelbą między nogami, odzywał się tylko po to, żebym jechała tam, gdzie sobie zaplanował.
– Tutaj w prawo. Teraz w lewo. – Aż w pewnym momencie odezwał się całkiem odmiennym tonem: – Już skończone, Annie. Jadę do ciebie. Cieszysz się, kochanie, prawda?
Annie. Jego zmarła żona. Zwracał się do niej, jakby była w samochodzie. Może spróbować o niej porozmawiać? Powiedzieć mu, jak mi żal ich obojga? Czy zyskam dzięki temu jakąś szansę? Może mnie nie zabije? Chciałam żyć. Chciałam spędzić całe długie i szczęśliwe życie z Caseyem. Chciałam urodzić dziecko.
– Teraz w lewo, a potem dłuższy kawałek prosto.
Unikał głównych tras, gdzie mogliśmy się natknąć na szukających go policjantów.
– Dobrze, Ned, już skręcam – odpowiedziałam. Głos tak mi drżał, że musiałam często zagryzać wargi, żeby w ogóle cokolwiek powiedzieć. – Wczoraj w telewizji dużo słyszałam o Annie. Wszyscy mówili, że była wspaniałą kobietą.
– Nie odpowiedziałaś na jej list.
– Ned, czasami, jeśli to samo pytanie napływa od wielu osób, odpowiadam na nie, nie zwracając się do nikogo w szczególności, bo to by było nie w porządku w stosunku do innych piszących. Na pewno odpowiedziałam na pytanie Annie, choć nie adresowałam odpowiedzi tylko do niej.
– Nie wiem.
– Ned, ja też kupiłam akcje Gen-stone. I straciłam pieniądze tak samo jak ty. Właśnie dlatego zbieram materiały do artykułu w gazecie, żeby wszyscy dowiedzieli się o ludziach takich jak my, którzy zostali oszukani. Wiem, jak bardzo chciałeś sprawić Annie piękny, duży dom. Ja też kupiłam udziały w Gen-stone za pieniądze odkładane na moje cztery kąty. Mieszkam w wynajętym mieszkanku, bardzo małym, podobnym do twojego.
Słuchał mnie w ogóle? Nie miałam pojęcia.
Zadzwoniła moja komórka. Była w torebce, którą ciągle trzymałam na kolanach.
– Czekasz na telefon?
– To pewnie mój chłopak. Mamy się spotkać.
– Odbierz. Powiedz mu, że się spóźnisz.
Rzeczywiście dzwonił Casey.
– Wszystko w porządku?
– Tak, opowiem ci później.
– Kiedy przyjedziesz?
– Za jakieś dwadzieścia minut.
– Dwadzieścia minut?
– Dopiero ruszyłam. – Jak mu dać znać, że potrzebuję pomocy? – Powiedz wszystkim, że już jadę. Cieszę się, że niedługo zobaczę Patricka.
Cooper wyjął mi telefon z dłoni. Wcisnął klawisz kończący rozmowę i rzucił komórkę na tylne siedzenie.
– Niedługo to ty zobaczysz Annie, a nie Patricka.
– Dokąd jedziemy?
– Na cmentarz. Do Annie.
– Na który cmentarz?
– W Yonkers.
Do Yonkers było najwyżej dziesięć minut jazdy.
Czy Casey zrozumiał, że go potrzebuję? Czy zawiadomi policję i poprosi, żeby szukali mojego samochodu? Ale jeśli nas znajdą i pojadą za nami, to zginę nie tylko ja, ale i policjanci.
Miałam pewność, że Cooper zamierza się zastrzelić na cmentarzu. I najpierw zabije mnie. Jedyną szansą na ocalenie było przekonanie go, żeby darował mi życie. Musiałam wobec tego wzbudzić w nim współczucie.
– Wczoraj w telewizji mówili okropne rzeczy o tobie. To niesprawiedliwe.
– Słyszałaś, Annie? Ona też uważa, że to niesprawiedliwe. Oni nie wiedzą, jak się czułaś, kiedy przez te ich kłamstwa straciłaś dom. Nie wiedzą, jak ja się czułem, kiedy patrzyłem, jak umierasz, kiedy śmieciarka walnęła w twoje auto. I nie wiedzą, że ci wszyscy ludzie, dla których zawsze byłaś taka miła, zadbali, żebyś się nie zorientowała, że chcę sprzedać dom. Nie lubili mnie, więc pozbyli się nas obojga.
– Ned, chciałabym o tym napisać – odezwałam się. Bardzo się starałam, żeby moje słowa nie brzmiały jak błaganie, co nie było łatwe.
Już jechaliśmy przez Yonkers. Ruch był spory, więc Cooper skulił się jeszcze niżej na siedzeniu.
– Chciałabym napisać o tym, jak Annie potrafiła się zająć ogrodem, o tym, że co roku był coraz piękniejszy – ciągnęłam.
– Cały czas prosto. Już blisko.
– Wszyscy się dowiedzą, że pacjenci w szpitalu ją uwielbiali. I napiszę, jak bardzo kochała ciebie.
Na drodze było coraz mniej samochodów. Kawałek przed nami, po prawej stronie zobaczyłam cmentarz.
– Zatytułowałabym to „Historia Annie”.
– Skręć na szutrówkę. I prosto do cmentarza. Powiem ci, kiedy stanąć. – W jego głosie nie było żadnych emocji.
– Annie – odezwałam się – wiem, że mnie słyszysz. Wytłumacz Nedowi, że najlepiej będzie, jeśli zostaniecie razem tylko we dwoje, a ja wrócę do domu i napiszę o tobie, o tym, jak bardzo się kochacie. Powiedz mu, że nie chcesz, żeby ktoś wam przeszkadzał, kiedy nareszcie znowu go obejmiesz.
Nie wyglądało na to, żeby mnie usłyszał.
– Zatrzymaj i wysiadaj – rozkazał.
Szłam przed nim aż do grobu niedawno zasypanego błotnistą ziemią. Na środku pagórka widniało podłużne wgłębienie.
– Annie powinna mieć piękny grób ze śliczną tablicą, na której jej imię okalałyby wyrzeźbione kwiaty – powiedziałam. – Ned, ja o to zadbam.
– Siadaj. Tam. – Wskazał mi miejsce jakieś dwa metry od grobu. Sam usiadł na mogile i wymierzył we mnie ze strzelby. Lewą ręką ściągnął but i skarpetkę.
– Odwróć się.
Zabije mnie. Próbowałam się modlić, ale moje usta szeptały tylko jedno słowo, to samo, z którym umarła Lynn.
– Błagam…
– No i co, Annie, jak myślisz? – odezwał się Ned. – Co robić? Powiedz.
– Błagam… – Byłam tak sparaliżowana strachem, że nawet nie poruszałam wargami. Gdzieś z oddali usłyszałam zbliżające się wycie syren.
Za późno, pomyślałam. Za późno.
– Dobrze, Annie. Niech będzie po twojemu.
Usłyszałam huk wystrzału i wokoło zapadła ciemność.
* * *
Odnoszę wrażenie, że pamiętam jakiegoś gliniarza mówiącego: „Jest w szoku”. I chyba widziałam ciało Neda leżące na grobie Annie. A potem, zdaje się, znowu zemdlałam.
* * *
Gdy następnym razem odzyskałam przytomność, znajdowałam się w szpitalu. Nie zastrzelił mnie. Żyłam. Annie powiedziała Nedowi, żeby mnie nie zabijał.
Pewnie byłam po uszy naszpikowana środkami nasennymi, bo znów zasnęłam.
Potem ktoś powiedział: „Obudziła się, proszę wejść”.
W następnej chwili znalazłam się w ramionach Caseya i wreszcie poczułam się bezpieczna.
Charles Wallingford, zapoznany z rewelacjami, jakie usłyszałam od Lynn przed jej śmiercią, nabrał ogromnej chęci do współpracy z policją. Przyznał się do kradzieży całej brakującej sumy, poza kwotą, pożyczoną przez Nicka z firmy pod zastaw własnych udziałów. Pieniądze te były działką Wallingforda za udział w planie mającym na celu doprowadzenie Gen-stone do bankructwa. Najbardziej jednak zdumiewające okazało się oświadczenie Charlesa, że pomysłodawcą i mózgiem całej intrygi oraz osobą nadzorującą każde posunięcie był Adrian Garner, miliarder i szef Garner Pharmaceuticals.
To właśnie Garner zarekomendował doktor Kendall na asystentkę doktora Celtaviniego. Miała sabotować wyniki eksperymentów.
Również on był kochankiem Lynn – i to jego widział Ned Cooper na podjeździe w noc pożaru. Potem Lynn zwolniła służbę, żeby móc się swobodnie spotykać z Garnerem.
Читать дальше