Adam Przechrzta - Chorangiew Michala Archaniola
Здесь есть возможность читать онлайн «Adam Przechrzta - Chorangiew Michala Archaniola» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Старинная литература, на русском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Chorangiew Michala Archaniola
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Chorangiew Michala Archaniola: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Chorangiew Michala Archaniola»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Chorangiew Michala Archaniola — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Chorangiew Michala Archaniola», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
- Przecież Davidoff nie ma żadnej konkretnej władzy na uczelni! Owszem, jest bardzo wpływowy, ale…
- No właśnie: ale… - mruknąłem. - Bałem się, że załatwi to łyżką do opon.
- Czym? - nie zrozumiał dziekan.
Zrelacjonowałem mu zajście na parkingu dokładnie i bez żadnych upiększeń.
- Myśli pan, że Davidoff byłby zdolny…
- Nie myślę, wiem - uciąłem. - Dlatego wysłałem tam tę dzieweczkę. Wraz z koleżanką, aby miała świadka.
- Wszystko rozumiem - odparł dziekan zdegustowany. - Jednak jak pan mógł narazić te dziewczęta? Przecież ten wariat mógł je pobić! No i nie wyobraża pan sobie chyba, że taki drobiazg jak obiektywny świadek zajścia powstrzyma profesora Oszerkę? To pieniacz!
Uśmiechnąłem się z rozmarzeniem.
- Nie będzie żadnej sprawy sądowej - poinformowałem z błogą miną. - Najdalej jutro Oszerko wycofa się z tego i najprawdopodobniej zabierze synalka z uczelni.
- Akurat! - prychnął dziekan. - Już to widzę!
- Może mały zakładzik, panie profesorze? - zaproponowałem. - Powtarzam: jutro Oszerko wycofa oskarżenie. Bardzo szybko wycofa…
Mój gość demonstracyjnie wywrócił oczyma.
- Chyba odchodzimy od tematu - zauważył.
- Ta studentka jest przeszkolona w zakresie walki wręcz. Wiedziałem o tym. Brała udział w realnych starciach, pan Władzio to dla niej betka - oznajmiłem beztrosko. - Na uczelni wykonywała zapewne jakieś zadanie, być może chodziło o przekręty finansowe albo narkotyki?
Dziekan leniwie uniósł brwi.
- Przekręty? Wiedziałbym o tym. O narkotykach też. A teraz może powie pan prawdę? - zaproponował.
- Nie znam prawdy - odparłem niechętnie. - Być może, ale tylko być może, że mnie śledziła…
- Dlaczego miałaby pana śledzić?
- Mam kontakty z siłami specjalnymi, prowadzę dla nich wykłady z zakresu cybernetyki. Mogli uznać, że coś mi zagraża, albo po prostu mnie sprawdzać.
- Sprawdzać?
Sapnąłem ze zniecierpliwieniem - trudno wyjaśnić komuś z zewnątrz, jak wygląda świat tajnych służb i sił specjalnych.
- No, na przykład, czy nie jestem namierzany przez obcy wywiad, czy nie przekazuję wrogom informacji… - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
- Rozumiem, że dochodzimy do sedna. - Pokiwał głową dziekan. - Zapewne nie był pan zachwycony faktem inwigilacji i postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu…
- Trochę pan to trywializuje, profesorze, ale z grubsza o to chodziło.
- Więc Oszerko…
- Oszerko zostanie poproszony o wyjaśnienie, dlaczego jego syn zaatakował agenta operacyjnego na służbie. Pan Władzio także będzie musiał się gęsto tłumaczyć, oczywiście gdy już dojdzie do siebie… Być może powstaną wątpliwości, czy to naprawdę był przypadek. Zbadają życiorys pana Władzia, a i sam profesor znajdzie się pod lupą. Nie, Oszerko nie będzie robił żadnych kłopotów, będzie współpracował. I może wreszcie zabierze się za syna…
- Może, może… - mruknął z roztargnieniem dziekan. - Ale ta studentka, czy nie dowiedziałem się za dużo? Ja nie wygłaszam wykładów dla komandosów.
- Niech się pan nie martwi, najwyżej będę musiał pana zabić.
- Doktorze Korpacki! - przywołał mnie do porządku.
- Widział ją pan? - spytałem.
- Tak, rozmawiałem z nią zaraz po tym zajściu.
- Proszę ją opisać - zażądałem.
- Około dwudziestu pięciu lat, szczupła, ale nie chuda. Czarne krótkie włosy - dodał po zastanowieniu.
- Twarz?
- Zwyczajna - odparł niepewnie.
- Już jej pan nie zobaczy - poinformowałem. - Pewnie wyszła z uczelni, zdjęła perukę, zmyła makijaż i zmieniła się tak, że żaden z nas nie poznałby jej na ulicy. A na to, że jest związana ze specsłużbami, ma pan tylko moje słowo. Pewnie dostanie pan jeszcze uprzejmy list, informujący, że maltretując pana Władzia, doznała takiego szoku, że nie może wrócić na uczelnię. Ot, i wszystko - zakończyłem, wzruszając ramionami. - Nie ma dziewczyny, nie ma problemu.
- Teraz może pan zrobić użytek z barku - powiedział dziekan. - Naprawdę coś mi się należy od życia, a jestem już po pracy.
- Zostałem ułaskawiony?
- Ułaskawiony? Zdecydowanie nie. Otrzyma pan szansę, nic więcej.
Otworzywszy barek, od razu zauważyłem nową butelkę, zapewne Davidoff odwdzięczył się za wódkę od alchemika. Ardbeg 1976. Cmoknąłem z uznaniem, Rosjanin miał gest. Ardbeg to destylarnia założona w 1815 roku przez rodzinę Mac Dougall. W 1976 roku do dwóch beczek po sherry wlano wyjątkowo udaną partię whisky. Kiedy dojrzała, otrzymano niecałe tysiąc butelek trunku. Ardbeg 1976 nie została rozcieńczona przed butelkowaniem i zawiera ponad pięćdziesiąt procent alkoholu, nie została też przefiltrowana na zimno, co oznacza, że w jej zapachu i smaku odnaleźć można pozostałości ze wszystkich etapów produkcji: drobinki miedzi z alembików, drewno z kadzi fermentacyjnych wykonanych z oregońskiej sosny czy wreszcie z dębowych beczek. Ardbeg 1976 to legenda.
Rozlałem trunek do szklanek, nie dolewając wody, ani nie dodając lodu, co byłoby profanacją. Wypiliśmy. O moje podniebienie rozbiła się fala ognia o posmaku dymu torfowego i morskiej soli, zapachniało dziką miętą, kwitnącym wrzosem i drewnem sandałowym.
- Niech pan przeprosi tę drugą studentkę, była wyraźnie zdenerwowana - polecił dużo przyjaźniejszym tonem dziekan.
- Oczywiście - przytaknąłem. - Dolać panu?
- Chyba nie powinienem, alkohol tej klasy…
- Kiedyś go trzeba wypić - odparłem obojętnie. - Za jakiś miesiąc będę mógł pana poczęstować wódką destylowaną według starego, alchemicznego przepisu.
- Apage satanas - jęknął dziekan, podsuwając mi szklankę.
* * *
Dopadła mnie na stacji benzynowej, tuż przed wioską alchemika. Wyszła zza jednego z dystrybutorów, kiedy odliczałem pieniądze za benzynę. Przytuliła się do moich pleców, wykrzykując hałaśliwie słowa powitania na użytek kręcących się wokół ludzi. W kręgosłup wbiła mi lufę pistoletu.
- Do samochodu! - rozkazała. - I żadnych głupstw, znasz procedury.
Znałem. Zasiadłem na miejscu kierowcy, otworzyłem tylne drzwi, w lusterku widziałem tylko bujną blond perukę i wielkie, ciemne okulary.
- Jedź tam, gdzie miałeś jechać - poleciła. - Potem porozmawiamy.
Posłusznie ruszyłem w kierunku pobliskiej wioski, obie ręce trzymałem na kierownicy, ale delikatnymi ruchami barków odchyliłem nieco połę marynarki, szykując się do błyskawicznego wyjęcia noża. Jeśli będzie trzeba. Nie wyczułem w kobiecie agresji, ale być może zabijała na zimno, bez emocji…
Kiedy przejeżdżaliśmy przez młody sosnowy lasek, zwolniłem do czterdziestu kilometrów, szykując się do nagłego ataku - miałem nadzieję, że kiedy zdejmę dłonie z kierownicy, samochód utknie wśród niezbyt jeszcze wyrośniętych drzew. Jeśli nie, cóż… wszystko było lepsze niż zdanie się na łaskę uzbrojonej wariatki. Wtedy poczułem znajomy zapach - to była moja „studentka”.
Odetchnąłem. Zmieniła wygląd, ale najwyraźniej nie pomyślała o perfumach. Dodałem gazu i po paru minutach zajechałem pod wiejską restaurację.
- Hej! - zawołała. - Co ty sobie wyobrażasz?!
- Wyłaź! - warknąłem. - I nie strasz mnie więcej. O mało co nie zarobiłaś nożem.
- Przepraszam najmocniej. - Wydęła ironicznie usta. - Powinnam ci od razu powiedzieć, że to nie jest próba gwałtu.
Złapałem dziewczynę za rękę i wciągnąłem do knajpy. Trzech mężczyzn o wyglądzie meneli konsumowało coś na kształt bigosu, zapijając go obficie wódką. Tuż przy wejściu siedziała z obojętną miną tłusta kobieta w niespecjalnie czystym fartuszku kelnerki.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Chorangiew Michala Archaniola»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Chorangiew Michala Archaniola» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Chorangiew Michala Archaniola» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.