Ryszard KAPUSCINSKI - Szachinszach

Здесь есть возможность читать онлайн «Ryszard KAPUSCINSKI - Szachinszach» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2011, Жанр: Старинная литература, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Szachinszach: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Szachinszach»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Szachinszach — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Szachinszach», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

I oto nadarza się okazja, aby ogłaszając reformę rolną bodaj pozyskać wieś, zjednać dla siebie chłopów rozdając im ziemię. Czyją ziemię? Majątki ziemskie ma szach, feudałowie i duchowieństwo. Jeżeli feudałowie i duchowieństwo utracą ziemię, ich władza w terenie osłabnie. Na wsi umocni się państwo, a tym samym umocni się szach. To proste. Ale nic nie jest proste w tym, co robi szach. Działania szacha cechuje pokrętność i połowiczność. Okazuje się, że feudałowie mają oddać ziemię, ale dotyczy to tylko części feudałów i części ich ziem (a wszystko za sowitym wykupem). Że ziemię otrzymują chłopi, ale tylko część chłopów i to tych, którzy już ją mają (a większość nie posiada żadnej roli).

Szach zaczyna od własnego przykładu i ogłasza, że odstępuje swoje majątki. Jeździ i rozdaje chłopom akty własności. Widzimy go na zdjęciach, jak stoi, dobroczyńca, z naręczem rulonów papieru (są to owe akty własności), a chłopi klęczą i całują go w buty.

Rychło jednak wybucha skandal!

Otóż jego ojciec, wykorzystując posiadaną władzę, przywłaszczył sobie wiele majątków feudalnych i kościelnych. Po odejściu ojca parlament uchwalił, że ziemie te, które Reza Khan posiadł nielegalnie, muszą być zwrócone właścicielom. I teraz jego syn oddaje jako własne te ziemie, które mają przecież prawowitych posiadaczy, i na domiar bierze za wszystko duże pieniądze, ogłaszając się jednocześnie wielkim reformatorem.

Gdyby tylko to! Ale szach, orędownik postępu, zabiera ziemię meczetom. Jest przecież reforma, wszyscy muszą ponosić ofiary, aby poprawić dolę chłopa. Pobożni muzułmanie, zgodnie z nakazem Koranu, od lat zapisują meczetom część swoich posiadłości. Majątki, które należą do meczetów, są wielkie i dobrze, że szach pomyślał, aby oskubać mułłów i polepszyć los wiejskiej biedoty. Niestety, rychło porusza opinię nowy skandal. Okazuje się, że te ziemie, obcięte kościołowi pod wzniosłymi hasłami reformy, monarcha rozdał swoim najbliższym — generałom, pułkownikom, dworskiej kamaryli. Kiedy wiadomość o tym przedostała się do ludzi, wywołała taki gniew, że wystarczyło dać sygnał, aby wybuchła kolejna rewolucja.

Z notatek (5)

Każdy pretekst, mówi, był dobry, żeby wystąpić przeciw szachowi. Ludzie chcieli pozbyć się szacha, próbowali swoich sił, jeżeli zdarzyła się okazja. Przejrzeli jego grę i powstało wielkie oburzenie. Rozumieli, że chce się umocnić, a tym samym utrwalić dyktaturę, i nie mogli do tego dopuścić. Rozumieli, że Biała Rewolucja jest im narzucona z góry, że ma cel ściśle polityczny, korzystny dla szacha i dla nikogo więcej. Teraz wszyscy zaczęli spoglądać w stronę Qom. Tak było w naszej historii, że ilekroć powstawało niezadowolenie i kryzys, ludzie zaczynali nasłuchiwać, co powie Qom. Stąd zawsze wychodził pierwszy sygnał.

A Qom już grzmiało.

Bo jeszcze dołączyła się inna sprawa. W tym czasie szach przyznał wszystkim wojskowym amerykańskim i ich rodzinom prawo nietykalności dyplomatycznej. W naszej armii było już wówczas wielu amerykańskich ekspertów. I mułłowie podnieśli głos, że ta nietykalność jest przeciwna zasadzie suwerenności. Wtedy to po raz pierwszy Iran usłyszał ajatollacha Chomeiniego. Wcześniej nie był nikomu znany, to znaczy nikomu poza ludźmi z Qom. Miał już wówczas ponad sześćdziesiąt lat i biorąc pod uwagę różnicę wieku, mógł być ojcem szacha. Później często zwracał się do niego mówiąc — synu, ale oczywiście z ironicznym i gniewnym akcentem. Chomeini wystąpił przeciw szachowi używając słów najbardziej bezwzględnych. Ludzie, wołał, nie wierzcie mu, to nie jest wasz człowiek! On nie myśli o was, tylko o sobie i o tych, którzy wydają mu rozkazy. On sprzedaje nasz kraj, sprzedaje nas wszystkich! Szach musi odejść!

Policja aresztuje Chomeiniego. W Qom zaczynają się manifestacje. Ludzie domagają się jego uwolnienia. Następnie ruszają inne miasta — Teheran, Tebriz, Meszched, Isfahan. Wówczas szach wyprowadza na ulicę wojsko i zaczyna się rzeź (wstaje, wyciąga przed siebie ręce i ściska dłonie, jakby trzymał rękojeść cekaemu. Mruży prawe oko i wydaje głos naśladujący łoskot tej broni). To był czerwiec 1963, mówi. Powstanie trwało pięć miesięcy. Przewodzili mu demokraci z partii Mossadegha i duchowni. Kilkanaście tysięcy zabitych i rannych. Potem przez kilka lat cisza cmentarna, ale nigdy cisza zupełna, bo zawsze były jakieś bunty i walki. Chomeini zostaje wyrzucony z kraju i osiada w Iraku, w Nadżaf, w największym mieście szyitów, tam gdzie jest grób Kalifa Ali.

Teraz zastanawiam się, co właściwie stworzyło Chomeiniego? Przecież w tym czasie było wielu ważniejszych i bardziej znanych ajatollachów, a także wybitnych polityków przeciwnych szachowi. Wszyscy pisaliśmy protesty, manifesty, listy i memoriały. Czytała je mała grupa inteligentów, bo nie można było tego legalnie drukować, poza tym większość społeczeństwa nie umie czytać. Krytykowaliśmy szacha, mówiliśmy, że jest źle, domagaliśmy się zmian i reform, większej demokracji i sprawiedliwości. Nikomu nie przychodziło do głowy postąpić tak, jak Chomeini — to znaczy odrzucić całą pisaninę, wszystkie petycje, rezolucje i postulaty. Odrzucić, stanąć przed ludźmi i zawołać — szach musi odejść!

To było właściwie wszystko, co powiedział wówczas Chomeini i co powtarzał przez piętnaście lat. Najprostsza rzecz, którą każdy mógł zapamiętać, ale trzeba było tych piętnastu lat, aby każdy mógł to również zrozumieć. Ponieważ instytucja monarchii była czymś tak oczywistym jak powietrze i nikt nie umiał wyobrazić sobie bez niej życia.

Szach musi odejść!

Nie dyskutujcie, nie gadajcie, nie naprawiajcie, nie zbawiajcie. To nie ma sensu, to niczego nie zmieni, to próżny wysiłek, to złudzenie. Dalej możemy iść tylko po gruzach monarchii, innej drogi nie ma.

Szach musi odejść!

Nie czekajcie, nie zwlekajcie, nie śpijcie.

Szach musi odejść!

Kiedy powiedział to po raz pierwszy, zabrzmiało to jak wołanie maniaka, jak krzyk szaleńca. Jeszcze monarchia nie wyczerpała wszystkich możliwości przetrwania. Ale sztuka powoli dobiegała końca, zbliżał się epilog. I wtedy wszyscy przypomnieli sobie, co mówił Chomeini, i poszli za nim.

Fotografia (8)

Zdjęcie to przedstawia grupę ludzi, która na jednej z ulic Teheranu stoi na przystanku autobusowym. Na całym świecie ci, którzy oczekują na autobus, wyglądają podobnie, to znaczy mają ten sam apatyczny i zmęczony wyraz twarzy, tę samą postawę odrętwienia i kapitulacji, to samo zmętnienie i niechęć w spojrzeniu. Człowiek, który kiedyś dał mi tę fotografię, zapytał, czy widzę na niej coś szczególnego. Nie, odparłem po namyśle, nic takiego nie widzę. Powiedział na to, że zdjęcie zostało zrobione z ukrycia, z okna po przeciwnej stronie ulicy. Mam zwrócić uwagę, mówił pokazując mi fotografię, na faceta (wygląd urzędnika niższej rangi, żadnych znaków szczególnych), który stoi blisko trzech rozmawiających mężczyzn i ma ucho wycelowane w ich stronę. Ten facet był z Savaku i pełnił zawsze dyżur na tym przystanku, podsłuchiwał ludzi, którzy czekając na autobus rozmawiali czasem o tym i owym. Treść tych rozmów była zawsze byle jaka. Ludzie mogli mówić tylko o rzeczach obojętnych, ale nawet poruszając sprawy obojętne należało wybrać taki temat, aby policji trudno było dopatrzeć się w nim znaczącej aluzji. Savak był wrażliwy na wszelkie aluzje. Kiedyś w upalne południe przyszedł na przystanek starszy, chory na serce mężczyzna i powiedział z westchnieniem — jest tak duszno, że nie ma czym oddychać. No właśnie, podchwycił zaraz ten dyżurujący Savakowiec przysuwając się do znużonego przybysza, robi się coraz duszniej, ludziom brakuje powietrza. Oj, to prawda, potwierdził starszy, naiwny człowiek trzymając się za serce, takie ciężkie powietrze i ta straszna duchota! W tym momencie Savakowiec zesztywniał i powiedział sucho — zaraz pan odzyska siły. I nie mówiąc nic więcej zaprowadził go do aresztu. Obecni na przystanku ludzie przysłuchiwali się wszystkiemu ze zgrozą, ponieważ od początku ocenili, że starszy, schorowany człowiek popełnia niewybaczalny błąd używając w rozmowie z kimś obcym słowa — duszno. Doświadczenie uczyło ich, iż należy unikać głośnego wymawiania słów w rodzaju — duszność, ciemność, ciężar, przepaść, zapaść, bagno, rozkład, klatka, krata, łańcuch, knebel, pałka, but, brednia, śruba, kieszeń, łapa, obłęd, a także czasowników z rzędu — położyć się, leżeć, rozkraczyć się, upaść (na głowę), marnieć, słabnąć, ślepnąć, głuchnąć, pogrążać się, a nawet takich zwrotów (zaczynających się od zaimka coś) jak — coś tu kuleje, coś tu nie gra, coś to nie tak, coś tu trzaśnie, bo wszystkie one, te rzeczowniki, czasowniki, przymiotniki i zaimki, mogły stanowić aluzję do reżimu szacha, a więc były semantycznym polem minowym, na które wystarczyło wdepnąć, żeby wylecieć w powietrze. Przez moment (ale trwał on krótko) w ludziach stojących na przystanku zrodziła się następująca wątpliwość — czy aby ten schorowany też nie jest Savakowcem? Bo skoro skrytykował reżim (przez to, że w rozmowie użył słowa — duszno), czy nie oznacza to, że wolno mu było krytykować? Przecież gdyby nie miał do tego uprawnień, zachowałby milczenie albo mówił o rzeczach przyjemnych, na przykład o tym, że świeci słońce i autobus na pewno nadjedzie. A kto miał uprawnienia do krytyki? Tylko Savakowcy, którzy prowokowali w ten sposób nieostrożnych gadułów i prowadzili ich potem do więzienia. Wszechobecny strach pomieszał ludziom w głowach i taką rozbudził podejrzliwość, że przestali wierzyć w uczciwość, w czystość i w odwagę innych. Przecież sami uważali się za uczciwych, a jednak nie mogli zdobyć się na wyrażenie sądu, na żaden rodzaj oskarżenia wiedząc, jak bezwzględna czeka za to kara. Jeżeli więc ktoś atakował i potępiał monarchę, sądzili, że musiał być chroniony szczególnym przywilejem i działać w złej intencji: chciał wykryć tych, którzy mu przytakną, żeby potem ich zniszczyć. Im ostrzej i trafniej wyrażał skrywane przez nich poglądy, tym bardziej wydawał się podejrzany i tym gwałtowniej odsuwali się od niego, przestrzegając najbliższych — bądźcie ostrożni, to niepewny facet, jakoś zbyt śmiało sobie poczyna. W ten sposób strach odnosił swój triumf — z góry skazywał na nieufność i potępienie tych, którzy działając z najlepszych pobudek chcieli przeciwstawić się przemocy. Doprowadzał umysły do takiego zwyrodnienia, że gotowe były upatrywać w śmiałości — podstęp, w odwadze — kolaborację. Tym razem jednak, widząc, w jak brutalny sposób Savakowiec prowadzi swoją ofiarę, ludzie z przystanku uznali, że ów, schorowany człowiek nie mógł mieć związków z policją. Wkrótce zresztą obaj zniknęli im z oczu, ale pytanie — dokąd poszli? musiało pozostać bez odpowiedzi. Nikt bowiem nie wiedział, gdzie właściwie mieścił się Savak. Savak nie miał żadnej kwatery głównej, był rozproszony w całym mieście (i w całym kraju), był wszędzie i nigdzie. Zajmował nie zwracające niczyjej uwagi kamienice, wille i mieszkania. Nie było tam żadnych napisów albo wisiały tablice nie istniejących firm i instytucji. Numery telefonów były znane tylko wtajemniczonym. Savak mógł zajmować pokoje w zwykłym bloku mieszkalnym albo wchodziło się do jego biur śledczych przez jakiś sklep, pralnię lub nocny lokal. W tych warunkach wszystkie ściany mogły mieć uszy, a wszystkie drzwi, furtki i bramy prowadzić do pomieszczeń Savaku. Kto wpadł w ręce tej policji, na długo (albo na zawsze) znikał bez śladu. Znikał nagle, nikt nie wiedział, co się z nim stało, gdzie go szukać, gdzie pójść, kogo pytać, kogo błagać o litość. Być może zamknęli go w jednym z więzień, ale w którym? Było ich sześć tysięcy. Przebywało w nich stale, jak twierdziła opozycja, sto tysięcy więźniów politycznych. Naprzeciw ludzi wyrastała niewidoczna, ale nieustępliwa ściana, przed którą stali bezradni, nie mogąc zrobić kroku naprzód. Iran był państwem Savaku, ale Savak działał w nim jak organizacja podziemna, pojawiał się i znikał, zacierał za sobą trop, nie miał adresu. A jednocześnie różne jego komórki istniały oficjalnie. Savak cenzurował prasę, książki i filmy. (Właśnie Savak zakazał wystawiać Szekspira i Moliera, ponieważ ich sztuki krytykują przywary monarchów). Savak rządził na uczelniach, w urzędach i fabrykach. Był to potwornie rozrośnięty głowonóg, który wszystko oplatał, wpełzał do każdego zakamarka, wszędzie przylepiał swoje przyssawki, myszkował, węszył, skrobał, wiercił. Savak miał sześćdziesiąt tysięcy agentów. Miał też, jak obliczają, trzy miliony informatorów, którzy donosili z różnych powodów — żeby zarobić, żeby się ratować, żeby otrzymać pracę czy dostać awans. Savak kupował ludzi albo skazywał ich na tortury, dawał stanowiska albo strącał do lochów; ustalał, kto jest wrogiem, a tym samym — kogo trzeba zniszczyć. Taki wyrok nie podlegał rewizji, nie było od niego apelacji. Jedynie szach mógłby ocalić skazańca. Savak odpowiadał tylko przed szachem, ci, którzy stali poniżej monarchy, byli wobec policji bezsilni. O tym wszystkim wiedzą ludzie zgromadzeni na przystanku i dlatego po zniknięciu Savakowca i chorego człowieka nadal milczą. Kątem oka jedni spoglądają na drugich — nikt nie jest pewien, czy ten, kto stoi obok, nie będzie musiał donieść. Może właśnie wraca z rozmowy, w której powiedzieli mu, że gdyby tak czasem coś zauważył, coś usłyszał i gdyby o tym powiadomił, jego syn dostałby się na studia. Albo gdyby tak coś zauważył i usłyszał, skreślą mu z papierów uwagę, że jest w opozycji. Toć przecież nie jestem w opozycji! — broni się tamten. Jesteś, mamy zapisane, że jesteś. Mimo woli (choć niektórzy starają się to ukryć, żeby nie sprowokować wybuchu agresji) ci z przystanku patrzą na siebie z obrzydzeniem i nienawiścią. Są skłonni do neurotycznych, nadmiernych reakcji. Coś ich drażni, źle im pachnie, odsuwają się od siebie, wyczekują, kto kogo pierwszy dopadnie, kto na kogo pierwszy się rzuci. Ta wzajemna nieufność, to skutek działania Savaku, który latami naszeptuje każdemu, że wszyscy są w Savaku. Ten, ten, ten i tamten. Tamten też? Tamten? Oczywiście, że tak. Wszyscy! Ale z drugiej strony, może ci na przystanku to porządni ludzie i ich wewnętrzne wzburzenie, które muszą przykryć milczeniem i kamienną miną, wzięło się stąd, że przez chwilę odczuli gwałtowny przypływ stracha spowodowany tym, iż tak blisko otarli się o Savak i że przecież, gdyby tylko na moment zawiódł ich instynkt i zaczęli rozmowę na jakiś dwuznaczny temat, powiedzmy o rybach, na przykład, że w tym upale ryby szybko się psują, a mają one przedziwną właściwość, bo kiedy taka bestia zaczyna się psuć, to najpierw od głowy, pierwsza im głowa śmierdzi, ona cuchnie najbardziej i trzeba ją od razu uciąć, jeśli chce się ratować resztę, więc gdyby jakiś tego rodzaju temat kuchenny nieopatrznie poruszyli, mogliby podzielić nieszczęsny los trzymającego się za serce człowieka. Ale na razie są ocaleni, są uratowani i stoją dalej na przystanku ocierając teraz pot i wachlując mokre koszule.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Szachinszach»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Szachinszach» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Ryszard Kapuscinski - The Shadow of the Sun
Ryszard Kapuscinski
Ryszard Kapuściński - Another Day of Life
Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuscinski - The Soccer War
Ryszard Kapuscinski
Ryszard Kapuściński - Cesarz
Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuściński - Chrystus z karabinem na ramieniu
Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuściński - Imperium
Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuściński - Busz po polsku
Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuściński - Heban
Ryszard Kapuściński
libcat.ru: книга без обложки
Ryszard Kapuściński
Friedrich Nietzsche - Ryszard Wagner w Bayreuth
Friedrich Nietzsche
Отзывы о книге «Szachinszach»

Обсуждение, отзывы о книге «Szachinszach» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x