Do tej pory żaden z mężczyzn jej nie zauważył, ona zaś nie odważyła się krzyknąć. Bolały ją nogi, w płucach czuła palący ogień. Serce gwałtownie pompowało krew, lecz ona nie zatrzymała się, by odpocząć. Jeszcze kilka kroków i nagle Damien odwrócił się, idealnie w chwili, gdy go dopadła. Zaskakującym ruchem wyrwała mu teczkę
– To pułapka – powiedziała, przyciskając teczkę do piersi, cofając się o kilka kroków. Oddychała ciężko, z trudem wydobywając z siebie słowa. – Zołnierze… są już blisko. Musisz uciekać!
Nawet w bladym świetle księżyca wyraźnie za¬uważyła, jak pobladł.
– Słodki Jezu, Aleksa, coś ty zrobiła? – Damien zro¬bił krok w jej kierunku, lecz ona znowu się cofnęła.
Ledwie stała na trzęsących się nogach, a policz¬ki miała mokre od łez.
– Nie ma czasu. Musisz uciekać… zanim będzie za późno.
Wtedy zobaczył, jak zza skał wyłonili się żołnie¬rze i biegli pochyleni w jego kierunku. Pierwszy strzał rozdarł powietrze tuż nad ich głowami.
– Biegnij do klifów. – Stanął między nią a żołnie¬rzami, pociągając ją w tamtym kierunku. – Musisz ukryć się w bezpiecznym miejscu. – Rozległy się kolejne wystrzały. Francuzi rozbiegli się, w powie¬trzu wyraźnie czuć było woń prochu. Gdy Bewicke rzucił rozkaz kolejnej salwy, Damien pchnął Alek¬sę na ziemię i nakrył ją własnym ciałem.
– Nie rób tego – wysapała. To postępowanie nie mieściło jej się w głowie. Panicznie bała się o jego życie. – Musisz uciekać! – Dlaczego tego nie robił? Na Boga, ryzykował dla niej życie, nie dbając o własne bezpieczeństwo, rezygnując z szansy uc~eczki. – Damien, proszę cię!
Swisnęły kolejne pociski. Gdy żołnierze ładowa¬li broń, Damien natychmiast postawił ją na nogi i pociągnął ścieżką wiodącą ku skałom, aby ją ochronić przed niebezpieczeństwem.
– Damien! – krzyknęła, ale było już za późno.
Dopadło ich sześciu żołnierzy, którzy przewrócili go na ziemię.
W tej samej chwili Aleksa poczuła, jak czyjaś dłoń mocnym chwytem zakrywa jej usta, zaś silne męskie ramię przytrzymuje ją w talii.
– Nie! – wrzasnęła, gdy jeden z Francuzów, wiel¬ki, krzepki, czarnowłosy mężczyzna, zaczął ciągnąć ją w kierunku morza. – Puśzczaj! – Próbowała z nim walczyć, wyrwać się, lecz trzymał ją zbyt mocno. Zaklął siarczyście, lec,z nie zatrzymując się, cały czas prowadził ją w kierunku wody. Po chwili zaczęli w niej brodzić, aż wreszcie Francuz pod¬niósł Aleksę i bezceremonialnie wrzucił do łodzi, szybko idąc jej śladem.
– Damien! – krzyknęła. Patrzyła w kierunku pla¬ży, lecz już go nie zobaczyła. Leżał otoczony przez żołnierzy, którzy bili go pięściami i kopali. Tymczasem Francuzi strzelali z pistoletów, powalając kilku Brytyjczyków, których ciała leżały bezwład¬nie na piasku.
– Faites vite! – padł rozkaz. Prędzej! Mężczyźni u wioseł pospiesznie wzięli się do roboty.
Próbowała uwolnić się z uścisku osiłka, lecz on spokojnie przyciskał ją do dna łodzi, w tym samym czasie oddając kilka strzałów w kierunku grupy żoł¬nierzy, którzy rzucili się w pogoń. Francuzi postawi¬li maszty, zaczęli wciągać żagle i po kilku minutach oddalili się od brzegu. Łodzie kołysały się, z trudem pokonując fale przypływu, wn;szcie żagle wydęły się, chwytając wiatr i unosząc łódkę w kierunku peł¬nego morza. W powietrzu nadal było słychać poje¬dyncze strzały, coraz bardziej przytłumione.
Aleksa wpatrywała się w wodę. Wiedziała, że jej jedyna szansa to przeskoczyć burtę i zanurzyć się w ciemnym, lodowatym kilwaterze. Przygięła moc¬no kolana, a potem gwałtownie wyprostowała się, by zrealizować swój plan. Ciekawe, jak długo zdoła się utrzymać na wzburzonej falami powierzchni wody – przecież miała na sobie ograniczającą ruchy ciężką suknię, która będzie ciągnąć ją w głębinę
– Ah, non, anglaise – powiedział osiłek, chwyta¬jąc ją za ramiona tak mocno, że aż syknęła z bólu. Od razu przestała z nim walczyć. – Chętnie bym popatrzył, jak toniesz – mówił dalej po francusku – ale jesteś potrzebna pułkownikowi.
– Uważaj, żeby nic jej się nie stało – rzucił stojący za nimi mężczyzna o imponującym wzroście. Je¬go ciemnobrązowe włosy były przyprószone siwi¬zną, twarz miał nieco wychudłą, jakby wygłodnia¬łą. – To żona naszego dobrego przyjaciela. Może sobie nie życzyć, aby stała się jej jakaś krzywda.
– Ta mała dziwka nas zdradziła!
– Tego nie możesz być pewny. – Pułkownik wyciągnął rękę i wyrwał jej skórzaną teczkę. Do tego momeMu Aleksa w ogóle nie zdawała sobie sprawy, że wciąż ją trzyma. – Może ona jest naszym sprzy¬mierzeńcem, n'est ce pas? Sam widzisz, że przynio¬sła nam to, po co przypłynęliśmy z tak daleka.
Aleksa aż jęknęła na myśl, że niechcący im po¬mogła.
– Ty francuski psie! Nie jestem żadnym waszym sprzymierzeńcem!
Pułkownik zaśmiał się gardłowo.
– Wiemy, kim jesteś, madame Falon. Wiemy tak¬że, że twoja rodzina jest bardzo bogata i wpływowa. Być może Anglicy będą chcieli odzyskać cię tak bardzo, że w zamian dadzą nam to, czego chcemy.
W jej myślach pojawiła się iskierka nadziei, po¬mieszana z trwogą.
– A czego chcecie?
– No, jak to? Twojego męża, oczywiście. Major to człowiek wszelakich talentów.
– Mój mąż jest… majorem? – Poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła.
– Oficerem Grenadieres de Cheval, elitarnej Gwardii Konnej Napoleona. To naturalnie tylko ho¬norowy stopień oficerski, niemniej bardzo zasłużo¬ny. Chociaż w Anglii major jest już spalony, dla czło¬wieka o takich umiejętnościach znajdzie się miejsce gdzie indziej. – Wbił w nią świdrujący wzrok. – A tymczasem, madame, powinnaś być wdzięczna, że jeszcze możesz się nam na coś przydać.
* * *
Damien jęknął, przykładając dłoń do obitej twa¬rzy. Miał poranione kłykcie, opuchnięte wargi, całe ciało sine od uderzeń. Połamane żebra utrudniały oddychanie. Syknął z bólu, siadając na stercie słomy w rogu celi w stęchłym, starym budynku o grubych murach, znajdującym się na tyłach garnizonu w Folkstone. Z wysiłkiem przewrócił się na bok, próbując zwalczyć coraz silniejsze nudności.
Jezu, czy na jego ciele jest chociaż jedno nieobolałe miejsce? Jeśli tak, będzie musiał dopiero je odnaleźć.
Z drugiej strony zapewne miał ogromne szczęście, że w ogóle przeżył. I najprawdopodobniej zginąłby, gdyby nie Aleksa.
Na myśl o niej ogarnęła go wściekłość. Na rany Chrystusa, przecież to jego żona, a mimo to zdra¬dziła go. Przez nią siedział teraz poturbowany, znękany i przygnębiony w tej obskurnej celi pełnej szczurów. Zacisnął zęby, myśląc o tym, ile sobie zadała trudu, żeby go pogrążyć. Do diabła, prze¬cież wyszła za niego na dobre i na złe. Była mu winna lojalność i zaufanie.
Przypomniał sobie, jak biegła ku niemu na plaży z gorącymi łzami spływającymi po policzkach. Mo¬że jednak ostatecznie dotrzymała małżeńskiej przysięgi, gdy ryzykowała życie, by go ocalić.
Złość trochę mu przeszła, a jej miejsce zajął co¬kolwiek niechętny podziw. Musiała wykazać się wyjątkową odwagą, żeby świadczyć przeciwko nie¬mu. W końcu był jej mężem, a kobiety rzadko wy¬stępowały przeciwko poślubionemu mężczyźnie. Poza tym należało pamiętać o rodzinie. Wybuchł¬by ogromny skandal. Lecz Aleksa zawsze robiła to, co uważała za słuszne, a on w pewnym nieznacz¬nym stopniu nawet był z niej dumny.
Читать дальше