Zaskoczona uniosła głowę.
– Milordzie, proszę… – wykrztusiła z trudem.
– Nie wiem, czemu miałoby to służyć.
– Tylko ten jeden raz, Alekso. Daję ci moje słowo, że już nigdy więcej nie będziesz musiała o tym mówić.
Jej dłoń zadrżała, kilka kropli sherry z jej kielisz¬ka rozlało się. Postawiła go na małym stoliku.
– Powiedz, Alekso – nalegał. – Chcę, żebyś po¬wiedziała nam dokładnie to, co czułaś.
Spoglądała na czubki swoich lśniących czarnych pantofelków. Przez chwilę myślał, że Aleksa nie zdecyduje się na odpowiedź.
– Czułam się jak morderczyni – wyrzuciła z sie¬bie przez ściśnięte gardło. Była opanowana, cho¬ciaż wypowiadała te słowa wyższym tonem niż zwykle. W jej oczach malowało się cierpienie. Da¬mien poczuł ból na myśl, że sam doprowadził ją do tego stanu.
– Czuła się jak morderczyni – wtrąciła matka – bo nią była. Wyjechała do Marden, żeby uciec od tego, co zrobiła.
– To nieprawda! – Aleksa odwróciła się, żeby stanąć z nią twarzą w twarz. – Przeprowadziliśmy się do Marden, zanim jeszcze Peter zginął. Były za¬machy na życie mojego brata. Wszyscy uznaliśmy, że tam będzie dla niego bezpieczniej. – Spojrzała na Melissę. – Wiedziałaś o tym, Melly, przecież nie mogłaś zapomnieć.
– Pamiętam – odparła siostra Damiena, starając się panować nad sobą. – Pamiętam, jak umierał z rozpaczy. Już wtedy poprosił cię o rękę, ale go odrzuciłaś. Pamiętam też, co było w liście, który napisał w dniu swojej śmierci. Skopiowałam go i wysłałam do cieb~e. Może to pamiętasz.
Aleksa pobladła. Pamiętała ten list, każde roz¬dzierające serce słowo.
Moja najdroższa Aleksol
Rozpocznę ten list od tego, że bardzo Cię ko¬cham. Przez ostatnie dwa lata myślałem tylko o Tobie, tylko o Tobie marzyłem. Poprosiłem Cię o rękę, ale odmówiłaś. Nie mam Ci tego za złe. Co Ci po pozbawionym majątku drugim synu? Mimo wszystko byłem zdruzgotany. My¬ślałem, że przecież człowiek nie może umrzeć z rozpaczy, a jednak miałem zupełnie złamane serce.
Myślałem, że w końcu znalazłem pociechę, lecz nawet to zmieniło się w żal. Zrobiłem rze¬czy, których strasznie żałuję, a teraz moja roz¬pacz jest już nie do wytrzymania. Proszę Cię je¬dynie o wybaczenie za to, co zamierzam uczy¬nić. Zawsze będę Cię kochał.
Peter
– Ja… nie rozumiałam, co on czuł – wyjąkała Aleksa, usiłując powstrzymać łzy. – Pan Tyler mó¬wił, że Peter uwielbiał wszystkie dziewczęta. Znał Petera lepiej niż ktokolwiek. On…
– Graham Tyler to głupiec – powiedziała lady Townsend. – Co on mógł wiedzieć o kobietach? Wolał spędzać czas wśród swoich stęchłych ksią¬żek niż z kobietą w łóżku. – Wykrzywiła usta w cierpkim uśmiechu. – Pan Tyler już dla nas nie pracuje. A co do ciebie, ty mała dziwko…
– Dość tego! – rzucił ostro Damien. – Ani słowa więcej! – Trochę zbyt energiczni~ odstawił kieli¬szek z brandy i jego trzask rozległ się w salonie jak wystrzał. – Przepraszam cię, Alekso. Okazuje się, że to wspólne spotkanie było błędem. A jeśli cho¬dzi o ścisłość, błędem jest twój, matko, -pobyt w moim domu. Powinienem był go naprawić, gdy tylko tu przybyłaś. – Przybrał cyniczną minę. – Po¬nieważ żadne z nas nie ma ochoty na kolejnych kil¬ka godzin tej tortury, każę zanieść wam kolację do pokojów. Gdy ty i Melissa skończycie posiłek – zwrócił się do matki – proponuję, żebyście spa¬kowały swoje rzeczy. Oczekuję, że rano opuścicie mój dom.
– Wyrzucasz nas? – syknęła z niedowierzaniem matka.
– Możesz to nazwać, jak tylko chcesz. Ale nie chcę was tu widzieć.
Lady Townsend aż zakipiała ze złości i oburze¬ma.
– Nie powinnam się dziwić. Już jako chłopiec by¬teś arogancki i niegrzeczny. Tylko Peter dostrzegał w tobie jakieś dobro. Zawsze cię bronił, a teraz, proszę, jak mu się zrewanżowałeś! Splugawiłeś je¬go pamięć, żeniąc się z ladacznicą, która doprowadziła do jego śmierci. Nic dobrego z ciebie nie by¬ło i nigdy nie będzie, Lee.
Ruszyła gwałtownie do drzwi, aż fałdy jej śliwko¬wej jedwabnej sukni zaszeleściły wokół jej stóp.
– Chodź, Melisso. Jeszcze chwila w towarzystwie twojego brata, a dostanę nudności.
Melissa zawahała się, rzucając Damienowi dziw¬nie współczujące spojrzenie, lecz po chwili wyszła za matką z salonu.
Aleksa odwróciła się do męża, lecz ten podszedł już do kominka, gdzie oparty ramieniem o jego gzyms stał dłuższą chwilę z opuszczoną głową, w pełnym cierpienia milczeniu patrząc w ogień.
– Damien?
Wyprostował się, lecz nie spojrzał w jej stronę.
– Tak jak powiedziałem, każę zanieść ci kolację do pokoju.
– Ale…
– Dobranoc, Alekso.
Z podniesioną głową odwróciła się i wyszła.
* * *
Nie widziała Damiena przez całą noc ani też ra¬no, gdy jego matka i siostra opuszczały zamek, by wrócić do Waitley. Dom był ~pusty, lecz kolejne dwa dni minęły im w zupełnym milczeniu. Dopie¬ro po kolacji następnego dnia Aleksa odczuła, jak ponownie ogarnia ją determinacja.
Może właśnie dlatego stała przy oknie swojej sy¬pialni, wpatrując się w zapadające ciemności, szu¬kając gdzieś w oddali wysokiej postaci hrabiego i zastanawiając się, czy tego wieczoru odbywa wę¬drówkę po wznoszących się nad brzegiem klifach. Nie było go w domu przez cały dzień. Montague powiedział, że hrabia udał się do Falon-by-the¬-Sea, małej wioski rybackiej, której nadano nazwę od pobliskiego zamku. Po powrocie zamknął się przed wszystkimi w gabinecie.
Aleksa widziała Damiena tylko raz, gdy minęła go w korytarzu, spiesząc do swojego pokoju na gó¬rze. Bezwiednie wyciągnął do niej rękę, ich dłonie dotknęły się, pozostały przez chwilę w delikatnym uścisku. Zauważyła pragnienie w jego oczach, tę¬sknotę, którą bardzo starał się ukryć.
Wiedziała, że walczył sam ze sobą. Matka każ¬dym swoim gorzkim słowem podsyciła w nim po¬czucie winy, a on z każdym dniem coraz bardziej się oddalał. Uciekał przed nią, stawał się na po¬wrót zimnym, bezdusznym człowiekiem, jakim był tamtej nocy w zajeździe, wciąż powiększając dzie¬lący ich dystans.
Tego wieczoru zamierzała odnaleźć go, chociaż wyraźnie dał do zrozumienia, że nie będzie mile widziana. Dziś postanowiła, że pozna jego myśli. Wezwie swojego ciemnego anioła, ajeśli to w jakiś sposób ociepli ich oziębłe stosunki, zaprosi go do swojego łoża.
* * *
Wiatr smagał podszytą futrem pelerynę, powie¬trze było nasycone solą i wilgocią, gdy Aleksa szła ścieżką prowadzącą do nadmorskich klifów. W gó¬rze świecił ostry sierp bladego księżyca, rzucając zło¬wieszcze cienie, mimo to nie zwolniła kroku. Gdzieś w oddali, nad wystającą ścianą szarych granitowych głazów, stał Damien, spoglądając na morze.
Jeśli nie liczyć białej koszuli, cały był ubrany na czarno, a jego szeroki płaszcz poruszał się na wietrze, który mierzwił też jego czarne, falujące ~tosy.
Podeszła do niego powoli, ciekawa, o czym teraz myśli, niepewna, co zrobi na jej widok. Musiał usłyszeć kroki na wilgotnej, wąskiej ścieżce, gdyż drgnął i odwrócił się w jej kierunku.
– Aleksa, co ty tu robisz?
Ignorując szorstki ton, zmusiła się do uśmiechu.
– Pewnie to samo co ty. Zażywam miłej przechadzki oraz świeżego wieczornego powietrza.
– Kobieta nie powinna przebywać tu samotnie, to niebezpieczne. Wracaj do domu.
– Przecież nie jestem tu sama, jestem z tobą.
Читать дальше