– Ze względu na plany, jakie sobie obmyśliłem, wolałbym, żeby to nastąpiło jak najpóźniej. – Uści¬snął jej dłoń. – Monty zaprowadzi cię na górę, ja zaś udam się na spotkanie z lwicami w ich jaskini.
– Może powinnam pójść ź tobą?
– Odbyliśmy długą podróż. L6piej odpocznij, a dołączysz do nas przy kolacji. N a pewno będzie interesująca, ze względu na obecność Rachael.
Rachael Melford, lady Townsend. Matka Da¬miena i Melissy. Oraz oczywiście zmarłego mło¬do Petera.
Wzdrygnęła się. Te kobiety nie robiły tajemnicy "e swojej nienawiści. Przez wiele miesięcy po śmierci Petera Aleksa pisała do nich listy, bła¬gając o wybaczenie za swój udział w tym, co się sta¬ło, lecz pan Tyler, guwerner Petera, odsyłał wszyst¬kie do nadawczyni. Bowiem obie damy nie chciały ich czytać. Było mu bardzo przykro, jak twierdził, lecz nic nie mógł na to poradzić.
A teraz obie były tutaj, zaś ona musiała stanąć z nimi twarzą w twarz. Boże, co ona im powie?
I co one jej powiedzą?
– No proszę, oto i świeżo upieczona oblubienica. Na dźwięk tych słów Aleksa aż 'podskoczyła, zaskoczona widokiem swojej teściowej. Przemknęło jej przez głowę, że może starsza pani jakimś sposo¬bem czyta w jej myślach.
– Lady Townsend… – szepnęła. Stojący obok Damien zesztywniał, lecz szybko odzyskał pew¬ność siebie i zmusił się do uśmiechu.
– Matko. Właśnie miałem do was dołączyć.
Mam nadzieję, że podwieczorek był przyjemny.
Była elegancką, szczupłą kobietą. Jej niegdyś blond włosy były teraz mocno przyprószone siwi¬zną. Nadal wyglądała pięknie, miała delikatne rysy twarzy i piękną cerę. Damien nie był do niej po¬dobny, jeśli pominąć jasnoniebieskie oczy.
– Niestety, w tym okropnym domu nie czuję się dobrze. Jest stary i stęchły tak sarno jak trzydzieści lat ternu, gdy przyjechałam tu z twoim ojcem.
– Skoro tak go nienawidzisz, to dlaczego przyje¬chałaś?
Zacisnęła nieprzyjemnie usta.
– Przyjechałam, aby przekonać się osobiście, czy zasłyszane przeze mnie plotki są prawdziwe. – Spojrzała nienawistnie na Aleksę. – I widzę, że są, chyba że ta dziewka podróżuje z tobą w charak¬terze płatnej nałożnicy. Słysząc te nikczemne, okrutne słowa Aleksa wzdrygnęła się. Mięsień w policzku Damiena za¬drgał nerwowo, lecz poza tym jego oblicze pozo¬stało nieprzeniknione.
– Jestem zdumiony, że nie uznałaś tego za prze¬jaw geniuszu. Dziedziczka z ogromną fortuną zo¬stała poślubiona twojemu cieszącemu się złą repu¬tacją synowi, który jest zakałą rodziny. Sądziłem, że potraktujesz to jako swego rodzaju poetycką sprawiedliwość.
– Ona zniszczyła twojego brata. Zadne pienią¬dze nie są warte tego, by została twoją żoną. – Wy¬krzywiła usta w cienkim uśmiechu. – Chociaż two¬ja motywacja trochę mnie uspokaja. Miło wie¬dzieć, że nic a nic się nie zmieniłeś.
– I ty również, droga matko.
Lady Townsend wyprostowała się. Aleksa ob¬serwowała rozmowę matki z synem i zastanawiała się, jak to możliwe, by kobieta była tak zimna dla własnego dziecka.
Tymczasem Damien przeniósł wzrok na Aleksę i jego ton natychmiast złagodniał.
– Może pójdziesz na górę? Odpocznij trochę, tak jak ci proponowałem.
Skinęła głową i już zamierzała odejść, lecz znie¬ruchomiała, słysząc dobiegający od strony drzwi szelest materiału. Odwróciła się i ujrzała Melissę Melford, która wkroczyła sztywnym krokiem do sali.
– Jeśli ona ma być obecna przy kolacji, to mnie na pewno nie będzie. – Melissa była ubrana w suknię z bladoniebieskiego jedwabiu. Wyglądała jak niższa i nieco tęższa wersja swojej niegdyś jasnowłosej matki. Tylko oczy miała w kolorze znacznie bardziej wyblakłego błękitu.
– O, kochana siostrzyczka – zakpił Damien, kła¬niając się dworsko. – Jak zwykle uprzejma. Jakże cudownie cię widzieć.
– Jak mogłeś, Lee? Nawet ty nie potrafisz być tak okrutny.
Aleksa położyła dłoń na ramieniu męża i cho¬ciaż jego twarz wyglądała bezbarwnie, czuła, że jest spięty.
– Nie szkodzi – uspokoiła go. – W pewnym sen¬sie nawet jej za to nie winię.
– Kwestia winy nie ma już nic do rzeczy. – Spoj¬rzał twardo na siostrę. – Wiem, że to dla ciebie trudne, Melly.
– Nie mów tak do mnie.
Przez moment myślała, że Damien się uśmiech¬me.
– Wybacz. Masz rację, to brzydkie imię i już do ciebie nie pasuje. Widzę, że bardzo wydoroślałaś.
Melissa oblała się rumieńcem, który mógł ozna¬czać, że słowa brata sprawiły jej przyjemność. Mo¬że jednak czuła do niego coś więcej niż tylko uda¬waną niechęć.
– Z początku – podjął – zanim zrozumiałem… czułem podobnie. Wiem, że kochałyście Petera tak samo jak ja. Był młody i głupi. Wtedy Aleksa była taka sama. A teraz jego już nie ma, a ona jest moją żoną. Musicie to zaakceptować. Dopóki je¬steście pod moim dachem, proszę, abyście trakto¬wały ją z szacunkiem.
– Potraktuję ją z pogardą, na jaką zasługuje – od¬parła Melissa. – To przez nią Peter nie żyje. Lee, na miłość boską, jak mogłeś się z nią ożenić!? – W jej bladoniebieskich oczach pojawiły się łzy, które po chwili zaczęły spływać po policzkach. Zaniosła się płaczem, po czym uciekła w głąb korytarza.
– Mefisso, zaczekaj – zawołała Aleksa.
– Niech biegnie – powiedział cicho Damien.
– Najlepiej będzie, jeśli pójdziesz na górę. Ja tymczasem porozmawiam z Melissą. Może uda mi się ją przekonać.
Skinęła głową. Miała ściśnięte gardło, jej dłonie drżały. W trakcie tej rozmowy lady Townsend sta¬ła z boku, przysłuchując się ze zbolałą miną. Po wybuchu Melissy jej twarz wyrażała pełną sa¬mozadowolenia satysfakcję.
– Twoja siostra nigdy nie zrozumie twojej zdra¬dy – rzuciła zimno. – Ale ja chyba zaczynam rozu¬mieć. – Unosząc kąciki ust, uśmiechnęła się tak ja¬dowicie, jak kiedyś robił to Damien. – To oczywi¬ste, że ślinisz się do tej małej dziwki, tak samo jak Peter. Widzę to w twoich oczach za każdym razem, gdy na nią patrzysz.
Aleksa zwinęła palce w pięść tak mocno, że po¬czuła ostry ból wbijających się w dłoń paznokci.
– Powody, dla których zawarłem to małżeństwo, nie powinny cię obchodzić – powiedział Damien, spoglądając ostrzegawczo na matkę.
– Czyżby? Jak myślisz, jak czułby się twój brat, gdyby wiedział, że zaspokajasz się,między nogami kobiety, w której był śmiertelńie zakochany? Z pewnością przyszło ci to do głowy! Wiem, jaki potrafisz być bezwzględny, całkowicie pozbawiony skrupułów, ale wiem również, że bardzo kochałeś brata. Tym sposobem zdradziłeś go, czego tym ra¬zem nigdy ci nie wybaczę. – Odwróciła się i kró¬lewskim krokiem wyszła z sali, zostawiając sy¬na i jego młodą żonę.
Aleksa dotknęła jego ramienia.
– Przepraszam cię, Damien. Gdyby istniał jakiś sposób, żebym mogła zmienić to, co się stało, na¬prawić tę sytuację, na pewno bym to zrobiła!
Lady Townsend i Melissa nigdy jej nie wybaczą.
A teraz także nie wybaczą Damie:r;l.Owi. Jednak czego można się było spodziewać? ~e przeszłość tak szybko pójdzie w zapomnienie? Ze ona zosta¬nie przyjęta w rodzinie z otwartymi ramionami?
No a co z Damienem? Po tych wszystkich obiet¬nicach, że postara się, aby ich małżeństwo było udane? W gorzkich słowach lady Townsend było dużo prawdy, której nie mogli zignorować. Na¬prawdę jej pożądał, nigdy temu nie zaprzeczał. Te¬raz jego przystojną twarz oszpecił grymas wyrażający cierpienie poczucie wmy.
Читать дальше