Tyle że to nie był wcale mój ojciec. Już nie. Na jego twarzy – jedynej części ciała, którą było widać pod odemkniętym tylko trochę wiekiem trumny – malował się wyraz, którego nie widziałem nigdy wcześniej. Nie wyglądał, jakby odpoczywał albo spał – nie pasowało do niego żadne ze stereotypowych określeń śmierci. Jego twarz była pusta. Nie miała z nim już nic wspólnego, wyzbyta wszelkiej tożsamości, podobnie jak bólu i zmęczenia. Czułem się, jakbym zapukał do drzwi i odkrył, że nikogo nie ma w domu. Nawet gorzej – jakbym trafił pod zły adres. Iskra, dzięki której mój ojciec był tym, kim był, zgasła. Miałem absolutną pewność, że jego dusza uleciała. Przyszedłem tu, szukając mego ojca, chcąc go po raz ostatni zobaczyć. Ale nie udało mi się go odnaleźć.
Chciałem zobaczyć się z Patem. Chciałem wziąć mego syna w ramiona i powiedzieć mu, że wszystko, w co tak bardzo staraliśmy się uwierzyć, to prawda.
Na ogół zostawałem w domu i z dala od okna patrzyłem przez żaluzje, jak srebrne audi wślizguje się na naszą ulicę, szukając miejsca do parkowania. Tego dnia jednak wyszedłem na dwór, kiedy ich tylko zauważyłem – znany mi już samochód ze znaną konfiguracją w środku.
Na tylnym siedzeniu jasne włosy Pata wpatrującego się w jakąś nową błyskotkę, którą od nich dostał. Z przodu Gina, odwracająca się, żeby coś do niego powiedzieć. A za kierownicą niewyobrażalny Richard, mężczyzna w półseparacji, prowadzący spokojną, pewną ręką samochód, tak jakby wożenie tym audi Giny i Pata należało do naturalnego porządku rzeczy.
Nigdy z nim nie rozmawiałem. Nigdy nie widziałem, żeby wysiadł z samochodu, kiedy przywozili mi z powrotem Pata. Był śniady, muskularny i nosił okulary – co jakby do niego pasowało. Przystojny w stylu Clarka Kenta. Dokładnie przed naszym domem było niewielkie wolne miejsce i obserwowałem, jak umiejętnie cofa samochód, żeby je zająć, sukinsyn.
Na ogół Gina pukała do drzwi, witała się ze mną i szybko całowała Pata na pożegnanie. Przekazanie dziecka odbywało się w miarę kulturalnie i na tyle mniej więcej było nas stać. Mimo to sililiśmy się na grzeczność. Nie ze względu na nas, lecz ze względu na Pata. Tego dnia czekałem jednak na nich przy furtce. Giny specjalnie to nie zdziwiło.
– Witaj, Harry.
– Cześć.
– Zobacz, co dostałem – zawołał Pat, mijając mnie i wymachując swoją nową zabawką, jakimś szczerzącym groźnie zęby plastikowym kosmitą z nieporęcznie wielkim laserowym pistoletem.
– Przykro mi z powodu twojego ojca – powiedziała Gina, stojąc po drugiej stronie furtki.
– Dziękuję.
– Naprawdę mi przykro. Był najmilszym mężczyzną, jakiego w życiu spotkałam.
– Był w tobie zakochany.
– Ja też byłam w nim zakochana.
– Dziękuję za zabawkę dla Pata.
– Richard kupił mu ją u Hamleya.
– Poczciwy stary Richard.
Zmierzyła mnie szybkim spojrzeniem.
– Lepiej już pójdę – powiedziała.
– Sądziłem, że nie lubisz, kiedy Pat bawi się bronią. Gina potrząsnęła głową i parsknęła cichym śmiechem, który miał wskazywać, że to wcale nie jest śmieszne.
– Jeśli chcesz naprawdę wiedzieć, uważam, że na tym świecie jest zbyt wiele przemocy, by zachęcać dzieci do myślenia, że zabawa bronią jest świetną rozrywką. Rozumiesz? Ale on chciał ten pistolet.
– Nie mam zamiaru go oddać, Gino.
– To rozstrzygną nasi adwokaci. A my nie powinniśmy…
– Zmieniłem swoje życie, żeby móc opiekować się moim synem. Pracuję na pół etatu. Nauczyłem się robić rzeczy, o których przedtem nawet nie miałem pojęcia. Karmię go, ubieram, kładę spać. Odpowiadam na jego pytania, jestem przy nim, kiedy się smuci albo czegoś boi.
– Wszystko to są rzeczy, które od wielu lat robiłam w mniejszym lub większym stopniu sama.
– O to mi właśnie chodzi. Nauczyłem się opiekować naszym dzieckiem w ten sam sposób, w jaki ty się nim opiekowałaś. A teraz pojawiasz się i mówisz, że to wszystko skończone.
– Przez ostatnie kilka miesięcy dobrze się spisałeś, Harry. Ale co za to chcesz? Medal?
– Nie chcę medalu. Nie zrobiłem nic ponad to, co powinienem był zrobić. Wiem, że to nic specjalnego. Ale ty zbyt dużo się po mnie spodziewasz, Gino. Nauczyłem się, jak być prawdziwym ojcem dla Pata… musiałem to zrobić, rozumiesz? A teraz chcesz, żebym zachowywał się, jakby to się nigdy nie zdarzyło. Ja tak nie potrafię. Jak mógłbym? Powiedz mi, jak mógłbym to zrobić.
– Jakiś problem? – zapytał Richard, wysiadając z audi. Więc jednak potrafił chodzić.
– Wróć do samochodu, Richardzie – powiedziała Gina.
– Tak, Richardzie, wracaj do samochodu – poradziłem mu.
Posłuchał nas, mrugając za soczewkami okularów.
– Musicie zdecydować, czego naprawdę chcecie, Gino. Wy wszystkie.
– O czym ty mówisz?
– Jestem za tym, żeby mężczyźni brali odpowiedzialność za swoje dzieci. Jestem za tym, żeby uczestniczyli w ich wychowaniu. Ale nie możecie mieć jednego i drugiego. Nie możecie oczekiwać, że będziemy wykonywali rodzicielskie obowiązki, a potem usuwali się na bok, kiedy tego zechcecie, zachowując się tak jak nasi ojcowie, tak jakby w gruncie rzeczy to była rzecz, którą zajmują się kobiety. Pamiętaj o tym, kiedy następnym razem będziesz rozmawiała ze swoim adwokatem.
– Ty też o czymś pamiętaj, Harry.
– O czym?
– Ja też go kocham.
* * *
Pat siedział w swoim pokoju i wysypywał na podłogę zabawki z pudła.
– Spędziłeś miło czas, kochanie? Spędziłeś miło czas z mamusią i Richardem?
Przemawiałem nienaturalnie radosnym tonem, niczym gospodarz teleturnieju, który ma do zaoferowania naprawdę wysokie nagrody. Zależało mi, aby Pat dobrze się czuł w tym nowym układzie. Nie chciałem, aby miał wrażenie, że mnie zdradza za każdym razem, gdy wyjeżdżał spędzić miło czas ze swoją matką i jej chłopakiem. Z drugiej strony nie chciałem jednak, żeby zbyt dobrze się bawił.
– Było w porządku – stwierdził. – Richard i mama trochę się pokłócili.
Wspaniała wiadomość.
– Dlaczego, kochanie?
– Kawałek magnum upadł mi na siedzenie tego jego głupiego auta. Powiedział, że nie powinienem jeść magnum w aucie.
– Ale lubisz Richarda?
– Jest w porządku.
Poczułem coś w rodzaju współczucia dla tego faceta, którego nigdy nie miałem okazji poznać. Niezbyt wielkiego współczucia, ale jednak. Rola, którą sobie wybrał, wydawała się niemożliwa do zagrania. Jeśli spróbuje być dla Pata ojcem, na pewno mu się nie uda. Jeśli postanowi być tylko przyjacielem, też poniesie fiasko. Ale Richard miał przynajmniej jakiś wybór.
A kto pytał Pata, czy ma ochotę jeść magnum na tylnym siedzeniu srebrnego audi?
* * *
Cyd pracowała w jednej z tych modnych azjatyckich knajp, które wyrosły ostatnio w całym mieście, jednym z tych lokali, gdzie sprzedają tajskie rybne ciasteczka, japońskie kluski sobą oraz zimne wietnamskie sajgonki, tak jakby wszystkie pochodziły z tego samego miejsca, jakby cały tamten kontynent zmienił się w jedną wielką kuchnię gotującą dla zgniłego
Zachodu. Restauracja była jasna i biała, pełna polerowanego drewna i lśniącego chromu, niczym galeria sztuki albo gabinet dentysty.
Obserwowałem z ulicy, jak Cyd stawia dwa parujące talerze z czymś, co wyglądało jak malajskie krewetki w sosie curry, przed dwiema młodymi kobietami, które uśmiechnęły się do niej z wdzięcznością.
Читать дальше