»Nie ma dowodów na to, że są to morderstwa rytualne, powiedział Knox na konferencji prasowej. Nie wydaje się też, żeby były one dziełem seryjnego mordercy«, oświadczył także, pomimo wypadków podobnych zabójstw – Christiany Nilsson zeszłego lata w Kopenhadze i Sergieja Morozowa w Sankt Petersburgu na jesieni 2007 roku. Pod naciskiem dziennikarzy Knox przyznał jednak, że przypadek londyński może być sprawką jednego lub kilku zabójców, którzy kopiują zbrodnie innych morderców.
Okoliczni mieszkańcy zorganizowali publiczną straż, a miejscowa policja wszczęła kampanię informacyjną od drzwi do drzwi w celu zapewnienia wsparcia oraz udzielenia wyjaśnień i porad. Oficjalne władze zachęcają mieszkańców Londynu do zachowania szczególnej ostrożności dla własnego bezpieczeństwa, zwłaszcza w godzinach nocnych”.
– To robota redaktora gazety, który poszukuje sensacyjnej historii – powiedziałam, oddając kobiecie gazetę. – Prasa żeruje na ludzkim strachu.
– Czy rzeczywiście? – zapytała, rozglądając się po sali. – Nie jestem tego taka pewna. Myślę, że jest w tym coś więcej. Z wampirami nigdy nic nie wiadomo. Dzieli ich tylko krok od zwierząt. – Agatha Wilson zacisnęła z goryczą usta. – A wy myślicie o nas, że jesteśmy niezrównoważeni. Mimo wszystko przyciąganie uwagi zwykłych ludzi jest jednakowo niebezpieczne dla nas wszystkich.
Pomyślałam, że posuwa się za daleko jak na rozmowę o czarodziejach i wampirach w publicznym miejscu. Student miał jednak ciągle słuchawki na uszach, a inni goście byli zatopieni we własnych myślach albo zajęci rozmową ze współbiesiadnikami.
– Pani Wilson, nic mi nie wiadomo o tym manuskrypcie, nie wiem też, co mogły z nim zrobić jakieś czarownice. Nie mam go zresztą – oświadczyłam pospiesznie na wypadek, gdyby także ona posądzała mnie o to, że go ukradłam.
– Proszę mi mówić: Agatho – zaproponowała, a potem skupiła wzrok na wzorze wykładziny pokrywającej podłogę. – Wiem, w tej chwili ma go biblioteka. Kazali ci go oddać?
Ma na myśli czarodziejów? Wampiry? Obsługę biblioteki? Przyjęłam najbardziej prawdopodobną możliwość.
– Kto? Czarodzieje? – spytałam szeptem.
Agatha kiwnęła potakująco głową, błądząc wzrokiem po sali.
– Nie, nie kazali. Kiedy skończyłam badanie manuskryptu, po prostu go zwróciłam, żeby odłożyli go na półkę.
– Ach, na półkę – stwierdziła Agatha z miną kogoś dobrze poinformowanego. – Wszyscy myślą, że biblioteka to zwykły budynek, ale to nieprawda.
Przypomniałam sobie znowu dziwny skurcz, jaki poczułam, gdy Sean położył manuskrypt na taśmie transportera.
– Biblioteka jest tym, czym chcą ją widzieć czarodzieje i czarownice – ciągnęła Agatha. – Ale ta książka nie należy do was. Czarownice i czarodzieje nie mają prawa decydować o tym, gdzie ma być przechowywana i kto ma ją oglądać.
– Co jest aż tak szczególnego w tym manuskrypcie?
– Ta księga tłumaczy, skąd się wzięliśmy – odparła Agatha z odcieniem desperacji w głosie. – Opowiada nasze dzieje, początek, środek, nawet koniec. My, demony, chcemy zrozumieć nasze miejsce w świecie. Potrzebujemy tego bardziej niż czarodzieje czy wampiry. – W wyrazie jej twarzy nie było już nic mętnego. Przypominała rozregulowany aparat fotograficzny, w którym ktoś wyostrzył w końcu soczewkę obiektywu.
– Znasz swoje miejsce w świecie – zaczęłam. – Są cztery rodzaje istot: zwykli ludzie, demony, wampiry i czarodzieje.
– Ale skąd te demony się biorą? Jak one powstają? Po co tu jesteśmy? – Rzuciła mi nagłe spojrzenie brązowych oczu. – A ty sama wiesz, skąd bierze się twoja moc? Wiesz to?
– Nie – szepnęłam, kręcą głową.
– Nikt tego nie wie – skwitowała w zamyśleniu Agatha. – Zastanawiamy się nad tym codziennie. Ludzie myśleli kiedyś, że demony były początkowo aniołami stróżami. Potem zaczęli uważać nas za bóstwa, istoty związane z Ziemią, ofiary naszych własnych namiętności. Nienawidzili nas, ponieważ byliśmy inni, porzucali nawet swoje dzieci, jeśli okazało się, że są demonami. Oskarżali nas o to, że potrafimy opętać ich dusze i sprowadzić na nich szaleństwo. Demony są błyskotliwe, ale my, w odróżnieniu od wampirów, nie jesteśmy szkodliwi – powiedziała to wyraźnie rozzłoszczonym głosem, choć ani na chwilę nie wyszła poza szept. – Nigdy nie przyprawiliśmy nikogo o obłąkanie. Jesteśmy ofiarami ludzkiego strachu i zawiści, jeszcze bardziej niż czarownice.
– Także czarownice mają swoje miejsce w złośliwych legendach, z którymi muszą walczyć – przypomniałam, mając na myśli polowania na czarownice i palenie na stosach.
– Czarownice rodzą się z czarownic. Wampiry tworzą inne nowe wampiry. Macie rodzinne historie i wspomnienia, którymi możecie się pocieszać, kiedy jesteście samotne albo zakłopotane. A my nie mamy nic oprócz legend, które opowiadają nam ludzie. Nic dziwnego, że tak wiele demonów załamuje się duchowo. Naszą jedyną nadzieją jest to, że pewnego dnia otrzemy się o inne demony i dowiemy, że jesteśmy do nich podobne. Mój syn był szczęśliwym chłopcem. Matka Nathaniela jest demonem, kobietą, która widuje znaki, i mogła ułatwić mu zrozumienie różnych rzeczy. – Odwróciła na chwilę wzrok, starając się odzyskać panowanie nad sobą. Kiedy spojrzała znowu na mnie, w jej oczach był smutek. – Być może ludzie mają słuszność. Może jesteśmy obłąkani. Miewam wizje, Diano. Widzę rzeczy, jakich nie powinnam oglądać.
Rzeczywiście, demony mogą być wizjonerami. Ale nie wiadomo, czy ich wizje są wiarogodne, tak jak wizje czarownic.
– Widzę w nich krew i strach. Widzę ciebie – ciągnęła. Jej wzrok znowu utracił ostrość. – Czasami widzę tego wampira. Od dawna pragnie położyć rękę na tej księdze. A zamiast niej znalazł ciebie. Kuriozalna sprawa.
– Dlaczego Matthew Clairmont miałby pożądać tej księgi?
Agatha wzruszyła ramionami.
– Wampiry i czarodzieje nie zwierzają się nam ze swoich myśli. Także ten twój wampir nigdy nie podzieli się z nami swoją wiedzą, chociaż lubi demony bardziej niż większość mu podobnych. W tych czasach jest tyle tajemnic i tylu mądrych ludzi. Jeśli nie zachowamy ostrożności, wszystko odkryją. Ludzie uwielbiają władzę. I tajemnice.
– To nie jest mój wampir – powiedziałam, czerwieniąc się.
– Jesteś tego pewna? – zapytała, wpatrując się w chromowany ekspres do kawy, tak jakby było to magiczne lustro.
– Tak – odparłam stanowczo.
– Mała książeczka może kryć wielką tajemnicę… tajemnicę, która mogłaby zmienić świat. Jesteś czarownicą. Wiesz, że słowa mają moc. A jeśli twój wampir pozna sekret, nie będzie cię już potrzebował. – W brązowych oczach Agathy pojawiło się wzruszenie i ciepło.
– Matthew Clairmont sam może zamówić ten manuskrypt, jeśli tak bardzo go pożąda. – Myśl, że mógłby to uczynić, wydała mi się nagle niewytłumaczalnie mrożąca.
– Gdyby znowu trafił do twoich rąk – powiedziała prędko, chwytając mnie za ramię – przyrzeknij mi, że będziesz pamiętać, że nie jesteście jedynymi, którzy chcą poznać jego sekrety. Sprawa dotyczy też demonów. Przyrzeknij mi to.
Pod dotknięciem jej ręki ogarnęła mnie fala strachu i nagle zdałam sobie sprawę z gorąca panującego w sali i tłoczących się w niej ludzi. Instynktownie rozejrzałam się za najbliższym wyjściem, starając się oddychać spokojnie. Nie wiedziałam, czy mam z nią walczyć, czy zerwać się i uciec.
– Przyrzekam – mruknęłam niezdecydowanie, niepewna, na co właściwie się godzę.
Читать дальше