Rosamunde Pilcher - Czas burzy

Здесь есть возможность читать онлайн «Rosamunde Pilcher - Czas burzy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Czas burzy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czas burzy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Po śmierci matki, która w młodości zerwała kontakt z rodziną, Rebeka postanawia odwiedzić dziadków. Jedzie do Kornwalii, gdzie Baylissowie mieszkają, i tam wkracza w świat, który tylko wyrywkowo zna ze wspomnień matki. Stopniowo odkrywa rządzące nim prawa, zgłębia zasady zawiłej gry, jaką życie toczy z prawdą, aż uświadamia sobie, że to co ważne nie dzieje się z dnia na dzień…

Czas burzy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czas burzy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Co to za budynek? – spytałam.

– To pracownia, w której malował twój dziadek – wyjaśnił Joss.

– Nie wygląda to na pracownię.

– Z przeciwnej strony wygląda. Cała północna ściana jest przeszklona. Grenville sam to zaprojektował, a wykonał miejscowy kamieniarz.

– Chyba jest zamknięta.

– Tak, i to dobrze. Nie otwierano jej od czasu, kiedy dziadek dostał zawału i przestał malować.

Nagle przeszedł mnie dreszcz.

– Zimno ci? – spytał Joss.

– A bo ja wiem… – Odeszłam od okna, zdjęłam płaszcz i rzuciłam go na szczyt łóżka.

Pokój był pomalowany na biało, a dywan miał kolor ciemnoczerwony. Wewnątrz była szafa w ścianie, półki z książkami i umywalka. Kiedy myłam ręce, przeglądałam się w lustrze. Zobaczyłam w nim osobę nie tylko rozczochraną, lecz i zdenerwowaną. Zdałam sobie sprawę, jaką tremę przeżywam przed pierwszym spotkaniem z Grenville’em i jakie to ważne, by zrobić na nim dobre wrażenie. Wytarłam ręce, rozpięłam plecak i wyciągnęłam szczotkę i grzebień.

– Joss, czy dziadek był dobrym malarzem? Mam na myśli, czy ty go uważasz za artystę?

– Owszem. Naturalnie należy do starej szkoły, ale jest genialnym kolorystą.

Zdjęłam gumkę z końca warkocza, puszczając włosy luźno. Podeszłam do lustra, by je wyszczotkować. W lustrze za moim odbiciem widać było również, że Joss obserwuje mnie przy tej czynności. Podczas gdy szczotkowałam, czesałam i powtórnie zaplatałam włosy, nie odezwał się ani słowem. Dopiero gdy zakładałam gumkę, przemówił:

– Co za wspaniały kolor, całkiem jak dojrzałe zboże.

Odłożyłam szczotkę i grzebień.

– Joss, nie możemy dać mu na siebie czekać.

– Czy chcesz, abym poszedł tam z tobą?

– O tak, proszę.

Dopiero potem uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy poprosiłam go o pomoc.

Zeszłam za nim w dół, poprzez hall obok salonu, aż do drzwi na końcu korytarza. Joss otworzył je i zajrzał do środka, mówiąc: „Dzień dobry!”

– Kto tam? Joss? Wchodź! – Głos dochodzący z wewnątrz był wyższy, niż przypuszczałam, przez co przypominał głos człowieka o wiele młodszego.

– Przyprowadziłem ci kogoś…

Otworzył drzwi szerzej i przepuścił mnie przed sobą do środka. Ujrzałam niewielki pokój z balkonowymi drzwiami wychodzącymi na wyłożony płytami taras i wewnętrzny ogródek okolony żywopłotem.

W kominku płonął ogień. Ściany były wyłożone boazerią i zawieszone obrazami lub zastawione książkami. Na parapecie kominka stał model staroświeckiego krążownika. Znajdowały się tam także zdjęcia w srebrnych ramkach, stół, na którym leżały gazety i czasopisma, oraz niebiesko-biała chińska waza pełna żonkili.

Kiedy weszłam, starszy pan dźwigał się właśnie, pomagając sobie laską, z obitego czerwoną skórą fotela ustawionego w cieple kominka. Zdziwiło mnie, że Joss nawet nie próbuje mu pomóc, i już zaczęłam:,, Och, proszę się tak nie męczyć… „, gdy w tym momencie stanął już na nogi, wyprostowany, z niebieskimi oczami obserwującymi mnie spokojnie spod siwych krzaczastych brwi.

Złapałam się na tym, że spodziewałam się zobaczyć człowieka starego, niedołężnego, może nawet trzęsącego się. Tymczasem Grenville Bayliss przy swoich osiemdziesięciu latach był nadzwyczajny. Wysoki, trzymający się prosto, a przy tym zadbany, „odprasowany”, pachnący wodą fryzjerską, co było zasługą wiernego ordynansa Pettifera. Miał na sobie granatową marynarkę o mundurowym kroju, szare, zaprasowane do kantu flanelowe spodnie i aksamitne bambosze z wyhaftowanymi złotą nicią swoimi inicjałami. Miał mocno opaloną cerę, nawet naga czaszka prześwitująca między przerzedzonymi kosmykami siwych włosów była obciągnięta brązową skórą jak owoc kasztanowca. Wyobraziłam sobie, że pewnie spędza wiele czasu na słońcu w tym małym, wewnętrznym ogródku, czyta poranną gazetę lub pyka fajeczkę, obserwując mewy i białe obłoki szybujące po niebie.

Spojrzeliśmy po sobie. Chciałam, aby on odezwał się pierwszy, ale tylko patrzył. Miałam nadzieję, że spodobało mu się to, co zobaczył, zwłaszcza że znalazłam czas na przyczesanie włosów. W końcu przemówił:

– Prawdę mówiąc, nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Nie mam pewności, jak właściwie powinniśmy się przywitać.

– Mogłabym dziadzia pocałować – zaproponowałam.

– Czemu więc tego nie zrobisz?

Zbliżyłam się i zadarłam głowę, a on lekko się pochylił, aby moje wargi mogły dotknąć czystej, gładko wygolonej skóry na jego policzku.

– Czemu nie usiądziemy? – zakłopotał się dziadek. – Joss, chodź tu i siadaj z nami.

Joss wymówił się, twierdząc, że jeśli zaraz nie zacznie roboty, to przez cały dzień nic nie zrobi. Pozostał tylko na tak długo, aby pomóc starszemu panu usiąść na powrót w fotelu i nalać nam po szklance sherry z karafki stojącej na bocznym stoliku. Potem stwierdził: „Zostawiam was samych, macie dużo do pogadania”, pomachał nam ręką i wyślizgnął się, cicho zamykając za sobą drzwi.

– Mam nadzieję, że znasz go dobrze – zaczął Grenville.

Przyciągnęłam do siebie stołeczek tak, aby móc siedzieć naprzeciw niego.

– Nie bardzo. Ale jest zawsze bardzo uprzejmy i taki… – próbowałam znaleźć odpowiednie słowo – uczynny. Mam na myśli, że zawsze jest na miejscu wtedy, kiedy jest potrzebny.

– A w przeciwnym wypadku nie?

Nie byłam pewna, czy mogłabym się w pełni zgodzić z tym stwierdzeniem.

– Jest też bardzo zręczny. Odnawia wszystkie moje meble.

– Tak, wiem o tym.

. – Dobry fachowiec, prawdziwa „złota rączka”.

– Grenville odstawił szklankę i ponownie znalazłam się pod przeszywającym spojrzeniem jego niebieskich oczu.

– Twoja matka umarła?

– Tak.

– Dostałem list od tego jakiegoś Pedersena. Pisze, że to była białaczka.

– Tak.

– Czy spotkałaś się z nim kiedykolwiek? Opowiedziałam mu o swoim wyjeździe na Ibizę i nocy spędzonej w towarzystwie Ottona i mojej matki.

– Chyba to uczciwy człowiek i był dla niej dobry.

– O tak, był szalenie miły, a mamę wprost adorował.

– Dobrze, że choć skończyła w przyzwoitym towarzystwie. Większość z tych bubków, którzy się przy niej kręcili, to była hołota.

Uśmiechnęłam się, słysząc ten staroświecki zwrot. Pomyślałam o hodowcy owiec i o Amerykaninie w koszulkach od Braci Brooks. Byłam ciekawa, jakby im się spodobało określenie „hołota”. Przypuszczalnie nawet nie wiedzieliby, co to znaczy.

– Myślę, że faktycznie czasem dawała się zbytnio ponieść uczuciom – powiedziałam ostrożnie.

Błysk humoru zalśnił w jego oczach.

– Chyba przejęłaś jej stosunek do życia.

– Myślę, że tak, już od dawna.

– To była oszałamiająca kobieta, a jako mała dziewczynka była najbardziej czarującym dzieckiem, jakie można sobie wyobrazić. Często ją malowałem. Chyba jeszcze mam jedno lub dwa płótna przedstawiające Lizę jako dziecko. Każę Pettiferowi je odszukać, żebyś mogła zobaczyć. Ale kiedy dorosła, wszystko się zmieniło. Mój syn Roger zginął na wojnie, a Liza wiecznie darła koty z matką, rozbijała się tym swoim małym samochodem i nie wracała na noc do domu. W końcu zakochała się w tym jakimś aktorze i tak się to skończyło.

– Ona naprawdę go kochała.

– Kochała! – w jego głosie zabrzmiał niesmak. – To duża przesada. Do życia potrzeba dużo więcej niż tylko się zakochać.

– Tak, ale każdy musi sam do tego dojść. Wyglądał na rozbawionego.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Czas burzy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czas burzy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Rosamunde Pilcher - Días De Tormenta
Rosamunde Pilcher
Rosamunde Pilcher - September
Rosamunde Pilcher
Rosamunde Pilcher - Septiembre
Rosamunde Pilcher
Rosamunde Pilcher - Błękitna sypialnia
Rosamunde Pilcher
Colleen McCullough - Czas Miłości
Colleen McCullough
Poul Anderson - Stanie się czas
Poul Anderson
Robert Silverberg - Czas przemian
Robert Silverberg
libcat.ru: книга без обложки
Marina i Siergiej Diaczenko
Andrzej Sapkowski - Czas pogardy
Andrzej Sapkowski
Отзывы о книге «Czas burzy»

Обсуждение, отзывы о книге «Czas burzy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.