Rosamunde Pilcher - Czas burzy

Здесь есть возможность читать онлайн «Rosamunde Pilcher - Czas burzy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Czas burzy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czas burzy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Po śmierci matki, która w młodości zerwała kontakt z rodziną, Rebeka postanawia odwiedzić dziadków. Jedzie do Kornwalii, gdzie Baylissowie mieszkają, i tam wkracza w świat, który tylko wyrywkowo zna ze wspomnień matki. Stopniowo odkrywa rządzące nim prawa, zgłębia zasady zawiłej gry, jaką życie toczy z prawdą, aż uświadamia sobie, że to co ważne nie dzieje się z dnia na dzień…

Czas burzy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czas burzy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Na szczęście całkiem nieoczekiwanie zdecydowano o tym za mnie. W dole, poza zasięgiem wzroku, usłyszałam warkot ruszającego samochodu, który szybko podjeżdżał w górę w moim kierunku. Kiedy zbliżył się, widać było, że jest to podłużny, aerodynamiczny samochód sportowy, nie najnowszy, lecz mający swój styl. Stanęłam z boku, aby mógł swobodnie przejechać między słupkami bramy ku wierzchołkowi wzgórza, z którego właśnie zeszłam. Zdążyłam jednak dostrzec kierowcę i wielkiego rudego setera rozłożonego na tylnym siedzeniu z wyrazem takiej obłędnej radości, jaką przejawiałby każdy pies wieziony na spacer otwartym samochodem.

Sądziłam, że nie zostałam zauważona, ale byłam w błędzie. Po chwili wóz zatrzymał się z piskiem hamulców, aż spod tylnych kół bryznął deszcz małych kamyczków. Potem zakręcił i zawrócił z niewiele mniejszą prędkością do miejsca, gdzie stałam. Tam zahamował, silnik został wyłączony i Eliot Bayliss, zjedna ręką na kierownicy, przyglądał mi się z wnętrza samochodu. Był z odkrytą głową i miał na sobie krótki kożuszek, odpowiedni do prowadzenia samochodu. Wyraz twarzy miał na poły rozbawiony, na poły zaintrygowany.

– Dzień dobry – powiedział.

– Dzień dobry. – Czułam się głupio w moim starym płaszczu, z kosmykami włosów rozwianych wokół twarzy. Próbowałam odgarnąć je do tyłu.

– Chyba pani zabłądziła.

– Nic podobnego.

Nadal przyglądał mi się ze ściągniętymi brwiami.

– Czy ja czasem wczoraj nie widziałem pani „Pod Kotwicą” w towarzystwie Jossa Gardnera?

– Tak.

– Pani może go szuka? Z tego, co wiem, jeszcze nie przyjechał. Jeśli w ogóle ma zamiar dziś przyjechać.

– Nie szukam go.

– A więc kogo pani szuka? – zapytał uprzejmie Eliot Bayliss.

– Chciałabym widzieć się ze starszym panem Baylissem.

– Trochę na to za wcześnie. Dziadek na ogół wstaje około południa.

– Och…

O tym nie pomyślałam. Na mojej twarzy musiało się odbić rozczarowanie, gdyż tym samym uprzejmym i przyjaznym tonem pytał dalej:

– Może mógłbym w czymś pomóc? Jestem Eliot Bayliss.

– Wiem… To znaczy… Joss mi wczoraj powiedział. Między jego brwiami pojawiła się mała zmarszczka.

Najwidoczniej był zaskoczony moją znajomością z Jossem.

– A dlaczego chce pani widzieć się z moim dziadkiem? – Nie usłyszawszy odpowiedzi, przechylił się przez siedzenie obok, otworzył drzwi wozu i chłodnym, rozkazującym tonem polecił: – Proszę wsiadać!

Wsiadłam, zamykając drzwi za sobą. Czułam jego spojrzenie na moim zdefasonowanym płaszczu i połatanych dżinsach. Pies zbliżył pysk i powąchał moje ucho. Nos miał zimny. Sięgnęłam ręką ponad swoim ramieniem, aby podrapać go w długie jedwabiste ucho.

– Jak on ma na imię? – spytałam.

– Rufus albo Rudy Rufus. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.

Z tej sytuacji uratował mnie niespodziewany zbieg okoliczności. Drogą w naszym kierunku nadjechał inny samochód, ale to był furgon pocztowy. Zatrzymał się i listonosz otworzył okno, mówiąc do Eliota dobrodusznym tonem:

– Jak mam wjechać i oddać listy, jeśli pan zaparkował na samym podjeździe?

– Przepraszam – odparł niespeszony Eliot. Wysiadł z samochodu i wziął od listonosza gazetę oraz naręcze poczty. – Ja to wezmę, zaoszczędzi pan sobie drogi.

– Cudownie! – odparł listonosz. – Żeby tak każdy odwalał robotę za mnie!

Z uśmiechem pomachał ręką i odjechał w swoją drogę, pewnie na jakąś oddaloną farmę. Eliot wsiadł z powrotem do wozu.

– No dobrze – powiedział z uśmiechem – i co teraz mam z panią zrobić?

Ledwie go słyszałam, gdyż sterta listów leżała na jego kolanach, a na samym wierzchu znajdowała się lotnicza koperta ze stemplem Ibizy, zaadresowana do Grenville’a Baylissa. Co do autora charakterystycznie zaostrzonego pisma nie można było mieć wątpliwości.

Samochód jest dobrym miejscem do zwierzeń. Na ogół nie ma w nim telefonu i nikt nie może nam niespodziewanie przeszkodzić. Zaczęłam więc:

– Ten list na samym wierzchu jest od człowieka nazwiskiem Otto Pedersen, który mieszka na Ibizie.

Eliot, marszcząc brwi, wziął kopertę, odwrócił się i przeczytał nazwisko Ottona w miejscu dla nadawcy. Spojrzał na mnie:

– Skąd pani wiedziała?

– Znam i jego, i jego pismo. Napisał do… do pańskiego dziadka, aby zawiadomić go, że Liza nie żyje. Umarła jakiś tydzień temu. Żyła z tym Pedersenem na Ibizie.

– Liza? Czy pani ma na myśli Lizę Bayliss?

– Tak, siostrę Rogera, a pana ciotkę. To moja matka.

– Pani jest córką Lizy?

– Tak – odwróciłam się i spojrzałam mu prosto w twarz. – Jesteśmy kuzynami. Grenville Bayliss jest także moim dziadkiem.

Oczy Eliota miały dziwny szarozielony kolor, jak kamyki wymyte przez wodę rwącego potoku. Nie widać w nich było ani zdziwienia, ani radości, tylko przyglądały mi się obojętnie i bez wyrazu. W końcu wyrzucił z siebie:

– Niech mnie diabli!

Nie było to całkiem to, czego oczekiwałam. Siedzieliśmy w milczeniu, gdyż nic nie przychodziło mi na myśl. W końcu, jakby podejmując nagłą decyzję, Eliot przerzucił plik listów ze swoich kolan na moje, zapalił znów silnik i skręcił kierownicę tak, że znów znaleźliśmy się przodem do podjazdu.

– Co pan robi? – spytałam.

– A jak pani myśli? Oczywiście zabieram panią do domu.

Dom. Boscarva. Przebyliśmy zakręt podjazdu i dom czekał już na mnie. Nie był mały, ale i niezbyt duży, z szarego kamienia, obrośnięty dzikim winem. Szary łupkowy dach, półkolista kamienna weranda, której drzwi były otwarte, aby wpuścić słońce, a w środku czerwone kafelki i masa doniczek z różowymi i czerwonymi pelargoniami i fuksjami. Z otwartego okna na piętrze powiewała firanka, a z komina dobywał się pióropusz dymu. Kiedy wysiedliśmy z samochodu, słońce akurat wyszło zza chmury i w zasięgu skrzydeł domu, chroniących od północnego wiatru, zrobiło się naraz bardzo ciepło.

– Chodźmy – powiedział Eliot i poszedł pierwszy, z psem następującym mu na pięty.

Przeszliśmy przez werandę i ciemny, wyłożony płytami korytarz oświetlony dużymi oknami, a stamtąd na schody. Wyobrażałam sobie Boscarvę jako siedzibę przeszłości, smutku i nostalgii, wypełnioną chłodem starych wspomnień. Tu jednak nie było niczego w tym rodzaju, dom tętnił życiem i aktywnością. Na stole leżały gazety, para rękawic ogrodniczych, psia smycz. Zza drzwi słychać było odgłosy kuchenne i brzęk talerzy. Z góry dochodziło brzęczenie odkurzacza. W powietrzu pachniało mieszaniną wyszorowanego kamienia, starych pastowanych podłóg i całych lat palenia drewnem w kominku.

Eliot stanął u podnóża schodów i zawołał: „Mamo!” Ponieważ jednak nie było odpowiedzi, tylko nadal brzęczał odkurzacz, powiedział: „Lepiej chodźmy tędy”. Przeszliśmy przez hall i drzwi, które prowadziły do dużego, nisko sklepionego salonu utrzymanego w jasnych kolorach, przesyconego światłem i zapachem wiosennych kwiatów. W jednym jego końcu był kominek obramowany rzeźbioną sosną i holenderskimi kafelkami delft, w którym migotał świeżo rozpalony ogień. Trzy wysokie okna, przysłonięte bladożółtymi jedwabnymi storami, wychodziły na wyłożony płytami taras, za którego balustradą widać było niebieską linię morza.

Stałam pośrodku tego uroczego pokoju, gdy Eliot zamknął drzwi i oznajmił:

…No, jesteśmy na miejscu. Dlaczego się pani…

a właściwie… dlaczego się nie rozbierzesz?

Zrobiłam to, gdyż wewnątrz było bardzo ciepło. Położyłam płaszcz na krześle, na którym wyglądał jak zwłoki jakiegoś dużego stworzenia.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Czas burzy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czas burzy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Rosamunde Pilcher - Días De Tormenta
Rosamunde Pilcher
Rosamunde Pilcher - September
Rosamunde Pilcher
Rosamunde Pilcher - Septiembre
Rosamunde Pilcher
Rosamunde Pilcher - Błękitna sypialnia
Rosamunde Pilcher
Colleen McCullough - Czas Miłości
Colleen McCullough
Poul Anderson - Stanie się czas
Poul Anderson
Robert Silverberg - Czas przemian
Robert Silverberg
libcat.ru: книга без обложки
Marina i Siergiej Diaczenko
Andrzej Sapkowski - Czas pogardy
Andrzej Sapkowski
Отзывы о книге «Czas burzy»

Обсуждение, отзывы о книге «Czas burzy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.