Petra Hammesfahr - Sefowa
Здесь есть возможность читать онлайн «Petra Hammesfahr - Sefowa» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Sefowa
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Sefowa: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Sefowa»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Sefowa — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Sefowa», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Betty – powiedział uspokajająco i uścisnął jej rękę. – Nie twierdzę, że Thomas Lehnerer zabił twojego męża. Tylko nie widzę nikogo innego, kto sam byłby w stanie przenieść taki ciężar na odległość czterdziestu metrów. Ciało nie było ciągnięte, to pewne. Ale nie kłóćmy się o to, dopóki nie ma pewności.
Uśmiechnął się do niej, ufnie i trochę jak spiskowiec, brakowało jeszcze tylko mrugnięcia okiem. – Stwierdzimy, kto dotykał garnituru twojego męża. Tu nie pomoże żadna ostrożność. Jakieś ślady zawsze zostają, mikroskopijny kłaczek, włos, łuska skórna. Wystarczy kropla krwi czy próbka potu. Pewnie już słyszałaś o genetycznych odciskach palców. Te badania są bardzo czasochłonne i kosztowne, ale zawsze przynoszą rezultaty.
Połowa jego twierdzeń to były czyste wymysły. Zakładał, że ona o tym nie wie.
I tak też było. Pomyślała o sposobie, w jaki Thomas jej opisał swoje postępowanie nad stawem. Łuski skórne, próbki potu! Sfrustrowana skrzywiła się, szepcząc: – To śmieszne zakładać, że Thomas… To już prędzej bym pomyślała, że mój teść…
Ostatnie dwa słowa wypowiedziała po chwili wahania. Przerwała w połowie zdania, pomilczała przez dwie pełne namysłu sekundy. Kiedy ponownie przemówiła, jej głos brzmiał znowu spokojnie, niemal rzeczowo, a przy tym nadal z wahaniem i pytająco. – Przecież powiedział, że Thomas był u nich tej nocy. A więc był poinformowany. Znał tę chatę i otaczający ją teren. I wysłał robotników. Jeśli podejrzewasz Thomasa, to kilku robotników jest tak samo podejrzanych. Mogłabym ci wymienić tuzin nazwisk mężczyzn, na których mojemu teściowi wystarczyłoby tylko gwizdnąć.
Sposób, w jaki usiłowała mu to przekazać, wprawił go raptem we wściekłość. Gdyby skończyła na swoim proteście, byłoby to wiarygodne. Ale serwować mu zaraz innego podejrzanego! W tym momencie był całkiem pewien swojej sprawy. Ona wiedziała. I usiłowała chronić Lehnerera. To, co mówiła, nawet jakoś rozsądnie brzmiało.
Bliscy przyjaciele! Zacny ojciec, głowa rodziny, kochający żonę i dzieci, uwielbiający swoją szefową, nazywający ją od czasu do czasu z czystego sentymentu duszką. A co się tyczy robotników i jej teścia… Stary rzeczywiście nie mrugnął nawet powieką. Wyrafinowana żmija! Może ktoś połknąłby tę przynętę, ale nie on. On miał wrażenie, że się nią zaraz zakrztusi.
Betty zobaczyła, że na jego twarzy maluje się wściekłość, poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Jego dłoń nadal spoczywała na jej ręce. Zrobiło jej się niedobrze na myśl, co mogłoby się stać, gdyby go odesłała tej nocy. Trudno to było sobie wyobrazić. On był groźniejszy niż cała skrzynka dynamitu.
Chciała coś powiedzieć, poczynić jakąś uwagę, która by go ugłaskała. Tylko że nic jej nie przychodziło do głowy. Jej mózg był pusty jak wydmuszka. Ale, do licha, jeśli zgadzało się to, co powiedział, to nie powinien tu wcale siedzieć.
Powoli pustka w jej głowie poczęła się znów zapełniać myślami. Gdy został poczyniony pierwszy krok, dalej już poszło błyskawicznie. Romans z Thomasem, o to zapytał ją najpierw, ale mimo to za późno. Uśmiechnęła się.
– Co mam teraz o tym sądzić? – Nie dała mu okazji do odpowiedzi. – Od kiedy o tym wiesz? Czy powinnam raczej spytać, od kiedy przypuszczasz, że ktoś mu dopomógł? I mam jeszcze jedno pytanie. Nie wolno ci o tym ze mną rozmawiać, ale iść ze mną do łóżka to ci wolno, tak?
Mówiąc to, obserwowała jego twarz. – Sądzę, że podejrzewasz mnie o romans z Thomasem. Podejrzewasz jego, że zamordował mojego męża. Załóżmy, że nie robisz tego z zazdrości, ale że naprawdę masz ważkie powody. Potem zapraszasz mnie na kolację, a po niej nie masz nic pilniejszego do roboty, niż sadzać mnie tu na stole. Jak to pasuje jedno do drugiego?
Nadal się uśmiechała, teraz trochę intensywniej, z cieniem ognia w spojrzeniu i masą rozczarowania, które ściągało w dół kąciki jej ust. – Nie o to chodzi, że się skarżę, w końcu dostałam to, czego chciałam. Ale mimo to czuję się trochę wykorzystana. Czy to nowa technika przesłuchiwania? Szkoda! Myślałam, że może być z tego coś więcej.
To wystarczyło. On naprawdę był szybkim typem, pojmował od razu. – Ja też tak myślałem – powiedział – i dlatego uważałem, że powinniśmy wyjaśnić sobie kilka spraw.
– Wyjaśniliśmy je? – spytała.
Jeszcze raz uścisnął jej dłoń, uśmiechając się przy tym, niemal zakłopotany. – Mam taką nadzieję.
Aż do południa dawał jej dosyć okazji, by dalej rozpraszała jego podejrzenia. Nie te dotyczące obecności Thomasa nad stawem, tylko te odnoszące się do jej romansu. Raz w kuchni, zaraz po tym, jak sprzątnęła ze stołu naczynia. Potem pod prysznicem, wreszcie jeszcze raz w sypialni, kiedy pomagał jej ścielić łóżko. Była wyposzczona, tu nie musiała niczego grać. Podniecał ją jego styl, to, że żądał, nalegał, czułości stawiał na końcu, a łagodności nie znał w ogóle. Być pożądaną i po prostu wziętą, cóż za obłędne uczucie.
W południe pojechali do miasta, jego samochodem, zjedli gdzieś coś, przy czym Georg sprawiał wrażenie tak luźnego i odprężonego. Nie dała się jednak temu zwieść. Co i rusz zauważała krótkie, uważne spojrzenia, którymi ją obrzucał. Nieustannie rozmyślał, wałkował tę jedną kwestię w swoim mózgu w tę i z powrotem, wyraźnie to widziała. Jeśli patrzył jej bezpośrednio w twarz, to zazwyczaj z uśmiechem. A i to się zaraz zatracało, kiedy spuszczała wzrok – albo z jego perspektywy wyglądało to tak, jakby kierowała spojrzenie na coś innego.
W drodze powrotnej zatrzymali się przy cukierni, wzięli ze sobą kilka ciastek. Popołudnie spędzili na tarasie. Betty obserwowała go uważnie i zauważyła, jak jego skupienie się zmniejsza, jak staje się ociężały.
Było słonecznie, jak na pierwszą niedzielę kwietnia przyjemnie ciepło. Leżeli blisko siebie na dwóch miękkich leżakach. Betty miała na sobie tylko czarny strój kąpielowy, podkreślający jej figurę i nadający lekko opalonej skórze matowy połysk. Ale noc i przedpołudnie opróżniły już kielich pożądania. Aż do kawy milczeli.
Ona rozmyślała o przedpołudniowej rozmowie, o łuskach skórnych i próbkach potu oraz o konsekwencjach, które musiały z tego wyniknąć. On trochę drzemał, mrugał w słońcu albo do niej, sprawiał wrażenie względnie zadowolonego.
Po wypiciu kawy Betty spojrzała na ogród, westchnęła i stwierdziła: – Muszę koniecznie skosić trawę.
– Robisz to sama?
– A kto by inny? Wszystko robię sama. A wiesz, co zrobię w następnej kolejności? Zasadzę kilka krzaków. Zawsze chciałam to zrobić. Tylko nigdy nie miałam czasu. Jeśli mężczyzna powinien zasadzić drzewo, to kobiecie na pewno wystarczy parę krzaków. – Cicho się roześmiała. – Wyrównam to przecież za pomocą domów, nawet jeśli buduję je nie sama. – Potem wskazała prawą ręką na trawnik bezpośrednio przed tarasem. – Zaraz tu, z przodu, żeby nie było tu tak monotonnie zielono. Piękne, wielkie krzewy. Może oleandry, ale je można kupić chyba tylko w donicach. I nie są takie wysokie, jak sobie wymarzyłam. Bez będzie lepszy! To by była akurat odpowiednia pora, bo bzy kwitną już przecież w maju.
Westchnęła jeszcze raz. – Miejmy nadzieję, że nie jest już za późno na bez. Nie wiem dokładnie, kiedy się go sadzi, chyba we wrześniu. Ale na pewno teraz też jeszcze można, bez jest wytrzymały. Wykopię głęboki dół. Bez silnie się ukorzenia.
Uśmiechnęła się smętnie. – Moi rodzice mieli taki krzew w ogrodzie. Przepiękny, bujny krzak. Był już stary. I pewnego dnia moja matka uznała, że jest za stary. Chciała się go pozbyć, bo potrzebowała miejsca na ziemniaki. Mój brat porządnie się napocił, zanim wyciągnął z ziemi te wszystkie korzenie. To był prawdziwy krater.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Sefowa»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Sefowa» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Sefowa» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
