Kiedy pół sali skupiło się wokół Boćka, drugie pół sali słucha ciekawego opowiadania Olka Ligaszewskiego. Obok Olka śpi Wiktor. Budzi się w nocy Olek, a tu nie ma kołdry – i zląkł się: myślał zapewne, że kołdra wyfrunęła przez okno jak chustka do nosa z pociągu. Zaczyna budzić Wiktora; Wiktor patrzy, a jego kołdra leży po drugiej stronie łóżka. Kołdra spaść musiała, a on był zaspany, ściągnął kołdrę z Olka i sam się w nią owinął.
– A ja, proszę pana, spadłem w nocy z łóżka.
– A mnie, proszę pana, komar ugryzł.
– To musiał być wściekły komar, proszę pana, bo mu taki duży bąbel wyskoczył.
Biegną do umywalni, gdzie są dobre i złe krany, w złe krany dmuchają, żeby więcej wody leciało.
– A moje uszy czyste, proszę pana?
– A moje czyste? Eee, pan jemu długo uszy oglądał, a mnie tylko tak po łebku 25 25 po łebku – dziś popr.: po łebkach. [przypis edytorski]
.
– Och, jak mi mokro w uszach – wzdycha ktoś, otrząsając się srodze.
Teraz każdy staje po prawej stronie łóżka, dozorca rozdaje bieliznę, potem spodnie z szarego płótna, wreszcie szelki i bluzy.
– Oo, szelki z knota zrobione.
– Oo, jaka luźna dziurka.
– Proszę pana – mówi mały Kosieradzki ze łzami w oczach – ta bluza na mnie za skąpa.
Zaremba nie czekał na bluzę, bez bluzy i czapki poleciał na werandę. Sprowadzono zbiega, a pan taki czterowiersz ułożył:
Łobuz wielki
imć Zaremba:
Złapał szelki
i dał dęba
Wiersz spotkał się z uznaniem nie mniejszym niż chustki do nosa.
– O, chustki w tym roku ładniejsze, bo ze szlakiem.
– A moja bez szlaka 26 26 szlaka – dziś popr.: szlaku. [przypis edytorski]
.
– Ale twoja większa.
– Chcesz, zamień się.
– A twój jaki szlak?
– Niebieski.
– Ja chcę czerwony.
– Idź, głupi: niebieski lepszy.
– A nie, bo czerwony.
– A najlepiej bez szlaka.
Trąbka wzywa na modlitwę poranną.
– Na werandę – brzmi komenda.
Dyżurny sali zamyka drzwi na klucz.
Nieudana próba. Pan zatrąbił, pan zatrąbił. Pamiętnik chłopca i podpis z zakrętasem.
Kiedy zaproponowano chłopcom pisanie pamiętników i zapowiedziano, że tym, którzy je pisać zechcą, wydane zostaną kajety – wielu znalazło się chętnych.
– Ja chcę pisać, proszę pana.
– I ja.
– I ja także.
Zaczynało wielu, nie wszyscy jednak umieli; a ci nawet, którzy umieli, pisali parę dni, potem im się nudziło – i przestawali.
Zanim kto kajet otrzyma, musi na kartce opowiedzieć na próbę, jak spędził dzień jeden.
Oto nieudana próba Antosia:
„Jak rano wstałem, pan zatrąbił i zmówiłem pacierz, potem pan zatrąbił i zjadłem śniadanie, potem pan zatrąbił i poszliśmy do kąpieli, potem pan zatrąbił i był obiad, i pan zatrąbił, i poszliśmy do lasu”.
– Idź, głupi – zgromił go kolega. – Pan ci nie da kajetu. Nic nie piszesz tylko: pan zatrąbił, pan zatrąbił.
– A jak mam pisać?
– Jak nie wiesz, to nie pisz, a na pośmiewisko się nie narażaj, widzisz.
Potem chłopcy najbardziej się wystrzegali, żeby w pamiętniku nie było za dużo: pan zatrąbił.
Wielu chłopców pisać zaczynało. Franek Przybylski, Chabelski Zygmunt, Karaśkiewicz, Fabisiak, Piechowicz, Gryczyński Czesio, Olek Suwiński – ale ten został burmistrzem, ów kapitanem okrętu, trzeci sędzią lub prezesem jednego z licznych towarzystw – i do końca dotrwali tylko: Troszkiewicz i Łęgowski.
Zamieszczę tu kilka urywków pamiętnika dla tych chłopców, którzy by chcieli kiedyś też pisać, by ich ustrzec od zbyt częstego i fatalnego: „pan zatrąbił” – co, jak wiadomo, naraża autora na pośmiewisko.
Wybieram, rzecz jasna, urywki najciekawsze.
*
Mój pamiętnik. Wrażenia z pobytu na kolonii w Wilhelmówce.
Pierwszy dzień na wsi tak spędziłem.
Wyjechaliśmy z Warszawy we czwartek 27 27 we czwartek – dziś popr.: w czwartek. [przypis edytorski]
o godzinie szóstej po południu. Jechaliśmy koleją do Goworowa, a potem szliśmy, a młodsi jechali na furach. W Wilhelmówce pan ustawił nas w pary i posadził na ławki, żebyśmy zawsze tak siedzieli, i rozdano kolację. Po kolacji pan zaprowadził nas na górę do sypialni. Grupy A i B śpią na dole, a grupy C i D śpią na pierwszym piętrze; grupa E śpi na różnych salach, bo są tylko cztery sypialnie. W każdej grupie jest trzydziestu chłopców. Na sali pan pokazywał każdemu z nas łóżko, dla mnie wybrał także jedno łóżko i położyłem się, a pan chodził po sali i mówił, czego nie wolno robić i jak kto ma zmartwienie, żeby przyszedł do pana. Potem nie mogłem zasnąć, ale zasnąłem.
Na drugi dzień umyłem się, ubrałem, posłałem łóżko i poszliśmy na werandę. Po paru minutach, kiedy się już wszyscy zebrali, klękliśmy przed ołtarzem, który jest na werandzie, i zmówiliśmy pacierz, a potem śpiewaliśmy: Kiedy ranne wstają zorze . Potem dyżurni rozdali chleb i mleko. Po śniadaniu pan ustawił nas w pary i pokazywał granice kolonii, dokąd wolno się bawić i chodzić. Po obiedzie poszliśmy do lasu, ale dziewczynki nie przyszły, bo od nich jest dalej, więc się bały, że będzie deszcz.
Potem graliśmy w palanta 28 28 palant – bardzo niegdyś popularna gra drużynowa z użyciem piłki i kija. [przypis edytorski]
, a po kolacji umyłem nogi i jak już wszyscy leżeli, pan opowiedział historię trzech łóżek, kto na nich spał przedtem.
I to jest próba mojego pamiętnika.
Sobota
Dziś byliśmy w kąpieli. Później, jak kto umie pływać, będzie się mógł kąpać koło łazienki, żeby mógł pływać.
Potem razem z Wojdakiem robiliśmy domki z piasku i mosty zwodzone, ale chłopcy nam przeszkadzali i psuli, więc przyglądaliśmy się, jak robią inni.
Po obiedzie grałem w warcaby, ale chłopcy zaczęli krzyczeć, że chodźcie, bo pan puszcza ogromnego latawca. Pan A. puścił go wysoko i świetnie szedł, bo był duży wiatr, a potem puszczaliśmy pocztę do latawca, ale deszcz zaczął padać, więc go pan ściągnął, żeby płótno nie rozmokło.
Potem na werandzie był sąd na chłopca 29 29 był sąd na chłopca – dziś popr.: był sąd nad chłopcem. [przypis edytorski]
, że męczył żabę.
Niedziela
Dziś jest niedziela. Ołtarz był ładnie ubrany i ławki były poustawiane; zaraz przyszła Zofiówka i widziałem się z Helenką.
Potem przyjechał ksiądz i odprawił mszę, i dziewczynki jadły u nas drugie śniadanie.
Po obiedzie poszliśmy z podwieczorkiem do lasu i pan opowiadał nam bajki, jedną śmieszną, a drugą o królewiczu, i czytałem książkę.
Po śniadaniu pan B. ma z nami śpiewy; i nauczyłem się piosenki:
Dni wiosenne zawitały,
Słonko jasne, piękne świeci.
Skowroneczek, ptaszek mały,
Z ciepłych krajów do nas leci.
Za skowronkiem, mości panie,
Przylatujesz, mój bocianie,
A za boćkiem jaskółeczka,
Za jaskółką kukułeczka.
I słowiczek ulubiony
Spiesznie ciągnie w nasze strony.
Potem była kąpiel, a po obiedzie zbierałem gałęzie i zaczęliśmy budować szałas, który pierwszy raz w życiu robię, więc udał się nie bardzo.
*
Po śniadaniu były śpiewy, a potem pan poszedł z nami do lasu i stawiał stopnie ze sprawowania, i pytał się: komu tu jest dobrze i komu źle. Potem nazbieraliśmy dużo gałęzi i zbudowaliśmy szałas, który się udał.
Читать дальше