Kupiłem czerwony atrament i pisałem swe nazwisko z wielkim zakrętasem po dziesięć razy na każdej stronicy brulionu. Drugoroczni podpisywali nauczycieli i dawali im swoje przezwiska.
Na dłoni pisałem trudniejsze nazwy geograficzne, przemieniałem: Kuba, Haiti, Portoryko na – Kuba ma gatki i portki; na bibule notowałem trudniejsze wyrazy z dyktanda, żeby się w domu zapytać korka 38 38 korek (gw.) – korepetytor. [przypis edytorski]
, czy dobrze.
W tym czasie kochałem się w jednej dziewczynce ze ślizgawki i przez dni kilka w Lucynce, która miała wtedy lat ośm i deklamowała w ogródku na Foksalu, i ojciec ją potem hipnotyzował.
Wierzyłem w feralne dnie i w to, że grosik, kamyk, bluza, wyjście z domu prawą lub lewą nogą lub wiadro wody – przynoszą szczęście lub nieszczęście, że za jedno pociągnięcie papierosa Bóg karze dwójką z dyktanda albo wierszy.
Chodziłem oglądać z kolegami trupy w kaplicach, czytałem w kurierze wszystkie wiadomości o zbrodniach, żywcem pochowanych, Kubach Rozpruwaczach 39 39 Kuba Rozpruwacz – pseudonim nadany zabójcy londyńskich prostytutek, jego tożsamość nie została ustalona. [przypis edytorski]
i lunatykach – i nakrywałem się wieczorem kołdrą na głowę. Sadziłem w doniczkach pestki od daktyli i pomarańczy; rzadko co wyrosło, a jak wyrosło, to zwiędło. Wycinałem ramki laubzegą 40 40 laubzega – przyrząd do cięcia, wyrzynarka. [przypis edytorski]
i marzyłem o basenie z rybkami, ślimakami i morskimi roślinami.
Lubiłem gry towarzyskie: pierścionek, dukat, lub: imię męskie, imię żeńskie, gdzie byli, co robili, co na to świat powiedział. Czasem wychodziło bardzo dowcipnie: Władzio i Mania w naparstku kichali; świat powiedział, że to grzech. Na prima aprilis mówiło się: „masz nos zawalany atramentem”, „o, bluza ci się podarła”. W tłusty czwartek drugoroczni rysowali na tablicy pączki. W śmigus oblewałem kolońską wodą Jadzię, kucharkę i służącę. Wiosną grałem w „zielone” na „fundę” 41 41 funda – fundowanie. [przypis edytorski]
: chałwę, makagigi 42 42 makagiga – ciastko z miodu maku i migdałów. [przypis edytorski]
, miętówki i sachar.
Wówczas to siedziałem trzy godziny w kozie, bo byłem dyżurnym i nie chciałem wydać kolegów, którzy coś przewinili. „Sami powinni się byli przyznać” – twierdziłeś wtedy, panie ojcze. Ale prawdziwa burza wówczas dopiero powstała, gdym przyniósł trójkę ze sprawowania za kwartał. Groziłeś rózgami i oddaniem mnie do szewca. A wiedziałeś, że nie mogłem być lizuchem, żeby potem ciągle mi mówili: „No idź, polizuchuj się; prędzej, ja ci każę iść”. Skrzywdziłeś mnie pan, panie ojcze. Widzisz? Jeszcze pamiętam…
*
Nie bawiła mnie już proca ani palant, ani czwórki z tłumaczeń; nie brałem udziału w bitwach na podwórzu podczas pauzy. Czytałem Kraszewskiego 43 43 Kraszewski, Józef Ignacy (1812–1887) – polski pisarz, publicysta, historyk i działacz społeczny. [przypis edytorski]
, nowelki (po kryjomu) i Ogniem i mieczem (otwarcie). Próbowałem pisać wiersze i urządzić własny dzwonek elektryczny. Przed każdymi dłuższymi świętami postanawiałem od nowego kwartału już dobrze się uczyć: powtórzyć, dopełnić, układałem plany, po ile stronic dziennie powtarzać, ile rozwiązać zadań – i kończyło się na planach.
Chciałem być aktorem, poetą, księdzem, wodzem, podróżnikiem, chemikiem, adwokatem, Kmicicem – co dni kilka kochałem się w innej ze spotykanych w drodze do szkoły pensjonarek i rwałem listki: „kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, żartuje” albo „napluje”. A przede wszystkim chciałem już być dorosłym… być – sobą.
Byłem ci już, panie ojcze, zupełnie obcy.
„Czcij ojca twego i matkę twoją”.
– Przez co się czci ojca i matkę?
– Przez miłość, uszanowanie i posłuszeństwo.
Więc grzeszny byłem i żałowałem za grzechy.
– Iloraki jest żal?
– Żal jest dwojaki: doskonały i mniej doskonały.
– Co to jest żal doskonały?
– Żal doskonały jest to obrzydzenie sobie grzechów pochodzące jedynie z miłości Pana Boga.
– Co to jest żal mniej doskonały?
– Żal mniej doskonały jest to obrzydzenie sobie grzechów pochodzące z obawy utraty nieba lub zasłużenia na piekło, ale już z mniejszą miłością Pana Boga.
Żal mój był mniej doskonały: obawiałem się utraty nieba lub promocji.
Zauważyłem, że po każdej zapomnianej rano modlitwie, ukradkiem wypalonym papierosie albo nierozmyślnie złamanym poście – następowała kara w postaci dwójki – i podziwiałem czujność i sprawiedliwość.
Im bliżej egzaminów, tym dłuższe i gorętsze pacierze. Bo na zielonym suknie stołu leżały pytania, gorąco pożądane, obojętne lub pytania fatalne, złowieszcze. „Boże! już nigdy nie będę”. I ręka drżała, przed oczyma biegały ciemne plamy, dech zamierał, serce kurczyło się w trwożnym oczekiwaniu: czy Bóg pomoże?…
Bolek i Franek Tomczyńscy, Stasiek Żabicki („Żaba”) i ja – postanowiliśmy urządzić pieszą wycieczkę, jeżeli wszystko pójdzie dobrze. I przeszliśmy nawet bez poprawki. Na przyszły rok usiądziemy razem: Franek z Bolkiem na trzeciej, a my na czwartej; bo oni lepiej robili zadania, a my wspomagać ich będziemy łaciną – więc viribus unitis 44 44 viribus unitis (łac.) – jak jeden mąż. [przypis edytorski]
, razem, nie damy się.
Zezwoliliście na jednodniową pieszą wycieczkę do Wilanowa. Ale nazajutrz zmieniłeś, ojcze, zdanie: zabroniłeś. Nie mogłem ich nawet uprzedzić. Po południu chcieliście wziąć mnie w Aleje. Uparłem się i zostałem w domu – sam, przy oknie, z żalem i gniewem bezsilnym i wrogim – w duszy.
Prawda, że to drobiazg? A jednak pamiętam…
*
Spętaliście mi czyny, ale myśli bujały swobodnie. Bo troskliwość wasza nie sięgała aż tak głęboko, bo nie zagłębialiście się nigdy bardziej niż w jamę ustną: czy jem – i muszlę uszną: czy czysta.
Już nie odgadywałem szarad w kurierze. Marzyłem o innej, większej sławie.
– Cicho, Jadziu, nie przeszkadzaj, bo Janek się uczy.
A Janek pod gramatyką grecką miał powieść, na policzkach – rumieńce, w oczach – iskry lub łzy, a w duszy – burzę: zapał, obawę, ból i wyrzuty sumienia…
Przyszła miłość śnieżnobiała i nauczyła czuć i marzyć. Z nią mieszkam w latarni morskiej i pracuję nad latającą maszyną lub perpetuum mobile 45 45 perpetuum mobile (łac.) – mechanizm, który raz uruchomiony, działałby zawsze. [przypis edytorski]
. Matka jej umarła na suchoty; znajduję lekarstwo przeciw suchotom i nazywam jej imieniem: Anieli, Anielki mojej.
Pisałem listy do pisarzy: – do Belmonta 46 46 Belmont, Leo , właśc. Leopold Blumental (1865–1941) – polski pisarz, eseista i tłumacz. Autor powieści W wieku nerwowym (1888) kreującej postać dekadenta. [przypis edytorski]
:
„Panie! Czytałem twoje arcydzieło: W wieku nerwowym . Boże! Jakie to arcydzieło…”
Do Choińskiego 47 47 Jeske-Choiński, Teodor (1854–1920) – powieściopisarz, krytyk literacki i teatralny. Stłumione iskry: opowieść z 1886 to historia rodziny mieszanej, prusko-polskiej, w której dochodzi do konfliktów na tle narodowościowym. [przypis edytorski]
:
„Pan, taki sławny i taki wielki, będzie się śmiał z listu sztubaka. Ale przecież Stłumione iskry to takie potężne dzieło. Och! jak pan zna duszę ludzką” – itd.
Читать дальше