No to Ula włączyła pierwszy bieg. Ale zarzęziło! Krzysiowi zaczęło to przeszkadzać, bo jednak samochód się niszczy, i kazali wrzucić dwójkę. Obaj panowie wskoczyli z tyłu na zderzak, bo przecież musieli cały czas udawać, w razie czego, że pchają.
A potem piękna noc zamieniła się w noc lekko dżdżystą. Zaczęło kapać z nieba. Wtedy na zderzaku zrozumieli, jacy z nich idioci – przecież jeśli samochód jedzie, to oni mogą wejść do środka i przeczekać deszcz! Byleby tylko jechać odpowiednio wolno. W ten oto sposób po prawie godzinie znaleźliśmy się przed moim domem.
A potem… No właśnie… Stało się nieszczęście. Otóż pościeliłam Adamowi w gościnnym i w ogóle nie miało to znaczenia, że tylko pocałowaliśmy się na dobranoc.
Na razie.
Ale potem miało.
***
Ja to wszystko wiem. Że nie należy iść do łóżka przed nocą poślubną. Rozmieniać się na drobne. Nie szanować się. Bo jak ty się nie będziesz szanować, to nikt inny cię nie będzie szanować. Ale przecież gdybym poszła ze swoim Eksiem do łóżka przed uzgodnieniem terminu ślubu, to na pewno bym za niego nie wyszła!
A za Adama tak. On jest zupełnie inny niż wszyscy.
Kiedy się obudziłam, nie było samochodu. Na poduszce kartka: „Będę o siódmej. Musimy pogadać. Całuję”. Boże, co ja zrobię? Do siódmej nawet nie schudnę, a przydałoby się w tej sytuacji zrzucić ze cztery kilo. Nie zdążę. O czym on chce ze mną rozmawiać? Przecież ostatecznie nic się nie stało? Jesteśmy dorośli. To normalne, że dorośli ludzie się spotykają, a potem nawet mogą uprawiać seks. Niektórzy oczywiście.
– Boże, co ja zrobię?
***
No więc właściwie, abstrahując od seksu, który jest bardzo, ale to bardzo przyjemny, i dlaczego ja miałam w wiadomościach o tym, że może być przyjemny, taką dużą przerwę, prawie dwudziestoletnią – jeśli chodzi o ten samochód, w którym momencie przekroczyliśmy te cholerne normy? Czy jak jeszcze wszyscy pchali, to można było? A jak Ula siedziała w środku, przy wyłączonej stacyjce, to było już przestępstwo czy nie? A jak jechała na jedynce? Dlaczego musieliśmy zepsuć tak dobrze zapowiadającą się przyjaźń? I co teraz będzie? Jak ja mu spojrzę w oczy? W życiu nie przeżyłam takiej nocy.
***
O, mamo moja kochana. To przecież w ogóle nie może być prawda. On wcale nie chce ze mną się przyjaźnić. On po prostu by chciał być ze mną. Tak normalnie. A skąd ja wiem, jak jest normalnie?
Żebyśmy dali sobie szansę na tę miłość. A kto tu mówi o miłości? Chyba się zakochałam. Śmiertelnie. Na zabój. Na zawsze.
***
Na pewno za chwilę będzie chciał, żebym siedziała cały czas w garach. I tak dalej. Żebym się rzucała do drzwi, kiedy przychodzi. Żebym się kładła spać razem z nim i nie przesiadywała wieczorami u Uli. Nie kruszyła w łóżku. (Nie kruszę już, bo mi niewygodnie na okruszkach). Nie paliła w łóżku. Spała w zimnym pokoju. (I tak śpię w zimnym). I żebym Borysa wyrzucała z łóżka na podłogę, a on już się na nowo nie przyzwyczai. Zresztą śpi w nogach. Z kotami to co innego. Potem lubi spać na szyi. Zaraz w okolicach brzucha. Na człowieku. No to co ja zrobię z kotami? Albo będzie chciał, żebym wstawała skoro świt. Pamiętała o kawie. I jeszcze robiła śniadanie o jakiejś nieludzkiej porze, jak siódma. Nie, w ogóle nie wchodzi w grę.
Na razie.
***
Na razie to po prostu nie wiem, na jakim świecie żyję. Wczoraj byłam świadkiem, jak jedna moja koleżanka powiedziała do męża:
– Chodźmy do kina.
On milczał. Nie reagował. Nie powiedział nic. Udał, że nie słyszy? Przeczuwałam, że jakaś małżeńska kłótnia tuż-tuż, pożegnałam się i wychodzę. Nie będę się wtrącać do cudzych spraw.
Ona odprowadza mnie do drzwi. Niby nie mogę się wtrącać, ale ściszając głos, mówię:
– Trudno jest faceta wyciągnąć do kina?
Niech wie, że ją rozumiem.
Ona patrzy na mnie i mówi:
– Przecież nie powiedział nie! To znaczy, że bardzo chętnie pójdzie, no coś ty?
Postanowiłam poobserwować, co robią mężczyźni na taką prośbę o kino. Długo czekać nie musiałam.
Wpadłam do Uli, telewizor informował o jakiejś premierze w kinie. Ula patrzy na Krzysia i mówi:
– Może się wybierzemy?
Krzyś wykazał daleko posunięte zainteresowanie kinem, filmem, filmem, o który chodzi, początkami kina, braćmi Lumiere, techniką samochodową w szczególności, zrobił kawę, wyciągnął stary „Automotoshop” i już cały wieczór zastanawiali się, kiedy zmienić samochód. Co sprzedać, co kupić, jak zarobić, jak oszczędzić, gdzie nie pojechać, od kogo pożyczyć. Dzielnie mu sekundowałyśmy. Już przy koniaku. Do tej kawy. Idąc do barku, przesunął dłonią po jej włosach i mruknął:
– Mięciutkie, nowy szampon?
Skręcałam się z zazdrości. Z kina nici. Ale sama bym chętnie w tej sytuacji zrezygnowała.
Koniak wypiliśmy, a ja dalej nie wiedziałam, co robi przeciętny mężczyzna na propozycję pójścia do kina. Żeby mieć trzeci przykład, zapytałam trzeciej, co się dzieje, kiedy proponuje kino mężczyźnie. Otóż trzeci mówi: „Mogę”. Ona się nabzdycza oczywiście, bo móc to każdy może, ale to nic nie znaczy. Chciałaby, żeby on chciał. Ale on tylko może. I trzecia jest skrzywdzona. Bo ona przecież do kina nie musi. Ona chce, i to z nim.
***
Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego do każdej kobiety nie jest dołączona instrukcja obsługi, która znacznie ułatwiłaby życie mężczyznom. Coś w rodzaju: „w razie zastosowania niezgodnie z przeznaczeniem nie bierze się odpowiedzialności za efekty…” albo „gwarancja wygasa automatycznie”. Teraz przyszło mi do głowy, że bez takiej instrukcji można by się obyć. To do mężczyzny powinien być dołączony tłumacz, który by nam tłumaczył, co mężczyzna ma na myśli. Do każdego w dodatku osobny, niepowtarzalny, żadne tam ogólniki – ty z Marsa, ja z Wenus. Który by objaśniał, na przykład, co to znaczy, kiedy on milczy. Co to znaczy, kiedy on mówi? Co to znaczy, że on może? Staram się uchwycić podobieństwa i różnice, ale nic z tego nie wychodzi.
Wobec tego wczoraj zaczepiłam Adama. Pijemy herbatkę.
– Może byśmy poszli do kina? – powiedziałam odważnie.
I myślę: teraz wyciągnę wnioski. Wyjdzie mi jakaś średnia zachowań mężczyzn.
– A na co chcesz iść? – zapytał Adam.
To przecież nie jest możliwe. To jest możliwe. Nie wierzę. Byliśmy razem na Notting Hill.
Adam w pracy, ja siedzę przy komputerze. Tosia w szkole na fakultetach. Krupnik się gotuje sam, pyszniutki, pyrka sobie na ogniu, aż miło. Pachnie w całym domu. Mam nadzieję, że się nie przypali. Kiedyś przypaliłam rosół. Teraz uważam. Od dwóch dni leje. Droga rozmoczona, ale jak pięknie, o matko! I Adam przyjedzie od razu po pracy, tylko wpadnie do domu się przebrać. I zostanie do poniedziałku.
Myślałam, że jak się w końcu mama i tata dowiedzą, że sypia u mnie pewien mężczyzna, to będzie jakaś afera, na przykład, przy dziecku – powie moja mama – nie spodziewałam się tego po tobie. A ojciec mi powie, że gdyby był na moim miejscu itd.
Ale nic podobnego. Już chyba wcale się mną nie martwią. Może przestali mnie kochać. Mama spytała tylko, czy Tosia go lubi. Ale to ja w nim, za przeproszeniem, się kocham, a nie Tosia. Ojciec powiedział, że nie chce się wtrącać, ale przecież wiem, że mężczyźni itd. No, takich poglądów to bym się po nim nie spodziewała. Nie zależy im na mnie już w ogóle.
Читать дальше