Кшиштоф Борунь - Kosmicni bracia
Здесь есть возможность читать онлайн «Кшиштоф Борунь - Kosmicni bracia» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1987, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Kosmicni bracia
- Автор:
- Издательство:Iskry
- Жанр:
- Год:1987
- Город:Warszawa
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Kosmicni bracia: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Kosmicni bracia»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Заключительный роман "Космической трилогии".
Kosmicni bracia — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Kosmicni bracia», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Franek stanął raptownie. Ujął Rem silnie za ramię, zatrzymując ją na miejscu. Bał się o nią. I bał się, że zginą nie wykonawszy zadania. Dotarcie do Pamięci Wieczystej, od której dzieliło ich zaledwie kilkadziesiąt kroków, było na pozór niepodobieństwem. Wydawało się pewne, że mido, rozporządzając tak rozległymi możliwościami, zabije każdego, kto zagrozi zniszczeniem głównych urządzeń. Bił się z myślami, kiedy usłyszał donośny głos Rem:
— Naprzód!
Usiłowała wyswobodzić się z uścisku jego ręki.
— Puść! — zawołała gwałtownie. — Nie cofniemy się ani o krok! Prawda, że się nie cofniesz? — dodała już łagodniej.
W powodzi świetlnych zygzaków przypominających błyskawice dotarli na miejsce. Nie byli sami. Z przeciwległej strony dotarła już czołówka jednej z grup.
W tym momencie ogarnął ich płomień. Olbrzymi, wszechogarniający, zda się oparty o ziemię i niebo. Ustąpiły przed nimi gęste pyły. Języki ognia z siłą huraganu mknęły do góry, parły na boki, opływały ich ze wszystkich stron.
W OBLICZU KLĘSKI
— Bracia moi, ludzie, kochani — nie gubcie Ziemi! Zaklinam was na przeszłość i na przyszłość gatunku ludzkiego. Nie pognębcie jej. Najjaśniejszej Ojczyzny, póki jeszcze czas; póki cała nie spłynie ognistą lawą. Przecież ani Wenus, ani Mars, ani żaden glob we wszechświecie, choćby najpiękniejszy, nie będzie tym samym. Któż z was z lekkim sercem zamieniłby swoją matkę na cudzą? A to jest właśnie tak… Ludzie, ludzie, ulitujcie się nad Ziemią!
Ber ochrypł z krzyku. Ponad głowami tłumu, który zwartą ciżbą otaczał ciężką, toporną sylwetkę sześcianu budowanej Pamięci Wieczystej, powiódł wzrokiem po gładko zniwelowanej równinie krateru Kopernika oświetlonego z ukosa wąskim sierpem Ziemi. Przełknął ślinę i powtórzył mniej więcej to samo. Była to mieszanina próśb i zaklęć o ratowanie Ziemi.
Słuchając jego egzaltowanych nawoływań mogło się zdawać, że niemal odchodzi od zmysłów. Dziwna to była oracja, nabrzmiała bólem, lękiem i wezbrana żalem do tych, którzy jeszcze teraz odtrącali pomoc Urpian. Strzeliste wykrzykniki, ukwiecony styl, barokowo ozdobne metafory zaczęły tworzyć galimatias. Spostrzegłszy to Ber starał się mówić prościej i zrozumiałej.
— Wszak sami jesteśmy bezsilni — podjął. — Dopiero teraz ogarniamy w pełni, jak zbawienna była i jest pomoc naszych przyjaciół z Juventy. Niecierpliwość, brak roz-wagi i niszczycielski temperament tych, którzy sparaliżowali Pamięć Wieczystą, otwarły silikokom drogę do zmasowanego przeciwnatarcia i na Ziemi, i tutaj. Obszary przez rok i dłużej skutecznie bronione przy współudziale mido tracimy oto w ciągu kilku dni. Padły nawet takie umocnienia, których krzemowcy przedtem zgoła nie próbowali szturmować. Wszystko, co z tak olbrzymim wysiłkiem bądź obroniliśmy, bądź odbiliśmy najeźdźcom, dziś oddajemy na pastwę tych samych niszczycieli. Z godziny na godzinę kurczą się obszary, gdzie człowiek ma jeszcze coś do powiedzenia. Mało tego: właściwie przegraliśmy Ziemię. Przegraliśmy! Czy pojmujecie, co to znaczy?! Ziemię, naszą ludzką Ziemię chcecie na zawsze, po wsze czasy oddać tak obcej kulturze planetarnej, ze my widzimy ją bardziej jak zwykłą siłę wulkaniczną niźli rozumną społeczność. Zlitujcie się! Do czego zmierzacie? Żeby na obcych globach dopiero przystosowywać klimat do naszych potrzeb; żeby wyrzec się ziemskich widoków i ziemskiego nieba; i desperacko harować po to, żeby któreś z pokoleń zrzuciło skafandry i opuściło szczelne schronienia?
Ber wziął głęboki oddech.
— Zjednoczmy się! Jeszcze pora podjąć walkę. Ostatni moment! Może godzina, może mniej… Godzina, która przesądzi o losie ludzkości. Dzwon zagłady jeszcze nie uderzył. Póki silikoki nie opanowały Pamięci Wieczystej, można podłączyć ogniwa dyspozycyjne i uruchomić zbawcze urządzenie. Pamięć Wieczysta, w tej chwili goły mózg wyzbyty kontaktu z całym zespołem przekaźników, czeka na podłączenie. Wtedy znów podejmiemy walkę — z pasją, ze zdwojoną gwałtownością. Odwrócimy kartę historii! Nie potrafi tego dokonać żaden człowiek, ale — na szczęście — istnieje ktoś władny to uczynić. A-Cis ze swoim dublomózgiem przybył na Ziemię tylko po to, żeby służyć nam radą i pomocą w walce z krzemowcami. Bracia, zaklinam was: zaufajcie mu! Nie wierzcie pomówieniom, że Urpianie potrzebuje czegokolwiek od ludzi i że chcą nas przekształcić w swoje bezwolne narzędzie. To cywilizacja zupełnie odrębna, która nie zamierza niczego zmieniać wbrew naszym życzeniom. A-Cis jest gotów uruchomić Pamięć Wieczystą. Ludzie, nie przeszkadzajcie! Nie bierzcie na swoje sumienie klęski naszej i wszystkich przyszłych pokoleń…
— Nie chcemy pomocy Urpian! Precz z A-Cisem! — zabrzmiały groźne okrzyki. Na Księżycu zebrali się prawie sami przeciwnicy Urpian. Było to zrozumiałe. Kontrofensywa silikoków nie tylko odbiła rozległe obszary, lecz także atakami na kosmoporty sukcesywnie utrudniała przeniesienie reszty ludzkości z Ziemi na Wenus. Pociągało to istotne zmiany w ustosunkowaniu się do pomocy urpiańskiej: centrum przeszło na pozycje przyjęcia jej bez warunków wstępnych, a dotychczasowi zagorzali oponenci miękli z godziny na godzinę. Pamięć Wieczystą natomiast oblegali ci, których żarliwym dążeniem było — za każdą cenę — nie dopuścić do włączenia się A-Cisa i tego oszałamiaja- cego, wszechstronnego supermózgu do akcji. Zatrważający obraz zagrożenia wolności przesłaniał im trzeźwość myślenia; jak każda hipertrofia ideologii…
Od dwóch dni zawieszono pasażerskie loty na Srebrny Glob z powodu destrukcyjnych działań silikoków, grożących okrążeniem Pamięci Wieczystej, a bojówki przeciwników pomocy Urpian w zaślepieniu lekceważyły wieści o pogarszającej się z godziny na godzinę sytuacji na Ziemi. Nawet meldunki o roztapianiu przez silikoki formacji skalnych w kraterze Kopernika i podchodzeniu języków magmy na kilkanaście kilometrów od Pamięci Wieczystej były traktowane jako podstęp Kruka.
Ber patrzył z rozżaleniem na skłębiony, falujący tłum, który wydał mu się bezduszny, prawie nieludzki.
Jakiś młodzieniec w krzycząco kolorowym skafandrze oderwał się od ciżby i w lansa-dach — typowych dla poruszania się w słabym polu ciążenia na Księżycu — szedł w stronę Bera, wygrażając obiema podniesionymi pięściami.
— Milcz, zdrajco! — zawołał. — Dawaj tego A-Cisa, skoroś taki chojrak. Już my mu damy łupnia!
Uspokoiło się trochę. W słuchawkach dźwięczały tylko urwane słowa, strzępy rozmów, westchnienia i szmer przyspieszonych oddechów. Pod groźnym czarnym niebem księżycowym, w widmowo-srebrzystej poświacie sierpa Ziemi stały tysiące ludzi zawziętych w swoim zamyśle.
W tym tłumie nie było Rem. Przebywała od paru godzin w Astrobolidzie na gorącą prośbę Bera, który widział w tym posunięciu ostatnie deskę ratunku. — Niech pogada z astronautami, z Lu, z samym A-Cisem; niech się naocznie przekona, że działają w dobrej wierze — rozumował.
A jednak na razie nie przekonała się. Pierwsze wideofoniczne połączenie napełniło Bera głębokim smutkiem. Zdał sobie sprawę, że przeliczył się sromotnie.
Nawet moralna odpowiedzialność za dewastację urządzeń dyspozycyjnych Pamięci Wieczystej, w której Rem brała żarliwy, może nawet rozstrzygający udział, nie skłoniła jej do zmiany zdania również teraz, u progu klęski Ziemi. Rozmowy z astronautami nie wniosły niczego nowego: Rem mocno podejrzewała, że oni wszyscy są — zapewne nieświadomym — odbiciem woli Urpian. Dlatego wiążący mógł być tylko jej sąd o A-Cisie jako sprężynie planowanych polityczno-wojskowych działań.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Kosmicni bracia»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Kosmicni bracia» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Kosmicni bracia» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.