Кшиштоф Борунь - Kosmicni bracia

Здесь есть возможность читать онлайн «Кшиштоф Борунь - Kosmicni bracia» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1987, Издательство: Iskry, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Kosmicni bracia: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Kosmicni bracia»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Космическая экспедиция землян, установив контакт с цивилизацией Урпиан, возвращается в Солнечную систему. Тем временем на Землю обрушивается вторжение кремниеорганичных существ…
Заключительный роман "Космической трилогии".

Kosmicni bracia — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Kosmicni bracia», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— A jeśli Franek zaprosi cię tutaj, przylecisz? — zapytał Ber znienacka.

— Też nie.

— Czy na pewno? Rem spojrzała gniewnie.

— Ber, co z tobą? Posądzasz mnie o kłamstwo? Ber stropił się.

— Przepraszam cię. Bardzo szczerze przepraszam. Wybacz mi, jestem rozstrojony. No cóż, dziękuję ci, że nie przylecisz popierać Franka.

— Nie robię tego dla ciebie. Nie chcę zdradzić ani Ziemi, ani wolności.

Ber wyłączył się. Był zdruzgotany. Zawiodła go nadzieja, że Rem, która miała znaczną popularność, poprze sprawę choćby połowicznie; choćby nadmieni, że A-Cis budzi zaufanie. Ta szansa przepadła. Znów był sam. Otaczał go zwarty pierścień tłumu o nieprzejednanej postawie.

Nagle Bernard uderzył się dłonią w czoło. A gdyby tak, póki czas, przez radio skrzyknąć z Ziemi swoich stronników? — pomyślał. Wszak nie był odosobniony. I cieszył się dużym uznaniem. Mógł zgromadzić zastęp nawet liczniejszy od tamtych. Mógł wraz z nimi ściągnąć A-Cisa i zapewnić mu potrzebną ochronę.

Bał się jednak. W tej sytuacji postawienie naprzeciw siebie dwóch antagonistycznych grup, z których żadna nie miała nic do stracenia, stworzyłoby sytuację bardzo niebezpieczną. W ten sposób po dwóch stronach barykady staliby ludzie pierwszy raz od stuleci uważający siebie za wrogów i odczuwaliby to każdym nerwem, każdym impulsem działania. Co mogłoby z tego wyniknąć? Nie wiedział. Ale historia uczyła, jak łatwo podjudzić zwykłych i uczciwych ludzi przeciwko takim samym, zwykłym i uczciwym, by runęli na siebie z furią…

Od kwadransa czynny był bez przestanku aparat tłumaczący. Pracował zresztą jednostronnie. O ile myśli Franka Skiepurskiego przechwytywane były przez A-Cisa już w momencie, kiedy zdążyły ukształtować się w mózgu nadawcy, radiowe sygnały wysyłane przez mózg Urpianina musiały być mechanicznie transponowane na ludzką mowę. Z powodu różnicy bardzo wielu pojęć o tłumaczeniu tak wiernym jak z jednego języka ludzkiego na inny nie mogło być mowy. Przypominało to raczej potyczki słowne dyskutantów o tak krańcowo antagonistycznym spojrzeniu na wszelkie sprawy świata i życia, że jedyną płaszczyzną porozumienia stanowią dla nich matematyczne i fizyczne wzory.

Franek starał się wyłączyć wątek emocjonalny z dyskusji i udawało mu się to nieźle. A-Cis natomiast, wtrącając jakby przez kurtuazję wzmianki o ludzkim umiłowaniu wolności, o wyobraźni Ziemian, ich poświęceniu, bohaterstwie lub przywiązaniu do ojczyzny, czynił to niezdarnie. Od tych beznamiętnych stwierdzeń, często przystrojonych w dziwaczną, irracjonalną formę, wiał lodowaty chłód. Franek w ciągu całej tej osobliwej rozmowy powtarzał sobie, że rozprawia z nieczłowiekiem i że środki porozumienia — jeśli chodzi o wewnętrzne treści, o dogłębną jakość spraw — są z tego powodu ograniczone odrębnymi możliwościami dwóch tak różnych psychik.

Z wypowiedzi A-Cisa wynikało niedwuznacznie, że jakakolwiek z góry narzucona ingerencja Urpian w sprawy ludzkie nie leży w ich zamierzeniach. Urpianin zobowiązał się nie naruszać zasady wolności ludzi. Należało jednak trzeźwo rozważyć, w jakim stopniu obietnice te będą respektowane. Osobowość A-Cisa raczej nie wchodziła w rachubę wskutek kompletnego ujednolicenia tej społeczności. Skoro jednak problem nie sprowadzał się do zaufania względem niego samego, powzięcie decyzji nastręczało olbrzymie trudności.

Myśl Franka pracowała gorączkowo. Jak ustalić własny pogląd na te sprawy? Nie znał metod działania Urpian. Na przykład chcąc wiedzieć, czy chętnie posługują się kłamstwem, trzeba było mieć choćby pobieżny sąd o ich psychice.

Zapatrzony w cel rozmowy: wyczucie stosunku Urpian do ludzi — Franek nie zastanawiał się, jak bardzo nierówne były szanse w tej dyskusji. Rozporządzając dublomóz-giem A-Cis znacznie szybciej wyciągał wnioski, a nadto znal wszystkie myśli swego rozmówcy. Słowa były dla niego nieważne, gdyż nie docierały do jego świadomości ani za pomocą zmysłów, ani przez mechanicznego tłumacza. Przechwytywał myśli w momencie, kiedy rodziły się w mózgu.

W pewnej chwili A-Cis przerwał dłuższą pauzę:

— Nie narzucamy wam niczego. Tak samo jak pozwoliliśmy Daisy udaremnić udaną akcję Lu wówczas, gdy opanował sytuację w Astrobolidzie. Tak samo jak pozwoliliśmy wam zniszczyć ogniwa dyspozycyjne Pamięci Wieczystej. Przecież mogliśmy zniszczyć was już w drodze na Księżyc.

— Nie zapominaj, że jesteś człowiekiem. Jesteś synem ojca i matki, którzy kochają ludzkość. Nie zdradź naszej sprawy. Ona jest tak samo twoją sprawą. Nie każ matce twojej przeklinać chwili, w której się począłeś. Począłeś się z woli Urpian. Oni tak chcieli. Potrzebowali ciebie…

— Wiem — przerwał Lu. — Po co mi to przypominasz? Bernard drgnął. Kamienny spokój chłopca rozstrajał mu nerwy. Podjął bez głębszego zastanowienia:

— Mój pradziad, także Bernard Kruk, leciał dwadzieścia lat na Ziemię. A gdy ją ujrzał pierwszy raz w życiu, padł na twarz i całował morski piasek, a potem z radości skakał, tańczył jak dziecko i wolał, że niebo jest piękne, tak piękne jak nic we wszechświecie…

— Po co mi to mówisz? — przerwał Lu.

— Rodzice twoi przywieźli cię na Ziemię — zaczął Ber po chwili przerwy — bo ufali, że będziesz wierny ludziom i ludzkim sprawom. Wierzyli, że nie zawiedziesz ich zaufania, że swoje zwielokrotnione możliwości oddasz na usługi ludzi.

— Po co mi to mówisz? Czyżby mieli mnie zostawić w innym układzie planetarnym? Ber odetchnął lżej.

— A więc czujesz jak człowiek — powiedział, tym razem bez pośpiechu.

— Ja jestem człowiekiem — odparł Lu obojętnie. Po chwili dodał:

— Krzywdzisz A-Cisa. Krzywdzisz Urpian. Urpianie w ogóle nie umieją się obrażać. Zemsty też nie znają. Ani pogardy, ani nienawiści, ani żadnych uczuć.

Ber zdrętwiał. Poprzedni niepokój, który zawładnął nim od chwili wylądowania Lu na Księżycu, teraz wzrósł niepomiernie. Poczuł się okropnie. Nagi, zwierzęcy strach przeszył go do szpiku kości. Wtedy Lu powiedział bardzo łagodnie:

— Bądź spokojny. Wcale się nie bój. Zapomniałeś, że czytam w twoich myślach. A przecież to nie szkodzi. Przyzwyczaisz się, uznasz za całkiem zwyczajne. Ber wciąż nie mógł ochłonąć z wrażenia.

— Tak — rzucił z wysiłkiem.

Lu delikatnie położył swoje dłonie na dłoniach Bera.

— Uspokój się — powiedział miękko. — Przywykniesz do takiej rozmowy. Możesz milczeć, jeśli jesteś zmęczony. Będę odpowiadał wprost na twoje myśli. Nic nie szkodzi, że ja mogę to, czego ty nie możesz.

Nagle, przechwyciwszy myśl Bera, powiedział znacznie ostrzej:

— Jestem takim samym człowiekiem jak ty. Bez żadnej różnicy w sprawach kluczowych. Zlituj się — podniósł głos — opamiętaj się, zrozum, że przecież ja nie jestem Urpianinem! Co ci przychodzi do głowy! We mnie jest ludzki świat uczuć. Przyjacielu, ja potrafię kochać wraz z ludźmi i wraz z ludźmi nienawidzić.

Bernard wstał gwałtownie. Podszedł do Lu i bez słowa pocałował go w oba policzki.

— A jednak ty wciąż jeszcze nie ufasz mi całkowicie — rzucił Lu po chwili w odpowiedzi myślom Bera. Zapanowało kłopotliwe milczenie. Lu znowu podniósł się i wypowiedział dobitnie;

— Przysięgam!

— A gdyby Urpianie musieli zginąć, także byś nas nie zdradził? — zapytał Ber stanowczo.

— Urpianie nie muszą ginąć.

— Ale gdyby…

— Przysięgam! — przerwał Lu.

Księżyc drżał w posadach. Z pękającej jego skorupy wylewały się — wprawdzie tylko w jednym rejonie — ogniste rzeki lawy. Po miliardach lat zastoju, w czasie których słaba działalność wulkaniczna — między innymi w kraterze Alfonsa — tylko czasami ledwo zaznaczała się — silikoki wznowiły ją z dnia na dzień, od razu z niebywałą gwałtownością.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Kosmicni bracia»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Kosmicni bracia» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
Кшиштоф Борунь
libcat.ru: книга без обложки
Кшиштоф Борунь
libcat.ru: книга без обложки
Кшиштоф Борунь
libcat.ru: книга без обложки
Кшиштоф Борунь
libcat.ru: книга без обложки
Кшиштоф Борунь
libcat.ru: книга без обложки
Кшиштоф Борунь
libcat.ru: книга без обложки
Кшиштоф Борунь
Кшиштоф Борунь - Proxima
Кшиштоф Борунь
Кшиштоф Борунь - Поріг безсмертя
Кшиштоф Борунь
Krzysztof Boruń - Kosmicni bracia
Krzysztof Boruń
Кшиштоф Борунь - Восьме коло пекла
Кшиштоф Борунь
Отзывы о книге «Kosmicni bracia»

Обсуждение, отзывы о книге «Kosmicni bracia» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x