Isaac Asimov - Druga Fundacja

Здесь есть возможность читать онлайн «Isaac Asimov - Druga Fundacja» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1989, ISBN: 1989, Издательство: Wydawnictwo Poznańskie, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Druga Fundacja: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Druga Fundacja»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Po latach umacniania władzy Muł postanawia odkryć wreszcie położenie Drugiej Fundacji i rozprawić się ze swoim największym wrogiem. Generał Pritcher wpada jednak w pułapkę i wciąga w nią również mutanta. Druga Fundacja triumfuje, lecz nie na długo. O jej istnieniu dowiadują się konspiratorzy z Pierwszej Fundacji i decydują się walczyć o suwerenność. Na przeszkodzie stają im jednak nie tylko mentaliści, lecz także następca Muła — Stettin. Rozpoczyna się krwawa wojna…

Druga Fundacja — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Druga Fundacja», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Nie czuł jednak żadnego bólu. Czyżby miało się to powtórzyć teraz, podczas spotkania z gubernatorem? Czyżby wszystko, co się zdarzyło — cała jego działalność w służbie Muła, całe jego nastawienie życiowe — miało stać się majakiem, częścią tego nierealnego świata, w którym istniało słowo demokracja? Muł snem, a jego, Pritchera, uczucia zwrócone ku Tazendzie…

Znowu zrobiło mu się niedobrze. Otrząsnął się gwałtownie. W tej samej chwili do jego uszu doszedł głos Channisa.

— Zdaje się, że się zaczyna, generale. Pritcher odwrócił się. Jeden ze Starszych otworzył cicho drzwi i stanął w pełnej szacunku pozie na progu.

— Jego ekscelencja Gubernator Rossema ma przyjemność oznajmić, w imieniu Panów Tazendy, że udziela pozwolenia na audiencję i oczekuje waszego przybycia.

— Jasne — Channis jednym szarpnięciem zacisnął bardziej pas i nałożył na głowę rossemicki kaptur.

Pritcher zacisnął szczęki. To był początek naprawdę hazardowej gry.

Gubernator Rossema nie wyglądał zbyt okazale. Przede wszystkim miał gołą głowę i jego rzadkie, jasnokasztanowe włosy, które zaczynały już siwieć, nadawały mu łagodny wygląd. Miał potężne łuki brwiowe, a oczy, otoczone siecią zmarszczek, wydawały się patrzeć chłodno i z wyrachowaniem. Za to świeżo ogolona broda była mała i miała miękki zarys, co według powszechnej opinii zwolenników pseudonauki, która na podstawie rysów twarzy wyrokowała o charakterze danego osobnika, oznaczało „słabość”.

Pritcher unikał jego spojrzenia i starał się patrzeć na podbródek. Nie wiedział, czy to mu pomoże — czy w ogóle cokolwiek mogło pomóc.

Gubernator rzekł wysokim, obojętnym głosem:

— Witamy w Tazendzie. Przyjmujemy was w pokoju. Jedliście już?

Czynił przy tym niemal monarsze gesty żyla stymi dłońmi o długich palcach. Skłonili się i zajęli miejsce przy stole w kształcie litery „U”. Gubernator siedział u szczytu stołu, po jego zewnętrznej stronie, oni naprzeciw niego, a z boków, w podwójnych rzędach, Starsi.

Gubernator mówił krótkimi, urywanymi zdaniami. Zachwalał potrawy pochodzące z Tazendy — rzeczy wiście miały inny smak, choć niewiele lepszy od prostych potraw rossemickich — narzekał na klimat Rossema i rozprawiał, starając się, by wyglądało to na obojętne uwagi, o zawiłościach podróży kosmicznych.

Channis odpowiadał mu od czasu do czasu. Pritcher w ogóle nie otworzył ust.

Biesiada skończyła się. Znikły ze stołu drobne, duszone owoce i zużyte serwetki i gubernator poprawił się w krześle. Zalśniły jego małe oczka.

— Dowiadywałem się o wasz statek. Naturalnie, chciałbym, żeby się nim dobrze zajęto i przejrzano. Mówiono mi, że nie wiadomo, gdzie się znajduje.

— To fakt — odparł swobodnie Channis. — Zostawiliśmy go w przestrzeni. To duży statek, taki, jaki potrzebny jest do podróży w rejonach, których mieszkańcy są nieraz wrogo nastawieni, więc uważaliśmy, że gdybyśmy przylecieli nim tutaj, to moglibyście mieć wątpliwości co do naszych pokojowych zamiarów. Dlatego woleliśmy wylądować sami, bez broni.

— To akt przyjaźni — stwierdził gubernator bez przekonania. — Duży statek, mówicie?

— Ale nie wojenny, ekscelencjo.

— Mhm… A skąd jesteście?

— Z małego świata w sektorze Santanni, ekscelencjo. Być może nie wie pan nic o jego istnieniu, bo to świat pozbawiony znaczenia. Interesuje nas nawiązanie kontaktów handlowych.

— Handlowych, tak? A co macie do sprzedania?

— Maszyny różnego rodzaju, ekscelencjo. W zamian chcielibyśmy żywność, drewno, rudę…

— Hmm — gubernator zdawał się mieć wątpliwości. — Niezbyt się znam na tych sprawach. Może dałoby się to załatwić z korzyścią dla obu stron. Być może kiedy sprawdzę wasze dokumenty — bo rozumiecie, zanim będziemy mogli coś załatwić, mój rząd będzie chciał uzyskać odpowiednie informacje — i kiedy obejrzę wasz statek, będzie wskazane, żebyście udali się na Tazendę.

Nie otrzymał na to odpowiedzi i jego stosunek do przybyszów wyraźnie ochłódł.

— Tak czy inaczej, muszę zobaczyć wasz statek.

— Niestety, w tej chwili statek jest akurat w naprawie — rzekł chłodno Channis. — Jeśli wasza ekscelencja zgodzi się dać nam czterdzieści osiem godzin, to statek będzie do jego usług.

— Nie przywykłem czekać na spełnienie moich poleceń.

Po raz pierwszy Pritcher podniósł wzrok i spojrzał gubernatorowi w oczy. Zaparło mu dech w piersiach. Przez chwilę miał wrażenie, że tonie, ale wtedy odwrócił wzrok.

Channis nie przestraszył się. Rzekł:

— Przykro mi, ekscelencjo, ale to niemożliwe, żeby statek wylądował przed upływem czterdziestu ośmiu godzin. Jesteśmy tu przecież obaj i nie mamy broni. Czy wątpi pan w uczciwość naszych zamiarów?

Zapadła długa cisza, po czym gubernator rzekł burkliwie:

— Opowiedzcie mi o świecie, z którego przylecieliście.

To była wszystko. Na tym się skończyło. Nie było już żadnych nieprzyjemności. Spełniwszy swój obowiązek, gubernator wyraźnie przestał się interesować sprawą i audiencja dobiegła końca.

A kiedy to wszystko wreszcie się skończyło, Pritcher znalazł się z powrotem w kwaterze i przebadał się, Ostrożnie, wstrzymując oddech, starał się wysondować swe uczucia. Z pewnością nie czuł żadnej różnicy, ale czy mógłby wyczuć jakąkolwiek różnicę? A czy po odmianie, której poddał go Muł, czuł się inny niż przedtem? Czy wszystko nie wydawało mu się naturalne? Takie, jak powinno być?

Przeprowadził eksperyment.

Nie otwierając ust krzyknął bezgłośnie, aż rozniosło się po wszystkich zakątkach jego mózgu.

— Trzeba wykryć i zniszczyć Drugą Fundację!

Uczuciem, które towarzyszyło temu „okrzykowi” była szczera nienawiść. Nie było tu ani śladu niepewności czy wahania.

A potem przyszło mu do głowy, by w miejsce zwrotu „Druga Fundacja” podstawić słowo „Muł”. Na samą myśl o tym zesztywniał mu język.

Na razie wszystko było w porządku.

Ale czy nie wniknięto w jego psychikę inaczej, bardziej subtelnie? Czy nie dokonano tylko drobnych zmian? Zmian, których nie mógł odkryć, gdyż już samo ich istnienie wypaczało jego sąd?

Na to nie można było w żaden sposób odpowiedzieć.

Wciąż jednak był absolutnie wierny Mułowi! Jeśli to uczucie nie uległo zmianie, to inne sprawy zupełnie się nie liczyły.

Znowu zmusił swój umysł do działania. Channis krzątał się w przeciwnym rogu pokoju. Pritcher położył dłoń na przegubie drugiej ręki i delikatnie uruchomił radiostację.

Odebrawszy odpowiedź, poczuł nagły przypływ ulgi, a potem ogarnęła go nagle fala zmęczenia.

Nie drgnął ani jeden mięsień w jego twarzy, ale w głębi duszy krzyczał z radości, a kiedy Channis odwrócił się do niego, wiedział, że ta farsa niedługo już się skończy.

Czwarte interludium

Dwaj Mówcy mijali się na drodze. Jeden z nich zatrzymał drugiego.

— Mam wiadomość od Pierwszego Mówcy.

W oczach drugiego pojawił się błysk zrozumienia:

— Punkt przecięcia?

— Tak! Obyśmy dożyli świtu!

5. JEDEN CZŁOWIEK I MUŁ

Nic w zachowaniu Channisa nie świadczyło o tym, że dostrzegł w Pritcherze i w ich wzajemnych stosunkach jakąś subtelną zmianę. Oparł się wygodnie o poręcz drewnianej ławy i wyciągnął nogi na środek izby.

— Jakie wrażenie zrobił na tobie gubernator? Pritcher wzruszył ramionami.

— Nijakie. Na pewno nie wydał mi się geniuszem psychicznym. Bardzo mizerny okaz przedstawiciela Drugiej Fundacji, jeśli to masz na myśli.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Druga Fundacja»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Druga Fundacja» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Druga Fundacja»

Обсуждение, отзывы о книге «Druga Fundacja» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x