John Ringo - Tam będą smoki

Здесь есть возможность читать онлайн «John Ringo - Tam będą smoki» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 2005, ISBN: 2005, Издательство: ISA, Жанр: Фантастика и фэнтези, Боевая фантастика, Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tam będą smoki: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tam będą smoki»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Akcja powieści osadzona jest kilka tysiącleci w przyszłość, kiedy to ludzie żyją w stworzonej przez siebie utopii. Pojęcia takie jak praca czy ubóstwo dawno zostały zapomniane, a dzięki niezwykle zaawansowanej technologii medycznej, ludzie żyją po kilkaset lat i dowolnie formują swoje ciała przyjmując postać zwierząt czy wyimaginowanych stworzeń. Ich jedynym zmartwieniem jest wyszukiwanie coraz to nowszych rozrywek, m.in. poprzez toczenie potyczek z orkami w wirtualnej rzeczywistości czy też uprawianie rekreacjonizmu, czyli odtwarzanie sposobu życia w wybranym okresie historycznym.

Tam będą smoki — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tam będą smoki», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Powiedziałeś jej, że chcesz się przyjaźnić, ale wcale tego nie chcesz? — zapytała z furią.

— Nie, nie. Powiedziałem jej, że chcę być jej przyjacielem i to prawda. Ale oprócz tego chciałbym ją pieprzyć tak, żeby jej para uszami poszła!

— Tak, tak, TAKI — rozentuzjazmował się Mike. — Trafiła kosa na kamień.

— Czemu jej tego po prostu nie powiesz? — indagowała go dalej Courtney.

— I co, mam jej dać okazję, do wygrywania mnie przeciw Cruzowi? Wydawało mi się, że dokładnie o to jej chodzi. Albo o kręcenie mną jak jakąś marionetką. Nie wiem, czy była taka już wcześniej, czy jest to efekt tego, co przytrafiło się jej w drodze. Ale już w łaźni próbowała się mną bawić. Nie, dziękuję bardzo.

— Rety, to prawie równie złe, jak kobieta — zauważył Mike i oberwał zaraz w ramię.

— Ach! Uderzasz zbyt szybko, mój panie! — odpowiedział Herzer, uderzając się w pierś. — To nie jest rzecz, o którą warto kruszyć kopie. Ale wystarczy, wystarczy!

— Obaj jesteście okropni — obruszyła się Courtney.

— I dlatego właśnie nas kochasz, prawda? — Herzer uśmiechnął się.

— HERRICK — dobiegł ich głos z tyłu. Herzer odwrócił się i znieruchomiał z uwagą.

— Ach, sir… och… Edm… Burmistrz Talbot!

— Rachel powiedziała mi, że brałeś udział w grach w rozszerzonej rzeczywistości, a w szczególności w Poszukiwanie Trzeciego Tronu. To prawda? — Bez wstępów zapytał Edmund. Ukłonił się jednak uprzejmie Courtney i Mike’owi stojącym obok z otwartymi ustami.

— Tak, sir Edmundzie.

— Wystarczy samo „tak” — rzekł Talbot z uśmiechem. — Grałeś jako paladyn, tak?

— Tak… burmistrzu.

— To wiąże się z jazdą konną. Używałeś konia?

— Tak, burmistrzu.

— Konkretnie wymaga to cholernie dobrej jazdy konnej ze sztuczkami, przynajmniej dla paladyna.

Herzerowi przed oczami przebiegło nagle wspomnienie spadku w bezdenną otchłań, gdy po wykonaniu niewłaściwego kroku zleciał z bardzo wąskiego mostu.

— Tak, sir, jeździłem.

— I używałeś swojego konia przez całą misję?

— Tak, sir, używałem.

— Wystarczy Edmund. Udało ci się ukończyć grę?

— Tak… burmistrzu. Ukończyłem ją.

Razem z wierzchowcem?

— Tak.

— A ilu prób potrzebowałeś, żeby przedostać się przez, Jcim był ten sukinsyn, który umieścił tu ten most”?

— Nie wiedziałem, sir, że ma nazwę — ze śmiechem odpowiedział Herzer.

— Ma — potwierdził Edmund. — Ile razy.

— Cztery.

— Jak udało ci się przedostać konia na drugą stronę?

— Zrobiłem z lin kołyskę. Przeciągnąłem go na linach, choć strasznie wierzgał. Edmund zastanowił się nad tym chwilę, po czym zachichotał.

— Jezu. Jak to zrobiłeś, miałeś ze sobą muły ze sprzętem?

— Mniej więcej, sir.

— Czy jeździłeś kiedyś na prawdziwym koniu? Albo choćby mule?

— Cóż, sir, to były prawdziwe konie.

— Chodzi mi takie, które nie były wygenerowane. Które urodziły się, dorosły i zostały ujeżdżone.

— Raz, sir.

— Jakieś problemy?

— Raczej nie, sir. Czy mogę wiedzieć, czemu pan pyta?

— Dobra — odpowiedział Edmund. — Jak dla mnie to wystarczy. W przyszłym tygodniu robimy wielkie polowanie. W poniedziałek rano zgłosisz się do Kane’a, koniuszego przy dużych zagrodach koło mostu, gdzie wszyscy będą się zbierać przed nagonką.

— O Boże — jęknął Herzer. — Czyli chyba jednak nie uda mi się poodpoczywać.

— Och, z pewnością znajdzie się trochę czasu i na to. Ale potrzebujemy jeźdźców, którzy pomogliby kontrolować zwierzęta i służyli za kurierów. I właśnie zostałeś powołany!

— Tak jest, sir — było wszystkim, na co mógł się zdobyć Herzer.

Kiedy Edmund odchodził, chłopak zaczął mamrotać coś cicho pod nosem.

— Hej! — powiedziała Courtney, kopiąc go w kostkę. — Co mówiłeś?

— Cholera, cholera, cholera, nie przeżyję tego.

* * *

Kiedy matka weszła do kuchni, Rachel podniosła głowę znad potrawki.

— Jest jedzenie.

— Dziękuję — odpowiedziała Daneh, biorąc miskę i częstując się.

— Jak sobie radzisz?

— Rano zaczęłam wymiotować — kobieta usiadła — ale na szczęście nie trwało to cały dzień.

— Jesteś chora? — zapytała zaniepokojona Rachel. Nie potrafiła wyobrazić sobie gorszej sytuacji dla miasta niż jakaś poważna choroba ich jedynego wyszkolonego lekarza.

— Nie — odparła Daneh bezpośrednio. — Jestem w ciąży. To było jeszcze gorsze.

— Jak? Kiedy? — zapytała Rachel, a potem głośno zamknęła usta. — Och, mamo.

— To nie koniec świata — stwierdziła Daneh, biorąc do ust łyżkę jedzenia i kiwając głową. — Nie takie złe.

— Mamo!

Daneh westchnęła i wzruszyła ramionami.

— Takie rzeczy się zdarzają. Zdarzyło się to mnie, i na swój sposób nadal się to dzieje.

— Co zamierzasz zrobić? — spytała Rachel, opanowując w końcu głos. Uświadomiła sobie nagle, że była to prawdziwa i szczera aż do bólu dorosła rozmowa. I wyglądało na to, że musi zacząć odpowiednio się zachowywać. Nagle zaczęła żałować, że jej ojciec nie jest dziewczyną. Wiedziałby, co powiedzieć.

— Będę miała małego braciszka? Czy chcesz… coś z tym zrobić?

— Co? — ostro zareagowała Daneh. — Wiesz, jak zrobić aborcję? Ja nie! I jak właściwie miałabym ją przeprowadzić sama na sobie? Jest wrotycz, ale z tego, co o nim słyszę, to równie dobrze może zabić matkę. Więc co miałabym zrobić z tym… czymś, co rośnie w moim wnętrzu?

— Nie wiem, mamo — wyszeptała Rachel. — Ale z tego, co czytałam, rodzenie dzieci wymaga od nas wysiłku… Hmm, obie mamy… odpowiednie biodra, w przeciwieństwie do niektórych. Ale… no wiesz, to ty jesteś lekarzem. Jeśli coś ci się stanie, co ja mogę zrobić?

— A co ja mogę? — ze złością spytała Daneh. — Nie mam żadnych odpowiednich narzędzi! Nigdy nie uczestniczyłam w porodzie z ciała! Nie było niczego takiego od tysiąca lat! Co u diabła mam o tym wiedzieć? Czemu spodziewasz się ode mnie cudów?

— Wcale nie, mamo — zaoponowała Rachel, przełykając ostrzejszą ripostę. — Ale ty przynajmniej masz jakieś pojęcie, co się dzieje. Ja nie wiem nawet tego.

— Cóż, w takim razie już czas, żebyś zaczęła się uczyć — odparła Daneh po chwili zużytej na opanowanie się. — To twój nowy projekt naukowy. Niezależnie od tego, czy będę to ja, jeśli nie uda mi się tego w jakiś sposób pozbyć, czy ktoś inny. Zostaniesz ekspertem w teorii rodzenia.

— Mamo, jestem dziewicą — krzyknęła, straciwszy nagle panowanie nad sobą.

— Chcesz, żebym ja została ekspertem od rodzenia?

— A kto inny? — ze złośliwym chichotem odpowiedziała Daneh. — Przynajmniej nie musimy się martwić, że tobie też się to przytrafi. Przynajmniej na razie. Zauważyłam, że sporo czasu spędzasz z Herzerem.

— Jasne — parsknęła Daneh. — Edmund też nim był. I zobacz, co z tego wynikło.

— Och, Herzer. — Rachel opuściła wzrok. — To tylko przyjaciel.

* * *

Wszyscy nazywali to Wielkim Spędem, a do udziału w nim zostały zaangażowane grupy uczniowskie, praktycznie razem ze wszystkimi mieszkańcami Raven’s Mill. Powód był prosty: myśliwi potwierdzili, że w lasach kryło się całkiem sporo zdziczałych zwierząt domowych, z których wiele dałoby się wykorzystać na planowanych farmach. Zapasy jedzenia też kurczyły się szybciej, niż przewidywano. Celem spędu było wygnanie zwierząt z lasów na otwartą przestrzeń. Tam zwierzęta nadające się do ponownego udomowienia zostałyby oddzielone i zagnane do zagród. A dzikie zabite albo przegnane i zachowane żywe, aby dalej zamieszkiwały i rozmnażały się w okolicy.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tam będą smoki»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tam będą smoki» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Tam będą smoki»

Обсуждение, отзывы о книге «Tam będą smoki» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.