— Takich jak? — zapytała Suwisa.
— Słyszałaś o bandytach?
— Była grupa pięciu facetów, którzy próbowali, no nie wiem, zatrzymać nas? — powiedział Phil. — Mieli kilka kijów i nóż. Wyciągnęliśmy trzy miecze i kuszę. Naprawdę szybko przestali się nami interesować.
Edmund chichotał przez chwilę, po czym potrząsnął głową.
— Jedna z rzeczy, które mnie martwią to fakt, że małe społeczności mają jedzenie i inne dobra, ale w tej chwili najważniejsze jest jedzenie. Gangi bandytów zaczną się łączyć i atakować miasta, tego się nie da uniknąć. Chcę być gotów przed nimi.
— Jeśli jest coś, co rekreacjoniści potrafią robić, to właśnie wymachiwać mieczem — stwierdziła Suwisa pokazując ręką mniej więcej w stronę miasta.
— Nie tak dobrze, jak im się wydaje, a i to przy założeniu, że je mają — odpowiedział Edmund. — Większość z nich wyruszyła z domu z mieczem, łukiem czy jakąś tam glewią, ale przeważnie zostawili je gdzieś po drodze. Wiecie, okazało się, że to ciężkie.
— Szlag — skomentował Phil, wznosząc oczy do nieba.
— — I szczerze mówiąc, wolałbym raczej świeżych rekrutów niż większość rekreacjonistów z prawdziwymi ostrzami. Utworzymy milicję i każdy będzie musiał nauczyć się minimum obrony. Ale rdzeniem ma być profesjonalne wojsko. W tej chwili dwa rodzaje: długi łuk i piechota, ta ostatnia wzorowana luźno na rzymskich legionach.
— Czemu łuk? — zapytała Suwisa. — Łatwiej wyszkolić kuszników.
— Hmmm… z wielu powodów — odparł Edmund. — Oba mają swoje wady i zalety, a musisz zrozumieć, że pomimo ostatniego tygodnia dość często rozmawiam z Sheidą. Zaczynam powoli orientować się w sytuacji strategicznej i tym, jak to wszystko może się rozwinąć. Więc nie myślę tylko w kategoriach dni i tygodni, ale lat wojny.
— Cholera — rzucił Phil. — Miałem nadzieję…
— Miałeś nadzieję, że to się zaraz skończy i że szybko będziemy mogli wrócić do naszego normalnego życia. Nie sądzę, żeby tak się miało stać. Nie jestem nawet pewien, że będziemy w stanie wrócić do starego stylu życia nawet po zakończeniu wojny. Ale mówiliśmy o hakach.
— Jasne.
— Zarówno długie łuki, jak i kusze mają swoje wady i zalety. Niektóre są uniwersalne, inne zależne od szczególnych warunków. Dobra, to jeden: jakiegodrewna, dostępnego w Ropazji, można użyć do produkcji długiego łuku?
— Cisu — odpowiedziała Suwisa. — No dobrze, cisu i jesionu. Ale można też użyć hikoru… Och.
— Właśnie. Jednym z powodów, dla których długie łuki były tak rzadkie w Ropazji był brak materiałów. Co oznaczało, że długi łuk był drogi. A pod koniec Brytyjczycy musieli importować całe drewno cisowe z kontynentu, co stanowiło krytyczną, strategiczną wadę systemu. Ale w Norau drewno hikorowe jest powszechne, a daje doskonałe łuki. Tutaj takie haki mogą być robione przez każdego, kto ma nóż i trochę wiedzy. Wady długiego łuku to niedostępność materiału, o czym już mówiłem, trudność szkolenia i fakt, że do używania go potrzeba bardzo sprawnych fizycznie osób. To znaczy, muszą być bardzo silne i w dobrym stanie ogólnym, nie chore. Zaczynając od tego ostatniego, nie mamy do czynienia ze średniowiecznymi chłopami. Współcześni ludzie, nawet ci, którzy nie przeszli Przemiany, są produktem wielu pokoleń manipulacji genetycznych. Wiecie, czym jest dyzenteria?
— Tylko z historii — odparł Phil. — Biegunka. Kiedyś nazywali to „uciekającymi wnętrznościami”.
— Słusznie. Najczęstszą przyczyną dyzenterii była woda zanieczyszczona cystami lamblii. Czy po drodze tutaj piliście wodę ze strumieni?
— Jasne, zawsze tak robimy — zdziwiła się Suwisa. — Czemu?
— Złapaliście biegunkę?
— Nie.
— To dlatego, że jesteście odporni na lamblie. Podobnie jak na przeziębienie, dur brzuszny, syfilis i całe mnóstwo innych chorób o podłożu bakteryjnym i wirusowym. Tacy się urodziliśmy, mamy to w genach. Podobnie jak większą siłę zarówno u kobiet, jak u mężczyzn. Współczesne kobiety mogą potencjalnie być równie silne, jak przeciętny mężczyzna w czternastym wieku. Mężczyzna może być potencjalnie niesamowicie silniejszy. Co więcej, podstawowy… materiał ludzki, jakim dysponujemy teraz, czyli uchodźcy, jest o tyle lepszy od przeciętnego średniowiecznego chłopa, że nie ma nawet o czym mówić. Wyższy, silniejszy, zdrowszy — wszystko, czego potrzeba na podstawy przyzwoitego łucznika.
— Większość z tego stosuje się również do kuszy — upierał się Phil.
— Poza wzrostem tak — zgodził się Talbot. — Ale rzecz w tym, że eliminuje to jedną z wad łuku. Kolejna to szkolenie. Cóż, widziałem ludzi, którzy stawali się dobrymi, nie mistrzami, ale naprawdę dobrymi łucznikami w ciągu sześciu miesięcy. A w miarę jak kontynuowali ćwiczenia, poziom ich umiejętności wzrastał. Do następnej jesieni chcę mieć mały, ale powiększający się korpus łuczników. I chcę, żeby za kilka lat był to duży i rozwijający się korpus łuczników.
— Ale nic z tego nie wiąże się z kuszą — odpowiedział Phil.
— Dobrze, ale jakie są zalety długiego łuku? Przy takim samym poziomie wyszkolenia oferuje znacznie większą szybkostrzelność niż kusza. To znaczy, że w ciągu godziny można wystrzelić prawie dwukrotnie więcej strzał, a znacznie więcej w krótszym czasie. Łatwiej je wyprodukować, sprawny rzemieślnik dysponujący dobrym surowcem może zrobić jeden łuk na godzinę. A szkolenie jest identyczne jak w przypadku łuków złożonych.
— Masz na myśli kompozytowe? — zapytał Phil. — Nie jestem pewien, czy chciałbyś ich używać. Kleje, których musielibyśmy użyć do zrobienia łuków z rogu są higroskopowe. Tak naprawdę nadają się tylko do suchych klimatów.
— Phil, zajmuję się tym prawie od trzystu lat — zaoponował Edmund, zdradzając pierwsze objawy irytacji. — Uwierz mi, że potrafię użyć właściwego terminu. Nie, mam na myśli złożone łuki, te z bloczkami. Dzięki nim można używać łuku o sile naciągu prawie dwukrotnie większej niż w przypadku standardowego łuku, ponieważ łucznik przykłada tylko około dziesięć procent siły naciągu, a siła statyczna stanowi jedynie ułamek pełnej. Ale w tej chwili nie jesteśmy w stanie wyprodukować większej ich liczby. Z czasem to zrobimy, jednak wtedy będziemy już mieć łuczników, których łatwo da się przyzwyczaić do łuków mających pięć razy większy potencjał połączonego naciągu i szybkostrzelności niż kusze.
— Hmmm… — zaczął Phil.
— Kolejny problem z łucznikami to manewrowanie — przerwała Suwisa. — Mniejszy w przypadku kuszników.
— Wcale nie, obie formacje mają ten sam problem — zaprotestował Edmund. — Uzupełnienie amunicji. Idący do bitwy łucznicy muszą mieć skrzynie i beczki strzał. Także dodatkowe haki, cięciwy i trochę drobiazgów. Mam sposoby, żeby się z tym uporać. Użyjemy wobec nich, i piechoty, nowoczesnych technik szkoleniowych oraz czterech tysięcy lat historii manewrowania, które nie istniały przez większość historii, a przeważnie popadały w zapomnienie krótko po wynalezieniu.
— Starannie to sobie przemyślałeś — stwierdziła Suwisa.
— Tak starannie, jak tylko mogłem. Jest w tym coś jeszcze. — Przerwał i zastanowił się, czy faktycznie zna Suwisę dostatecznie dobrze, by wprowadzić ją w resztę, ale w końcu wzruszył ramionami. — Czy zdajecie sobie sprawę, że to może potrwać więcej niż przez jedno pokolenie?
Читать дальше