John Ringo - Tam będą smoki

Здесь есть возможность читать онлайн «John Ringo - Tam będą smoki» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 2005, ISBN: 2005, Издательство: ISA, Жанр: Фантастика и фэнтези, Боевая фантастика, Фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tam będą smoki: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tam będą smoki»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Akcja powieści osadzona jest kilka tysiącleci w przyszłość, kiedy to ludzie żyją w stworzonej przez siebie utopii. Pojęcia takie jak praca czy ubóstwo dawno zostały zapomniane, a dzięki niezwykle zaawansowanej technologii medycznej, ludzie żyją po kilkaset lat i dowolnie formują swoje ciała przyjmując postać zwierząt czy wyimaginowanych stworzeń. Ich jedynym zmartwieniem jest wyszukiwanie coraz to nowszych rozrywek, m.in. poprzez toczenie potyczek z orkami w wirtualnej rzeczywistości czy też uprawianie rekreacjonizmu, czyli odtwarzanie sposobu życia w wybranym okresie historycznym.

Tam będą smoki — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tam będą smoki», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Dziękuję — odparła Daneh głosem pozbawionym jakiejkolwiek intonacji. Ugryzła jeden z owoców i usiadła w schronieniu.

— Nic pani nie będzie?

— Poradę sobie — odpowiedziała ostro. — Naprawdę, nic mi nie jest, Herzer. A co z tobą? Jakieś drgawki?

— Tylko z głodu — zażartował. — Ale to pomaga. Co to właściwie jest?

— Zostało to wyprowadzone z trującego chwastu nazywanego kudzu — wyjaśniła Daneh, gryząc kolejny kęs. — Kiedyś był bardzo rozpowszechniony w całym wschodnim Norau, wyrastał wszędzie tam, gdzie w lokalnym ekosystemie doszło do jakichś zakłóceń, a w tamtych czasach było tak praktycznie wszędzie. Gdzieś pod koniec dwudziestego pierwszego wieku jakiś badacz wypuścił kontrolowanego retrowirusa, który zmodyfikował to do kudzi. Owoc stanowi krzyżówkę genową między kiwi i śliwką: skórka śliwki i miąższ kiwi. W każdym razie z tego się to wywodzi. I podobnie jak kudzu wyrasta wszędzie tam, gdzie doszło do jakichś zakłóceń, na przykład w wyniku pożaru albo wycinki drzew, strasznie przeszkadza w rolnictwie.

— No cóż, tak się zastanawiam — powiedział Herzer. — Z całym tym jedzeniem, moglibyśmy pomyśleć o zatrzymaniu się. Jestem pewien, że są daleko za nami.

— Nie, musimy iść dalej — odrzekła z zaciętym wyrazem twarzy. — Powinniśmy dotrzeć do drogi.

— Dobrze, jeśli pani nalega. Ale warto by zatrzymać się chociaż na chwilę i zebrać trochę tych owoców. W ten sposób będziemy mieć dość jedzenia, żeby przebyć resztę drogi.

— Dobrze. — Kiwnęła głową i ugryzła kolejną śliwkę, ścierając sok z policzka. Owoce zdawały się przywracać trochę barw na jej twarz i uśmiechnęła się po raz pierwszy od strasznie dawna. — Idźcie zbierać. Jeśli nie macie nic przeciwko, ja sobie tu posiedzę i pozwolę wam odwalić całą robotę.

— Ummm, ale to dobre — oznajmiła Rachel, gdy do niej podszedł. W improwizowanym woreczku z podtrzymywanej za koniec koszuli trzymała większą garść owoców i raczyła się kolejnym. — Dzięki za zaniesienie do mamy.

— Wygląda po nich lepiej, ale upiera się, żeby iść dalej. — Herzer obejrzał się na lekarkę.

— Musimy znaleźć jakieś mięso — oświadczyła Rachel. — Dla nas to wystarczy, przynajmniej utrzyma nas to na chodzie, ale Lazur musi dostać jakieś mięso.

— Wygląda chudo, ale… — Herzer popatrzył na kota, który również buszował w pnączach.

— Koty to obowiązkowi mięsożercy — wyjaśniła Rachel. — To oznacza, że muszą jeść, i to codziennie. I codziennie muszą mieć białko. Jeśli go nie dostaną, chorują. To coś związanego z odkładaniem się tłuszczy w ich wątrobie. Może je to zabić.

— No cóż, przykro mi, Rachel, ale nie widzę tu królików czekających w kolejce na zarżnięcie.

— Kudzi owocuje jako pierwsze — ciągnęła Rachel. — I owocuje tak długo, jak zielenią się liście. To oznacza, że oprócz nas, coś musi przychodzić się tu żywić. Prawdopodobnie coś przepłoszyliśmy. Oposy, szopy pracze, sarny, cokolwiek. Jeśli tylko tu zostaniemy chwilę i pozwolimy Lazurowi zapolować…

— Powiedz to swojej matce — rzekł chłopak. Zdjął plecak Daneh i napełniał go teraz owocami, mając nadzieję, że nie wypuszczą za dużo soku i nie zrujnują wnętrza.

— Zrobię to — oświadczyła z determinacją i ruszyła do miejsca, gdzie jej matka odpoczywała pod drzewem.

Herzer obserwował rozmowę z większej odległości, ale był w stanie mniej więcej zorientować się, jak przebiegała. Najpierw Rachel dała mamie trochę owoców. Następnie wskazała wokół na wielką polanę, a w końcu na kota, który zaglądał do każdej możliwej dziury w pnączach, szukając czegoś nadającego się do jedzenia. Argument najwyraźniej miał znaczenie dla Daneh, ale i tak potrząsnęła głową i nie zmieniła zdania. Rachel powtórzyła swoje z większą siłą. Lekarka obróciła głowę i z naciskiem wskazała na południe. Potem głos Rachel dało się słyszeć z połowy polany. Po czym poddała się.

— Nigdy jeszcze nie widziałam bardziej upartej, głupiej… — mamrotała pod nosem, przechodząc obok Herzera.

Gdy przeszła, chłopiec usłyszał jakiś szelest wśród pnączy i tuż przed nim spomiędzy liści wyskoczył szczur. Trzymał laskę w lewej ręce razem z plecakiem, więc szybko puścił plecak, przerzucił kij do prawej dłoni i zamachnął się. Pierwsze uderzenie nie trafiło, ale zmusiło szczura do zmiany kierunku, a drugi cios wylądował w celu.

Zawołał kota i rzucił szczura w jego stronę, po czym zastanowił się chwilę.

— Rachel, czy istnieje jakaś możliwość skłonienia Lazura, żeby… ulokował się po jednej stronie krzaków?

— No… nie wiem. Czemu? — zapytała, jedząc kolejny owoc. Głodowali, ale owoce przegnały najgorsze i zaczynała już nabierać kolorów.

— Gdyby się nam udało, moglibyśmy iść wzdłuż i nagonić stworzenia kryjące się w krzakach w jego stronę. Cały czas coś przed nami ucieka, po prostu musimy zrobić tak, żeby uciekało do niego.

Udało się to osiągnąć po odrobinie perswazji ze strony Herzera. Daneh dalej siedziała w miejscu, podczas gdy dwoje młodszych członków grupy chodziło tom i z powrotem w krzakach. Lazur szybko zrozumiał, o co chodzi w tej zabawie, i czekał cierpliwie na skraju na naganianą mu zdobycz. W niecałą godzinę złapał kilka szczurów i małego królika. Dla Herzera była to godzina, w ciągu której Daneh nie zmuszała się do ciągłego marszu. Po prostu siedziała osłonięta przed deszczem i jadła owoce kudzi, aż była bliska pęknięcia. Wszystko to okazało się bardzo udaną próbą zastosowania taktu i dyplomacji.

— Cóż takiego jesz? — zainteresował się Chansa, materializując się z powietrza.

Celine jak zwykle znajdowała się w swoim laboratorium wypełnionym kakofonią wycia, beczenia i rechotów. Zerknął na jedną z klatek pod ścianą i zadrżał na widok dziwnej, przypominającej ośmiornicę istoty zajmującej wypełnione wodą wnętrze. Drzwiczki wyposażono w solidny zamek, ale stworzenie badało każdą szczelinę, sprawiając wrażenie inteligentnego. Zauważyło, że mu się przygląda i przesunęło się do przodu, zmieniając przy tym kolory skóry.

— Żelowe misie — odpowiedziała Celine, podnosząc w górę jedno z miotających się stworzeń, bardzo przypominających wyglądem małego niedźwiadka i wkładając je sobie do ust. — Chcesz spróbować?

Chansa potrząsnął głową i odwrócił się od ośmiornicy, by przyjrzeć się ruchomej masie zawodzących cicho stworzeń. Miały różnokolorowe ubarwienie i bardzo nieprzyjemnie się rzucały.

— Awatary nie jedzą, Celine — przypomniał jej.

— Jasne, dlatego właśnie ich nie używam — odparła, wrzucając sobie do ust jeszcze garść. — Ummm, cytrynowe.

— Celine, musimy porozmawiać — rzekł Chana, krzywiąc się.

— Hmmm? — wymamrotała z pełnymi ustami.

— Czy zauważyłaś, że Paul robi się… dziwny?

— Masz na myśli to, że mu kompletnie odbija? — zapytała. — Tak.

— Nie jestem pewien, czy jest tym, czego potrzebujemy w zakresie przywództwa — ostrożnie powiedział Chansa.

— Wolałbyś widzieć siebie na jego miejscu? — Wstała i podeszła do jednej z klatek pod ścianą.

— Nie… — odparł z namysłem, przyglądając się, jak wyciąga kolejnego ze swoich małych potworków. Ten dla odmiany wyglądał jak całkiem zwyczajny chomik. Zaczął się zastanawiać, co chciała nim nakarmić. — Prawdę mówiąc, pomyślałem, czy ty nie chciałabyś zająć tego miejsca. Po Paulu jesteś najstarsza w Radzie.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tam będą smoki»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tam będą smoki» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Tam będą smoki»

Обсуждение, отзывы о книге «Tam będą smoki» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.