Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Mimo to, przy zaciągniętych zasłonach i jasnych światłach można było na chwilę zapomnieć o posępności świata za tymi ścianami!

W mieszkaniu znajdowała się również palarnia, dobrze zaopatrzona w książki i gazety. Nebogipfel przyjrzał się im, najwidoczniej niepewny co do ich przeznaczenia. Była tam również duża szafa z kratownicą na przodzie. Moses otworzył ją, znajdując zdumiewający krajobraz zaworów, zwojów i stożków poczerniałego papieru. Urządzenie okazało się fonografem. Było wielkości i kształtu holenderskiego zegara, a z przodu znajdowały się elektryczne wskaźniki barometryczne, elektryczny zegar i kalendarz oraz okienka na informacje o umówionych spotkaniach. Fonograf mógł zapisywać mowę, a nawet muzykę, i odtwarzał to wszystko z dużą wiernością za pośrednictwem jakiegoś skomplikowanego radiotelegrafu z moich czasów. Razem z Mosesem spędziłem trochę czasu przy tym aparacie, eksperymentując z regulatorami. Za pomocą nastawnego kondensatora — to pomysłowe urządzenie umożliwiało słuchaczowi wybieranie częstotliwości rezonansowej strojonego obwodu — można go było dostroić tak, aby odbierał fale radiowe o różnych częstotliwościach. Okazało się, że istnieje nadzwyczaj wiele stacji radiofonicznych — co najmniej trzy lub cztery!

Filby przyrządził sobie whisky z wodą i z pobłażaniem obserwował nasze eksperymenty.

— Fonografio wspaniała rzecz — powiedział. — Jednoczy wszystkich ludzi, nieprawdaż? Choć wszystkie stacje naturalnie podlegają pod MI.

— MI?

— Ministerstwo Informacji. — Filby spróbował zainteresować nas opowieścią o rozwoju nowego typu fonografu, który mógł przekazywać obrazy. — To był bziczek przed wojną, ale nie przyjął się z powodu dystorsji kopuł. Jeśli człowiek chce pooglądać obrazy, może zawsze pójść na seans paplającej maszyny. Oczywiście, tam też nadają program MI, ale jeśli człowiek lubi płomienne mowy polityków i żołnierzy oraz budujące kazania Wielkiego Dobroczyńcy, to dobrze trafił! — Pociągnął łyk whisky i skrzywił się. — Ale czegóż można się spodziewać? Przecież jest wojna!

Mosesa i mnie wkrótce znużył płynący z fonografu strumień suchych wiadomości oraz muzyki dość kiepskich orkiestr. Wyłączyliśmy urządzenie.

Każdy z nas dostał osobną sypialnię. Dla wszystkich była bielizna na zmianę — nawet dla Morloka — choć rzeczy najwyraźniej podobierano w pośpiechu i nie pasowały na nas. Pewien szeregowiec o wąskiej twarzy, chłopiec o nazwisku Puttick, miał z nami pozostać w domu. Choć za każdym razem widziałem go w mundurze polowym, całkiem dobrze się spisywał jako służący i kucharz. Przed domem i na Terrace zawsze stali inni żołnierze. Było jasne, że jesteśmy strzeżeni... lub więzieni!

Około siódmej Puttick zawołał nas do jadalni na kolację. Nebogipfel nie przyłączył się do nas. Poprosił jedynie o wodę i talerz surowych warzyw. Nie zdejmując gogli, pozostał w palarni. Słuchał fonografu i przeglądał czasopisma.

Posiłek okazał się niewyszukany, ale smaczny. Głównym daniem było coś, co wyglądało na rostbef z ziemniakami, kapustą i marchewką. Skubnąłem mięso. Rozeszło się dość łatwo, a jego włókna były krótkie i miękkie.

— Co to jest? — zapytałem Filby’ego.

— Soja.

— Co takiego?

— Soja. Rośnie w całym kraju, poza kopułami. Nawet boisko krykietowe Oval oddano pod jej uprawę! Ostatnio niełatwo jest zdobyć mięso. Wiesz, trudno jest nakłonić owce i bydło do noszenia masek przeciwgazowych! — Odciął plaster tej przetworzonej rośliny i wsunął go sobie do ust. — Spróbuj! Jest dość smaczna. Nowocześni technolodzy żywności są bardzo pomysłowi.

Potrawa było sucha i kruszyła się w ustach, a jej smak przywiódł mi na myśl wilgotną tekturę.

— Nie jest taka zła — stwierdził odważnie Filby. — Przyzwyczaisz się.

Nie potrafiłem wymyślić żadnej odpowiedzi. Popiłem to coś winem, które smakowało jak przyzwoite Bordeaux, choć powstrzymałem się od pytania o jego pochodzenie. Reszta posiłku przebiegła w milczeniu.

Wziąłem krótką kąpiel — z kurków płynęła gorąca woda, której było pod dostatkiem — a potem, po wypiciu brandy i wypaleniu cygara, udaliśmy się na spoczynek. Czuwał jedynie Nebogipfel, gdyż Morlokowie nie sypiają tak jak my. Poprosił o papier i kilka ołówków (trzeba mu było pokazać, jak się używa przyrządu do ostrzenia i gumki do mazania).

Położyłem się na wąskim łóżku. Było mi gorąco, gdyż okna w moim pokoju szczelnie zamknięto i robiło się coraz duszniej. Za oknami odgłosy tego zdewastowanego przez wojnę Londynu rozlegały się wewnątrz kopuły i przez szpary w zasłonach dostrzegłem migotanie tych nowych dziwnych lamp, które świeciły do późna w nocy.

Usłyszałem Nebogipfela poruszającego się w palarni. Może się to wydawać dziwne, ale znalazłem pewną pociechę w odgłosie stąpania wąskich stóp Morloka oraz niezdarnego skrobania ołówków po papierze.

W końcu zasnąłem.

Na stoliku przy łóżku stał mały zegar, który poinformował mnie, że obudziłem się o siódmej rano, choć naturalnie nadal panowała ciemność nie mniejsza niż na zewnątrz.

Dźwignąłem się z łóżka. Założyłem podniszczony, lekki strój, który był świadkiem już tylu wydarzeń, i wyjąłem świeżą bielizną oraz koszulę i krawat. Mimo wczesnej pory powietrze było wilgotne. Czułem się otumaniony i ociężały.

Odsunąłem zasłonę. Paplająca maszyna Filby’ego nadal wyświetlała obrazy na dachu. Wydawało mi się, że słyszę urywki jakiejś rytmicznej muzyki podobnej do marsza. Z pewnością miała ona zachęcić niechętnych robotników do dalszego wysiłku na rzecz wojny.

Zszedłem do jadalni. Nie było tam nikogo poza mną i Puttickiem, żołnierzem-służącym, który podał mi śniadanie złożone z grzanki, kiełbasek (wypchanych jakimś niezidentyfikowanym substytutem mięsa) oraz — Puttick dał mi do zrozumienia, że to prawdziwy rarytas — smażonego jajka.

Po jedzeniu, z ostatnim kawałkiem grzanki w ręku, ruszyłem do palarni. Zastałem tam Mosesa i Nebogipfela, którzy siedzieli zgarbieni nad książkami i stosem papierów na dużym biurku. Na całym blacie stały filiżanki z zimną herbatą.

— Żadnego śladu Filby’ego? — zapytałem.

— Jeszcze nie — odrzekł Moses. Mój młodszy odpowiednik miał na sobie szlafrok. Był nieogolony, a jego włosy sterczały w nieładzie.

Usiadłem przy biurku.

— Niech to licho porwie, Moses, wygląda pan, jakby w ogóle nie spał.

Wyszczerzył zęby w uśmiechu i przeczesał ręką włosy nad szerokim czołem.

— Owszem, nie spałem. Po prostu nie mogłem zasnąć. Chyba za wiele przeszedłem i miałem zamęt w głowie... Wiedziałem, że Nebogipfel nie poszedł spać, więc tu zszedłem. — Popatrzył na mnie zaczerwienionymi i podkrążonymi oczami. — To była pasjonująca noc. Pasjonująca! Nebogipfel wprowadził mnie w tajemnice mechaniki kwantowej.

— Czego?

— Rzeczywiście — odezwał się Nebogipfel. — A Moses uczył mnie czytać po angielsku.

— Diabelnie szybko się uczy — stwierdził Moses. — Wystarczył mu alfabet i krótki przegląd zasad fonetyki, i zaraz zaczął czytać.

Przejrzałem pobieżnie papiery na biurku. Było tam kilka kartek papieru listowego zapisanych dziwnymi, tajemniczymi symbolami. Domyśliłem się, że to pismo Nebogipfela. Kiedy podniosłem kartkę, zobaczyłem, jak nieporadnie korzystał z ołówków. W kilku miejscach papier był rozerwany. Cóż, biedaczek nigdy przedtem nie musiał używać takich prymitywnych przyrządów jak pióro lub ołówek. Zastanawiałem się, jak ja dałbym sobie radę z krzemiennymi narzędziami moich przodków, którzy oddaleni byli ode mnie w czasie mniej niż Nebogipfel od roku 1938!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.