Stephen Baxter - Statki czasu

Здесь есть возможность читать онлайн «Stephen Baxter - Statki czasu» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1996, ISBN: 1996, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Statki czasu: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Statki czasu»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Powieść napisana została z pozycji pojmowania kosmosu przez człowieka końca dwudziestego wieku i zdobyczy współczesnej nauki; jest nowoczesną reinterpretacją wizji Wellsa. Podróżnik w czasie u Baxtera zmierza ku nieskończoności. Jego zadanie jest daleko ważniejsze niz tylko uratowanie Weeny: prócz tajemnicy przyszłości musi także rozwiązać paradoksy otaczającego go świata.
Autoryzowana kontynuacja
Herberta George’a Wellsa.

Statki czasu — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Statki czasu», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Nie musisz się bać — powiedziałem. — To całkiem normalne, że w takich domach kuchnie i tym podobne pomieszczenia znajdują się pod ziemią... Schody i poręcze są dość mocne.

Nebogipfel, nieprzenikniony za swoimi goglami, sprawdził podejrzliwie schody. Przypuszczałem, że jego ostrożność wynika z niewiedzy na temat solidności dziewiętnastowiecznej techniki — zapomniałem, jak dziwna musiała mu się wydawać moja prymitywna era — tym niemniej coś w jego postawie zaniepokoiło mnie.

Przypomniał mi się i wprawił mnie w zakłopotanie dziwny epizod z dzieciństwa. Dom, w którym dorastałem, był duży i rozbudowany — właściwie niepraktyczny — i posiadał podziemne przejścia, które biegły od domu do stajni, spiżarni i tym podobnych: takie przejścia są dość powszechnie spotykane w takich wiekowych domach. W przerwach powstawiano w ziemię kraty: czarne, okrągłe płyty, które zakrywały szyby wentylacyjne prowadzące do tych przejść. Przypomniałem sobie teraz, jak w dzieciństwie bałem się tych zamkniętych w ziemi jam. Może to i były zwykłe kanały wentylacyjne, ale co by się stało — podpowiadała mi moja dziecięca wyobraźnia — gdyby jakaś koścista ręka wysunęła się wijącym ruchem spod tych szeroko rozstawionych prętów i złapała mnie za kostkę?

Przyszło mi teraz do głowy — przypuszczam, że powodem tego wszystkiego była ostrożność Nebogipfela — że między tamtymi szybami w ziemi z mojego dzieciństwa i złowieszczymi studniami Morloków istnieje jakieś podobieństwo... Czy to właśnie dlatego zaatakowałem tamto morlokowe dziecko w roku Pańskim 657 208?

Nie jestem człowiekiem, który lubi analizować swoją naturę! Toteż bez uzasadnienia warknąłem do Nebogipfela:

— A zresztą, myślałem, że wy, Morlokowie, żyjecie w ciemności!

Odwróciłem się od niego i podszedłem do frontowych drzwi.

Wszystko było takie znajome, a jednak niepokojąco inne. Już na pierwszy rzut oka dostrzegłem tysiąc drobnych zmian, które nastąpią w ciągu następnych osiemnastu lat mojego życia. Na przykład było tam wygięte w dół nadproże, które później wymieniłem, i wolne miejsce, w którym za namową pani Watchets zamontowałem kiedyś łukowatą oprawę lampową.

Znów uświadomiłem sobie, cóż to była za niezwykła sprawa z tym podróżowaniem w czasie! Człowiek mógłby się spodziewać dramatycznych zmian — i właśnie takie odkryłem — podczas wyprawy przez tysiące wieków, ale nawet po tym małym skoku, niespełna dwadzieścia lat wstecz, rzeczywistość wydawała się anachroniczna.

— Co mam zrobić? Zaczekać na ciebie?

Spojrzałem na Nebogipfela, który do tej pory stał w milczeniu obok mnie. Z goglami na oczach i nadal okutany w moją marynarkę wyglądał komicznie, a równocześnie jakoś przerażająco!

— Sądzę, że bezpieczniej będzie, jeśli nie pozostaniesz na zewnątrz. Co by było, gdyby zauważył cię policjant? Mógłby cię uznać za jakiegoś dziwacznego włamywacza. — Bez swojej morlokowej maszynerii Nebogipfel był całkowicie bezbronny; wybrał się w podróż po historii tak samo nie przygotowany, jak ja to zrobiłem podczas mojego pierwszego wypadu. — A co z psami i kotami? — Ciekawe, jak przeciętny kocur z siedemdziesiątych lat dziewiętnastego wieku potraktowałby Morloka. Pewnie zrobiłby sobie z niego świetną ucztę... — Nie, Nebogipfelu. Uważam, że w sumie byłoby bezpieczniej, gdybyś pozostał przy mnie.

— A ten młody człowiek, którego chcesz odwiedzić? Jak zareaguje?

Westchnąłem.

— No cóż, zawsze słynąłem z otwartego i elastycznego umysłu. A przynajmniej tak lubię o sobie myśleć! Być może wkrótce się o tym przekonani. Zresztą, twoja obecność może przekonać mnie — jego — o prawdziwości mojej relacji.

I nie wahając się ani chwili dłużej, pociągnąłem za dzwonek.

Z wnętrza domu dobiegł mnie odgłos zatrzaskiwanych drzwi i rozdrażniony krzyk: „W porządkują otworzę!” a potem stukot kroków na krótkim korytarzu łączącym moje laboratorium z resztą domu.

— To ja — syknąłem do Nebogipfela. — On. Musi już być późno. Służący śpią.

Rozległ się szczęk klucza w zamku.

— Twoje gogle — syknął Nebogipfel.

Szybko zdjąłem rażące anachronizmem okulary i wepchnąłem je do kieszeni w spodniach, dokładnie w chwili, gdy otworzyły się drzwi.

Przed nami stał młodzieniec; jego twarz, w świetle świeczki, którą trzymał w ręku, lśniła jak księżyc. Obrzucił mnie pobieżnym spojrzeniem, a Nebogipfelowi poświęcił jeszcze mniej uwagi. (To tyle, jeśli chodzi o zdolność obserwacji, którą tak wysoko sobie ceniłem!)

— Czegóż to, u diabła, chcecie? Jest już po pierwszej nad ranem.

Otworzyłem usta, żeby się odezwać, ale krótka mowa wstępna, którą sobie wcześniej przećwiczyłem, wyleciała mi z głowy.

Tak oto stanąłem oko w oko ze sobą, gdy miałem dwadzieścia sześć lat!

3. MOSES

Przekonałem się, że wszyscy bez wyjątku wykorzystujemy lustro do tego, by się oszukiwać. Oglądane w nim odbicie jest w tak dużym stopniu pod naszą kontrolą: patrzymy łaskawym okiem na swoje zalety, nawet nieświadomie, a złe nawyki korygujemy w taki sposób, że nawet nasz najbliższy przyjaciel by nas nie poznał. No i oczywiście nic nas nie zmusza do tego, byśmy patrzyli na siebie z mniej korzystnych stron: na przykład od tyłu lub z profilu, gdy nasz wydatny nos widać w całej okazałości.

No cóż, oto miałem przed sobą odbicie, które w ogóle nie było pod moją kontrolą — i wywołało to u mnie niepokój.

Był naturalnie mojego wzrostu: z zaskoczeniem stwierdziłem, że jedyna drobna różnica między nami polegała na tym, iż w ciągu osiemnastu dzielących nas lat trochę się skurczyłem. Miał dziwne czoło: osobliwie szerokie, co wielu ludzi wytykało mi nieżyczliwie przez całe życie, i pokryte rzadkimi, mysimi włosami, które jeszcze nie zaczęły się cofać ani wykazywać śladów siwizny. Jego oczy były jasnoszare, nos prosty, szczęki silne — ale nigdy nie zaliczałem się do przystojniaków. Był z natury blady, co spotęgowało się wskutek godzin, które od szkolnych lat spędził w bibliotekach, gabinetach, klasach i laboratoriach.

Poczułem bliżej nie sprecyzowaną odrazę: rzeczywiście było we mnie coś z Morloka! I czy zawsze miałem takie odstające uszy?

Mój wzrok jednak przyciągnęło ubranie. Ubranie!

Miał na sobie coś, co pamiętałem jako strój dandysa: krótką, j askrawoczerwoną marynarkę, żółto-czarną kamizelkę z ciężkimi, mosiężnymi guzikami, wysokie żółte buty i bukiecik dla ozdoby w klapie marynarki.

Czyja rzeczywiście kiedykolwiek nosiłem takie rzeczy? Musiałem! Ale trudno mi było wyobrazić sobie cokolwiek, co bardziej by odbiegało od mojego aktualnego stonowanego stylu ubierania się.

— Niech to licho porwie — nie mogłem się powstrzymać — ubrał się pan jak cyrkowy klaun!

Wydawał się zbity z tropu — najwidoczniej dostrzegł coś dziwnego w mojej twarzy — ale odpowiedział dość rezolutnie:

— Być może powinienem zamknąć panu drzwi przed nosem. Czy wdrapał się pan na to wzgórze tylko po to, żeby mi ubliżać z powodu ubrania?

Dostrzegłem, że jego bukiecik jest dość przywiędły i wydawało mi się, że wyczuwam w jego oddechu zapach brandy.

— Czy dziś jest czwartek? — zapytałem.

— To bardzo dziwne pytanie. Powinienem...

— Tak?

Uniósł świeczkę i spojrzał mi w twarz. Tak był zafascynowany mną — własnym ja, które niezbyt jasno pojmował — że zignorował Morloka: człekopodobną istotę z odległej przyszłości, która stała nie dalej niż dwa jardy od niego! Zastanawiałem się, czy w tej scence nie kryje się jakaś niezdarna metafora: czy w ostatecznym rozrachunku nie wyruszyłem w czas tylko po to, by odnaleźć samego siebie?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Statki czasu»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Statki czasu» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Stephen Baxter - The Martian in the Wood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Project Hades
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Evolution
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Bronze Summer
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Iron Winter
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Flood
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Firma Szklana Ziemia
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Les vaisseaux du temps
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Moonseed
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Exultant
Stephen Baxter
Stephen Baxter - Coalescent
Stephen Baxter
libcat.ru: книга без обложки
Stephen Baxter
Отзывы о книге «Statki czasu»

Обсуждение, отзывы о книге «Statki czasu» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.