Robert Silverberg - Tom O'Bedlam

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Tom O'Bedlam» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, ISBN: 1994, Издательство: Krajowa Agencja Wydawnicza, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Tom O'Bedlam: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Tom O'Bedlam»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Robert Silverberg, znakomity twórca ściance fiction, znany jest polskiemu czytelnikowi z wielu powieści, z których najbardziej cenione to „Człowiek z labiryntu” i „Rodząc się umieramy”.
Jego kolejna książka opowiada o chylącej się ku upadkowi cywilizacji Ziemi początku XXII wieku. Przemoc i gwałt stały się codziennością. Rozkwitają fanatyczne sekty, świat został pozbawiony nadziei. I wtedy pojawia się tytułowy bohater — zdolny do nawiązania telepatycznego kontaktu z obcymi cywilizacjami.
Czy jego dar jest wybawieniem dla ludzkości, czy też narzędziem jej ostatecznej zagłady?

Tom O'Bedlam — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Tom O'Bedlam», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Wyszedł z budynku za Menendezem. W policzki uderzył go powiew wilgoci. Powietrze pachniało inaczej: czysto, świeżo, odmiennie. W ciągu nocy nadeszła pora deszczowa: miękki deszcz, delikatny deszcz bębniący cicho o ziemię. Przez te wszystkie suche miesiące niemal zapomniał, jak wygląda deszcz. W końcu jednak nadszedł. To dobrze — pomyślał Ferguson. — Stanę tu na deszczu, by oczyścić się na zewnątrz tak, jak w środku. Było już chyba niedaleko świtu. Ferguson wcale nie czuł, że nie spał tej nocy. Umysł miał czujny, aktywny, szeroko otwarty. Rogate stworzenie powtarzało wciąż te same ruchy: odwracało się, wyciągało ręce, unosiło je w górę, obracało się na boki. A potem znów się odwracało.

Ferguson rozejrzał się. Zobaczył czerwony budynek biura personelu i wyłaniające się zza niego olbrzymie drzewa. Wszystko to było jednak mgliste i niematerialne, prawie przezroczyste. Prawdziwą substancję i gęstość miały tylko biała kamienna płyta i stojąca na niej ogromna postać. No i, oczywiście, czerwone i niebieskie słońca. Podniósł twarz w ich stronę. Po czole spłynęły mu krople deszczu. Nie miał pojęcia, jak długo tak stał. Minutę, godzinę, skąd miał to wiedzieć?

Później wizja zniknęła. Powróciła rzeczywistość: widzialna, namacalna. Ferguson rozejrzał się wokoło wciąż oszołomiony. Stał razem z Tomasem Menendezem na frontowym ganku. Padał drobny deszcz. Niebo było szare, ale trochę się rozjaśniało. Nadbiegła postać w żółtej pelerynie przeciwdeszczowej. Był to Teddy Lansford.

— Co się dzieje, już czas na kasowanie? — zawołał Ferguson.

Lansford zatrzymał się na chwilę przebierając nogami w miejscu.

— Dziś nie ma kasowania — odparł.

— Żartujesz?

— Dzisiaj nie. Dla nikogo. Tak powiedziała doktor Lewis.

— Dlaczego? — zapytał zdumiony Ferguson. — Jakieś święto?

Lansford pobiegł już jednak dalej znikając w deszczowym poranku. Ferguson odwrócił się i dostrzegł inne wyłaniające się z budynku postacie, które zaczęły tłoczyć się na ganku, jakby chciały sprawdzić, czy rzeczywiście pada. April, Alleluja, Philippa i kilka innych osób.

— Nie ma dzisiaj kasowania! — krzyknął do nich. — Mamy wolne!

— Dlaczego? — spytała April.

— Doktor Lewis tak zarządziła — odpowiedział wzruszając ramionami.

Wiadomość wywołała ożywioną dyskusję. Ferguson stał nieco z boku, słuchając ledwie jednym uchem. Nie obchodziło go, czy będzie kasowanie, czy też nie. Nikt nie mógł już zabrać tego, co mu się przydarzyło. Jeśli skasują wizję, przyjdą przecież nowe. Był teraz zupełnie innym człowiekiem, przemienionym na zawsze. To pewnie dlatego nie było kasowania, żeby miał trochę czasu, by zastanowić się, co stało się z nim wczoraj, jak Tom go zmienił. Jak wziął za ręce i otworzył na wizje…

Ferguson nie chciał tracić tych przeżyć, ale zdawał sobie sprawę, że nie byłoby to tragedią. Najważniejsze było nie to, co się stało, ale kim teraz jest. Jest zaś kim innym niż człowiek, który jeszcze wczoraj panoszył się w jego umyśle. Oparł się o ścianę ganku. Wiatr przybrał nieco na sile dmuchając w niego deszczem. On nie poruszył się jednak. Było to nawet przyjemne, gdyż ten pierwszy deszcz w sezonie nie był jeszcze tak zimny.

Z mgły wyłoniła się Dante Corelli. Wyglądała, jakby też całą noc była na nogach. Weszła na ganek i klasnęła w dłonie.

— No dobrze, idźcie na stołówkę i zjedzcie śniadanie, a potem zbierzcie się w sali gimnastycznej. Kasowanie jest odwołane.

— Co się tu dzieje, Dante? — zapytała Alleluja.

— Drobne kłopoty, nic poważnego. Idzie tu pochód czy coś w tym rodzaju. Tysiące ludzi maszerujących aż z San Diego. Z tego, co słyszałam, to chyba jakaś procesja religijna. Dzisiaj mają przechodzić przez Mendocino, a nam wydaje się, że część z nich może zboczyć w tę stronę i narobić nam trochę kłopotów. Zamierzamy więc ustawić zapory energetyczne wokół centrum, aby zabezpieczyć się przed nimi. To wszystko. Nie ma powodu przejmować się czymkolwiek, ale będzie to dzień trochę inny niż zwykle.

Tomas Menendez, stojący obok Fergusona, powiedział jakby do siebie:

— To Senior! Senior tu jest!

— Co? — spytał Ferguson.

— Przybył tu, bo to jest Siódme Miejsce! — powiedział Menendez.

— Kto przybył? — zapytał znowu Ferguson. Poczerwieniały na twarzy Menendez nie spojrzał nawet na niego błyszczącymi dziko oczami, tylko odwrócił się i odszedł zostawiając go bez odpowiedzi. No dobrze — pomyślał Ferguson — jak powiedziała Dante, będzie to dzień niezwykły.

Dante ruszyła w stronę głównego budynku.

— Pamiętajcie — odwróciła się jeszcze do nich — teraz śniadanie, a potem wszyscy do sali gimnastycznej.

Ferguson wszedł do środka, żeby się ubrać. Obok niego znalazł się ojciec Christie.

— Jak się dziś czujesz, synu? — zapytał.

— Nie spałem. Całą noc w mojej głowie działy się fantastyczne rzeczy.

— Ale dobrze się czujesz?

— Tak dobrze jak nigdy w życiu, ojcze. Te wizje, to co widziałem… Nie wiem… wciąż płaczę ze szczęścia… nie mogę się opanować… no właśnie, znowu…

— Nie powstrzymuj tego — powiedział ksiądz i sam nagle zaczął płakać. — To wielkie dni, dni proroctwa, gdy On poddaje wszystko osądowi. Ja też całą noc nie spałem, wiesz? Czytałem Biblię, rozumiesz? — zaśmiał się. — Nie uwierzysz, jak długo już tak jest: Biblia i ja. Ale teraz czytałem całą noc. Apokalipsę Świętego Jana, całą noc w kółko. Baranek, który jest pośród tronów, pasł nas będzie i poprowadzi do źródeł wody żywej, a Bóg otrze łzy z oczu naszych. Ale najpierw musimy płakać, jeśli On ma nam otrzeć łzy, nieprawdaż?

— Nigdy nie potrafiłem płakać, ojcze. A teraz nie mogę przestać.

— Płacz. Płacz, ile chcesz. Oto nadszedł dzień otwarcia siódmej pieczęci, a siedmiu aniołów zadmie w siedem trąb. Uwierz mi, synu. Nie jesteś katolikiem, prawda?

— Ja? Nie.

— To nie ma żadnego znaczenia. I tak pobłogosławię cię, gdy przyjdzie czas. Jak mógłbym w ten dzień odmówić komuś błogosławieństwa?

— A co ma się dziś stać? — zapytał Ferguson. Czuł się swobodnie i lekko, jakby unosił się nad ziemią.

— Omega i Alfa — powiedział głos z drugiego końca pomieszczenia. — Koniec i początek.

Ferguson poczuł napływ nowych wizji. Lśniące światy rozpostarły się i rozbłysły w nim. Wciąż unosił się nad ziemią.

— Tom?

— Dziś właśnie to się zacznie — powiedział Tom podchodząc do niego. — Czas Przejścia. Czuję to w sobie: siłę, moc. Czy pójdziesz pierwszy, Ed?

— Ja? Czy pójdę?

— Dokonać Przejścia.

— Dokąd? — Ferguson otworzył szeroko oczy.

— Myślę, że do Podwójnego Królestwa. Oni chcą cię tam przyjąć. Czuję ich wolę. Ich dwa słońca płoną dziś jak ogień w moim sercu; czerwone i niebieskie.

Ferguson zobaczył stojącą obok April i Alleluję, która nie wiadomo skąd też pojawiła się przy nim. Wymamrotał:

— Mamy teraz iść na śniadanie, a potem… na salę…

Tom spojrzał mu w oczy.

— Zaakceptuj Przejście, Ed. Ktoś musi być pierwszy, a ty zostałeś wybrany. Otwórz nam wszystkim drogę. Po pierwszym Przejściu każde następne jest już łatwiejsze. Pójdziesz? Teraz?

— Chcesz żebym… odszedł na inną gwiazdę…

— Odrzucisz swoje obecne ciało na rzecz lepszego w lepszym miejscu. Co niegodziwe musi przyoblec się w szlachetność, co śmiertelne w nieśmiertelność. Śmierć pochłonięta zostanie przez triumf.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Tom O'Bedlam»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Tom O'Bedlam» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Tom O'Bedlam»

Обсуждение, отзывы о книге «Tom O'Bedlam» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.