Kim Robinson - Zielony Mars

Здесь есть возможность читать онлайн «Kim Robinson - Zielony Mars» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1998, ISBN: 1998, Издательство: Prószyński i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zielony Mars: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zielony Mars»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Kontynuacja 3-tomowego cyklu o kolonizacji Czerwonej Planety. W pierwszej części, zatytułowanej Czerwony Mars, autor przedstawił technologiczne aspekty ogromnego przedsięwzięcia i jego implikacje społeczne. Bohaterowie drugiej części cyklu przystępują do terraformowania planety. Minęło całe pokolenie, od kiedy pierwsi osadnicy pojawili się na Marsie. Teraz próbują przeobrazić w zielony raj czerwoną, kamienną pustynię. Od tej chwili, niczym za sprawą jakiegoś sekretnego impulsu, wszechogarniająca zielona siła mknęła jak błyskawica i wkrótce cały Mars pulsował już od viriditas. Trzecia część trylogii to Błękitny Mars.

Zielony Mars — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zielony Mars», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Podjechał jakiś rover. Spytano ich, czy chcą, aby ich podwieźć. Maja burknęła:

— Wynoś się stąd! Co, do diabła, nie rozumiesz? Jedź pomagać tamtym ludziom na górze, no dalej, zabierasz nam tylko czas!

Kierowca odjechał szybko, aby uniknąć dalszej ostrej reprymendy. Maja powiedziała chrapliwie:

— Do diabła z tym. Mam sto czterdzieści trzy lata i niech mnie diabli, jeśli nie przejdę całej tej drogi. Przyspieszmy trochę kroku.

Utrzymywali stałe tempo. Trzymali się na końcu kolumny, obserwując paradę świateł podskakujących przed nimi we mgle. Nadię pobolewały oczy przez wiele godzin, a teraz zaczynały naprawdę boleć, odrętwienie z zimna nie dawało już ulgi; jej oczodoły były bardzo, bardzo suche, jak gdyby zapiaszczone. Kłuło, kiedy mrugała. Pomyślała, że przydałyby się ochronne okulary.

Potknęła się o niewidoczną skałę i jej umysł opanowało jakieś wspomnienie z młodości: pewnego razu jej i kilku współpracownikom zepsuła się ciężarówka. Było to zimą na południowym Uralu. Musieli przejść odległość od przedmieść opuszczonego Czelabińska-65 do Czelabińska-40, ponad pięćdziesiąt kilometrów zamarzniętym, zdewastowanym stalinowskim pustkowiem przemysłowym: czarne opuszczone fabryki, popękane kominy, powalone płoty, zniszczone ciężarówki… Cała wędrówka odbywała się w śnieżną, lodowatą, zimową noc pod niskimi chmurami. Nawet jak na owe czasy wyprawa ta wydawała się czymś z sennego koszmaru. Nadia opowiedziała teraz o niej Mai, Artowi i Saxowi. Mówiła chrapliwym głosem, ponieważ bolało ją gardło, choć nie tak bardzo jak oczy. Na Marsie tak mocno się przyzwyczaili do interkomów, że mówienie poprzez oddzielające ich od siebie powietrze wydawało im się zabawne. Jednak Nadia miała ochotę mówić.

— Nie wiem, jak mogłam kiedykolwiek zapomnieć tę noc. Jednak nie myślałam o niej przez bardzo długi czas. Aż w końcu ją zapomniałam. Musiała mieć miejsce, jakieś, hmm… sto dwadzieścia lat temu.

— To kolejna z rzeczy, jaką sobie przypominasz — zauważyła Maja.

Podzielili się krótkimi historyjkami na temat najzimniejszych okresów, które przeżyli w życiu. Dwie Rosjanki potrafiły wymienić dziesięć incydentów chłodniejszych niż najchłodniejsze doświadczenia, jakimi mogli się pochwalić Sax czy Art.

— A co z przeżyciami najcieplejszymi? — spytał Art. — Tu mogę wygrać z każdym. Pewnego razu brałem udział w konkursie cięcia pniaka za pomocą piły mechanicznej. Wygrywał oczywiście ten, kto miał najpotężniejszą piłę, toteż zastąpiłem silnik w mojej pile silnikiem z Harleya-Davidsona i przeciąłem kłodę w czasie poniżej dziesięciu sekund. Ale wiecie? Silniki motocyklowe są chłodzone powietrzem i dlatego straszliwie zagrzały mi się ręce!

Wszyscy się roześmiali.

— To się nie liczy — oświadczyła Maja. — Ręce to nie całe ciało.

Nadia dostrzegała, że było mniej gwiazd niż jakiś czas temu. Na początku przypisała ów fakt drobinom miału unoszącym się w powietrzu albo własnym problemom z odczuciem obecności piasku w oczach. Później jednak spojrzała na nadgarstek i dostrzegła, że jest prawie piąta rano. Wkrótce miał nadejść świt. A Stacja Libijska znajdowała się w odległości jedynie kilku kilometrów od nich. Było dwieście pięćdziesiąt sześć stopni Kelvina.

Dotarli o wschodzie słońca. Ludzie rozdawali filiżanki z gorącą herbatą, która pachniała jak ambrozja. Stacja była zbyt zatłoczona, aby można było na nią wejść, więc na zewnątrz czekało wiele tysięcy osób. Jednakże ewakuacja postępowała spokojnie już od wielu godzin, zorganizowana i prowadzona przez Włada i Ursulę oraz dużą grupę bogdanowistów. Na wszystkie trzy tory magnetyczne stale wjeżdżały pociągi, przybywając ze wschodu, południa i zachodu. Zabrawszy ładunek, natychmiast odjeżdżały. Na horyzoncie latały sterówce. Populacja Burroughs od razu podzieliła się na grupy — niektórzy mieli udać się do Elysium, inni do Hellas i dalej na południe do Hiranyagarbha i Christianopolis, jeszcze inni do małych miast leżących na drodze do Sheffield, łącznie z Underhill.

Czekali więc na swoją kolej. W świetle świtu można było zauważyć, że oczy wszystkich osób są bardzo przekrwione, co powodowało — wraz z oblepionymi pyłem maskami ciągle przykrywającymi usta — że ludzie sprawiali wrażenie dzikich i osobliwie krwiożerczych indywiduów. Okulary ochronne naprawdę przydałyby się na takie spacery po otwartej przestrzeni.

W końcu Zeyk i Marina zaczęli eskortować ostatnią grupę na stację. W tej chwili całkiem sporo przedstawicieli pierwszej setki odnajdywało się i gromadziło przy jednej ze ścian: trafiali tu, jak gdyby przyciągani magnetyzmem, który zawsze ich łączył w sytuacjach kryzysowych. Wreszcie, gdy ostatnia grupa wchodziła do środka, było ich tu wielu: Maja i Michel, Nadia, Sax i Ann, Wład, Ursula, Marina, Spencer, Iwana, Kojot…

Przy torach magnetycznych Jackie i Nirgal kierowali ludzi do pociągów, machając rękami jak dyrygenci i wspomagając tych, którym w ostatniej chwili odmówiły posłuszeństwa nogi. Pierwsza setka wychodziła na peron razem. Maja zlekceważyła Jackie, kiedy przechodziła obok niej w drodze do pociągu. Nadia wsiadła za Mają, za nimi podążyli inni. Zeszli do centralnego przejścia, mijając wszystkie te szczęśliwe dwubarwne twarze — na górze brązowe od pyłu, czyste wokół ust. Na podłodze leżało kilka brudnych masek, jednak większość osób trzymała je zaciśnięte kurczowo w rękach.

Na ekranach na początku każdego wagonu pokazywano aktualny obraz sytuacji z jakiegoś sterowca, który wisiał nad Burroughs. Tego ranka miasto stało się już morzem pokrytej lodem wody — przeważał lód, chociaż wszędzie widoczne były czarne płony. Ponad tym nowym morzem stało dziewięć płaskowzgórzy dawnego miasta, które obecnie zmieniły się w dziewięć wysepek w postaci niezbyt wysokich skalnych ścian; ponad brudnym lodowym gruzem naprawdę przedziwnie wyglądały umieszczone na wierzchołkach ogrody.

Nadia oraz inni przedstawiciele pierwszej setki podążyli za Mają przez kolejne wagony aż do ostatniego. Tam Maja odwróciła się, ogarnęła wzrokiem ich wszystkich, wypełniających ostatni mały przedział pociągu i powiedziała:

— Hej, czy on jedzie do Underhill?

— Do Odessy — odpowiedział jej Sax.

Uśmiechnęła się.

Ludzie wstawali i odchodzili na przód pociągu, dzięki czemu starzy mogli razem usiąść w ostatnim przedziale, a członkowie pierwszej setki nie odmawiali tej grzeczności. Dziękowali tamtym i zajmowali ich miejsca. Wkrótce potem zapełniły się przedziały przed nimi; zaczęły się także zapełniać przejścia między siedzeniami. Wład powiedział coś o kapitanie, który jako ostatni opuszcza tonący okręt.

Nadia uznała to stwierdzenie za przygnębiające. Była teraz naprawdę znużona; nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz spała. Lubiła Burroughs i kojarzyło jej się ono z wieloma godzinami spędzonymi na budowaniu… Przypomniała sobie, co Nanao mówił o Sabishii. Burroughs również mocno tkwiło im w głowach. Być może kiedy linia brzegowa nowego oceanu ustabilizuje się, będą mogli zbudować kolejne Burroughs, w każdym dowolnym miejscu na planecie.

Co do chwili obecnej — po drugiej stronie wagonu siedziała Ann, a Kojot szedł do ich grupy przejściem między siedzeniami, zatrzymując się, by przycisnąć twarz do szyby i dać znak kciukiem w górę Nirgalowi i Jackie, którzy ciągle jeszcze znajdowali się na stacji. Teraz oboje wsiedli do pociągu, do któregoś z przednich wagonów, oddalonego o wiele innych od ich ostatniego. Michel śmiał się z czegoś, co powiedziała Maja, a Ursula, Marina, Wład, Spencer — członkowie wielkiej rodziny Nadii — znajdowali się obok niej i byli bezpieczni, przynajmniej w tej chwili. A ponieważ ów moment był wszystkim, co mieli… Nadia poczuła, że zapada się w swój fotel. Czuła w suchych, płonących oczach, że zaśnie za kilka minut. Pociąg wolno ruszył.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zielony Mars»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zielony Mars» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Kim Robinson - Blauer Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Grüner Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Roter Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Błękitny Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la bleue
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la verte
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la rouge
Kim Robinson
Kim Robinson - Red Mars
Kim Robinson
libcat.ru: книга без обложки
Kim Robinson
Kim Robinson - Blue Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Green Mars
Kim Robinson
Kim Stanley Robinson - Green Mars
Kim Stanley Robinson
Отзывы о книге «Zielony Mars»

Обсуждение, отзывы о книге «Zielony Mars» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x