Kim Robinson - Zielony Mars

Здесь есть возможность читать онлайн «Kim Robinson - Zielony Mars» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1998, ISBN: 1998, Издательство: Prószyński i S-ka, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zielony Mars: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zielony Mars»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Kontynuacja 3-tomowego cyklu o kolonizacji Czerwonej Planety. W pierwszej części, zatytułowanej Czerwony Mars, autor przedstawił technologiczne aspekty ogromnego przedsięwzięcia i jego implikacje społeczne. Bohaterowie drugiej części cyklu przystępują do terraformowania planety. Minęło całe pokolenie, od kiedy pierwsi osadnicy pojawili się na Marsie. Teraz próbują przeobrazić w zielony raj czerwoną, kamienną pustynię. Od tej chwili, niczym za sprawą jakiegoś sekretnego impulsu, wszechogarniająca zielona siła mknęła jak błyskawica i wkrótce cały Mars pulsował już od viriditas. Trzecia część trylogii to Błękitny Mars.

Zielony Mars — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zielony Mars», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

— Upewnijcie się, że wojska bezpieczeństwa nie mają kłopotów w porcie kosmicznym — powiedziała, niezdolna opanować gniewu. — Trzymajcie się od nich z dala.

Mniej więcej dziesięć minut później jej nadgarstek zapikał.

— Wiem — powiedział szorstko głos Ann. I to była cała jej odpowiedź.

Teraz, kiedy znajdowali się poza miastem, Maja była pełna optymizmu.

— Zacznijmy iść — krzyknęła. — Do Stacji Libijskiej czeka nas długa droga, a minęła już prawie połowa dnia.

— To prawda — przytaknęła Nadia. A wielu ludzi już wyruszyło, kierując się do toru magnetycznego, który biegł ze Stacji Południowej Burroughs, a potem podążając przy nim na południe, w górę, po zboczu Wielkiej Skarpy.

No więc wyszli z miasta. Nadia co jakiś czas przestawała zachęcać idących do wysiłku, a wówczas często się odwracała i spoglądała na Burroughs, na dachy i ogrody trwające pod przezroczystą bańką namiotu, w świetle słonecznym połowy dnia — na ten zielony mezokosmos, który przez tak długi czas stanowił stolicę ich świata. Teraz rdzawoczarna, nakrapiana lodem woda pędziła niemal wszędzie wokół muru miasta, a szeroki pas brudnych gór lodowych spływał z niskiej fałdy na północny wschód, sącząc się ku miastu w coraz bardziej rozszerzającym się potoku i wypełniał powietrze rykiem, który jeżył idącym włosy na karku: grzmiące Marineris…

Kraina, którą przemierzali uciekinierzy, była porośnięta niskimi roślinkami, przeważnie tundrowym mchem i kwiatami alpejskimi, ze sporadycznymi kępkami lodowych kaktusów, przypominających czarne kolczaste hydranty przeciwpożarowe. Komary i muchy, zaniepokojone dziwną inwazją, brzęczały w powietrzu nad głowami ludzi. Było cieplej niż rano, temperatura rosła szybko; wydawało się, że jest trochę powyżej zera:

— Dwieście siedemdziesiąt dwa! — odkrzyknął Nirgal, kiedy Nadia, spytała go w przelocie. Przebiegał obok niej co kilka minut, pędząc potem znowu na przód lub na tyły tłumu. Nadia sprawdziła w komputerze na nadgarstku: rzeczywiście, temperatura wynosiła dwieście siedemdziesiąt dwa stopnie Kelvina. Wiał bardzo lekki wiatr południowo-zachodni. Z komunikatów meteorologicznych wynikało, że strefa wysokiego ciśnienia pozostanie nad Isidis przynajmniej jeszcze przez następny dzień.

Ludzie szli w małych grupach, w trakcie marszu mieszając się ze sobą, tak że przyjaciele, współpracownicy i znajomi pozdrawiali się nawzajem, jednocześnie poruszając się naprzód; często zaskakiwały ich znajome głosy wydobywające się spod masek, znajome oczy między maskami a kapturem lub czapką. Znad tłumu podnosiła się rozproszona, zamrożona chmura: masowe wydychanie, szybkie spalanie w słońcu. Wcześniej rovery z armią „czerwonych” nadjechały z obu stron miasta, spiesząc, aby się oddalić od powodzi; teraz sunęły naprzód powoli, a wyznaczone jednostki rozdawały wśród idących buteleczki z gorącymi napojami. Nadia obrzucała ich piorunującymi spojrzeniami, wypowiadając ciche przekleństwa za zasłaniającą jej usta maską, ale jeden z „czerwonych” dostrzegł przekleństwo w jej oczach i powiedział z irytacją:

— Nie wiesz, że to nie my rozbiliśmy dajkę? To partyzanci „Naszego Marsa”. To Kasei.

I pojechał dalej.

Zdecydowano, że wąwozy na wschód od toru magnetycznego używane będą jako latryny. Doszli już tak wysoko, że ludzie często się zatrzymywali, aby spojrzeć za siebie na dziwnie opustoszałe miasto i na jego nową fosę ciemnordzawej, zatkanej lodem wody. Grupy tubylców skandowały podczas marszu fragmenty areofanii i gdy Nadia słuchała tych śpiewów, jej serce ściskało się; nagle wymamrotała:

— Wróć, Hiroko, niech cię diabli, proszę… wróć i to dzisiaj.

Dostrzegła Arta i podeszła do jego boku. Rzucał jakieś szybkie komentarze w nadgarstek; najwyraźniej wysyłał wiadomości do jakiegoś konsorcjum informacyjnego na Ziemi.

— Och, tak — odparł scenicznym szeptem, kiedy Nadia go spytała. — Żyjemy. To naprawdę dobry film wideo, jestem pewien. A tamci mogą to powiązać ze scenariuszem powodziowym.

Bez wątpienia. Miasto wraz ze swoimi płaskowzgórzami teraz zostało otoczone czarną, zaklinowaną lodem wodą, która lekko parowała. Jej powierzchnia była niespokojna, krawędzie kipiały szaleńczo od saturacji, a kiedy fale spływały z północy, hałas przypominał łoskot fal podczas sztormu… Powietrze miało obecnie temperaturę nieco powyżej punktu zamarzania i falująca woda pozostawała płynna, nawet kiedy trwała w bezruchu i mimo że pokrywał ją unoszący się lodowy gruz. Nadia nigdy wcześniej nie widziała niczego, co silniej uświadomiłoby jej fakt, jak bardzo przeobrazili tę atmosferę — ani rośliny, ani błękitnienie koloru nieba, ani nawet aktualna możliwość obnażenia oczu i oddychania za pomocą jedynie cienkich masek, nigdy nie powiedziały jej więcej. Widok wody zamarzającej podczas potopu marineryjskiego — zmieniającej się z czarnej w białą w ciągu dwudziestu sekund lub nawet w krótszym czasie — oznaczał dla niej więcej niż przypuszczała. Mieli teraz na Marsie otwartą wodę! Niska szeroka fałda, na której znajdowało się Burroughs, wyglądała jak ogromna Zatoka Fundy o największych na świecie przypływach i odpływach.

Ludzie krzyczeli i ich głosy wypełniały rzadkie powietrze jak ptasia pieśń ponad niskim continuo powodzi. Nadia nie pojmowała przyczyny tych krzyków; potem zrozumiała, gdy dostrzegła w porcie kosmicznym jakiś ruch.

Port kosmiczny umieszczony był na szerokim płaskowyżu na północny zachód od miasta i ludność Burroughs, stojąc tak wysoko na zboczu, mogła go doskonale obserwować. Nagle otworzyły się wielkie drzwi największego hangaru portu kosmicznego i z garażu wytoczyło się jeden po drugim pięć ogromnych kosmolotów: widok był groźny, w jakimś sensie militarnym. Maszyny zakołowały do głównego terminalu portu kosmicznego, a lotnicze chodniki rozszerzyły się i zamknęły na boki. Potem nic się już nie działo, więc uciekinierzy przez prawie całą następną godzinę podchodzili ku pierwszym prawdziwym wzgórzom Wielkiej Skarpy, aż — mimo że znaleźli się wyżej — port kosmiczny wraz z torami startowymi i dolne połówki hangarów znalazły się za wodnistym horyzontem. Słońce tkwiło teraz dobrze na zachodzie.

Uwaga idących skupiła się na samym mieście, bowiem woda przedarła się już przez ścianę namiotu na wschodnim boku Burroughs i wpłynęła ponad zwieńczeniem muru przez Bramę Południowo-Zachodnią, w miejscu, gdzie wcześniej sami uchodźcy przecięli namiot. Wkrótce powódź zalała Park Księżnej, Park nad Kanałem oraz Niederdorf, dzieląc miasto na dwie części, a potem powoli podniosła się w bocznych alejach, pokrywając dachy w niżej położonej części miasta.

W środku tego spektaklu, na niebie ponad płaskowyżem, pojawił się jeden z dużych odrzutowców. Wydawało się, że leci zbyt powoli, tak jak zawsze się dzieje z dużymi samolotami przelatującymi nisko nad ziemią. Maszyna leciała w kierunku południowym, toteż w oczach ludzi stojących na ziemi stawała się coraz większa, mimo że pozornie nie widzieli, jak nabierała prędkości, aż w końcu dotarło do nich niskie dudnienie jej ośmiu silników i samolot przesunął się nad głowami zgromadzonych z nieprawdopodobnie powolną niezdarnością trzmiela. Kiedy się oddalał na zachód, nad portem kosmicznym pojawiła się następna maszyna, która przesunęła się nad zalanym wodą miastem, później nad ludźmi, po czym odleciała w tym samym kierunku, co pierwsza. W ten sam sposób przeleciało nad nimi pięć samolotów, a każdy następny wyglądał równie mało aerodynamicznie jak poprzedni, aż wreszcie ostatni przesunął się nad głowami zgromadzonych i zniknął za zachodnim horyzontem.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zielony Mars»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zielony Mars» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Kim Robinson - Blauer Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Grüner Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Roter Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Błękitny Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la bleue
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la verte
Kim Robinson
Kim Robinson - Mars la rouge
Kim Robinson
Kim Robinson - Red Mars
Kim Robinson
libcat.ru: книга без обложки
Kim Robinson
Kim Robinson - Blue Mars
Kim Robinson
Kim Robinson - Green Mars
Kim Robinson
Kim Stanley Robinson - Green Mars
Kim Stanley Robinson
Отзывы о книге «Zielony Mars»

Обсуждение, отзывы о книге «Zielony Mars» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x