Robert Silverberg - Stochastyk

Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Silverberg - Stochastyk» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Gdańsk, Год выпуска: 1993, ISBN: 1993, Издательство: Gold, RYT, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Stochastyk: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Stochastyk»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Kiedy przeszłość krzyżuje się z przyszłością…
Nowy York. Ostatnie miesiące XX wieku. Lew Nicholas — ekspert w dziedzinie prognozowania przyszłości — osiągnął pozycję szarej eminencji, „twórcy królów”, człowieka, który mógłby doprowadzić Paula Quinna do Białego Domu w roku 2004.

Stochastyk — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Stochastyk», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Trafiały mi się więc niekiedy odszkodowania.

Postępuj według scenariusza, chłopcze. Nie zadawaj żadnych pytań.

Ubierałem się dziwacznie. Regularnie skrobałem sobie czaszkę. Musiałem cierpieć, ponieważ swędziała mnie broda, ale po jakimś czasie przestałem zwracać na to uwagę. Wysyłałem burmistrza na obiady i kolacje w dziwnym towarzystwie potencjalnie wpływowych polityków. Postępowałem według scenariusza, tak mi dopomóż Bóg.

Na początku października Carvajal powiedział:

— A teraz powinieneś wystąpić o rozwód.

29

„Rozwód” — powiedział Carvajal w rześką, jasnoniebieską, październikową środę, w dniu uschniętych, żółtych, przedwcześnie opadających klonowych liści, tańczących na ostrym, zachodnim wietrze. „Powinieneś wystąpić teraz o rozwód, powinieneś przygotować zakończenie swojego małżeństwa”.

Środa, szósty października 1999 roku, do końca wieku już tylko osiemdziesiąt sześć dni, chyba że jako puryści utrzymujecie — kierując się logiką, a nie emocjami — że nowe stulecie właściwie rozpocznie się dopiero pierwszego stycznia 2001 roku. W każdym razie do zmiany cyfry pozostało osiemdziesiąt sześć dni. „Gdy zmienią się cyfry — powiedział Quinn w swym najsłynniejszym przemówieniu — wytrzyjmy do czysta tablicę i zacznijmy od nowa, pamiętając o błędach przeszłości, ale nie powtarzając ich”. Czy moje małżeństwo z Sundarą należało do błędów przeszłości? „Powinieneś teraz wystąpić o rozwód”, powiedział Carvajal, i w zasadzie nie wydawał mi kategorycznego polecenia, lecz po prostu bezosobowo stwierdzał, co musi obecnie w moim życiu nastąpić. W ten sposób nieugięta, nieunikniona przyszłość pożera nieuchronnie teraźniejszość. Dla Orville’a i Wilbura Wrightów [44] Wilbur Wright (1867–1912),Orville Wright (1871–1948)-amerykańscy konstruktorzy samolotów i piloci. W 1903 roku wykonali w Kitty Hawk (Karolina Północna), na zbudowanym przez siebie dwupłatowcu, pierwszy w historii lot silnikowy. nadszedł czas Kitty Hawk; dla Johna F. Kennedy’ego nadszedł czas Lee Harveya Oswalda; dla Lew i Sundary Nicholsów nadchodził teraz czas rozwodu, majaczącego niczym góra lodowa na horyzoncie nadciągających miesięcy — dlaczego, dlaczego, dlaczego, po co, w jakim celu, por que, pourquoi, warum? Nadal ją kochałem.

Jednak nasze małżeństwo najwyraźniej chorowało przez całe lato, eutanazja zaś stanowiła obecnie prawdopodobnie jedyny ratunek. Wszystko, co mieliśmy, rozwiało się albo popadło w ruinę. Sundara zagubiła się w rytmach i rytuałach Transgresji, oddała się całkowicie jej świętym absurdom, ja zaś pogrążyłem się głęboko w snach o mocach wizjonerskich i chociaż dzieliliśmy mieszkanie i łóżko, to jednak nie dzieliliśmy się niczym więcej. Nasz związek napędzało najsłabsze paliwo, blada benzyna nostalgii, i żyliśmy już tylko siłą rozpędu wspomnień namiętności.

Wydaje mi się, że tego ostatniego lata kochaliśmy się trzykrotnie. Kochaliśmy się! Potworny eufemizm na określenie rżnięcia, nieomal tak fatalny, jak wyrażenie najgorsze ze wszystkich — spaliśmy ze sobą. Nie było miłości w tych trzykrotnych zapasach; pociliśmy się, gnietliśmy pościel, dyszeliśmy, przeżywaliśmy nawet orgazmy, ale kochać się? Uprawiać miłość? Miłość istniała zamknięta we mnie, a może nawet i w niej, zdobyta dużo wcześniej, ukryta w specjalnym schowku, jak wino z premier cru [45] premier cru (fr.) — pierwszy, najlepszy zbiór wina. , jak odłożony, bezcenny kapitał, i kiedy ciała nasze mocowały się ze sobą podczas tych trzech lepkich, letnich nocy, to w tym momencie wcale jej nie wzbogacaliśmy, lecz korzystaliśmy po prostu z realnego i topniejącego stale konta. Żyliśmy z kapitału.

Trzy razy w ciągu trzech miesięcy. A zaledwie kilkanaście tygodni wcześniej osiągnęliśmy w miłości lepszy wynik niż ten, który powstawał kiedyś w okresie pięciu dni, ale wtedy nie zapadła jeszcze pomiędzy nami tajemnicza, szklana bariera. Była to najprawdopodobniej moja wina: nigdy już teraz jej nie dotykałem, ona zaś, działając być może pod wpływem jakiegoś Transgresyjnego przykazania, zadowalała się nie dotykając mnie. Jej prężne, gwałtowne ciało nie straciło w moich oczach nic ze swego piękna i nie byłem również rozsadzany zazdrością o jakiegoś domniemanego kochanka, bo nawet ów epizod z licencją prostytutki nie miał żadnego wpływu na moje pożądanie, żadnego, absolutnie żadnego. Gdy tylko znajdowała się w moich ramionach, wszystko, nawet to, co mogłaby robić z innymi, przestawało się liczyć. Ale ostatnio wydawało mi się, że seks pomiędzy Sundarą a mną jest nieistotny, niewłaściwy, że jest przestarzałą wymianą w wycofanej już z obiegu walucie. Nie mieliśmy sobie nic do zaoferowania poza ciałami, a ponieważ wszystkie inne poziomy naszego kontaktu zniknęły, więc kontakt cielesny stał się obecnie gorzej niż bezsensowny.

Ostatni raz kochaliśmy się, spaliśmy ze sobą, spółkowaliśmy, pieprzyliśmy się sześć dni przedtem, zanim Carvajal ogłosił wyrok śmierci na nasze małżeństwo. Nie wiedziałem wtedy, że to będzie nasz ostatni raz, choć sądzę, że powinienem, gdybym był choć w połowie tak dobrym prorokiem, jak dobrze byłem opłacany. W jaki jednakże sposób mógłbym uchwycić apokaliptyczne alikwoty i poczucie zapadającej kurtyny. Na niebie nie odzywały się nawet złowieszcze grzmoty. Był to czwartek, trzydziesty września, łagodny wieczór na styku lata i jesieni. Tego dnia wybraliśmy się do miasta ze starymi przyjaciółmi, z licencjonowaną trzyosobową grupą Caldecottów — Timem, Beth i Corinne. Kolację zjedliśmy w Bubble, a potem poszliśmy na przedstawienie gwiezdne. Tim i ja należeliśmy dawniej do tego samego klubu tenisowego i kiedyś wygraliśmy nawet turniej deblistów, co zaowocowało na tyle silnym związkiem, że od tamtej pory stale się widywaliśmy. Tim był długonogi, towarzyski, niezmiernie bogaty oraz całkowicie apolityczny, więc w czasach moich obowiązków w Ratuszu jego towarzystwo sprawiało mi niezwykłą przyjemność. Żadnych spekulacji na temat fanaberii elektoratu, żadnych ukrytych aluzji, mających trafić do Quinna, żadnych twardych analiz aktualnych trendów, tylko śmiech i wesołe zabawy. Za dużo wypiliśmy i wypaliliśmy za dużo kości, potem rozpoczęliśmy pięciodrogowy flirt i przez pewien czas wyglądało na to, że wyląduję w łóżku z jakąś parą z tria Caldecottów, najprawdopodobniej z Timem i złotowłosą Corinne, a Sundara zlegnie z pozostałym członkiem grupy. Jednak w miarę rozwoju wieczornych wydarzeń zacząłem odbierać silne sygnały wysyłane ku mnie przez Sundarę. A kuku! Czy tak się upaliła, że zapomniała, iż jestem tylko jej mężem? Czy folgowała Trangresyjnemu procesowi nieprzewidywalności? A może ostatni raz rżnęliśmy się już tak dawno temu, że wydawałem się jej kuszącą nowością? Nie wiem. I nigdy nie będę wiedział. Ale ciepło jej przelotnych spojrzeń wywołało między nami pulsujący światłem rezonans, który rychło przerodził się w żar i wtedy wesoło i delikatnie przeprosiliśmy Caldecottów i wyszliśmy. Są tak naturalnymi arystokratami wrażliwości, że nie było między nami żadnych urazów, żadnego domniemania niechęci, i pożegnaliśmy się z wdziękiem, rozmawiając o jak najszybszym ponownym spotkaniu, po czym Sundara i ja popędziliśmy do domu. Wciąż rezonując i wciąż pełni żaru.

Nie stało się nic, co mogłoby nam zepsuć nastrój. Zrzuciliśmy ubrania i przysunęliśmy się bliżej siebie. Tego wieczoru zrezygnowaliśmy z wyszukanych rytuałów gry wstępnej rodem z Kamasutry; Sundara była rozpalona, ja też, więc parzyliśmy się po prostu jak zwierzęta. Kiedy w nią wszedłem, wydała dziwne, szybkie i drżące westchnienie, chrapliwy dźwięk, który pozornie zawierał kilka nut jednocześnie, jak dźwięk jednego z tych hinduskich instrumentów, strojonych tylko w tonacjach minorowych i wydających smutne, brzęczące zlepki modalnych tonów. Być może wiedziała, że to już ostatnie połączenie naszych ciał. Poruszałem się nad nią mając pewność, że ten stosunek nikomu nie może przynieść szkody; jeżeli kiedykolwiek postąpiłem według scenariusza, to właśnie wtedy, bez premedytacji, bez kalkulacji, nie oddzielając swego czynu od świadomości — byłem ruchomym punktem na powierzchni kontinuum; figura i jej podstawa stały się splątane i nierozróżnialne, znakomicie harmonizujące z wibracjami tej chwili. Leżałem na niej ściskając ją w ramionach w klasycznej, zachodniej pozycji, którą w ramach naszego wspólnego, orientalnego repertuaru rzadko przyjmowaliśmy. Czułem, że moje plecy i ramiona są tak mocarne, jak gdyby były z damasceńskiej stali, wytrzymałe niczym najwyżej spolimeryzowany plastik, i kołysałem się w górę i w dół, w górę i w dół, w górę i w dół pewnymi, spokojnymi pchnięciami, unosząc ją jak na wykładanej klejnotami maszynerii ku wciąż wyższym poziomom wrażliwości, dokąd nieprzypadkowo wznosiłem się również i ja. To było perfekcyjne rżnięcie, zrodzone ze zmęczenia, rozpaczy, odurzenia i zakłopotania, rodzaj straceńczej kopulacji. Nie było powodu, dla którego nie miałaby ona trwać do rana. Sundara przywarła do mnie mocno, idealnie dostosowując się do moich ruchów. Kolana podciągnęła niemal na piersi i kiedy przebiegałem palcami po atłasie jej skóry, napotykałem ciągle chłodny metal Transgresyjnego emblematu, który nosiła przywiązany na udzie. Nie zdejmowała go nigdy, nigdy, ale nawet ta blaszka nie zakłóciła naszej doskonałości.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Stochastyk»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Stochastyk» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Robert Silverberg - He aquí el camino
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Rządy terroru
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Poznając smoka
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Old Man
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Nature of the Place
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Reality Trip
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Songs of Summer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - The Secret Sharer
Robert Silverberg
Robert Silverberg - Good News from the Vatican
Robert Silverberg
libcat.ru: книга без обложки
Robert Silverberg
Отзывы о книге «Stochastyk»

Обсуждение, отзывы о книге «Stochastyk» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.