Bill Browder - Czerwony alert
Здесь есть возможность читать онлайн «Bill Browder - Czerwony alert» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 2015, ISBN: 2015, Издательство: Sonia Draga, Жанр: Биографии и Мемуары, stock, Политика, Публицистика, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Czerwony alert
- Автор:
- Издательство:Sonia Draga
- Жанр:
- Год:2015
- ISBN:978-837-999-2539
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Czerwony alert: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czerwony alert»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Czerwony alert — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czerwony alert», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Tego ranka, dziobiąc widelcem wieprzową parówkę, zerknąłem nad stolikiem na gazetę Leszka. Z początku myślałem, że mój tłumacz studiuje dział ogłoszeń, ale potem przyjrzałem się dokładnie. W małych rubryczkach widniały liczby — dane finansowe — a otaczały je słowa, których znaczenia nie rozumiałem.
— Co to jest? — zapytałem, pochylając się nad gazetą.
— To pierwsze prywatyzacje w Polsce — wyjaśnił Leszek z dumą.
Słyszałem, że Polacy prywatyzują należące wcześniej do państwa spółki, ale byłem tak pochłonięty problemami Autosana, że w ogóle nie zwracałem na to uwagi.
— To interesujące… Co to za liczba? — zapytałem, wskazując rubrykę na górze strony.
— To jest kurs giełdowy akcji.
— A ta?
— To jest dochód spółki z ubiegłego roku.
— A to tutaj?
— To jest liczba akcji oferowanych do sprzedaży.
Szybko przeprowadziłem w myślach kilka obliczeń. Spółka, której wartość na podstawie kursu akcji wynosiła 80 milionów dolarów, w zeszłym roku zarobiła 160 milionów. Oznaczało to, że polski rząd sprzedawał tę spółkę za połowę jej zeszłorocznego dochodu. Ujmując rzecz prościej, wystarczyło zainwestować w tę spółkę i utrzymać się na rynku przez pół roku, żeby odzyskać swój wkład.
Jeszcze raz wypytałem dokładnie o wszystko, aby się upewnić, że niczego nie przeoczyłem. Wszystko się zgadzało. To było niesłychanie interesujące. Poddaliśmy takim samym kalkulacjom kilka innych przedsiębiorstw opisanych w gazecie i wyniki okazały się zbliżone.
Nigdy w życiu nie kupowałem akcji, ale wieczorem, leżąc w łóżku, nie mogłem przestać myśleć o prywatyzacji polskich spółek. Muszę to zrobić. Czyż nie po to właśnie poszedłem do szkoły biznesu ?
Cały mój majątek wynosił wówczas dwa tysiące dolarów. Zadzwoniłem do Johna Lindquista, by się upewnić, że żadna klauzula nie zabrania mi kupowania akcji, a następnie postanowiłem zainwestować wszystkie swoje pieniądze. Poprosiłem Leszka o pomoc. W czasie przerwy na lunch poszliśmy do lokalnego banku, gdzie zamieniłem pieniądze na złotówki, a potem udaliśmy się na pocztę, żeby wypełnić formularze rejestracyjne. Była to tak skomplikowana operacja, że Leszek musiał cztery razy podchodzić do okienka i dopytywać, co mam wpisać w poszczególne rubryki. W końcu jednak mi się udało i tak oto wziąłem udział w pierwszej prywatyzacji w Europie Wschodniej.
W połowie grudnia wróciłem do Londynu, aby przygotować ostateczne zalecenia dla Autosana i Banku Światowego, które mieliśmy przedstawić po świętach. Szarpałem się w rozterce. Z mojej analizy wynikało, że chcąc się utrzymać na rynku, spółka musi zwolnić znaczną część swojej załogi. Jednak spędziłem z tymi ludźmi sporo czasu i zdawałem sobie sprawę, że masowe zwolnienia będą dla nich silnym ciosem. Nie miałem pojęcia, jak niektórym z nich uda się przeżyć. Pomyślałem o Leszku oraz jego licznej rodzinie i przed oczyma stanęły mi trudności, które już i tak musieli znosić. Miałem zalecić spółce redukcję etatów, ale chciałem jakoś złagodzić ten cios. Koncepcję zwolnień postanowiłem przedstawić w naszym projekcie jako jedną z „opcji strategicznych”, wciąż łudząc się nadzieją, że polski rząd rozważy drugą opcję, czyli dofinansowanie Autosana.
Jednak gdy Wolfgang zobaczył „złagodzony” efekt mojej pracy, wpadł w furię.
— Co to za gówno?
— To są ich możliwości wyboru.
— Czyś ty zgłupiał, Browder? Oni nie mają żadnego wyboru. Muszą wszystkich zwolnić.
Wolfgang okazał się skończonym draniem, ale przynajmniej zaczął poprawnie wymawiać moje nazwisko. Kazał mi usunąć wszystkie opcje strategiczne, a następnie przekazać projekt innemu konsultantowi do analizy. BCG miała zalecić Autosanowi zwolnienie większości załogi.
Po powrocie do Sanoka Wolfgang nalegał, abym to ja zaprezentował nasze wnioski. W największej sali konferencyjnej Autosana zasiadły delegacje BCG i Banku Światowego oraz cały zarząd spółki. Zgaszono światło i uruchomiłem projektor, w którym czekały przygotowane slajdy. Pierwszy z nich przedstawiał ogólny poziom redukcji personelu. Dały się słyszeć dobiegające z sali głośne westchnienia. Następnie opisałem nasze zalecenia. Leszek nerwowo tłumaczył zdanie po zdaniu. Z każdym kolejnym slajdem oszołomienie zebranych słabło, ustępując miejsca narastającemu wzburzeniu. Ludzie zaczęli na każdym kroku podważać moje słowa. Przedstawiciele Banku Światowego zerkali na Johna i Wolfganga w nadziei, że uda im się opanować sytuację, oni jednak milczeli, unikając wzroku swoich klientów. Gdy skończyłem, przeszywały mnie pełne wściekłości spojrzenia. Tylko dyrektor naczelny zachował spokój, a w jego oczach malował się wyraz głębokiego rozczarowania.
Miałem być rycerzem w lśniącej zbroi niosącym ocalenie zagrożonej fabryce, tymczasem okazałem się zdrajcą. Przepełniała mnie mieszanina gniewu, zwątpienia i upokorzenia. Może jednak Europa Wschodnia nie była odpowiednim miejscem dla mnie.
Opuszczając Polskę, jedno wiedziałem na pewno — nie chciałem już więcej mieć nic wspólnego z doradztwem.
Przez kilka kolejnych miesięcy rozmyślałem wiele o Autosanie, zastanawiając się, czy w którymś momencie mogłem postąpić inaczej. Nawiązanie kontaktu z tymi ludźmi było prawie niemożliwe, ale później dotarło do mnie, że polski rząd całkowicie zignorował rady BCG i nadal dofinansowywał fabrykę autobusów. Zazwyczaj konsultanci mają nadzieję, że ich zalecenia zostaną wypełnione, jednak w tym wypadku byłem szczęśliwy, że stało się odwrotnie.
Z Polską łączyły mnie już tylko moje akcje, których kurs regularnie sprawdzałem. Ich wartość wciąż rosła i z każdym punktem procentowym utwierdzałem się w przekonaniu, że odnalazłem swoje powołanie. Tym, co tak naprawdę chciałem robić, było inwestowanie w prywatyzujące się spółki Europy Wschodniej.
Jak się okazało, nie mogłem lepiej trafić. W ciągu następnego roku dwukrotnie obserwowałem, jak mój kapitał się podwaja. Ostatecznie wartość moich lokat wzrosła prawie dziesięć razy. Dla niewtajemniczonych, takie dziesięciokrotne przebicie dostarczało wrażeń będących finansowym odpowiednikiem palenia kraku. Gdy raz spróbujesz, ciągle masz ochotę na więcej i nie potrafisz przestać.
Rozdział 5
Czech bez pokrycia
Teraz wiedziałem już dokładnie, czym chcę się zajmować w życiu — była to jednak dziedzina, która jeszcze nie istniała. Chociaż zniesiono żelazną kurtynę, nikt nie chciał inwestować pieniędzy w Europie Wschodniej. Wiedziałem, że to w końcu się zmieni, jednak póki co najlepszym wyjściem dla mnie było kontynuowanie pracy w BCG — zakładając, że po klęsce w Sanoku pozwolą mi zostać.
Po powrocie z Polski starałem się nie rzucać nikomu w oczy, licząc, że Wolfgang nie przedłożył sugestii, by mnie zwolniono. Musiał jednak o mnie zapomnieć albo miał za dużo na głowie, bo nikt nie przyszedł do mojego biura z wymówieniem. Dopiero pod koniec stycznia 1991 roku, kiedy John Lindquist zaproponował mi, abym razem z nim napisał artykuł, przekonałem się, że nic mi nie grozi. Gdyby chcieli się mnie pozbyć, jeden z ważniejszych ludzi w firmie nie zapraszałby mnie do współpracy.
Artykuł miał dotyczyć inwestycji w Europie Wschodniej i John zamierzał go polecić miesięcznikowi finansowemu „Mergers & Acquisitions Europe”. Zapoznałem się z tym czasopismem i zauważyłem, że ma bardzo niski nakład, ale niewiele mnie to obeszło. Byłem gotów wykorzystać każdą możliwość, która pozwoli mi stać się ekspertem od inwestycji w tamtym regionie.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Czerwony alert»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czerwony alert» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Czerwony alert» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.