– Chyba powinnaś wiedzieć, że rozmawiała z detektywem Paglią.
– Cholera jasna. Niczego i nikogo nie zostawi w spokoju. Co ona zamierza? Będzie mnie śledzić do końca życia, żeby móc mnie w końcu przygwoździć? To, co robię, jest wyłącznie moją sprawą. Niech się do tego nie miesza.
– Posłuchaj, to nie był mój pomysł. Jeśli jesteś wkurzona, wyżywaj się na niej.
– Masz rację. – Przez chwilę próbowała się opanować. Kiedy znów się odezwała, w jej tonie więcej było rezygnacji niż gniewu. – Chodźmy stąd. Nie ma sensu moknąć na tym deszczu.
Przeszłam za nią przez furtkę. Weszłyśmy na schodki i schroniłyśmy się przed deszczem na werandzie. Złożyłam parasol i strząsnęłam z niego krople wody.
– Chyba nie ma sensu udawać, że nie spotkałaś mnie tu dzisiaj.
– Nie podoba mi się to równie mocno jak tobie.
– Wiesz, przez cały ten czas, kiedy byłam żoną Dowana, Fiona robiła wszystko, żeby zamienić moje życie w piekło. Ile jeszcze mogę znieść?
– Nie ona jedna słyszała plotki o Clincie.
– A od kogo się o tym dowiedziała? Od Dany Glazier, to pewne. Ależ z niej wredna suka.
– Ludzie lubią gadać. Wcześniej czy później cała sprawa musiała wyjść na jaw.
– Boże święty. Wiesz co? Nie ma takiego prawa, które zabraniałoby mi odwiedzać przyjaciela. Może więc wrócisz do niej i powiesz, żeby się w końcu ode mnie odpieprzyła. – Machnęła zniecierpliwiona dłonią, zła na samą siebie. – Nie, daj spokój. Po co dolewać oliwy do ognia? Clint był moim trenerem. Dźwigaliśmy razem ciężary. I tyle. Poza tym nic nas nigdy nie łączyło. Jeśli mi nie wierzysz, możesz go sama o to zapytać. Z przyjemnością tutaj poczekam.
– A co to udowodni? Jestem pewna, że okaże się dżentelmenem i nie piśnie ani słówka.
– Czy ty nie przyjaźnisz się z żadnym mężczyzną? Czy każdy związek mężczyzny i kobiety musi od razu opierać się na seksie?
– O nic cię nie oskarżam. Mówię ci tylko, jak to wszystko wygląda. Cała okolica huczała od plotek. Fiona widziała tu wczoraj twój samochód, a dziś też tu jesteś.
Rzuciła mi przelotne spojrzenie i wyglądało na to, że w końcu podjęła decyzję.
– Wejdź do środka, a ja dokonam oficjalnej prezentacji.
– Po co miałabym to robić?
– Czemu nie? Skoro już tu jesteś. A tak przy okazji, kiedy wczoraj przeglądałam ubrania Dowana, znalazłam jego paszport. Tkwił nadal w wewnętrznej kieszonce płaszcza, który nosił ubiegłej jesieni w Europie.
– No, to jeden problem mamy z głowy. Czy to jego? – Wskazałam na koszule, które trzymała w ręce.
– Komuś mogą się jeszcze przydać.
Otworzyła drzwi kluczem, który, jak zauważyłam, nosiła na swoim breloczku. Przepuściła mnie przed sobą. Nie wiem, dlaczego czułam się zakłopotana, ale tak było w istocie.
Salonik przypominał dawne bawialnie, z miękką beżową sofą o półokrągłym oparciu, paroma stolikami i krzesłami w stylu królowej Anny. Na każdym meblu leżała dziergana ręcznie serwetka, która miała stanowić ochronę przed kurzem i tłustymi plamami. W kącie stał duży zegar, a wszędzie pełno było najróżniejszych drobiazgów: dzbanuszków, bibelotów z porcelany, fotografii w ozdobnych ramkach przedstawiających dawno zmarłych członków rodziny. Crystal zajrzała przelotnie do pokoju, po czym skierowała się przez kuchnię w stronę oszklonej werandy. Clint siedział wyciągnięty na przypominającym szezlong fotelu i patrzył na podwórko. Crystal położyła stosik koszul na niskim stoliku i pocałowała go lekko w czoło.
– Przyniosłam ci parę koszul i przyprowadziłam też znajomą. Pamiętasz Kinsey? Trenuje w twojej siłowni.
Początkowo pomyślałam, że to nie może być Clint, że ktoś musiał popełnić straszliwy błąd. Jednak to był on. Nie wiedziałam, na jaką chorobę zapadł, ale zmalał i skurczył się nie do poznania. Cierpiał na przykurcz rąk i zanik mięśni tak poważny, że ledwo mógł poruszać głową. Wychudły, miał podpuchnięte zaczerwienione oczy, jakby ktoś wymierzył mu niezły cios. Dostrzegłam też mocno naciągniętą skórę na czole i ramionach, po czym szybko odwróciłam wzrok. Przez okno widziałam krzepkiego starszego mężczyznę, który pracował na podwórku, podwiązując pnącza. Najprawdopodobniej był to ojciec Clinta, który odebrał telefon, gdy dzwoniłam.
– Wpadłyśmy na siebie przypadkiem i Kinsey zapytała o ciebie – wyjaśniła Crystal.
– Jak się miewasz? – spytałam, czując się jak idiotka. Najwyraźniej nie miewał się dobrze i mógł już nigdy nie poczuć się lepiej.
– Clint cierpi na chorobę tkanki łącznej. To zapalenie skórno-mięśniowe. W jego przypadku ma bardzo ostry przebieg. Nikt nie wie, co je wywołało. Ciągnie się już od… końca stycznia, prawda? – kierowała swoje uwagi do niego, jakby szukając potwierdzenia. – Lekarze mieli nadzieję, że nastąpi remisja, więc zalecili mu odpoczynek.
– Dlatego wynajął domek Glazierów?
– Tak. Chciałam go mieć blisko siebie, żeby móc się nim opiekować. Kiedy wygasła umowa najmu, najlepszym rozwiązaniem był powrót do rodziców. – Pochyliła się do niego. – Gdzie jest twoja mama? Wyszła?
Clint mruknął coś niewyraźnie, ale ona zrozumiała jego bulgoczące słowa, prawdopodobnie dlatego, że przez minione osiem miesięcy śledziła jego pogarszający się stan.
– Dlaczego nie powiedzieliście nikomu, co się naprawdę dzieje?
– Clint prosił mnie, żebym tego nie robiła, a ja uszanowałam jego wolę. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
– Będę musiała powiedzieć o tym Fionie.
– Oczywiście – odparła. – Za to ci przecież płaci. Dziwię się, że w ogóle o tym wspomniałaś.
– Może upłynąć sporo czasu, zanim wreszcie da ci spokój.
Crystal uśmiechnęła się do Clinta, który patrzył na nią jak wierny pies.
– Wszystko się wydało – powiedziała. – Pamiętasz byłą żonę Dowa? Doszła w końcu do wniosku, że łączy nas namiętny romans, a Kinsey przyłapała nas na gorącym uczynku.
Czułam, że się rumienię. Clintowi żart najwyraźniej bardzo się spodobał, a ja nie mogłam zaprotestować.
– Chyba powinnam już iść – wydusiłam wreszcie.
– Raczej tak. Goście go męczą. Odprowadzę cię do drzwi.
Kiedy szła obok mnie, czułam, jak kipi w niej gniew. Wiedziałam, że denerwuje ją, gdy ktoś narusza ich spokój.
– Bardzo mi przykro – powiedziałam.
– Nie ma sprawy.
– Czy Dow wiedział?
– Ktoś mógł mu powiedzieć. Ja na pewno nie. Ludzie zawsze chcą wierzyć w najgorsze. I na tym polega cały problem – ucięła.
Na autostradzie samochody poruszały się w ślimaczym tempie. Zapewne gdzieś przed nami doszło do wypadku. Postanowiłam wrócić do domu bocznymi ulicami, by uniknąć korków. Paliły się wszystkie latarnie, a pokryty deszczem asfalt lśnił w ich blasku jak lakierowana skóra. Zaparkowałam samochód przed domem Henry’ego. Byłam wdzięczna losowi za ten mały dar, bo dzięki temu oszczędziłam sobie długiego slalomu wśród kałuż i wilgoci. Przeszłam przez skrzypiącą bramkę i ruszyłam w stronę swojego mieszkania. Okna kuchni Henry’ego były ciemne. Prawdopodobnie siedział w tawernie Rosie, gdzie ja też wybierałam się za chwilę.
Otworzyłam drzwi. Kiedy weszłam do środka i powoli je zamykałam, ktoś popchnął je z zewnątrz tak mocno, że poleciałam bezwładnie przed siebie. Moja torba uderzyła głucho o podłogę, a breloczek z brzękiem wylądował na podłodze. Wyciągnęłam przed siebie ręce, próbując złagodzić siłę upadku. Uderzyłam o podłogę i przetoczyłam się, lecz w tej chwili Tommy Hevener chwycił mnie za włosy i pociągnął do tyłu. Gdy wpadłam na niego, osunął się niespodziewanie na podłogę, a ja wylądowałam na jego kolanach. Przewrócił mnie na plecy jak bezbronnego żółwia. Poły jego płaszcza przeciwdeszczowego rozsunęły się, ale i tak stanowiły niezłą ochronę przed moim ciosem.
Читать дальше