Crystal zamknęła już drzwi i przed domem było ciemno. Czułam wyraźnie zapach oceanu. Wokół panowała kojąca cisza. Deszcz pozostawił w powietrzu woń wodorostów, sosnowych igieł i samotności. Mogłabym przysiąc, że zmrok też ma swój własny zapach. Nie bój się być głupia, pomyślałam. Niektórzy i tak za taką cię uważają, więc co za różnica?
Podobnie jak w domu Fiony ustawiłam się w miejscu, gdzie mogło się znajdować przednie siedzenie mercedesa, gdy Dow zaparkował go przed domem tego feralnego wieczoru. Może Crystal obiecała mu coś specjalnego, może rozsnuła przed nim obietnice rozkoszy tak kuszące, że zrezygnował z wizyty u Fiony i wrócił prosto do domu. Musiał wyobrazić sobie, jak wychodzi mu na spotkanie w zwiewnej koszuli nocnej… przezroczystej i delikatnej, która unosi się na wietrze, odsłaniając jej długie nogi. Crystal wiedziała, jak wykorzystać swoje wdzięki. Rewolwer mogła przygotować wcześniej. Powiedziała policji, że mąż trzymał go w biurku w pracy lub w schowku w samochodzie. Miała dostęp do obu tych miejsc. Często przyjeżdżała przecież z Griffem do Pacific Meadows. Nawet jeśli wyszła z domu w dresie i adidasach, musiała tylko otworzyć drzwiczki mercedesa, pochylić się i zastrzelić męża, jakby obdarzała go czułym pocałunkiem. Spuszczenie samochodu do jeziora było już tylko dodatkiem do zbrodni – ryzyko, że ktoś zauważy ją na autostradzie, okazało się mniej ważne niż okazja do ostatecznego pogrążenia Fiony. Zważywszy na sumę, którą była żona miała otrzymać, policja na pewno zaliczyłaby ją do ścisłego grona podejrzanych.
Spojrzałam w lewo i podobnie jak u Fiony oszacowałam lot pocisku. Skoro przeszył głowę nie podejrzewającego niczego doktora, musiał rozbić okno, przelecieć jakieś trzy metry i wylądować w ścianie sąsiedniego budynku.
Przeszłam przez pas trawy oddzielający dom Crystal od sąsiadującej z nim posesji. Ta część domu musiała być kiedyś garażem, który przerobiono teraz na pokój dla gości czy bawialnię. Wyjęłam z torby latarkę. Rozsunęłam krzaki i oświetliłam drewnianą ścianę budynku. Dziura po pocisku przypominała wielkiego pająka.
Przeszłam przez parking, stanęłam przed drzwiami Crystal i nacisnęłam guzik dzwonka. Otworzyła je po krótkiej chwili z niechętnym wyrazem twarzy, jakby spodziewała się zobaczyć akwizytora lub osobę zbierającą datki na cele dobroczynne.
– Och, to ty. Nie myślałam, że wrócisz. Co się stało?
– Mogłabym od ciebie zadzwonić?
Sprawiała wrażenie zakłopotanej, ale cofnęła się i wpuściła mnie do środka. Była bosa i miała na sobie dres. Jasne włosy spięła wysoko na czubku głowy. Wyjrzała na zewnątrz.
– Gdzie jest twój samochód?
– Zaparkowałam go przy drodze. Silnik nagle zgasł i muszę się jakoś dostać do domu.
– Nie ma sprawy – rzuciła. – Poczekaj chwilkę, pójdę tylko po kluczyki.
– Nie, nie chcę ci sprawiać kłopotu. Niedaleko mieszka mój znajomy, który świetnie zna się na samochodach. Poproszę go, żeby rzucił okiem na mojego staruszka. Może uda się go tutaj uruchomić.
– Jeśli nie, zawsze mogę cię podrzucić.
Na górze słyszałam dudniącą muzykę. Pewnie Leila i Paulie planują swoją wielką ucieczkę. Miałam nadzieję, że policja wkroczy do akcji, zanim zrealizują swój zamiar. Nie byłam pewna, gdzie jest Rand. Może szykuje w łazience kąpiel dla Griffa.
Crystal wprowadziła mnie do salonu i stanęła w drzwiach, gdy ja zajęłam miejsce przy biurku. Uśmiechnęłam się do niej.
– To potrwa tylko chwilkę – rzuciłam w nadziei, że wyjdzie z pokoju. Podniosłam słuchawkę i wykręciłam domowy numer Jonaha. Jeśli odbierze Camilla, to po mnie. Parę razy zostawiała odłożoną słuchawkę na stoliku i odchodziła, nie chcąc powiedzieć Jonahowi, że to ja dzwonię.
– Jonah Robb – usłyszałam na szczęście.
– Cześć, to ja.
– Kinsey? – spytał zaskoczony i szczerze mówiąc, miał ku temu powody.
– Tak.
– Co jest?
– Jestem u Crystal w domu na plaży. Mam mały problem i chciałabym, żebyś się nim zajął.
– Dobra – rzucił ostrożnie. – Kapuję. O co chodzi?
– Nie ma sprawy. Mogę poczekać. Na pewno nie sprawiam ci kłopotu? Jeśli tak, mogę zawsze zadzwonić do Vince’a.
– No wiesz, jestem tu trochę zajęty. Czy to ważne?
– Bardzo. Znasz adres?
– Wiem, gdzie to jest. Masz kłopoty?
– Jeszcze nie, ale kto wie. No to do zobaczenia. Wielkie dzięki.
Odłożyłam słuchawkę, a kiedy podniosłam wzrok, zauważyłam, że w drzwiach pojawiła się Anica. Stały blisko siebie: Crystal z przodu, Anica tuż za nią, opierając rękę na jej ramieniu. Nagle zrozumiałam, co oglądałam od samego początku.
– Masz jakiś kłopot? – spytała Anica.
– Nie. Czekam tylko na przyjaciela, który pomoże mi uruchomić samochód. Zaraz tu przyjedzie.
– To może wypijesz z nami kieliszek chardonnay?
– Chyba tak.
Wyszłam za nimi na taras. Siedziałyśmy w ciemności i popijałyśmy wino. Aż do przybycia Jonaha rozmawiałyśmy o błahostkach na tle szumu fal rozbijających się o piaszczysty brzeg oceanu.
***
*Aluzja do słów Makbeta (przyp. tłum.)
*Medicare – największy w kraju program ubezpieczeniowy, otaczający opieką ponad 39 milionów Amerykanów. Zapewnia ubezpieczenia dla pacjentów, którzy przekroczyli 65 rok życia. Medicaid – program ubezpieczeniowy dla Amerykanów o niższych dochodach, obejmujący swym zasięgiem ponad 36 milionów osób (przyp. tłum.).
*Euchre – amerykańska gra karciana (przyp. tłum.).
* Star-spangled Banner („Gwiaździsty sztandar”) – tytuł amerykańskiego hymnu narodowego. 4 lipca to narodowe święto Amerykanów (przyp. tłum.)