James Patterson - Podmuchy Wiatru

Здесь есть возможность читать онлайн «James Patterson - Podmuchy Wiatru» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Podmuchy Wiatru: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Podmuchy Wiatru»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Doktor Frannie O’Neill spotyka w lesie niedaleko szpitala dziewczynkę. Jedenastolatka jest zadziwiająco silna i inteligentna. Ale nie to wprawia Frannie w największe zdumienie… Kilka dni później lekarkę odwiedza agent FBI. Kieruje śledztwem w sprawie szokujących eksperymentów genetycznych prowadzonych w tajnym laboratorium.

Podmuchy Wiatru — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Podmuchy Wiatru», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Naczelny lekarz ze „Szkoły” nadzorował badanie i wszystko bacznie obserwował, od czasu do czasu udzielając obszernych wyjaśnień.

Sprawdzono tętno, oddech, kolor skóry, napięcie mięśni oraz odruchy. Wszystko było wręcz idealne.

Następnie chłopiec został zmierzony i zważony. Przeprowadzono badania, by sprawdzić, czy nie ma szmerów w sercu, przekrwienia serca, krwotoku podspojówkowego, żółtaczki, wrodzonego zwichnięcia biodra, złamania obojczyka, plam na skórze, a wreszcie, czy dziecko nie jest bezpłciowe.

Na prawym biodrze widniało znamię. Odnotowano je jako „skazę”.

Większość testów obejmowała koordynację ruchową chłopca, a także jego umiejętność manipulowania otoczeniem. Naczelny lekarz asystował przy każdym z nich, wygłaszając po zakończeniu stosowny komentarz.

– Obwód głowy wynosi czterdzieści jeden centymetrów. Tyle, co u dziecka czteromiesięcznego. Właśnie dlatego konieczne było cesarskie cięcie. Serce również jest większe od normalnego, i bardziej wydajne. Tętno nie sięga setki. To wprost cudowne. Prawdziwy mały mistrz.

– Ale popatrzcie na niego. To jest właśnie najważniejsze. Największa sensacja. On nas słucha i jest skoncentrowany. Widzicie? Popatrzcie na jego oczy. Noworodki nie skupiają wzroku na określonym punkcie i nie potrafią śledzić poruszających się przedmiotów. A on wodzi za nami spojrzeniem. Rozumiecie, co to znaczy?

– Noworodki nie są w stanie zapamiętać przedmiotów, które znikają z ich pola widzenia. A on to potrafi. Nie mam wątpliwości, że nas obserwuje. Spójrzcie na jego oczka. On już ma pamięć. To naprawdę superdziecko!

ROZDZIAŁ 10

Obudziłam się chwytając łapczywie powietrze i szlochając cicho na wspomnienie strasznego, bolesnego snu o moim mężu, Davidzie. Ostatnimi czasy tak właśnie zaczynał się każdy mój dzień.

Tak bardzo mi brakowało Davida. Tęsknota za nim doskwierała mi nieprzerwanie od tamtej nocy, półtora roku temu, kiedy jakiś ćpun zastrzelił go na opustoszałym parkingu w Boulder.

Przed jego śmiercią byliśmy nierozłączni. Jeździliśmy na nartach, i w Kolorado, i w innych zachodnich stanach. W niedziele odwiedzaliśmy klinikę dla imigrantów w Pueblo. Czytaliśmy tak wiele książek, że obydwa nasze domy mogły służyć za biblioteki publiczne. Mieliśmy tylu przyjaciół, że czasem nie wiedzieliśmy, co z nimi zrobić. Byliśmy szczęśliwi i żyliśmy pełnią życia praktycznie w każdej minucie każdego dnia.

Prowadziłam dobrze prosperującą klinikę weterynaryjną. Codziennie wczesnym rankiem robiłam objazd okolicznych farm i rancz, gdzie zajmowałam się końmi oraz innymi dużymi zwierzętami. Poza tym, ludzie z całego okręgu znosili do „Zwierzyńca” swoich małych ulubieńców. Zostałam nawet wybrana „Weterynarzem lat dziewięćdziesiątych” przez „Denver Post”.

A teraz wszystko się zmieniło, moje życie zmierzało w niewłaściwym kierunku, a ja nie potrafiłam temu zapobiec. Przez cały czas rozmyślałam o zabójstwie Davida. Bez przerwy zawracałam głowę policjantom z Boulder, aż w końcu kazali mi trzymać się od nich z daleka. Ostatnio rzadko składałam wizyty domowe, choć ludzie z okolicy wciąż przynoszą do szpitala swoje zwierzęta.

Wyskoczyłam z łóżka. Narzuciłam na plecy stary niebieski szlafrok w kratę i założyłam kapcie, które dostałam na Gwiazdkę od dwójki przemiłych dzieciaków jako wyraz wdzięczności za uratowanie ich pieska, mocno zmaltretowanego przez kojota.

Kapcie wyglądały jak łby spanieli. Tępe oczka podniesione ku górze, wystawione różowe języki, klapiaste uszy.

Włączyłam magnetofon i z głośników popłynął charakterystyczny, chrapliwy śpiew Fiony Apple; osiemnastoletnia dziewczyna, pełna cynizmu, złości i twórczego szaleństwa. Lubię takie piosenkarki.

Otworzyłam drzwi mojego „apartamentu” i weszłam do laboratorium. Powitał mnie w nim plakat z maksymą, którą wybrałam na hasło tego miesiąca: „Polowanie na lisy to nieopisany w swoim okrucieństwie pościg za czymś, co jest niejadalne”. – Oscar Wilde.

Wszystko po kolei. Najpierw nasypałam do ekspresu kawy o smaku orzechowo-waniliowym. Kiedy zaczęła się sączyć do kubka, ruszyłam na obchód mojego szpitala.

Frannie O’Neill, oto twoje życie.

Oddział numer jeden to pokój cztery na cztery z umywalką, jednym oknem i dwoma rzędami czystych, schludnych klatek. W tej chwili przebywali tu trzej lokatorzy: dwa psy i dzieląca klatkę z jednym z nich kura.

Pudel znów wyrwał sobie kroplówkę, mimo że założyłam mu obrożę. By mnie zrozumiał, sklęłam go używając wszystkich szesnastu francuskich słów, jakie znałam. Potem włożyłam rurkę na miejsce. Zmierzwiłam kłaki na łbie psiny i wybaczyłam mu.

Je t’aime – powiedziałam.

Oddział numer dwa to nieco mniejsza kopia oddziału pierwszego, tyle że pozbawiona okien. Tutaj mieszkały te bardziej „egzotyczne” przypadki: królik z zapaleniem płuc, bez szans na wyleczenie; chomik, którego przysłano do mnie pocztą bez żadnego wyjaśnienia.

No i był jeszcze Frank, łabędź, którego moja siostra, Carole, uratowała ze stawu przy torze wyścigowym. Carole uważa się za świętą Teresę dziczy. W tej chwili pojechała na biwak ze swoimi córkami do jednego z parków narodowych. Niewiele brakowało, żebym wybrała się tam z nimi.

Kawa była gotowa. Wlałam jej sobie do kubka, dodałam mleka i cukru. Mmm, mmm, pyszne.

Pip pętał mi się pod nogami. Pip to mały terier, którego znaleźli miejscowi i przynieśli do mnie; prawdopodobnie został porzucony przez właścicieli. Wykonał przede mną taniec na tylnych łapach, świadom, że to lubię. Pocałowałam go i wsypałam do jego miski resztki rice chex, przysmaku dla psów.

– Smaczne?

– Hau.

– Cieszę się.

Wyszłam przed dom. Wtedy właśnie zobaczyłam czarnego jeepa. Facet z katalogu L.L.Bean. Kit Cośtam. Myśliwy znów znalazł się przed moim domem. Stał obok samochodu, ze strzelbą na ramieniu.

W oczy rzuciła mi się bezkształtna masa spoczywająca na klapie silnika.

O Boże, nie! On już coś ustrzelił! Zamordował zwierzę na mojej ziemi. Ten drań! Ten gnojek!

Widziałam już wiele zwierzęcych trucheł w tych lasach, ale nigdy nie na mojej ziemi, mojej prywatnej własności, mojej kryjówce przed szaleństwem tego świata.

– Hej, ty – krzyknęłam. – Hej. Hej, no!

Wściekła, rzuciłam się biegiem przez ganek. Przybysz cofnął się o krok i otworzył drzwi samochodu. Uświadomiłam sobie, że to, co zobaczyłam, nie mogło być zwierzęciem. Kolor się nie zgadzał.

To coś było ciemnoczerwone. Wyglądało na płócienny worek.

Na dźwięk mojego głosu mężczyzna zwrócił się twarzą do mnie. Machnął niedbale ręką i obdarzył mnie tym swoim niesamowitym uśmiechem. Ja w odpowiedzi wbiłam w niego wściekłe spojrzenie, które powinno go spalić na popiół.

– Dzień dobry! – krzyknął. – Boże, ależ tu pięknie. Jak w niebie, prawda?

Przytrzymując poły szlafroka, pochyliłam się i podniosłam „popogrzebówkę”, jak określam „Denver Post”, zawsze pełen złych nowin.

Potem odwróciłam się na pięcie i dziarsko szurając kapciami w kształcie spanieli wmaszerowałam do domu.

ROZDZIAŁ 11

Przede wszystkim należało zachować dyskrecję.

Choć tego popołudnia w Boulder było niesamowicie parno, w cieniu wysokich dumnych sosen otaczających duży i dobrze utrzymany ogródek pod domem doktora Francisa McDonougha panował miły chłód. A jeszcze przyjemniej było w basenie o długości dwudziestu metrów, wypełnionym migocącą w słońcu niebieską wodą, której temperatura sięgała dwudziestu stopni, jak prawie zawsze.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Podmuchy Wiatru»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Podmuchy Wiatru» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


James Patterson - WMC - First to Die
James Patterson
James Patterson - Filthy Rich
James Patterson
James Patterson - French Kiss
James Patterson
James Patterson - Truth or Die
James Patterson
James Patterson - Kill Alex Cross
James Patterson
James Patterson - Murder House
James Patterson
James Patterson - Maximum Ride Forever
James Patterson
James PATTERSON - Cross Fire
James PATTERSON
James Patterson - The 8th Confession
James Patterson
James Patterson - Wielki Zły Wilk
James Patterson
James Patterson - Cross
James Patterson
Отзывы о книге «Podmuchy Wiatru»

Обсуждение, отзывы о книге «Podmuchy Wiatru» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x