Zerknęli na zegar w rogu ekranu.
– Obstawiłeś? – spytał nagle jeden z nich.
– Mhm. Dwa razy. Za pierwszym razem wybrałem za bliski termin. Przegraliśmy. Przez ciebie. Tylko dlatego, że gdyby Numer 4 była tutaj, ty nie traciłbyś czasu… – Zawiesił głos i obaj uśmiechnęli się szeroko na podtekst tych słów. – Przecież było oczywiste, że wszystko przeciągną. Wtedy więcej zarobią. Teraz postawiliśmy na określoną godzinę jutro albo pojutrze, nie pamiętam.
– Pokaż.
Pierwszy student wcisnął parę klawiszy i obraz Numeru 4 natychmiast się zmniejszył. Na pustej części ekranu ukazała się wiadomość napisana czcionką Bodoni Bold Italie: „Witaj, TEPSARETOPS. Twój obecny zakład to GODZINA 57. Do gry wejdziesz za 25 godzin. Tak samo obstawiło 1099 innych abonentów. Pula wynosi ponad 500 tysięcy euro. Dostępne są inne zakłady. Chcesz zrobić następny?”
A pod spodem dwa okienka. Tak i Nie.
Student wjechał kursorem na Tak i odwrócił się do współlokatora. Ten pokręcił głową.
– Nie. Jeszcze trochę i przekroczę limit na karcie. A nie chcę, żeby starzy zaczęli wnikać. Jak im powiedziałem, że to tylko poker w sieci, to walnęli mi długie i strasznie nudne kazanie i zabronili hazardu.
– Zaraz pewnie zaczną gadać o programie dwunastu kroków i wypytywać, czy chodzisz co niedziela do kościoła.
Wzruszył ramionami, przesunął kursor na Nie i kliknął. Znów pojawiła się dziewczyna w pełnym wymiarze.
– Wiesz, to wyglądałoby dużo fajniej na wielkim ekranie.
– Nie mów. Zadzwoń do starych.
– W życiu nie dadzą mi kasy. Nie z moimi ocenami na semestr.
– Czyli co się teraz stanie? – Pierwszy student odchylił się na oparcie. Zerknął na zegar ścienny. – Za pół godziny mam to cholerne seminarium o stosowaniu i nadużywaniu Pierwszej Poprawki do Konstytucji. Nie chciałbym czegoś przegapić.
I wcale nie chodziło mu o wykład.
– Zawsze możesz sobie odtworzyć wszystko, co cię ominęło.
Student znów wcisnął parę klawiszy – zmniejszył obraz Numeru 4 i przeniósł go w róg ekranu. Jak poprzednio, wyskoczyła wiadomość czcionką Bodoni Bold Italie. U góry widniał nagłówek Menu, niżej były mniejsze obrazki podpisane „Skorzystanie z toalety”, „Numer 4 je” i „Rozmowa 1”.
Zamknął menu, powiększył obraz.
– Jasne, ale ja tak nie lubię. Najlepiej się ogląda na żywo.
Sięgnął do sterty podręczników.
– Cholera. Muszę lecieć. Jeszcze jedna nieobecność i obniżą mi ocenę.
– To idź.
Student wcisnął książki do plecaka i chwycił znoszoną bluzę ze sterty brudów. Zanim wyszedł, wychylił się do przodu i pocałował obraz Numeru 4.
– Do zobaczenia za parę godzin, mała – powiedział ze sztucznym południowym akcentem. W rzeczywistości pochodził z małej mieściny nieopodal Cleveland w stanie Ohio. – Nic nie rób. A przynajmniej nic, czego ja bym nie zrobił. I nie daj im się. Chociaż przez dwadzieścia pięć godzin.
– Mhm. Zachowaj życie i cnotę, podczas gdy mój dupkowaty kumpel będzie się pilnie uczył, żeby go nie wyrzucili i żeby nie musiał zarabiać na życie smażeniem hamburgerów.
Obaj się zaśmiali, choć w zasadzie to nie był żart.
– Daj znać, gdyby coś się działo. Puść mi esemesa.
– Jasne.
Jego współlokator pogłaskał ekran i usiadł na krześle przed komputerem.
– Hej – zawołał. – Ośliniłeś mi monitor, jak cię wzięło na całowanie.
Kumpel pokazał mu środkowy palec i wyszedł. Student, który został, wyobrażał sobie, że w celi wciąż rozbrzmiewa echo wystrzału. Zastanawiał się, co by zrobił, gdyby usłyszał strzał za ścianą. Miałby wiele możliwości, z ucieczką włącznie. To, że Numer 4 takiej szansy nie miała, tylko pogłębiało jego fascynację. Podobała mu się jej – jeśli to właściwe słowo – zaradność; z drugiej strony naprawdę nie chciał przegapić gwałtu, kiedy do niego dojdzie. Mimo woli zaczął snuć fantazje. Ciekawe, czy to się stanie szybko i nagle, czy też po długim teatrze uwodzenia. Podejrzewał, że to drugie. Rozważał, czy Numer 4 ulegnie bez walki, czy też będzie się szarpać, miotać i krzyczeć. Nie wiedział, co by wolał. Z jednej strony podobała mu się dominacja mężczyzny i kobiety nad Numerem 4. Z drugiej – lubił kibicować słabszemu, a w tym przypadku to na pewno była ona. To właśnie jemu i jego koledze z pokoju najbardziej się podobało w Serii numer 4. Wszystko wydawało się przewidywalne, a zarazem zupełnie nieoczekiwane. Czasem zastanawiał się, czy także inni studenci w kampusie też płacili za oglądanie Numeru 4. Może wszyscy ją kochamy, pomyślał. Przypominała mu trochę pewną dziewczynę z liceum. Albo całe grono dziewczyn. Trudno powiedzieć. Wiedział tylko jedno: Numer 4 jest skazana na zgubę.
Ten wystrzał to mógł być początek końca. Z drugiej strony, może nie.
Tak czy inaczej dziewczyna umrze.
Ciekaw był, jak to się stanie. Namiętnie oglądał nagrania dżihadystów i filmy z tragicznych wypadków samochodowych.
Uwielbiał takie programy jak Gliny i Pierwsze 48 godzin. A najbardziej na świecie marzył o tym, żeby dostać się do Ryzykantów. Gdyby go przyjęli, na sto procent zgarnąłby główną nagrodę – milion dolarów.
Numer 4 znów dygotała. Przyzwyczaił się do tego, że dziewczyna traci kontrolę nad własnym ciałem. To pokazywało, że jej strach nie jest udawany.
Uwielbiał to.
Tyle z tego, co oglądał, było sztuczne. Gwiazdy porno udawały orgazmy. Gry wideo udawały zabijanie. Seriale telewizyjne udawały dramaturgię.
Nie Co będzie potem. Nie Numer 4.
Czasem miał wrażenie, że była najbardziej rzeczywistą i nierzeczywistą rzeczą, jaką kiedykolwiek widział.
Nagle przerwał swoje rozważania. Coś się poruszyło w pokoju. Zobaczył, że Numer 4 odwraca się lekko. Kamera podążyła za nią. Coś się działo.
Usłyszał to samo co ona. Otwierające się drzwi.
Jennifer drgnęła.
Znajomy szelest powiedział jej, że weszła kobieta w skafandrze. Tym razem jednak nie zbliżała się powoli, jej ruchy wydawały się szybkie. W jednej chwili była przy drzwiach, w następnej już stała nad Jennifer, z twarzą o centymetry od jej twarzy.
– Numerze 4, słuchaj uważnie. Masz zrobić dokładnie to, co powiem.
Jennifer skinęła głową. Słyszała w głosie kobiety nerwowość. Nie mówiła swoim zwykłym zimnym tonem, słowa wychodziły z jej ust przyspieszonym, piskliwym szeptem. Jennifer czuła, że kobieta przybliża wargi do jej czoła, gorący oddech omiatał jej twarz.
– Nie wolno ci wydawać żadnego dźwięku. Nie możesz nawet ciężko oddychać. Masz zostać dokładnie tu, gdzie jesteś. Nie ruszaj się. Nie wierć. I bądź cicho, dopóki nie wrócę.
Rozumiesz?
Jennifer skinęła głową. Chciała spytać o strzał, ale się nie odważyła.
– Chcę usłyszeć twoją odpowiedź, Numerze 4.
– Rozumiem.
– Co rozumiesz?
– Ani słowa. Ani żadnego odgłosu. Ani w ogóle niczego. Mam tu zostać.
– Dobrze.
Kobieta milczała. Jennifer słuchała jej oddechu. W pokoju rozbrzmiewało echem jakieś łomotanie – nie wiedziała: czy jej własnego serca, czy serca kobiety.
Nagle poczuła, że dłoń chwyta ją za twarz. Wydała zduszony okrzyk. Zamarła, kiedy paznokcie kobiety wbiły się w jej policzki i mocno ścisnęły skórę. Zadrżała, zwalczając pragnienie, by oderwać od siebie silne palce, i przygotowała się na ból.
– Piśnij tylko, a umrzesz – wysyczała kobieta.
Jennifer zadygotała, próbowała coś odpowiedzieć, ale nie mogła, Tylko dreszcz przeszył jej ciało. To najwyraźniej wystarczyło. Dłoń kobiety rozluźniła uścisk. Jennifer nadal siedziała sztywno, bała się ruszyć.
Читать дальше