– Nic ci nie jest?
– O tyle, o ile. – Terry przetarł oczy. – Nie mam domu i prawie nie śpię, więc jak mam się czuć?!
Ekipa techniczna skończyła swoją robotę i Sam dał im znak, że mogą zaczynać. Nie zostało wiele do zrobienia. Później powinni się zająć przesłuchaniem świadków i sprawdzeniem wszystkiego, co wiązało się z Evelyn Parker.
Quentin ściągnął brwi i spojrzał na kumpla.
– Wydaje mi się, że jednak nie zdołał jej zgwałcić, Ter. Byłoby mu bardzo trudno z tymi dżinsami. Chyba że sam je później wciągnął, co zupełnie nie ma sensu. Myślę, że tylko ją zabił.
– Więc możemy się pożegnać z wynikami DNA.
– Właśnie. – Przeszli parę kroków. – Trudno nam będzie powiązać oba zabójstwa.
– Tak, to prawie niemożliwe – powiedział Terry i zamilkł na chwilę. – Co nie pomoże w mojej sprawie. – Znowu przerwa. – Cholera, mam nadzieję, że nie chcą mnie w to wrobić.
Quentin spojrzał na kolegę.
– Po co mieliby to robić?
– Oczywiście ze względu na Nancy Kent.
– Przecież zostałeś oczyszczony.
Terry wbił ręce w kieszenie kurtki i skrzywił się z goryczą.
– Tak, tylko że to wszystko zmienia. – Wskazał kciukiem za siebie. – Nie rozumiesz? Znowu zaczną się w tym grzebać. Przecież wiesz, że przesłuchają nas jako świadków w poprzedniej sprawie, gdy tylko dotrzemy do pracy.
Quentin przyznał w duchu, że Terry prawdopodobnie ma rację.
– No tak. Co powiesz, kiedy szefowa cię spyta, gdzie byłeś dziś w nocy?
– Prawdę. Że siedziałem przed lustrem z butelką bourbona w moim zawszonym mieszkaniu. A wcześniej widziałem się z Penny.
Dotarli do miejsca, gdzie zaparkowali obok siebie samochody.
– Udało ci się ją wreszcie przekonać, że powinna do ciebie wrócić?
– Wrócić? Do mnie? A po co?! – Terry zaśmiał się gorzko. – Bawi się teraz za wszystkie czasy. Bierze jednego faceta po drugim. Dziwka! Chce pewnie nadrobić stracony czas.
Quentina uderzyły nie tylko same słowa Terry’ego, ale również ton, jakim je wypowiedział. Był w tym śmiertelny jad, dławiąca nienawiść i porażająca wściekłość, a tego się po swoim kumplu nie spodziewał. To niemożliwe, pomyślał, przypominając sobie żonę Terry’ego. Penny nie jest dziwką. Zawsze była oddaną żoną i matką.
– Pieprzę to! – Terry z furią wypluł z siebie kolejne przekleństwo. – Nie chce wpuścić mnie, swojego męża, do mieszkania, a kotłuje się z przypadkowymi facetami. Jak ostatnia zdzira, którą zresztą się stała. Wyszło z niej całe kurestwo babskiej natury.
– Masz jakieś dowody, Ter? Penny nigdy się tak nie zachowywała.
– Jasne, że mam. Aleks mówił, że mama często wychodzi wieczorem i że wtedy zajmuje się nimi babcia. Podobno wraca bardzo późno.
– I to wszystko? To cały twój dowód? – spytał Quentin, otwierając swoje auto. – Pamiętaj, ile lat ma twój Aleks, i jak traktujemy w policji zeznania sześciolatków.
– Wiem, ale ja mu wierzę. Penny na pewno gdzieś wychodzi wieczorami, a po co miałaby to robić, gdyby nie spotykała się z różnymi fajfusami, którzy lecą na łatwe okazje? A ona stała się łatwa, więc wszystko pasuje. – Terry zacisnął pięści. – A może gzi się z jednym facetem? Sam już nie wiem, co gorsze…
– Może spotyka się z koleżankami albo stała się kinomanką? To wcale nie znaczy, że w grę wchodzi jakiś facet.
– Wiem, że wchodzi – powtórzył z uporem Terry i spojrzał mu w oczy. – Musisz z nią porozmawiać. Penny cię lubi i szanuje. – W głosie przyjaciela pojawiły się błagalne nutki. – Proszę cię. Chcę, żeby do mnie wróciła.
Kiedy się wahał, Terry złapał go za ramię.
– Quen, musisz mi pomóc – powiedział z rozpaczą w głosie. – Penny powinna zrozumieć, że tak nie można. Musi do mnie wrócić, choćby ze względu na dzieci. – Obejrzał się przez ramię. – Przede wszystkim ze względu na nie. Czują się zagubione, straciły poczucie bezpieczeństwa, a ja nic nie mogę na to poradzić. Sam nie wiem, jak długo jeszcze tak wytrzymam.
– W porządku. – Quentin skinął głową. – Chociaż sam nie wiem, czy powinienem się wtrącać.
Piątek, 19 stycznia
Centrum Biznesu
Minęły dwadzieścia cztery godziny, a Anna wciąż nic nie wiedziała o Jaye. W tym czasie utwierdziła się w przekonaniu, że jej „młodsza siostra“ nie uciekła z domu, a także stwierdziła ze smutkiem, że Clausenom wcale nie zależy na dziewczynie. Ponadto, kiedy przypomniała sobie fragmenty rozmowy oraz ich miny i spojrzenia, doszła do wniosku, że coś przed nią ukrywają.
Wnioski, jakie z tego wyciągnęła, wydały jej się przerażające.
Pełna rozpaczy, postanowiła zwrócić się do Pauli Perez, kuratorki Jaye. I właśnie teraz wsunęła głowę do boksu bez okien, w którym urzędowała Paula.
– Puk, puk.
– Proszę. – Kobieta rozpromieniła się na jej widok. – Cześć, Anno. Jaka miła niespodzianka.
– Recepcjonistka gdzieś wyszła, dlatego przyszłam od razu do ciebie. Nie przeszkadzam?
Paula wskazała swoje biurko, gęsto usłane różnymi papierami.
– Widzisz, w opiece społecznej zawsze jest coś do zrobienia. Lepiej nie pytaj, tylko od razu siadaj.
Zrobiła to, kurczowo ściskając w dłoniach metalowe pudełko.
– Chciałam porozmawiać o Jaye.
– Tak sądziłam. Nic jeszcze nie wiemy, Anno.
– Tak, domyślam się. – Anna spojrzała na pudełko, a potem znowu na kuratorkę. – Chciałam ci pokazać te rzeczy. Należą do Jaye.
Podała jej pojemnik. Paula otworzyła go i zaczęła przeglądać zawartość. Po chwili spojrzała na Annę.
– Skąd to masz?
– Od Clausenów. Wzięłam wczoraj.
– Muszę to zatrzymać. Nie powinnaś…
– Wiem – przerwała jej Anna. – Ale bałam się. – Wzięła głębszy oddech. – Bałam się, że gdzieś się… zawieruszy, więc zaopiekowałam się tym.
Paula ściągnęła brwi.
– Nie rozumiem.
– No właśnie. A przecież to pudełko świadczy o tym, że Jaye nie uciekła.
– Rozmawiałyśmy już o tym przez telefon. Wiem, że nie chcesz się pogodzić…
– Nigdy nie zostawiłaby tych rzeczy. Naprawdę! Tylko one miały dla niej jakąś wartość.
– Jaye dobrze wie, że opieka społeczna przechowa wszystkie rzeczy, które zostawi. Musimy je trzymać, aż się po nie zgłosi. Dostanie je nawet za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat.
Nie zrażona Anna wysunęła natychmiast inne argumenty:
– Ale skoro miała zamiar uciekać, mogła przynajmniej wziąć jedzenie i ubrania zamiast książek. To przecież nie ma sensu.
– Fran i Bob dzwonili dziś rano z informacją, że brakuje wielu rzeczy z ich spiżarki.
– Tak twierdzą?
Paula zesztywniała, a jej policzki nabiegły krwią.
– Co ma oznaczać to pytanie, Anno?
– Mam wrażenie, że kręcą. W tym wszystkim jest coś podejrzanego…
– Daj spokój! – Paula wstała i spojrzała na nią z góry. – To porządni ludzie. Są rodziną zastępczą od ponad dwudziestu lat. Wszyscy ich tutaj bardzo cenimy. Jak śmiesz insynuować, że…że są nieuczciwi i nas oszukują.
Anna również wstała.
– Chodzi mi tylko o to, żeby sprawdzić wszystko, co wiąże się ze zniknięciem Jaye – powiedziała. – Koniecznie trzeba przesłuchać Clausenów i zawiadomić policję…
– Już to zrobiłam. Mam taki prawny obowiązek.
– Znam Jaye i zapewniam cię, że nigdy by, ot tak, nie uciekła. Jestem pewna, że coś się jej stało. Ktoś ją napadł. – Pochyliła się w stronę Pauli. – Mówiła mi o mężczyźnie, który ją śledził. Powinnaś wspomnieć o tym policji…
Читать дальше