John Grisham - Raport “Pelikana”
Здесь есть возможность читать онлайн «John Grisham - Raport “Pelikana”» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Детектив, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Raport “Pelikana”
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:4 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 80
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Raport “Pelikana”: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Raport “Pelikana”»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Raport “Pelikana” — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Raport “Pelikana”», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Nowy widz był ubrany stosownie do miejsca. Miał na sobie obcisłe dżinsy i czarną jedwabną koszulę; w uchu nosił kolczyk. Oczy przesłaniały mu ciemne okulary w szylkretowej oprawie. Obrazu dopełniała idealna fryzura i gęste wąsy. Khamel zamienił się w geja.
Odczekał kilka minut i przeszedł na prawo, gdzie usiadł tuż przy przejściu. Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Nikogo nie obchodziło, gdzie siedzi.
Dwadzieścia minut po północy starcom odechciało się figli. Wstali i trzymając się za ręce wyszli na paluszkach, wciąż chichocząc i szepcząc. Jensen nie zwrócił na nich uwagi. Pochłaniał go film: potężna orgia na jachcie podczas huraganu. Khamel niczym kot prześlizgnął się na drugą stronę przejścia i usiadł trzy rzędy nad Jensenem. Sączył piwo. Byli sami. Upłynęła jeszcze jedna minuta i Khamel przesiadł się o jeden rząd bliżej. Od sędziego dzieliło go tylko osiem stóp.
Na ekranie rozszalał się tajfun, a orgia osiągnęła apogeum. Ryk wiatru i wrzaski podnieconych mężczyzn zagłuszały wszelkie odgłosy w małym kinie. Khamel odstawił piwo i kukurydzę na podłogę. Spod koszuli wyciągnął trzy stopy żółtej nylonowej linki alpinistycznej, którą był przepasany. Szybko owinął końce wokół dłoni i przeskoczył do następnego rzędu. Jensen dyszał ciężko. Torba z kukurydzą drżała w jego ręku.
Khamel błyskawicznie zacisnął linkę tuż pod krtanią sędziego, szarpnął gwałtownie i pociągnął w dół. Głowa Glenna Jensena opadła na oparcie fotela. Morderca zawiązał linkę na szyi ofiary. W pętlę wsunął sześciocalowy stalowy pręt i obrócił nim kilka razy. Skóra pękła i trysnęła krew. Cała akcja trwała nie dłużej niż dziesięć sekund.
Na ekranie morze uspokoiło się, a na jachcie rozpoczęto przygotowania do kolejnej orgii. Jensen osunął się w fotelu. Kukurydza rozsypała się u jego stóp. Khamel nie miał zwyczaju podziwiać artyzmu uprawianego przez siebie rzemiosła. Opuścił balkon, przemknął niezauważenie między rzędami stojaków z pismami i konfekcją dla gejów, po czym zniknął w ulicznym tłumie.
Pojechał nie rzucającym się w oczy białym fordem z tablicami rejestracyjnymi Connecticut na lotnisko Dullesa, przebrał się w toalecie i usiadł w poczekalni. Czekał na samolot odlatujący do Paryża.
ROZDZIAŁ 4
Pierwsza Dama bawiła na Zachodnim Wybrzeżu, gdzie uczestniczyła w jednym z licznych przedpołudniowych przyjęć, na które zaproszenie kosztowało pięć tysięcy dolarów. Bogaci snobi chętnie szastali pieniędzmi, za które częstowano ich zimnymi jajkami i tanim szampanem, jeśli w zamian nadarzyła się okazja pokazania się, a może nawet sfotografowania z królową, jak nazywano żonę prezydenta.
Kiedy zadzwonił telefon, prezydent spał samotnie w małżeńskim łożu. W minionych latach przemyśliwał nad wzięciem sobie kochanki – zgodnie z Wielką Tradycją Amerykańskiej Prezydentury. W końcu doszedł jednak do wniosku, że nie byłoby to zgodne z obowiązującą etyką republikańską. Poza tym był stary i zmęczony. Często sypiał sam, nawet jeśli królowa była obecna w Białym Domu.
Miał ciężki sen. Dzwonek telefonu odezwał się dwanaście razy, zanim prezydent go usłyszał. Podniósł słuchawkę i spojrzał na zegar. Wpół do piątej. Po wysłuchaniu rozmówcy zerwał się na równe nogi i po ośmiu minutach był już w Gabinecie Owalnym. Nie wziął nawet prysznica i nie zdążył założyć krawata. Wbił wzrok w szefa gabinetu, Fletchera Coala, i usiadł – jak przystało prezydentowi – za biurkiem.
Coal uśmiechał się, błyskając idealnie białymi zębami. Miał dopiero trzydzieści siedem lat i był cudownym dzieckiem. Cztery lata temu uratował kulejącą kampanię republikańskiego kandydata na prezydenta i wprowadził go do Białego Domu. Był przebiegłym manipulatorem i podstępnym jastrzębiem, który pazurami utorował sobie drogę do bezpośredniego otoczenia prezydenta, stając się drugą osobą w państwie. Wielu uważało go za mózg prezydenta. Ci, którym przyszło z nim pracować, drżeli na sam dźwięk jego nazwiska.
– Co się stało? – spytał prezydent, wolno wymawiając słowa.
– Nie wiem za wiele – powiedział Coal, przechadzając się przed biurkiem zwierzchnika. – Dwóch agentów FBI znalazło Rosenberga koło pierwszej. Leżał martwy w łóżku. Zamordowano także jego pielęgniarza i policjanta Sądu Najwyższego. FBI i policja dystryktu wszczęły śledztwo. Mniej więcej w tym samym czasie nadeszła informacja o znalezieniu zwłok Jensena w kinie dla pedałów. Znaleźli go dwie godziny temu. O czwartej zadzwonił do mnie Voyles, a ja pozwoliłem sobie obudzić pana, panie prezydencie. Voyles i Gminski powinni tu być lada chwila.
– Gminski?
– W tej sytuacji CIA musi się w to włączyć.
– Rosenberg nie żyje. – Prezydent splótł dłonie z tyłu głowy i przeciągnął się.
– Tak. Wreszcie. Proponuję, żeby wygłosił pan orędzie do narodu. Mabry już pracuje nad pierwszą wersją. Osobiście dokonam poprawek. Poczekamy do świtu. Orędzie powinno zostać odczytane koło siódmej, w przeciwnym razie stracimy sporą część widzów.
– Prasa…
– Już wiedzą. Jakaś ekipa telewizyjna sfilmowała nawet ciało Jensena w kostnicy.
– Nie wiedziałem, że był pedałem.
– Teraz to już nie ulega kwestii. Mamy kryzys, panie prezydencie. Proszę o tym pomyśleć. Nie maczaliśmy w tym palców i za nic nie bierzemy odpowiedzialności. Nikt nie może się do nas przyczepić. Naród przeżyje wstrząs i skupi się, przynajmniej w części, wokół głowy państwa. Nadszedł czas, by wykazać się naszymi zdolnościami przywódczymi. Przyszłość rysuje się wspaniale. Nie ma mowy o żadnych potknięciach.
– Będę mógł zrestrukturyzować Sąd Najwyższy. – Prezydent upił łyk kawy i spojrzał na dokumenty leżące na biurku.
– To właśnie jest najlepsze. W pańskich rękach spoczywają losy narodowej jurysdykcji. Dzwoniłem już do Duvalla z Departamentu Sprawiedliwości i poleciłem mu, by razem z Hortonem przygotowali listę kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego. Horton przemawiał wczoraj w Omaha, ale już wraca samolotem. Proponuję przyjąć go dziś przed południem.
Prezydent kiwnął głową. Jak zwykle zgadzał się z sugestiami Coala. Pozwalał mu zajmować się szczegółami. Sam nigdy nie miał do nich cierpliwości.
– Są jacyś podejrzani?
– Na razie nie ma. W każdym razie ja nic jeszcze nie wiem. Powiedziałem Voylesowi, że spodziewa się pan raportu.
– Ktoś mi mówił, że FBI ochrania Sąd Najwyższy.
– Zgadza się. – Coal wyszczerzył zęby i zachichotał. – Trafili Voylesa między oczy. Ciekawe, jak się będzie wykręcał.
– Rzeczywiście. Chcę, żeby mu dokopali. Zajmij się prasą. Niech go zgniotą na miazgę. A wtedy dobierzemy mu się do dupy.
Coal nie pragnął niczego innego. Zapisał coś w notatniku.
Strażnik ochrony zapukał do drzwi, a potem je otworzył. Do gabinetu weszli razem dyrektorzy Voyles i Gminski. Mężczyźni wymienili uściski rąk i z grobowymi minami zajęli miejsca przed biurkiem prezydenta; Coal stanął jak zwykle pod oknem. Szef gabinetu nienawidził Voylesa i Gminskiego, a oni odpłacali mu tym samym. Nienawiść stanowiła siłę napędową Coala, mimo to prezydent chętnie go słuchał, i tylko to było ważne. Teraz przez kilka minut musi powstrzymać się od udziału w rozmowie. W obecności innych należało pozwolić prezydentowi przejąć ster.
– Jest mi niezmiernie przykro spotykać się z panami w tych okolicznościach, ale dziękuję za przybycie – zaczął prezydent. Voyles i Gminski kiwnęli ponuro głowami, przyjmując do wiadomości oczywiste kłamstwo. – Co się stało?
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Raport “Pelikana”»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Raport “Pelikana”» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Raport “Pelikana”» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.