John Grisham - Raport “Pelikana”
Здесь есть возможность читать онлайн «John Grisham - Raport “Pelikana”» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Детектив, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Raport “Pelikana”
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:4 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 80
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Raport “Pelikana”: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Raport “Pelikana”»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Raport “Pelikana” — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Raport “Pelikana”», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Muszę się przespać – burknął do telefonu. – Całą dobę jestem na nogach.
Sneller nie wiedział, co odpowiedzieć. Mieli jeszcze dużo czasu i jeśli Khamel pragnie się zdrzemnąć, to on mu w tym nie przeszkodzi. Płacili mu dziesięć milionów.
– Zamówić coś do jedzenia? – spytał ni w pięć, ni w dziewięć.
– Nie. Proszę zadzwonić do mnie za trzy godziny, dokładnie o wpół do jedenastej. – Odłożył słuchawkę i wyciągnął się na łóżku.
Drugiego dnia jesiennej sesji Sądu Najwyższego na ulicach panował spokój i cisza. Sędziowie spędzili cały dzień w ławach, wysłuchując kolejnych prawników referujących skomplikowane i nudne sprawy. Rosenberg spał przez większą część posiedzenia. Ożywił się na krótko, gdy prokurator generalny z Teksasu domagał się, by więźniowi skazanemu na karę śmierci podano przed wykonaniem śmiercionośnego zastrzyku narkotyki rozjaśniające umysł.
– Jeśli ów człowiek jest psychicznie chory, to jak można wykonywać na nim egzekucję? – dopytywał się, nie wierząc własnym uszom, Rosenberg.
– Nic nie stoi temu na przeszkodzie – odparł prokurator z Teksasu. – Jego choroba jest uleczalna. Wystarczy jeden zastrzyk, żeby trochę oprzytomniał, a potem jeszcze jeden, żeby go uśmiercić. Wszystko pójdzie gładko i zgodnie z prawem.
Rosenberg wściekał się i ciskał, ale potem uszła z niego para. Mały wózek inwalidzki stał znacznie niżej niż masywne, obite skórą trony jego szanownych kolegów. Rosenberg wyglądał w nim dosyć żałośnie. W minionych latach był tygrysem bezlitośnie upokarzającym najsprytniejszych prawników i lekce sobie ważącym ich wszystkie sądowe sztuczki. Teraz brakowało mu sił. Zaczął coś mamrotać, a potem pogubił się. Prokurator z Teksasu uśmiechnął się szyderczo.
Podczas ostatniej rozpatrywanej tego dnia sprawy – jakiejś zupełnie nieciekawej historii prześladowań na tle rasowym w Wirginii – Rosenberg zaczął chrapać. Prezes Runyan spojrzał gniewnie z wysokości swego fotela, a Jason Kline, osobisty sekretarz i asystent Rosenberga, zrozumiał, o co chodzi. Powoli wytoczył wózek z sali posiedzeń na tylny korytarz.
Sędzia odzyskał świadomość w gabinecie, zażył tabletki i poinformował asystentów, że chce jechać do domu. Kline dał znać FBI i po kilku minutach wózek z Rosenbergiem znalazł się bezpiecznie w mikrobusie należącym do sędziego, zaparkowanym w podziemiach. Samochodu pilnowało dwóch agentów FBI. Frederic, pielęgniarz sędziego, zabezpieczył wózek pasami, a za kierownicą mikrobusu usiadł sierżant Ferguson z policji Sądu Najwyższego. Sędzia nie życzył sobie agentów w mikrobusie. Mogli co najwyżej jechać za nim, a potem pilnować miejskiej posiadłości, parkując na ulicy, co i tak należało uznać za wyraz nadzwyczajnej ustępliwości Rosenberga, który nie ufał gliniarzom, a o agentach FBI nie chciał nawet słyszeć. Nie potrzebował ochrony.
Na ulicy Volty w Georgetown mikrobus zwolnił, po czym wjechał tyłem na krótki podjazd. Pielęgniarz wraz z Fergusonem ostrożnie wprowadzili wózek do domu. Agenci przyglądali się wszystkiemu z ulicy, siedząc w czarnym rządowym dodge’u. Trawnik przed siedzibą sędziego był niewielki, toteż samochód agentów stał o kilka stóp od frontowych drzwi. Dochodziła szesnasta.
Po kilku minutach z domu wyszedł – zgodnie z życzeniem sędziego – sierżant Ferguson i zaczął rozmawiać z agentami. Przed tygodniem – po wielu debatach – Rosenberg zgodził się w końcu na to, by Ferguson każdego popołudnia dokonywał cichej inspekcji wszystkich pokojów na górze i na dole. Potem sierżant musiał opuścić dom. Dokładnie o dwudziestej drugiej wolno mu było objąć wartę pod drzwiami; schodził z niej o szóstej rano. Sędzia nie zgadzał się na żadnego innego policjanta oprócz Fergusona i sierżant był już naprawdę zmęczony pracą po godzinach.
– Wszystko w porządku – poinformował agentów. – Wracam o dziesiątej.
– Jeszcze żyje? – spytał jeden z ludzi siedzących w samochodzie. Była to standardowa wymiana zdań.
– Obawiam się, że tak – odparł Ferguson i ciężkim krokiem ruszył ku mikrobusowi.
Frederic, pielęgniarz sędziego, był pyzatym, niezbyt silnym mężczyzną, ale obsługa pacjenta nie wymagała od niego specjalnego wysiłku. Ułożywszy odpowiednio poduszki, Frederic podniósł Rosenberga z wózka i ułożył go ostrożnie na sofie, na której sędzia spędzi bez ruchu następne dwie godziny, przysypiając i oglądając CNN. Frederic przygotował sobie kanapkę z szynką i talerzyk ciasteczek, po czym zaczął przeglądać leżący na kuchennym stole egzemplarz “National Enquirer”. Rosenberg zabełkotał coś głośno i zmienił kanał za pomocą pilota.
Dokładnie o siódmej na stole pojawił się dietetyczny obiad sędziego, składający się z rosołu, gotowanych ziemniaków i duszonej cebuli. Frederic, posadziwszy starca na wózku, przewiózł go do jadalni. Rosenberg upierał się, by samemu posługiwać się sztućcami, i nie był to najelegantszy widok. Frederic oglądał telewizję. Później przyjdzie mu posprzątać cały poobiedni bałagan.
O dziewiątej Rosenberg był już wykąpany i ubrany w piżamę i szlafrok. Leżał, dokładnie okryty kołdrą. Łóżko było wąskie, rozkładane, o jasnozielonej szpitalnej barwie. Sędzia sypiał na twardym materacu, mając w zasięgu ręki przycisk przywołujący pielęgniarza. Łóżko miało opuszczane boczne ścianki, których Rosenberg nigdy nie pozwalał podnosić. Stało w pokoju za kuchnią, służącym mu przez trzydzieści lat – aż do pierwszego wylewu – jako niewielka pracownia. Pomieszczenie przypominało teraz salę szpitalną, czuć w nim było środki dezynfekcyjne i zbliżającą się śmierć. Obok łóżka stał duży stół z lampą szpitalną i co najmniej dwudziestoma buteleczkami lekarstw. Regały wokół ścian szczelnie wypełniały grube i ciężkie księgi prawnicze. Pielęgniarz usiadł jak zwykle obok stołu, w pamiętającym lepsze czasy rozkładanym fotelu, i zaczął czytać sędziemu raporty. Robił to, dopóki nie usłyszał chrapania, rozlegającego się co noc mniej więcej o tej samej porze. Czytając wymawiał starannie i bardzo głośno słowa, a Rosenberg – mimo że sztywny i nieruchomy – słuchał go uważnie i chłonął treść raportu. Dzisiejsze podsumowanie dotyczyło sprawy, w której Rosenberg miał wydać orzeczenie większości.
Po godzinie głośnego czytania Frederic zaczął odczuwać zmęczenie, a sędzia już przysypiał. Uniósł lekko rękę i za pomocą jednego z przycisków przy łóżku przyciemnił światło. Zamknął oczy. Frederic nacisnął plecami oparcie i fotel rozłożył się. Pielęgniarz odłożył dokumenty na podłogę i przymknął powieki. Rosenberg już chrapał, lecz nie miało to trwać długo.
Kilka minut po dziesiątej w ciemnym, uśpionym domu uchyliły się lekko drzwi garderoby w sypialni na piętrze. Khamel wyszedł z ukrycia. Miał na sobie sportowe szorty, nylonową czapeczkę, a na nadgarstkach opaski – wszystko koloru szafirowego. Koszulka z długimi rękawami, obuwie treningowe Reeboka i skarpety były białe z szafirowymi paskami. Kolorystykę stroju dobrano idealnie. Khamel wyglądał jak człowiek, który uprawia jogging. Zniknęła gdzieś gęsta broda, a krótkie włosy pod czapeczką miały teraz jasny, niemal biały kolor.
W sypialni było ciemno, podobnie jak w holu. Schody zatrzeszczały cicho pod stopami skradającego się. Zabójca mierzył pięć stóp i dziesięć cali wzrostu, a ważył niecałe sto pięćdziesiąt funtów; na jego ciele nie było ani grama tłuszczu. Dbał o kondycję. W tej robocie liczyła się sprawność. Schody kończyły się w przedpokoju, niedaleko kuchennych drzwi.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Raport “Pelikana”»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Raport “Pelikana”» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Raport “Pelikana”» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.