José Saramago - Baltazar i Blimunda

Здесь есть возможность читать онлайн «José Saramago - Baltazar i Blimunda» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Baltazar i Blimunda: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Baltazar i Blimunda»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Jan V, władca Portugalii na początku XVIII wieku, pragnie syna i ślubuje po jego narodzinach wznieść ogromny klasztor. Gdy królowa zachodzi w ciążę, przyszły ojciec, chcąc dotrzymać obietnicy, kładzie kamień węgielny pod budowę monumentalnej bazyliki. W tym samym czasie, pewien ksiądz -heretyk realizuje swoje marzenie: budowę napędzanej siłą ludzkiej woli maszyny latającej, która mogłaby go przenieść do innej, szczęśliwszej krainy. W zadaniu tym pomagają mu okaleczony żołnierz Baltazar i olśniewająca Blimunda, córka zesłanej do Angoli czarownicy. Niesamowite przygody tej trójki splatają wątek miłosny z historią o uporze człowieka walczącego o swoją godność i wolność.

Baltazar i Blimunda — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Baltazar i Blimunda», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Siedem Słońc z niedowierzaniem i niepokojem uniósł się nieco na sienniku, Kpisz sobie ze mnie, nikt nie może zaglądać drugim do wnętrza. Ja mogę. Nie wierzę. Najpierw za wszelką cenę chciałeś się dowiedzieć, teraz już wiesz i mówisz, że nie wierzysz, może to i lepiej, ale na przyszłość nigdy nie zabieraj mi chleba. Uwierzę, jeśli natychmiast mi powiesz, co mam teraz w sobie. Nie widzę nic, o ile nie jestem na czczo, a poza tym przyrzekłam, że nigdy nie zajrzę ci do wnętrza. Powtarzam, że kpisz sobie ze mnie. A ja ci powtarzam, że to prawda. Jak mogę się o tym przekonać. Jutro rano nie będę jeść, wyjdziemy z domu i będę ci opowiadać o wszystkim, co zobaczę, ale na ciebie nie spojrzę, ani ty sam też nie staniesz ze mną twarzą w twarz, zgadzasz się na to. Zgadzam się, odpowiedział Baltazar, ale powiedz mi, na czym polega ta tajemnica, skąd masz taką moc, o ile mnie nie oszukujesz. Jutro przekonasz się, że mówię prawdę. A nie boisz się Świętego Oficjum, inni zapłacili za dużo błahsze rzeczy. Mój dar nie ma nic wspólnego ani z kacerstwem, ani z czarami, moje oczy są zwyczajne. Ale twoja matka została wychłostana i zesłana, gdyż miała widzenia i objawienia, to od niej się nauczyłaś. Nie, to nie to samo, ja widzę tylko to, co jest na świecie, nie widzę tego, co jest poza nim, ani nieba, ani piekła, nie odmawiam żadnych modlitw, nie wykonuję żadnych gestów rękami, tylko widzę. Ale przeżegnałaś się swoją własną krwią i narysowałaś mi nią krzyż na piersi, czy to nie czary. Dziewicza krew jest jak woda, którą się chrzci, zrozumiałam to, kiedy we mnie wszedłeś, a gdy poczułam, że płynie, odgadłam te gesty, Jaka jest twoja moc. Widzę, co jest wewnątrz ludzkich ciał i czasem to, co jest w głębi ziemi, widzę to, co jest pod skórą, a czasem nawet pod ubraniem, ale tylko wtedy gdy jestem na czczo, tracę ten dar, gdy księżyc zmienia kwadrę, ale wkrótce wraca, dużo bym dała za to, żeby go nie mieć. Dlaczego. Dlatego że to, co kryje się pod skórą, nie jest przyjemne do oglądania. Nawet dusza. Czy widziałaś kiedyś duszę. Nigdy. Może jednak dusza nie znajduje się wewnątrz ciała. Nie wiem, nigdy jej nie widziałam. Być może nie można jej zobaczyć. Być może, a teraz zostaw mnie, zabierz tę nogę, bo chcę wstać.

Przez cały dzień Baltazara nawiedzały wątpliwości, czy rzeczywiście cała ta rozmowa miała miejsce, czy może był to tylko sen, albo po prostu Blimundzie to się przyśniło. Patrzył na wielkie zwierzęta, jeszcze nie poćwiartowane, wiszące na hakach, wytężał wzrok i nie widział nic ponad obdarte ze skóry, sine, nieprzezroczyste mięso, a kiedy rozłożone na ladzie kawałki i porcje rzucano na wagę, uświadomił sobie, że dar Blimundy jest bardziej karą niż nagrodą, wnętrze bowiem tych zwierząt rzeczywiście nie cieszyło oczu, podobnie jak nie cieszyłby widok wnętrza tych, którzy przychodzą po mięso, ani tych, którzy je sprzedają, krają czy też noszą, tak jak to robi Baltazar. Zresztą na wojnie widział to samo, co tu, bo żeby sprawdzić, co jest w środku, zawsze konieczny jest topór lub pocisk armatni, siekiera lub klinga szabli, nóż lub kula, które rozrywają delikatną skórę, co jest znacznie boleśniejsze od utraty dziewictwa, obnażają kości i kiszki, lecz tą krwią nie warto się żegnać, nie zwiastuje bowiem życia, ale śmierć. Wszystkie te myśli są chaotyczne, same by to przyznały, gdyby je uporządkować i oczyścić z uboczności, nawet nie warto pytać, O czym myślisz, Baltazarze, ponieważ odpowiedziałby z pełnym przekonaniem, O niczym, a jednak myślał o tym wszystkim i jeszcze o innych rzeczach, bo przypomniał sobie własne białe kości w rozdartym ciele, kiedy go zabierali na tyły, później dłoń leżącą na ziemi, odsuniętą na bok przez nogę chirurga, Dawać następnego, a ten nieszczęśnik, którego wnoszą, wyjdzie stąd w dużo gorszym stanie, gdyż straci obydwie nogi, o ile w ogóle ujdzie z życiem. A jemu zachciewa się zgłębiać tajemnice, właściwie po co, skoro powinno mu wystarczyć to, że budząc się rano czuje przy sobie rozbudzoną lub śpiącą kobietę, którą mu zesłał los i ten sam los jutro ją zabierze, kto wie, czy do innego łóżka, na siennik leżący na ziemi, tak jak ten, czy też do łoża zdobnego złotymi inkrustacjami i festonami, bo przecież ich nie brak, wybierać i przebierać, do wyboru, do koloru, czyż zatem nie jest szaleństwem albo diabelską pokusą pytać ją, Dlaczego jesz chleb z zamkniętymi oczami, bo jeśli jedząc go jesteś ślepa, jedz go, Blimundo, żebyś tyle nie widziała, bo widzieć tak, jak ty widzisz, to wielkie nieszczęście, to może być trudne do zniesienia. A ty, Baltazarze, o czym myślisz, O niczym, nie myślę o niczym, nie wiem nawet, czy kiedykolwiek o czymkolwiek myślałem. Hej, Siedem Słońc, przyciągnij no tutaj ten płat słoniny.

Ani jedno, ani drugie nie spało tej nocy. Rozwidniło się, a oni dalej leżeli, Baltazar wstał tylko na chwilę, żeby zjeść trochę zimnych skwarków i wypić kubek wina, potem znów się położył, Blimunda zaś leżała spokojnie z zamkniętymi oczami przedłużając post, aby wyostrzyły się lancety jej oczu, aby były jak najcieńsze sztylety, bo kiedy wreszcie ujrzy światło słoneczne, ma widzieć, a nie zwyczajnie patrzeć, jak to robią ci, którzy choć mają oczy, są jednak w pewnym sensie ślepi. Minął ranek, przyszła pora obiadu i Blimunda wreszcie wstała, powieki ma spuszczone, Baltazar zjadł drugi posiłek, ona zaś, by widzieć, musi być na czczo, jemu i tak na nic by to się zdało, wychodzą z domu, dzień jest tak pogodny, że aż nie pasuje do sytuacji, Blimunda idzie przodem, Baltazar za nią, tak aby go nie widziała, ale żeby słyszał, kiedy będzie mówić o tym, co widzi.

Ona zaś mówi, Ta kobieta, która siedzi na schodku przy drzwiach, ma w brzuchu dziecko płci męskiej, ale chłopiec ma szyję dwukrotnie owiniętą pępowiną, może równie dobrze przeżyć, jak i umrzeć, tego nie wiem, a ta ziemia, po której idziemy, z wierzchu jest pokryta czerwoną gliną, pod nią jest biały piasek, dalej czarny piasek, później żwir, a na samym dnie jest granitowy kamień, w którym jest duże zagłębienie wypełnione wodą, a w nim szkielet ryby większej ode mnie, ten staruszek, który przeszedł, podobnie jak ja ma pusty żołądek, ale w przeciwieństwie do mnie traci wzrok, a znów ten młody mężczyzna, który na mnie spojrzał, ma członek zżarty przez chorobę weneryczną, ropiejący, zawinięty w szmaty, a mimo wszystko uśmiecha się, to męska próżność kazała mu spojrzeć na mnie i uśmiechnąć się, obyś tylko ty, Baltazarze, nie ulegał podobnej próżności i obyś zawsze zbliżał się do mnie czysty, a tam znów idzie zakonnik, który ma w kiszkach solitera, musi go żywić jedząc za dwóch lub trzech, chociaż nawet gdyby go nie miał, i tak jadłby za dwóch albo i trzech, teraz spójrz na tych mężczyzn i na te kobiety, klęczących przy kapliczce Św. Kryspina, ty jesteś w stanie zobaczyć tylko to, że robią znaki krzyża, usłyszeć uderzenia w piersi i bicie po twarzach, gdyż na znak pokuty policzkują tak siebie samych, jak i innych, ale ja widzę worki ekskrementów i robaków, a jeden z nich ma w gardle guz, który go udusi, jeszcze o tym nie wie, dowie się jutro, ale już będzie za późno, dziś zresztą też, bo nie ma na to lekarstwa. Ale skąd ja mam wiedzieć, że to wszystko prawda, jeżeli mówisz o rzeczach, których nie mogę zobaczyć na własne oczy, spytał Baltazar, Blimunda zaś odpowiedziała, Zrób szpikulcem dołek, o tu, w tym miejscu, a znajdziesz srebrną monetę, Baltazar zrobił dołek i znalazł, Pomyliłaś się, Blimundo, to jest złota moneta. Tym lepiej dla ciebie, nie mogłam ryzykować, bo zawsze mylę srebro ze złotem, ale odgadłam, że jest to cenna moneta, czegóż więc jeszcze chcesz, masz prawdę i korzyść, a gdyby przechodziła tędy królowa, powiedziałabym ci, że powtórnie jest w ciąży, ale jeszcze za wcześnie, żeby stwierdzić, czy będzie to chłopiec, czy dziewczynka, moja matka mawiała, najgorzej raz zapłodnić łono kobiety, bo natychmiast domaga się jeszcze i jeszcze, a teraz ci powiem, że zaczęła się zmiana kwadry księżyca, bo czuję, że pieką mnie oczy, i widzę jakieś żółte cienie, które przesuwają się niby rząd wszy przebierających nóżkami, są żółte i gryzą mi oczy, zmiłuj się, Baltazarze, zaklinam cię na zbawienie duszy, zaprowadź mnie do domu, daj mi jeść i połóż się ze mną, będąc przed tobą nie mogę cię widzieć i nie chcę cię widzieć od wewnątrz, chcę tylko na ciebie patrzeć, na twoją smagłą, brodatą twarz, na zmęczone oczy i usta, zawsze takie smutne, nawet gdy leżysz obok mnie i mnie pożądasz, zaprowadź mnie do domu, Baltazarze, będę szła za tobą, ale ze spuszczonymi oczami, ponieważ już raz przysięgłam, że nie zajrzę ci do wnętrza, i tak też będzie, niech mnie spotka ciężka kara, jeśli kiedykolwiek to zrobię.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Baltazar i Blimunda»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Baltazar i Blimunda» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Baltazar i Blimunda»

Обсуждение, отзывы о книге «Baltazar i Blimunda» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.