Roman Jonasz - Byłem Księdzem

Здесь есть возможность читать онлайн «Roman Jonasz - Byłem Księdzem» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Byłem Księdzem: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Byłem Księdzem»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Najbardziej wstrząsająca, bardzo pouczająca i rozbijająca mity książka, w której były ksiądz-Roman Jonasz, na kanwie własnych przeżyć, opisuje prozę kapłańskiego życia- pełnego intryg, skandali, ludzkich słabości i upadków. Nie księża są tu jednak piętnowani, ale błędny system który ich deprawuje.

Byłem Księdzem — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Byłem Księdzem», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Po wyjściu z plebanii postanowiłem, że porozmawiam także z urzędującym jeszcze wikariuszem, a przy okazji obejrzę moje przyszłe mieszkanie. „Wikariatka” mieściła się w zupełnie innym budynku, około 30 metrów od plebanii proboszcza. Była to duża, nieotynkowana „piętrówka”. Cały parter stał pusty, niewykończony i brudny. Mieściła się tam sala pimpongowa dla ministrantów, sala katechetyczna, łazienki i magazynki Połowę piętra zajmował organista z rodziną, a drugą połowę – wikariusz. Ks. Sławek akurat wrócił ze spaceru. Wszedłem z nim do mieszkania, w którym miałem spędzić najbliższy rok. Składało się z dwóch pokoi, kuchni, łazienki i małego przedpokoju. Jeden pokój był maleńki, za to drugi – przestronny i jasny, z dużym balkonem. Zauważyłem, że w całym budynku brak było jakiegokolwiek ogrzewania. Sławek nie krył swojej radości z powodu opuszczania parafii. Nie chciał wiele mówić na temat proboszcza. Powiedział tylko, że „było ciężko”. Jego opinia na temat mieszkańców parafii różniła się zupełnie od opinii proboszcza. Cóż, każdy ma prawo do swojego zdania.

Muszę powiedzieć, iż wyjeżdżając z Ruśca miałem więcej pozytywnych myśli i otuchy w sercu jak przed przyjazdem. Przede wszystkim zauroczyła mnie sama miejscowość, w której łączyły się pejzaże miejskie z wiejskimi. Rusiec miał swoje centrum z ryneczkiem, przystankiem PKS i parkiem przylegającym do samego Kościoła, ale sięgając dalej wzrokiem – widać już było łąki, pola i las. Miejscowość słynęła z bogatej, wręcz wystawnej zabudowy. Ludzie byli tu gospodarni i przedsiębiorczy. Za to „przy Kościele żaden cham nie chciał pomagać” – jak mówił proboszcz. Sam Kościół, który na koniec wizyty pokazał mi ks. Sławek, z zewnątrz imponujący – w środku był zaniedbany i brudny. Robił wrażenie nieuczęszczanego. Miał jednak w sobie swoisty nastrój i atmosferę gotyckiej świątyni. Na tym zakończył się mój rekonesans w Ruścu.

30-tego lipca zajechałem powtórnie na „moją” parafię, tym razem już z rodzicami, meblami i dekretem w ręku. Była sobota. Proboszcz szykował się na ślub. Chociaż oficjalnie zaczynałem pracę następnego dnia, jednak Jasiu zażądał stanowczo, abym szedł z nim na uroczystość, a później na wesele. Nie chciałem go drażnić na samym początku, usiałem zostawić rodziców przy przeprowadzce i podążyć za szefem. Moja pierwsza niedziela w Ruścu była przemiła. Parafianie tłumnie przybyli do Kościoła. Po każdej Mszy spontanicznie podchodzili do mnie i serdecznie witali. Starym, parafialnym zwyczajem, po sumie okrążyła mnie orkiestra i zagrała kilka powitalnych marszów. Proboszcz przy obiedzie sprowadził mnie na ziemię – „to wszystko wredne i fałszywe, zobaczy ksiądz!”.

Następnego dnia było rozpoczęcie roku szkolnego w miejscowej podstawówce. Miałem niewiele katechezy, tylko 12 godzin tygodniowo. Przydzielono mi VII i VIII klasy, resztę uczyła katechetka Agata – nawiasem mówiąc piękna dziewczyna. Ciało pedagogiczne – ogólnie bardzo przychylnie nastawione do religii w szkole i do mnie osobiście. Trochę problemów wychowawczych miałem natomiast z dziećmi. Czekały mnie również dojazdy do innej szkoły w maleńkiej wiosce. Była to 3 – klasowa szkółka, za to dzieci były tam urocze – grzeczne i pilne.

Jak już wspomniałem, od pierwszego wejrzenia zauroczył mnie zewnętrzny wizerunek Ruśca – jego otoczenie i zabudowa. Wszędzie kapało wprost od zieleni. Liczne lasy i łąki przynosiły ożywcze powiewy wiatru. Sama świątynia rusiecka otoczona była ogromnymi drzewami tak, jakby wśród nich wyrosła. Okoliczne wioski obfitowały w stawy na rozłożystych łąkach. Niemal z każdej strony wieś otoczona była lasem, a jedna wioska cała była w nim ukryta. Przez parafię przepływały dwie urocze i rybne rzeczki Co prawda ludzie pośród tej sielankowej scenerii musieli ciężko pracować (ziemie były tu nie najlepsze), jednak przyroda wynagradzała im poniesione trudy – spokojem, świeżym powietrzem i pięknymi pejzażami Dla księży, zwłaszcza tych spokojnych duchem, taka parafia jest wymarzonym miejscem na ziemi. Ci, którzy nie lubią zgiełku miasta i nie boją się być na świeczniku – żyją na wiejskich placówkach jak u Pana Boga za piecem. Zwłaszcza proboszczowie z jednym wikarym, którego można posłać do szkoły, zatrudnić przy robieniu grobu i żłobka, powierzyć mu ministrantów itp. Oczywiście są to wszystko wspaniałe i ciekawe zajęcia, związane z misją każdego kapłana i dające zazwyczaj dużo satysfakcji. Jeśli jednak widzi się, że jedynemu, najbliższemu autorytetowi takie prace obmierzły, a ogranicza się on tylko do półgodzinnej Mszy dziennie i udzielaniu sakramentów – co bardziej godnym, tzn. mniej więcej raz na dwa miesiące – można się trochę zniechęcić. Oprócz niewątpliwych plusów księżowskiego życia na wsi, trzeba powiedzieć również o paru minusach. Pierwszy z nich to brak jakiejkolwiek anonimowości. Daję głowę, że gdyby przeprowadzić stosowną ankietę wśród mieszkańców polskiej wsi i próbować dociec jakie tematy najczęściej porusza się w wiejskich rozmowach (z wyjątkiem spraw bytowych i rodzinnych) – wynik będzie zawsze ten sam: 1-sze miejsce proboszcz, 2-gie miejsce wikary. Ksiądz na wsi był od wieków i jest ciągle tematem nr 1. Spacerując po Ruścu za każdym razem czułem na sobie (dosłownie!) setki par oczu. Niektórzy wręcz mnie śledzili! Do dzisiaj nie mam pojęcia jakim cudem niektórzy parafianie dowiedzieli się o kilku faktach z mojego życia. Do tego wszystkiego dochodzi wprost fenomenalna, ponaddźwiękowa szybkość z jaką rozchodziły się wszystkie informacje. Jeśli wierzyć słowom księdza proboszcza – mieszkańcy Ruśca mogli w powyższych konkurencjach wygrywać olimpiady. To wielkie zainteresowanie sprawami Kościoła, a te w ich mniemaniu sprowadzały się do prywatnego życia duszpasterzy, nie zawsze miało dla nich pozytywne skutki i wychodziło im na dobre. Myślę tutaj o wypadkach sprzed dwudziestu lat, które odbiły się szerokim echem niemal w całym kraju. Korciło mnie od początku, aby sprawdzić co na ten temat mówiła kronika parafialna. Było to najbardziej wiarygodne źródło, ponieważ pisali ją proboszczowie, którzy rezydowali w parafii bezpośrednio po tamtych wydarzeniach. Sami parafianie rzadko poruszali temat rusieckiej rebelii. Odniosłem wrażenie, że wstydzili się stylu w jakim zabłysnęli wobec świata. „Kronikę Parafii Rusiec” przeczytałem w trakcie kilku pierwszych dyżurów w kancelarii. O dziwo, już sam wstęp księgi zdawał się potwierdzać teorię proboszcza o (delikatnie mówiąc) trudnym charakterze tubylców. Mianowicie przodkami dzisiejszych mieszkańców wsi byli zbuntowani chłopi z majątku hrabiego Koniecpolskiego. Po stłumionym krwawo buncie kazał on przesiedlić krnąbrnych poddanych z Rusi w centrum Rzeczpospolitej. Poprzednia ojczyzna na trwałe wpisała się w nazwę ich nowego siedliska. Dzisiaj, jedna z głównych ulic Ruśca nosi nazwę – „hrabiego Koniecpolskiego”. Nie będę opisywał szczegółowych losów Rusinów z Ruśca. Przechodząc do opisu wydarzeń z lat 70-tych naszego stulecia pragnę zaznaczyć, że ich chronologia może nie być dokładnie zachowana. Kronikarski opis czytałem tylko raz i to kilka lat temu.

Cała zadyma w parafii zaczęła się w sposób niemal klasyczny tzn. konfliktem między proboszczem a wikariuszem. Niestety, biskup przy doborze składu osobowego księży na poszczególnych parafiach nie kieruje się ich charakterami, temperamentem czy innymi cechami osobowymi. Po prostu utyka „dziury” kim się da. Ludzie są tylko ludźmi albo jeśli kto woli – są ludzie-kosy i ludzie-kamienie. W opisywanym przypadku nie ma żadnych wątpliwości, że „trafiła kosa na kamień”. Przysłowiową „kosą” można śmiało nazwać ówczesnego rusieckiego proboszcza ks. Kaletę – byłego, długoletniego żołnierza, który przeszedł szlak bojowy od kampanii wrześniowej po służbę w armii Andersa. Nie wiadomo co bardziej ukształtowało charakter ks. Kalety – czy twardy, żołnierski żywot; czy też wychowanie wyniesione z domu rodzinnego. Faktem bezspornym jest, iż był to człowiek bardzo surowy, wręcz szorstki. Wymagał wiele od siebie i od innych. Wśród większości wiernych miał poza tym opinię człowieka uczciwego i sprawiedliwego. Ludzie bali się go, ale otaczali szacunkiem. Ks. Kałuziak, który został przydzielony do Ruśca w charakterze wikariusza był kompletnym zaprzeczeniem swojego przełożonego – lekkoduch i lawirant; ceniący nade wszystko alkohol i damskie towarzystwo. Nowy wikary był bardzo towarzyski i szczery. Lubił nocne popijawy z chłopami, którym coraz częściej użalał się na surowość proboszcza. Szybko zjednał sobie wielu popleczników i obrońców, którym nie w smak była osoba plebana. Sytuacja między nim a proboszczem stawała się coraz bardziej napięta i groziła w każdej chwili wybuchem.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Byłem Księdzem»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Byłem Księdzem» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Byłem Księdzem»

Обсуждение, отзывы о книге «Byłem Księdzem» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.