Roman Jonasz - Byłem Księdzem
Здесь есть возможность читать онлайн «Roman Jonasz - Byłem Księdzem» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Byłem Księdzem
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:4 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 80
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Byłem Księdzem: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Byłem Księdzem»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Byłem Księdzem — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Byłem Księdzem», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Ponieważ nasz kurs był dość liczny, a nigdy nie było wiadomo kto akurat jest chory i leży w szpitaliku, niektórzy z nas zaczęli opuszczać zbyt męczące wykłady. Zwykle nadrabiało się wtedy w łóżku wczesne wstawanie. Chociaż obecność na wykładach (na równi z innymi zajęciami) była bezwzględnie obowiązkowa – postępowała w ten sposób niemała część braci kleryckiej. Co bardziej odważni i zmęczeni opuszczali posiłki, a nawet poranne modlitwy i Mszę Świętą, ale to była już gardłowa sprawa. Każdy z nas miał swoje wyznaczone miejsce w stołówce i kaplicy, a ksiądz wicerektor miał wyjątkową pamięć wzrokową. Potrafił wstać nagle z ławki w czasie rannego rozmyślania i iść prosto do pokoju „dekownika”. Parę takich wpadek na koncie gwarantowało zmianę życiorysu. Nie miało sensu tłumaczenie o złym samopoczuciu czy zaspaniu. Ewentualną, wyjątkową absencję trzeba było zgłosić wcześniej… Niektórym jednak się udawało. Zachęcony ich powodzeniem, ja również zacząłem odpuszczać sobie, ale tylko i wyłącznie, „dyktowane” wykłady. Wolałem pożyczyć od kolegi skrypt; odbić go na ksero przed egzaminem, niż nabawić się nerwicy i odcisków na palcach od ściskania pióra. W taki oto sposób zacząłem wchodzić w konflikt z prawem, którym był regulamin. Tak też minął mi drugi semestr trzeciego roku w seminarium. W tym czasie opuściłem też pogrzeb wieloletniego proboszcza katedry, w którym uczestniczyło całe seminarium. To były wszystkie moje grzechy, z których miałem być wkrótce dokładnie rozliczony.
Zdałem pozytywnie wszystkie egzaminy w sesji letniej i zacząłem pakować się do domu na wakacje. W przeddzień wyjazdu, po obiedzie – jako jeden z pierwszych wszedłem na korytarz gdzie miałem swój pokój. Na każdym piętrze pośrodku korytarza był wewnętrzny aparat telefoniczny, z którego można było zadzwonić „na furtę”, do ojców duchownych lub któregoś z przełożonych. Kiedy wchodziłem wtedy na korytarz telefon zaczął dzwonić, a ja wiedziałem, że dzwoni do mnie. Jakaś przedziwna intuicja kazała mi podbiec do aparatu i wypowiedzieć rutynowe: „kleryk X Y, słucham”. Siostra, która dzwoniła z furty była wyraźnie zbita z tropu -,ja właśnie do księdza, ma się ksiądz zaraz stawić u rektora” – wyksztusiła i położyła słuchawkę. Mogłem być wezwany w jednej z tysiąca spraw, ale coś mi mówiło, że nie będzie to miła rozmowa. Z bijącym sercem zapukałem do rektorskich drzwi. Otworzył mi sam Ezechiel (czasami otwierała pokojówka). Zasiadł za wielkim, stylowym biurkiem i kazał mi usiąść naprzeciw siebie. Zapytał jak się czuję w seminarium. Odpowiedziałem, że dobrze, ale jestem nieco zmęczony. Później poszło już bardzo szybko. Okazało się, że Ezechiel wie o moich nieobecnościach na wykładach (operował dokładnymi datami) i pogrzebie. Wiedział również, że palę papierosy na spacerach. Spytał, czy to wszystko ma przypisać mojemu zmęczeniu. Odparłem, że owszem, a poza zmęczeniem bywam czasem zdenerwowany – dlatego zacząłem palić. Ponieważ palę bardzo mało i to poza seminarium, nie uważałem za konieczne informować o tym przełożonych. Powiedziałem również co myślę o niektórych wykładach i profesorach traktujących nas niepoważnie i lekceważąco. Ksiądz rektor najpierw zbladł, a potem poczerwieniał na tę – jego zdaniem – „bezczelną wypowiedź”. Oświadczył zdecydowanie, że nie mam powołania i do jutra muszę postanowić o swojej dalszej przyszłości. Wyszedłem od niego z tysiącem myśli w głowie. Byłem zdenerwowany, ale też zadowolony – zdobyłem się na odwagę powiedzieć parę słów prawdy samemu Ezechielowi. Wiedziałem, że chcę dalej iść drogą powołania i dalej studiować w seminarium. Może nie akurat w takim, jak włocławskie, ale na pewno zostać, nie odchodzić! Moje cele pozostawały niezmienne.
Nie wiedziałem co sądzić o oświadczeniu rektora. Na zdrowy rozum nie powinienem być usunięty, bo nie było po temu dostatecznych powodów, ale doświadczenie uczyło, że nie było to wykluczone. To, że dobrze się uczyłem, miałem zawsze nienaganną opinię z parafii i przykładnie spełniałem swoje obowiązki higienisty – mogło nie mieć żadnego znaczenia. Stwierdzenie rektora, że „nie mam powołania” – wróżyło najgorsze. Nie chciałem zamykać sobie drogi do kapłaństwa. Postanowiłem za wszelką cenę się bronić. Poszedłem do prorektora. Miałem z nim wiele kontaktów każdego dnia i sądziłem, że nawet mnie lubi Był zdziwiony moją wizytą – „czy ksiądz rektor nie powiedział ci wszystkiego”? – zapytał znudzonym głosem. Następnie zaczął użalać się nad swoimi problemami z trawieniem (był chyba grubszy niż wyższy). Zapytał również o sprzątanie przed wakacjami. „Proszę o moje papiery” – usłyszałem własne słowa. Miałem już dość tych samolubnych ludzi, dla których własny brzuch był ważniejszy od losu drugiego człowieka. „Masz czas do jutra” – zdziwił się prorektor – „…myśleliśmy zresztą najwyżej o rocznym urlopie dla ciebie”.
Ja jednak byłem już zdecydowany. Przyszło mi do głowy chyba jedyne słuszne rozwiązanie. Postanowiłem dalej iść drogą powołania, ale już w innym środowisku. Pomyślałem o Łodzi. W tamtejszym seminarium miałem kolegę, który znalazł się tam w podobny sposób, przenosząc się na własną prośbę. Z tą nową myślą odebrałem swoje dokumenty, życząc wicerektorowi „dużo zdrowia”. Przed wyjazdem chciałem jednak spotkać się jeszcze z ojcem duchownym, który był zarazem moim spowiednikiem. Musiałem koniecznie dowiedzieć się – czy i on uważa, że nie mam powołania. Okazało się, iż wie wszystko o moich przewinieniach. Było to niedopuszczalne! – zgodnie z prawem, ojcowie duchowni i moderatorzy nie mogli wymieniać między sobą informacji na temat kleryków. Ojciec jednak wiedział o wszystkim. Znał mnie i moje wnętrze, jak nikt inny. Na moje pytanie – czy mam powołanie – odpowiedział zdecydowanie: „TAK”.
ROZDZIAŁ III WYŻSZE SEMINARIUM DUCHOWNE W ŁODZI
Kiedy przyjechałem do domu z papierami, rodzice nie byli zachwyceni, ale szybko przekonałem ich do moich planów dotyczących Łodzi. Postanowiłem działać natychmiast. Sądziłem, że nie będzie większych problemów z przyjęciem mnie do Łódzkiego Seminarium. Takie przeniesienia z różnych powodów zdarzały się dość często. Diecezje, w których brakowało księży, chętnie przyjmowały tzw. spadochroniarzy. Niektórzy z nich zostawali potem nawet biskupami Do takich diecezji o zwiększonym zapotrzebowaniu należała także diecezja łódzka. Ma ona dwukrotnie więcej wiernych niż włocławska, jednak liczba rodzimych kleryków i kapłanów jest w niej kilkukrotnie niższa. Miałem zapewnienie z Włocławka, że moja opinia będzie „względnie dobra”. Biorąc to wszystko pod uwagę byłem niemal pewien swego. Niestety, okazało się, iż nie miałem racji. Kiedy następnego dnia pojechałem do biskupa Adama Lepy, który był jednocześnie rektorem Łódzkiego Seminarium – spotkałem się z odmową co do przyjęcia mnie po wakacjach na czwarty rok (jak liczyłem). Biskup zdecydował, że rok przerwy dobrze mi zrobi, a poza tym – jego zdaniem – powinienem powtarzać trzeci rok studiów. Było to, jak się później okazało, klasyczne zagranie „pod włos”. Formalnie rzecz biorąc, nie powinienem powtarzać roku, który już zaliczyłem, ale skąd ja znałem to podejście – „jak ma powołanie, to się zgodzi na wszystko i wszystko przetrzyma”, Oczywiście zgodziłem się.
Miałem przed sobą rok zawieszenia w próżni – bez żadnych planów i możliwości. Ze względów finansowych nie chciałem być ciężarem dla rodziców, toteż gdy pojawiła się możliwość wyjazdu do Niemiec, m.in. w celach zarobkowych, nie wahałem się ani chwili. Mieszkała tam rodzina kolegi z seminarium. Zaproponowano mi dach głową i możliwość pracy. Nie będę się rozwodził nad moimi losami w Niemczech. Byłem tam kilka miesięcy i nie żałuję tego. Zarobiłem na dalsze studia i poznałem trochę inne życie od tego, które dotąd wiodłem. Do niedawna jeszcze podtrzymywałem przyjacielskie kontakty z kilkoma księżmi pracującymi na stałe za zachodnią granicą. Wróciłem wczesnym latem i żyłem do września na łonie rodziny i parafii. To dziwne jak bardzo cieszyłem się, że niedługo zamknie się za mną kolejna seminaryjna furta. Byłem szczęśliwy i zdecydowany ponieść każdą ofiarę na drodze do kapłaństwa.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Byłem Księdzem»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Byłem Księdzem» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Byłem Księdzem» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
