Fallus Damiena ocierał się o jego brzuch, czuła go na swoich pośladkach, co jeszcze bardziej ją podnie¬ciło. Krew krążyła ze zdwojoną szybkością niczym roztopiona lawa, niosąc żar do każdej cząstki jej cia¬la. Rozchylił płatki między jej udami i po chwili wszedł w nią jednym zdecydowanym pchnięciem.
– Pragnę cię – szepnął w taki sposób, że mimo wszystko uwierzyła mu.
Delikatnie odwrócił jej głowę i pocałował dziko w usta, cały czas trzymając dłonie na jej piersiach, ugniatając je, masując, pobudzając, jeszcze bar¬dziej wzmagając pożądanie. Chwycił ją za biodra i przytrzymał nieruchomo, podczas gdy sam wcho¬dził w nią głęboko, wiodąc do granicy, poza którą traciła wszelki rozsądek.
– Powiedz to – wyszeptał. – Powiedz, że mnie pragmesz.
Usiłowała z tym walczyć, przygryźć drżącą war¬gę, jeszcze mocniej złapała kolumienkę. Damien wycofał się z niej niemalże do końca, by po chwili znowu wniknąć w jej wnętrze.
– Powiedz to! – rozkazał. Trzymał ją za biodra i bez litości wdzierał się do środka.
– Pragnę cię, Damien! Pragnę aż do bólu.
– Chryste… – aż jęknął. Poruszał się coraz szybciej i coraz mocniej, pracując zawzięcie biodrami. Miał gorące dłonie, wilgotne, głodne usta.
– Damien! – krzyknęła, dochodząc do kulmina¬cji i nagle wstrząsnęła nią potężna eksplozja żaru, po której nastąpiła kolejna i jeszcze jedna.
Nawet nie zauważyła, kiedy zalał ją swoim nasie¬niem, nie poczuła, jak ugięły się pod nią kola¬na, i nie wiedziała, że to on ją podtrzymał, by nie upadła. Trzęsła się od przenikających ją na wskroś emocji i nagle ogarnął ją strach. Po chwili poczuła na twarzy jego delikatne pocałunki, a gdy opiekuń¬czo otoczył ją ramionami, usłyszała jego uspokaja¬jący szept.
– Wszystko dobrze, cherie. Nie musisz się bać. Lecz ona wiedziała, że jest mnóstwo powodów, by się obawiała, a ta myśl uderzyła ją nagle z ogromną siłą. Wyprostowała się i odsunęła, by po chwili stanąć z nim twarzą w twarz jak z naj¬większym wrogiem.
– Nie powinieneś był tu przychodzić.
– Aleksa…
– Przestań. Nic już nie mów. – Widząc tak bolesną minę żony, podniósł długą białą koszulę nocną i podał jej bez słowa. Złapała ją trzęsącymi się rę¬kami i szybko nałożyła, cały czas cofając się małymi krokami..
– Chcę, żebyś sobie poszedł – powiedziała wysokim i dziwnie szarpanym głosem.
Pokręcił głową.
– Nie chcę cię zostawiać. Nie w taki sposób.
– Proszę cię.
Lecz jego mina była nieprzejednana. Natych¬miast znalazł się przy niej, wziął ją w ramiona i za¬niósł na szerokie, miękkie łóżko.
– Zostanę tylko chwilę. – Odsunąwszy pościel, położył ją delikatnie, poprawił poduszkę, po czym sam ułożył się tuż obok. – Dopóki nie zaśniesz.
To była dziwna propozycja, a jednak przyniosła jej pewne ukojenie. Okrył ich ioboje kocem, przy¬tulił się do niej i objął czule ramionami. Na pewno znowu zechce się kochać, pomyślała. Napięła cia¬ło, oczekując, że lada chwila przystąpi do działa¬nia. Lecz on głaskał ją delikatnie palcami po wło¬sach, całował w skroń.
W końcu odprężyła się. Wciąż miotały nią nie¬spokojne emocje, lecz po pewnym czasie zapadła w sen.
* * *
Damiena zbudził dźwięk głośno tykającego ze¬gara. Przez chwilę skupiał myśli, żeby zorientować się, gdzie jest, gdzie podział się niebieski balda¬chim znad łóżka. Przypomniał sobie, że zasnął w swoim własnym łóżku… z kobietą, która była je¬go żoną. Napiął mięśnie na myśl o ich namiętnym, dzikim zbliżeniu, o tym, jak niesamowicie zareago¬wała. Wyciągnął rękę, żeby znowu ją posiąść, ogar¬nięty kolejną falą żądzy, i… nie odnalazł jej obok siebie.,
Usiadł. Nie było jej w pokoju, zaś z sąsiedniej sypialni również nie dobiegały żadne dźwięki. W ko¬minku płonął mały ogień, rzucając złowieszcze cie¬nie na ściany, w kącie cicho chrobotała jakaś mysz¬ka. Zeskoczył na podłogę, nałożył swój czarny, je¬dwabny szlafrok i wyszedł na korytarz. Może była głodna i zeszła na dół do kuchni, żeby znaleźć coś do jedzenia?
Wmówił sobie, że tak właśnie jest, i uśmiechnął się na myśl o tym, co mogło tak pobudzić jej ape¬tyt. Jednak powoli pojawiała się niepewność. Moc¬no wstrząsnęło nią to, co zaszło między nimi. Czyż¬by zdenerwowała się tak bardzo, żeby zrobić coś głupiego? Ajeśli uciekła? Ajeśli spróbowała prze¬dostać się do Anglii na własną rękę?
N a samą myśl poczuł nieprzyjemny skurcz. Nie powinien był jej nachodzić, jednak pragnął jej tak bardzo, jak nigdy nie pragnął żadnej innej kobiety, a poza tym wiedział, że i ona go pragnie.
Wiedział, że jej sumienie się zbuntuje. Wtedy to nie miało znaczenia. Niech diabli wezmą jej su¬mienie! – tak wtedy pomyślał.
A teraz…
Coraz bardziej się niepokoił. Zszedł po scho¬da‹;h, udał się do tylnej części domu, gdyż z kuch¬ni nie widział nawet smużki światła. Raz po raz po¬wtarzał sobie w myślach, że powinien był zostawić ją w spokoju. Jednak pożądanie było tak silne, że nie mógł się powstrzymać, za co złościł się teraz sam na siebie.
A może chodziło o rozczarowanie? Zal, że uczu¬cie do niego nie było na tyle silne, aby zignorowa¬ła lojalność wobec ojczyzny, aby przyjęła go takie¬go, jaki jest.
Rozczarowanie, że nie mogła mu zaufać.
Kogo on oszukiwał? Nie miał prawa do jej za¬ufania, bo uczynił wszystko, żeby to zaufanie pod¬ważyć. Nie robił tego celowo, przynajmniej nie po ślubie, ale i tak fakt pozostawał faktem. Wtedy wiedział, że taki może być skutek, ale modlił się, by do niego nie doszło. Teraz pragnął jej zaufania jak nigdy, aż ta potrzeba dotkliwie wgryzała mu się w duszę.
Kontynuując poszukiwania, Damien zmienił kierunek i zdecydowanym krokiem udał się do głównego salonu. Jednak przy drzwiach do ga¬binetu zatrzymał się. Spod ciężkich drewnianych drzwi sączyło się światło, słychać było ciche łkanie.
Sam nie wiedział, czy powipien odczuć ulgę, czy złość. Miał już pewność, że to Aleksa płacze i że to on jest tego płaczu przyczyną. Odetchnął uspoko¬jony, po czym otworzył drzwi i niemal bezgłośnie wszedł do środka. Nie usłyszała go. Siedziała na brzegu sofy zwinięta w kłębek, zakrywając sobie stopy rąbkiem nocnej koszuli. Głowę oparła na splecionych ramionach, rozpuszczone długie kasztanowe włosy osłaniały niemal całą, mokrą od łez twarz.
Usiadł obok i delikatnie wziął ją w ramiona.
– Nie płacz, ma cherie, nie ma powodów do łez.
Nie odsunęła się, jak oczekiwał, lecz przyjęła jego objęcia i wciąż płakała mu w ramię.
– Damien, proszę cię, pozwól mi wrócić do do¬mu.
Cofnął się, by na nią spojrzeć. Przesunął palcem po jej podbródku i pocałował ją delikatnie w usta.
– Gdyby był jakikolwiek sposób, by to zrobić, cherie, możesz być pewna, że zorganizowałbym to natychmiast. – To była szczera prawda, choć nieca¬la. Aleksa byłaby bezpieczna w Anglii, zaś we Francji wciąż czyhały na nią zagrożenia. – Nieste¬ty, generał Moreau chce, żebyś została.
– Jestem Angielką. Nie tu jest moje miejsce.
– Jesteś moją żoną. Twoje miejsce jest przy mnie.
– Gdyby… sprawy miały się inaczej, być może zgodziłabym się z tobą. Niestety, sytuacja jest taka, jaka jest. – Poruszyła się, podnosząc ku niemu spła¬kane oczy. – Wiesz, co czuję… wiesz, że nie mogę pogodzić się z takim stanem rzeczy. Wiesz o tym, a jednak, gdy jestem z tobą, każesz mi zapomnieć o tym, w co wierzę. Zmu~zasz mnie do… do…
Читать дальше